9 listopada 2015

Od Chizuru cd. Erny, Narcyzy

  Zgubiłam się. Nie było by w tym nic dziwnego, gdybym moim cele nie była pomóc przy przenoszeni starych rupieci, ale jakimś cudem stałam pośrodku wielkiej sali na jakimś fikaśnym bankiecie. Do tego chyba prywatnym. Byłam przekonana, że właśnie w tym miejscu powinien stać wielki i brzydki dom, w którym mieszka wielka i brzydka pani, której miałam pomagać. Już czwarty raz studiowałam w głowie całą drogę, którą przeszłam, jednak nim wpadłam na jakikolwiek sensowy wniosek zwyczajnie ktoś się potknął i na mnie wleciał. Jak się można spodziewać i moja równowaga została zachwiana, a los chciał, że na kogoś wpadłam. W pierwszym momencie modliłam się, by tylko nie był to jakiś bogaty przedsiębiorca, który za pierdolony pyłek na swej marynarce każe płacić mi piekielne odszkodowania, jednak ku mojej radości była to tylko jakaś zwykła dziewczyna. Po chwili radości, nastąpiła kolejna modlitwa, tym razem jednak niewysłuchana. Mój wzrok skupił się na wielkiej plamie na dywanie. Jak nic każą mi za to płacić, chociaż może zwale to na tą dziewczynę? Na biedną mi nie wygląda, więc może mój tyłek zostanie uratowany! Oczywiście gdy udało mi się tylko pozbierać i burknąć parę słów, poczułam, że moja kieszeń tego niezcierpi, wino ubrudziło jej sukienkę... Nigdy tego nie spłacę. Jednak ku mojemu zdziwieniu dziewczyna szybko się stąd zmyła kompletnie nie wspominając nic o jakichkolwiek kosztach. Sprawczyni tego wszystkiego również gdzieś wyparowała. Zostałam tylko ja i ten dywan. W pewnym momencie poczułam, że ktoś trzyma rękę na moim ramieniu. Tak jak się spodziewałam był to stary dziad, co gorsza plakietka na marynarce informowała, że tu, on właśnie rządzi. Patrzył na mnie wzrokiem mordercy oraz troskliwym wzrokiem na drogocenny dywan. Jak nic zabije mnie, a potem każe to spłacić.
- To nie tak jak pan myśli... - Zaczęłam, powoli się wycofywać. Jednak jego miażdżący uścisk nie pozwalał mi na ucieczkę.
- Jak się nazywasz? Kim ty jesteś, by przychodzić na tak ważną uroczystość, w takich łachmanach?! - Tu wskazał na moje ciuchy. Niektórzy ludzie zaczęli zwracać się w naszą stronę i nas obserwować. Widać mieli niezły ubaw patrząc jak zaraz komuś się dostanie. - Chłopcze spytałem o coś, jak się nazywasz? - Popatrzyłam na niego głupkowato. No tak on również bierze mnie za chłopaka, co oznacza tylko tyle, że mam jeszcze bardziej przesrane. Zaczęłam gorączkowo rozglądać się po całej sali, mój wzrok trafił, jednak jedynie na tę dziewczynę, jak się teraz zorientowałam, kelnerkę. Nie wyglądała na specjalnie przejętą poprzednim wydarzeniem, po prostu krzątała się przy jakimś stole, kompletnie ignorując świat zewnętrzny. Czyli na jej pomoc nie mam co liczyć. Oczywiście nie problemem byłoby przyłożyć temu jełopowi, jednak problemem byłoby chociażby sam fakt, że stałabym się poszukiwana jeszcze bardziej, niż jest to konieczne. Obserwowałam dalej tą kelnerkę licząc na to, że mój jakże nachalny wzrok wzbudzi w niej litość, jednak były to wątłe nadzieje, nawet na mnie nie spojrzała, nawet chyba nie wiedziała, że ją obserwuje, dalej obsługiwała se gości. A więc to koniec, jak nic mnie przymkną. Jednak wtedy usłyszałam pisk jakiejś babki, szmery, wręcz krzyki, niezbyt rozumiałam jeszcze co się dzieje, jednak szefuncio mnie puścił i pognał w miejsce skąd dochodziła wrzawa. Miałam w zamierzę oczywiście korzystając z okazji uciec, jednak słowa ''nie żyje'' sprawiły, że wprost nie mogłam się powstrzymać, by chociaż jednym okiem na to nie spojrzeć. Jak gdyby nic stanęłam obok tej kelnerki i zajrzałam jej przez ramię, jednak zobaczyłam jakiegoś brzydkiego, w średnim wieku martwego faceta. Czyli nic ciekawego, innym słowem pewnie dostał staruszek zawału i mu się zmarło. Moje nogi już skierowały się w przeciwną stronę, chociaż, stanęłam na chwil przyglądając się mu. Schowałam ręce do kieszeni i pochyliłam się lekko nad kelnerką. 
- Nie uważasz, że to może być morderstwo? - Mówiłam jak najciszej, jednak jakaś osoba stojąca obok nas zadrżała słysząc to. Z zezowałam na prawo w stronę tej osoby i poznałam w niej tą dziewczynę, przez którą rozpoczęły się całe moje kłopoty, jednak ona udawała, że jej tu nie ma, nic nie widzi, nic nie słyszy. Wróciłam, więc wzrokiem z powrotem do truchła, czekając na reakcje, którejś z nich.

(Narcyza? Erna? Musi mnie wybaczyć iż chłopcem nie jestem, jednak póki co nikt o tym wiedzieć nie musi~)

"Rzeczy genialne robi się prosto."

Imię i Nazwisko: Melo Parker
Pseudonim: Pigeon
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Wiek: 17 lat
Żywioł: Umysł
Cechy charakteru: Melo jest nieśmiała. Nigdy nie wtrąca się do rozmowy, chyba, że sprawa jest naprawdę poważnej wagi. Nie wyszłaby przed szereg, aby bronić innych, choćby bardzo chciała. Gdy zabiera głos przed grupą blednie i się jąka. Dziewczyna jednak potrafi być stanowcza. Gdy chodzi o bezpośrednio jej sprawę potrafi dyskutować. Jest prymuską. Miała pewne problemy w szkole z innymi uczniami, więc więcej czasu poświęcała na naukę. Ma temperament naukowca. Kiedy jej skromna pensja jej na to pozwala eksperymentuje. Ufna, nie potrafi odmówić pomocy wilkom.
Aparycja: Melo jest dziewczyną średniego wzrostu. Dziewczyna nie rzuca się w oczy, i bardzo jej to pasuje. Z powodu mało płatnej pracy nie ubiera się zbyt fantazyjnie. Zwykle na górę narzuca T-shirt z logo zespołu lub muzyka, a na dół spódniczkę. W każdą porę roku nosi skórzane buty na lekkim obcasie. W zimę nosi czarny płaszcz sięgający do kolan.
Praca: tłumaczka, uczeń, praca dorywcza: roznoszenie ulotek
Stanowisko: alchemik
Historia: Melo urodziła się w rodzinie należącej do śmietanki towarzyskiej. W wieku 15 lat spowodowała wypadek. Spaliła sporą część swojego pokoju i jeszcze trochę. Rodzice wkurzeni, bo trzeba było wydać pieniądze. Gdy takie rzeczy zdarzały się częściej rodzice powiedzieli jej, że może budować bomby (choć tego nie robiła), ale w swoim własnym mieszkaniu. Więc poszła i na dzień dobry zrobili jej badanie krwi.
Moce:

  • telepatia ze wszystkim co żyje
  • czasami ma wizje, które dotyczą przeszłości

Umiejętności i zainteresowania:

  • Melo ma wrodzoną pamięć fotograficzną.
  • Od zawsze interesowała się chemią.

Partner: Nie ma
Zauroczona w: Hikaru
Rodzina: przybrana matka (gdyby była jej matką musiałaby ją urodzić w wieku 7 lat), ojciec
Przedmioty: zeszyttorba na ulotki, kota i zeszyt
Talizman: Talizman świata - powoduje, że Melo dobrze orientuje się w nowym terenie. Jest dobrym przewodnikiem.
Miejsce zamieszkania: Arena 5, lecz w przyszłości liczy na przeniesienie do Areny 4
mieszkanie.
Ciekawostki:

  • Nie pali. Od roku.
  • Jej ulubionym zajęciem (oprócz eksperymentowania) jest roznoszenie ulotek w Arenie 4, bo wtedy przez szyby przygląda się wtedy rzeczom naukowców
  • Kawaa kaawa <3

Towarzysz: Perusteet
Inne zdjęcia:-
Kontakt: Ksame

Perusteet

Imię: Perusteet
Rasa: kot
Wiek: kociak :3
Cechy charakteru: Perusteet jest ciekawski. Tym oczom nie można odmówić tuńczyka albo czegokolwiek innego. Nie wyraża otwarcie emocji. Słucha jak nikt inny.
Historia: Przyczepił się do Melo w czasie drogi do mieszkania. Diewczyna nie miała serca go wyrzucić. Tak oto został jej towarzyszem.
Moce i umiejętności: brak
Właściciel: Melo

Od Ookaminoishi cd. Tiffany

Przeciągnęłam po niej wzrokiem. Owszem, ja również wolę wędrować w nocy, jednakże wizja towarzyszących mi ciągle duchów nie za bardzo mi się podobała. Ale co ja mam do gadania w obliczu dwunastolatki? Wszystko. Niech jej na razie będzie. Spojrzałam się na trzymany w prawej dłoni sztylet. Wydawał się być dobrze wyważony, przynajmniej do walki rękoma. Podrzuciłam go parę razy i złapałam zębami za rękojeść. Przeniosłam parę razy ciężar ciała z prawej na lewą nogę ruszając tułowiem i głową płynnie na boki. Nada się. Schowałam broń w rękawie, tak abym w razie potrzeby mogła ją szybko wysunąć. Przeciągnęłam się. Skoro mamy tu czekać cały dzień a nikogo nie ma w pobliżu… Przywołałam i rozwinęłam skrzydła. Dobrze by było je rozprostować.
- W razie czego polecimy. Może twoje skrzydła się na razie nie nadają, ale moje są nienaruszone. Natomiast gdyby wiatr nam nie sprzyjał przywołam jakąś zmorę – rzuciłam. Tiffany skinęła głową i wróciła do robienia czegoś co robiła wcześniej. Wzniosłam się w powietrze i przysiadłam na dachu jednej z ruin. Dzień zastępował noc, a ja poczułam jak ulatuje ze mnie energia. Przygarbiłam się jeszcze bardziej. Miejmy nadzieję, że jakiekolwiek ewentualne walki będą odbywały się nocą. Właściwie to dlatego chciałam wyruszyć teraz. Szansa iż dojdziemy do wrót w ciemności by wzrosła. Ale trzeba umierać, żyć, czy jak to tam ludzie mówili. Wrota Hadesu… Ciekawe, czy wystarczy zamknąć je od jednej strony. Może znalazłabym za nimi… pokręciłam głową. Nie czas na takie rozmyślania. Nie wtedy, kiedy słońce świeci mi prosto w oczy a ja siedzę na dachu jakichś boskich ruin i natychmiastowo potrzebuję mleka. Podniosłam się powoli z mojego „posterunku” i bezgłośnie zeskoczyłam na ziemię. Że też tutaj nie ma mojej jaskini… Chwyciłam manierkę przyczepioną do pasa i upiłam z niej porządnego łyka. Ach, przeterminowane, skisłe, dwudziesto-trzy letnie mleko… Ambrozja dla mojego podniebienia. Żeby tylko nie wypić za dużo, bo w stanie upojenia często sama siebie zaskakuję. No i kończą mi się powoli zapasy. Podeszłam do Tiffany i puknęłam ją w ramię.
- Łyka? – wyciągnęłam w jej stronę manierkę. Skinęła głową i przechwyciła naczynie. Uniosła je do ust i upiła jednego łyka. Nawet nie połknęła, tylko lekko zzieleniała i wypluła wszystko na ziemię. Czemu nikt nie docenia tego wspaniałego smaku? Dziwne.
(Tiffany? Gehe, akurat mnie naszła ochota na mleko…)

"To, jak urządzony jest świat. Prawda otacza cię zewsząd i łatwo jest ją dostrzec. Noc jest ciemna i pełna strachów, a dzień jasny, piękny i pełen nadziei. Jedno jest czarne, a drugie białe. Istnieją lód i ogień. Nienawiść i miłość. Gorycz i słodycz. Pierwiastek męski i żeński. Ból i przyjemność. Zima i lato. Dobro i zło. Śmierć i życie. Wszędzie napotkasz przeciwieństwa. Wszędzie toczy się wojna"

Imię i nazwisko: Katherine Black
Pseudonim: Najczęściej wołają na nią Kath.
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Wiek: W rzeczywistości ma około stu, natomiast w pracy mówi, że ma dwadzieścia pięć. Większość rodziców pacjentów jej nie wierzy...
Żywioł: Czas
Charakter: Opisać Katherine to chyba rzecz niemożliwa, a jednak udało mi się. Charakteru tej dziewczyny nie da się opisać nawet w tysiącach albo milionach słów. To kobieta o dwóch charakterach. Pierwszy charakter czyli "miły" można spotkać najczęściej. Jest wtedy sympatyczna i przyjacielska. Bardzo pomocna i opiekuńcza. Nikomu nie odmówi pomocy, nawet gdy ktoś chce, aby to zrobiła. Druga strona czyli "niemiła". Jest wtedy wredna i agresywna, jak i obojętna oraz tajemnicza. Lepiej się do niej nie zbliżaj, a jeśli to zrobisz to możesz pożałować i to bardzo. Ogólnie jest bardzo inteligentna. Interesuje się chemią w której jest świetna, tak jak również nikt nie pokona jej z fizyki, matematyki oraz biologii. Sprytna, potrafi świetnie się maskować i szpiegować. Bardzo trudno udowodnić jej coś. Lojalna, zawsze wstawia się za przyjaciół. Ufna, chodź gdy ją okłamiesz albo oszukasz długo chowa urazę, a jej zaufanie trudno wtedy zdobyć. Nie kłamie i nie oszukuje, choć często żartuje. Wesoła i radosna. Bardzo nieśmiała, dlatego może trudno ją poznać. Na początku zawsze jest małomówna choć, gdy się ją pozna, to trudno zmusić ją do milczenia. Często się rumieni. Jest bardzo wrażliwa łatwo ją zranić, tak jak i zdenerwować. Nienawidzi ludzi którzy się wywyższają i mądrzą, nie lubi również ludzi próżnych. Katherine nigdy nie ocenia książki po okładce. Choć od początku umie ocenić człowieka
Aparycja: Katherine ani jako człowiek, ani jako wilk nie wyróżnia się za bardzo wzrostem czy wyglądam. Pod postacią dziewczyny ma długie, brązowe, pofalowane włosy, które często są rozpuszczone i pozostawione w nieładzie. Oczy są duże i orzechowe, często widać w nich wesołe ogniki. Na pełne, lecz małe usta często nakłada błyszczyk, by były bardziej widoczne. Sylwetka jest smukła i wysportowana.
Jako wilk ma puszystą, brązową sierść, zielone ślepia i długi pysk. Nogi są długie, przez co jest szybka i wytrzymała. Ma drobną sylwetkę.
Praca: Lekarz dziecięcy
Stanowisko: Medyczka
Historia: Katherine urodziła się jako wilk, w niewielkiej watasze. O zdolności przemiany w człowieka dowiedziała się dużo później. Nie podobało się to innym członkom watahy, więc ją wygnali.
 Kath nie miała dużego doświadczenia, nie wiedziała, gdzie udać się najpierw. Z początku zaczęła podróżować przez lasy pod postacią wilka. Jednak po dwóch latach zmieniła zdanie i zaczęła robić karierę jako lekarz. Podróżowała od wioski do wioski, poznając przy tym zwyczajnych ludzi jak i wilki, które również się wtapiały w tłum ludzi. W końcu dotarła tam, gdzie chciała - do Ainelysnart. 
Moce:
  • Władza nad żywiołem czasu 
  • Niewidzialność 
  • Telekineza 
  • Uzdrawianie małych i średnich ran 
Umiejętności i zainteresowania: Katherine zna prawie każde zioło, ich właściwości oraz zastosowanie. Ma rozległą wiedzę w dziedzinie medycyny. Gorzej radzi sobie z walką. Stara się albo uciec, albo skorzystać ze swoich mocy. Co prawda, potrafi coś z nożem zrobić, ale głównie używa go do smarowania kanapek. Zna podstawy samoobrony, jednak ani razu jeszcze tego nie przedstawiła.
Parter: Szuka
Zauroczona w...: Na razie nie na takiej osoby
Rodzina: W innej watasze
Przedmioty: Jedyną ważną rzeczą jest dla niej talizman...
Talizman: Jest w kształcie niezapominajki. Nie ma żadnych właściwości - dostała go zaraz po urodzeniu. To jej jedyna pamiątka po rodzinie... 
Miejsce zamieszkania: Mieszka w bloku na ostatnim piętrze, w dzielnicy Tetus w Arenie 1. Wystrój wnętrza jest przytulny, kilka nowoczesnych sprzętów, cztery nieduże pokoje. Wszystko w jasnych i ciepłych kolorach. Nigdzie za to nie ma różowego.
Ciekawostki:
  • Jest uzależniona od gorącej czekolady - pije ją nawet w lato
Towarzysz: Rufo
Kontakt: Ves

''Uuuuuuuuuuuuuur Ahhhhhrrrrr Uhrrrrr Ahhhhhrrrr'' - Chewbacca

Imię i Nazwisko: Chizuru te Atua
Pseudonim: Chizu
Płeć: Kobieta, chociaż niektórzy uważają ją za pełno krwistego faceta.
Orientacja: Woli czekoladę^^ 
Wiek: 16 lat 
Żywioł: Życie
Cechy charakteru: Chizu działa na ludzi jak lep na muchy, zwyczajnie ich do siebie przyciąga. Zresztą nie tylko ludzi kłopoty zlatują się do niej ze wszystkich stron. Zazwyczaj stara się być miła, naprawdę stara, jednak ludzie z jej otoczenia zawsze opisują ją jako zwykłego prostaka i chama. Może i jest lekko wredna, ale to nie jej wina. Pomimo tego nie jest osobą szczerą, często kłamie i wykorzystuje ludzi, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Mydli oczy nawet tym, na których jej zależy. Jest agresywna, łatwo denerwuje się, oraz jeszcze łatwiej ucieka do przemocy. Znęca się nad słabszymi od niej, bez większej przyczyn. Innym słowem ma nieźle narąbane we łbie. Poza tym nie przestrzega żadnych zasad ani prawnych, ani moralnych. Mimo tego łatwo nią manipulować, jej umysł nie jest na to odporny, jest wręcz tępy jak dzida. Mimo swych złych cech posiada również jakieś atuty. Bardzo dobrze rozumie ludzi oraz ich uczucia, nawet te skomplikowane i głęboko w nich skryte, a tą widzę wykorzystuje przeciw nim, ale to nie tak, że nienawidzi ludzi. Sama twierdzi, że ich kocha, wszystkich, bez wyjątku, każdy jest jej w jakiś sposób bliski nawet jeżeli jej nie zna, ona zna go. Może i brzmi to dziwnie, ale mówimy tu o wariatce. Nigdy nie mówi o nienawiści, nigdy nie chowa urazy, nie okazuje tych emocji uważa je za strasznie płytkie. Uwielbia obserwować jakie konsekwencje ponoszą jej działania, nawet te bardzo bezmyślne. Co jest jednym z objawów, jej choroby psychicznej, mimo to ona osobiście uważa iż z jej główką jest wszystko w porządku. Z powodu jej zarówno wyglądu jak i charakteru nowo poznane osoby biorą ją za chłopaka, jednak jej to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie czuje się przy tym znakomicie. Bawi się nieraz uczuciami niczego nieświadomych ludzi, chociaż zazwyczaj od razu uświadamia ich o tym jak krytyczna była ich pomyłka. Poza tym prawdopodobnie naoglądała się za dużo romansów, albowiem zdecydowanie za często bawi się w ''księcia z bajki'', oczywiście na końcu rujnując tym marzenia biednych księżniczek. W każdym razie jej sprawia to wielką radość. Sama za to jest niepoprawną romantyczką, jednak sama twierdzi, że rzyga takim szajsem. Mimo tylu wad jest pozytywnie, w większości przypadków nastawiona do świata, łatwo zawiera nowe znajomości. Co najdziwniejsze w tym jej całym charakteru jest chyba fakt, że nie lubi zwierzą, chociaż jest wyjątek, lubi koty, uważa, że to zwierzęta samych Bogów. A jako, że sama ma o sobie boskie mniemanie to rzeczą jest logiczną, że ubóstwia koty.
Aparycja: Zacznijmy od tego, że Chizu jest kobietą, chociaż wszyscy myślą inaczej. W jej ludzkiej formie, jest wysoką, chudą, a nawet za chudą jak na jej wiek i wzrost szarooką dziewczyną. Włosy ma jasne i krótkie, przez co większość ludzi bierze ją za przystojnego chłopaczka o delikatnej urodzie. Jednak prawda jest inna, nawet jeżeli jest płaska jak deska to nadal jest dziewczyną! Chociaż taka płaska aż nie jest po prostu dobrze kamufluje swe atuty ( ͡° ͜ʖ ͡°). Oczywiście warto wspomnieć, w co się ubiera. A no we wszystko... Zazwyczaj to ciuchy, które jeszcze bardziej ją upodabniają do chłopaka, a zobaczyć ją w sukience, to chyba tylko podczas jakiegoś Armagedonu, chociaż i wtedy to raczej prawie niemożliwe. Chodzi w tym co jej wygodnie, jednak lubi wyglądać groźnie, więc często towarzyszy jej kolor czarny, jakieś mordercze nadruki na ubraniach, czy biżuteria podkreślającą, że jest ''złą dziewczynką''. No nie zapomnijmy o makijażu, którego są znikome ilości, ale o pazurki swoje jak to kobiety w zwyczaju mają dba najlepiej. Są również pogłoski, że posiada jakiś tatuaż, jednak nikt nie wie jaki, gdzie i co oznacza, a więc czy znajdzie się ktoś odważny by to sprawdzić? W formie wilka jakoś za specjalnie się z tłumu nie wyróżnia, ciemne futro i szaro-złote oczy. 
Praca: Bezrobotna. <3 Chociaż często dorabia sobie na boku, działa jako taki niejaki najemnik, który odwali całą brudną robotę. 
Stanowisko: Strażnik
Historia: Chizu cierpi na amnezje więc kompletnie nic nie pamięta ze swojego dzieciństwa, ani kim była, ani jak doszło do utraty pamięci. Pierwsze wyraźne wspomnienia posiada z okresu, gdy nie potrafiła się jeszcze odnaleźć w wielkim świecie. Była zwyczajnym dzieciakiem z ulicy, kradła, dewastowała, zabijała. Oczywiście wszystko w graniach rozsądku, kradła by zjeść, dewastowała by nikt o niej nie zapomniał, oraz zabijała dla własnej przyjemności. Nie tylko ludzi, zaczynała od zwierząt, a potem poszła o krok dalej i dalej, i dalej. Aż doszła do stanu, w którym obecnie się znajduje. Od dawna również posiadała wiele chorób i fobii, strach przed pająkami, słyszenie głosów w głowie oraz halucynacje były na porządku dziennym, z wiekiem uspokoiło się to, jednak nie znikło. 
Moce: 
  • Łączy ją weź z każdą żywą istotą. 

Umiejętności i zainteresowania: Nie ma jakiś wybitnych uzdolnień do walki, posługuje się siłą swych pięści, oraz tym co wpadnie w jej łapki, jednak w niczym specjalnie dobra nie jest, mimo to jak na dziewczynę wyróżnia się siłą, chociaż o sprawności fizycznej tego powiedzieć już nie można bo szybko się męczy. Lubi gotować, jest w tym dobra, chociaż zwykle ogranicza się do zwykłej kanapki. Nie przepada jednak za niczym innym, za jej zainteresowanie można chyba uznać ludzi samych w sobie. 
Partner/ka: Na co jej to? Chociaż, nah może kiedyś sobie kogoś przygarnie. 
Zauroczony/a w: Każdym człowiekiem <3
Rodzina: Nie pamięta. 
Przedmioty: Nie ma.
Talizman: Nie ma. 
Miejsce zamieszkania: Wszędzie gdzie się da! ~~ to tu, to tam...
Ciekawostki: 
  • Pewni Amerykańscy naukowcy potwierdzili, że ma kuku na muniu. 
  • Cierpi na; Schizofrenie, Halucynacje, Socjopatie, Arachnofobie, Aichmofobie, Klaustrofobi, Amnezje, oraz wiele innych trudnych słów, których nie potrafię napisać.
  • Kocha koty, słodycze oraz spanie.

Towarzysz: Nie ma.
Inne zdjęcia: Nie ma.
Kontakt: naja

8 listopada 2015

Zaległości 08.11

Osoby, które nie napisały pierwszego opowiadania i powinny w najbliższym czasie to uczynić:
Justice:

Osoby, które od około 30 dni nie napisały opowiadania i powinny w najbliższym czasie to uczynić:
Finn: 14.10
Korso: 10.10
Mitsuki: 12.10
Ribbon: 9.10
Xavier: 19.10

Osoby, które w dniu dzisiejszym zostają NPC:
Narya
Kano
Hoinkas
Jacob

Od. Tiffany cd. Ookaminoishi

- Ookami, ciebie się nie spodziewałam. - odpowiedziałam dumnym głosem. 
Na początku myślałam, że to mój opiekun mnie śledził. Jednak się myliłam. W sumie, od Ookaminoishi wyczułam charakterystyczny, otaczający ją mrok lub żywioł nocy. Dla wilków było to niezbyt zrozumiałe. Spojrzałam podejrzliwie na kobietę. Odwzajemniła mi swoim złowrogim spojrzeniem. 
- Niech zgadnę: olałaś Somniatisa i wymknęłaś się zamknąć wrota Hadesu? - zapytała Ookami. 
- Mniej więcej. Zostawiłam mu karteczkę. - odpowiedziałam spokojnym głosem na zadane pytanie. 
- Czyli jesteśmy zdane na siebie. Masz coś do jedzenia? Mój prowiant jest na wyczerpaniu. 
- Leciałam linią Erdas-Olimp, nie jestem więc wykończona, a jedzenia mam sporo. Wystarczy na dwa tygodnie, jeżeli się podzielimy. 
Podeszłam kawałek do kobiety. Ta spojrzała na moje przekrwawione skrzydło i lekko się skrzywiła. Rana nie wyglądała na jakąś szczególnie poważną, ale nie było to TYLKO zadrapanie. Kula utknęła mi dosyć głęboko w lewym skrzydle, co uniemożliwiało mi latanie. Poruszyłam nim lekko. Poczułam niewielki, ale odczuwalny ból. Wiedziałam, że gdybym nie była żywiołakiem mroku i nie próbowała okiełznać sztukę Samookaleczenia, ból byłby o wiele bardziej odczuwalny. 
- Nie wygląda to dobrze. - powiedziała po dłuższej chwili Ookaminoishi. 
- Dam sobie radę. 
Sięgnęłam do plecaka i wygrzebałam z niego bandaże. Polałam sobie wodą utlenioną ranę i obwinęłam ją bandażami. Nie mogłam sobie wyciągnąć od tak tej kuli, a nie znałam się za bardzo na pierwszej pomocy, a w podręczniku nie było nic o ranie zadaną nabojem z pistoletu. Wajper się na tym lepiej znał... Zobaczyłam w oddali stertę patyków. Rozejrzałam się po naszym obozie. W oddali wschodziło słońce. Wskazałam moim sługom, aby zabrali stąd te truposze i zakopali je w ziemi oraz zrobili im coś w stylu grobu. Miałam szczęście, że moja koleżanka po fachu nie zrozumie języka widm. Wstałam i przeszukałam torbę zabitych żołnierzy. Były w niej naboje, trochę wody, żywności i broni. Sztylet rzuciłam Ishi, a sama wzięłam dwa, krótkie noże do obrony. Uczono mnie, jak posługiwać się taką bronią. Włożyłam noże do mojej kurtki i wypolerowałam klingę mojego nienazwanego miecza. I znowu to samo... Z miecza wydobyła się smużka magii. Poczułam ją. Była mocniejsza niż zwykle. Jednak szybko minęła. Spojrzałam na zegarek. Wskazówki pokazywały 6.30. 
- Lepiej będzie wędrować w nocy. Przejście znajduje się na Arenie 9, a droga przez Olimp będzie spokojniejsza niż przez inne areny. Będziemy szli nocą. W dzień będziemy się ukrywać. 
- Zauważ, że po pierwsze ja tu jestem dorosła, a po drugie, w nocy zbiera się więcej duchów. - powiedziała Ookami - Lepiej wędruje się w dzień.
- Ja jednak trzymam za noc. 
(Ookami? Już cię polubiłam xD)

Od Roriego cd. Argony

Leżałem na łóżku z założonymi za głowę rękami i wpatrywałem się w sufit.
- Więc o co ci chodzi?- spytałem po raz kolejny, siostra dalej siedziała do mnie tyłem i nic nie mówiła- Rany młoda zachowujesz się jak byś miała 5 lat - mruknąłem, a do pokoju weszła Argo, kłamać nie będę ucieszyłem się na jej widok
- Rori? Wiem, że to nie najlepszy moment, ale czy możemy porozmawiać?- spytała
- Ja...
- No właśnie o tym mówię! - wrzasnęła Rita wstając - Najpierw kazałeś mi uratować te dziewczyny, a teraz kompletnie mnie zaniedbujesz i tylko z nimi spędzasz czas! Najpierw z tą medyczką, potem z nimi obiema. A ja się już nie liczę?
- Argono, dasz nam jeszcze chwilkę? - spytałem, a dziewczyna kiwnęła głową, gdy wyszła wstałem do siostry - Czy możesz przestać być taka zazdrosna o wszystko? - spytałem mniej miło niż bym chciał, nie usłyszałem odpowiedzi natomiast dziewczyna odwróciła się do mnie plecami i cicho pociągnęła nosem. Coś mnie ukuło w sercu, ona serio płacze z byle powodu? Westchnąłem ciężko i ją przytuliłem- Wiem, że ci się nie podoba ta cała sytuacja. Ale spróbuj się uspokoić i zrozumieć, że nie zawsze będę tylko dla ciebie - w tym momencie odepchnęła mnie i z powrotem usiadła na krzesło
- Fajnie, to sobie idź do tej swojej koleżanki - zatrzymałem się na chwilę w drzwiach
- Nie ważne co o mnie teraz myślisz, ale uważaj na tego całego Hikaru czy jak mu tak - uśmiechnąłem się smutno i wyszedłem do kuchni zrobić kawy
W salonie.
- Jak herbata może nie tolerować picia kawy?- zaśmiałem się
- Nie wiem - Argona również się uśmiechnęła
- No więc, dalej chce być tym twoim ochroniarzem. Nikt do ciebie nie podejdzie, słowo szefowo - zasalutowałem - Będę ci wierny i te sprawy...
- Wolałabym żebyś przysiągł lojalność Mixi, ona jest - urwała na chwilę
- Ale ja nie chce twojej siostry tylko ciebie - przerwałem na chwilę zastanawiając się nad tym co właśnie powiedziałem - Nie ważne jak dziwnie to zabrzmiało... wiesz o co chodzi - odwróciłem wzrok - To co chcesz się o mnie dowiedzieć?
- Powiedz prawdę, czemu trafiłeś do tego więzienia? - powiedziała zupełnie poważnie
- Wkurzyłem tych, co nie trzeba, a oni wiedzieli o mnie za dużo
- Za dużo to znaczy?- dopytywała
- No, że jestem wilkowatym
- Co?
- No, wilkowa...
- Słyszałam, ale co to jest
- Ja tak mówię na te osoby z, jak wy to nazywacie, Wilczym Genem - na twarzy dziewczyny było widać jakby ulgę
- Skąd miałeś karty?
- Wymyśliłem je sobie, to moja moc. Powiedz jakąkolwiek rzecz jaka ci teraz przychodzi do głowy
- Po co?
- Chce ci pokazać, że nie kłamię - uśmiechnąłem się półgębkiem
- Emm... Niebieski drewniany miecz? - kiwnąłem głową i po chwili w moich rękach pojawił się właśnie taki przedmiot, podałem go dziewczynie - To iluzja?
- Niezupełnie, bo jednak właśnie go trzymasz. Co ci mogę jeszcze pokazać... - zamyśliłem się i rozsiadłem wygodniej - Mogę cię wciągnąć do mojego świata o tu w głowie - stuknąłem się parę razy w skroń - i jak chcę się pozbyć jakiejś rzeczy, nic prostszego. Wyczarowuje kulkę i ona dezintegruje to o czym myślałem wysyłając ją. Zobacz - wziąłem od niej mieczyk i położyłem na podłodze. Po chwili w moich rękach pojawiła się mała, fioletowa i pulsująca kulka. Przykleiłem ja do mieczyka, a po chwili ona zaczęła syczeć i wybuchła znikając z kawałkiem drewna - I po sprawie
- No dobra, a jak się odnajdujesz jako wilk? - ciągnęła dalej
- Szczerze? - podrapałem się po karku - Po przemianie najczęściej nic nie pamiętam z tego co robiłem jako człowiek - dziewczyna zesztywniała i zaczęła się nad czymś bardzo zastanawiać
- Od zawsze miałeś Gen? - zaczęła się mi intensywnie przyglądać
Przełknąłem ślinę, czy powinienem powiedzieć jej prawdę? W sumie czemu nie, ale to chyba nie jest normalne. Jak jej powiem może wreszcie poznam odpowiedzi na trapiące mnie pytania dotyczące właśnie tego jak stałem się wilkiem. ,, Nawet się nie waż, to się źle skończy" - usłyszałem warknięcie w mojej głowie, Rita znowu podsłuchiwała
- Więc? - czekała na odpowiedź
- Nie zupełnie, znaczy chyba... W każdym razie to skomplikowane - uniosła pytająco brew nie wiedziałem co mam jej powiedzieć

(Argona? Roriemu uda się z tego wybrnąć czy powie prawdę? A co tam u reszty naszej kompanii? :d )

Od Keto

Przechadzki po mieście często poprawiały mi samopoczucie.  I tak było dzisiaj. Popatrzyłam na tłum ludzi przepychających się w stronę metra. Postanowiłam pojechać na arenę 6, gdyż potrzebowałam nowych  i świeżych składników do moich ciast. Zrobiłam odpowiednią listę. Już miałam wsiadać, gdy dostałam sms'a. Był to nieznany numer. Otworzyłam go i z niedowierzania aż upuściłam mój portfel. 
- Wróciła?! - krzyknęłam uradowana. 
Ludzie jednak mimo tego nie zwracali na mnie uwagi. Sama zresztą się tym za bardzo nie przejmowałam. Podniosłam go z ziemi i szybko pobiegłam w przeciwna stronę niż ludzie. Postanowiłam pojechać do tego domu. 
*Pół godziny później* 
Byłam przed domem naszej alfy.  Wysiadłam z auta i zamknęłam drzwi. Już miałam wchodzić, kiedy ktoś pociągną mnie za włosy. Obejrzał się.  Nikogo nie było.  Chwilę później dostałam kolejnego sms'a. Przeczytałam go na głos.
- Dzisiaj w kawiarni "Coffe" o godzinie jedenastej trzydzieści. Nie spóźnij się. To ważne. 
Było to trochę dziwne. Nie znałam numeru, a nie chciałam bawić się w detektywa. Postanowiłam pójść do tej kawiarenki dla świętego spokoju. Nie byłam jednak na tyle głupia, aby pójść tam bez zabezpieczenia. Wyciągnęłam zza kurtki sztylet. Jeżeli to podstęp, to ta osoba będzie mieć przerąbane...
(Ktokolwiek?)