8 grudnia 2018

Od Est cd. Od Somniatisa do Est

   



 Dziewczyna poczuła wielką ulgę słysząc jego słowa. Cieszyła się ponownie słysząc jego głos oraz czuć jego ciepło poprzez chusteczkę, którą ocierał jej mokrą od łez i czarnego szlamu twarz. Tęskniła za nim tak bardzo, że nie była w stanie tego opisać. Często płakała, ale z łatwością umiała się uspokoić po kilku minutach, kiedy jednak dotknął jej prawie, że martwe ciało, serce dziewczyny wybuchło emocjami. Wszystko na raz zaroiło się w jej sercu od bólu i złości do szczęścia. Jej serce kołatało jak szalone, kiedy jego dłoń okryta chusteczką powoli zjeżdżała po twarzy, ścierając odrobinę szlamu. Darzyła go tak wieloma uczuciami, że słowa nigdy nie potrafiłby tego opisać jak ona czuje się w jego obecności. Z każdym jego nowym gestem i jak bliski się jej stawał, chociaż tak naprawdę nigdy się tak dobrze nie znali, nowy naparstek uczuć wlewał się do jej serca, jak do kubka herbaty, powoli wylewając zawartość, zbyt pełny różnych mieszanek emocji, które już dłużej nie mogły zostać skryte przed światem. Wiedziała, że nie może powiedzieć mu jak się czuje. Nie znają się, nigdy prawdopodobnie nie chciałby takiej kuli u nogi jak ona, prawdopodobnie jedyne co w niej widział, to słabą małą dziewczynkę, która nie potrafi poradzić sobie ze światem i własnymi emocjami. I tym właśnie była, słabą ślamazarą, która jedyne co potrafiła to ranić ludzi dookoła siebie, sprawiać pełno problemów, nawet nie potrafiła zająć się sama sobą. Serce, jednak nie potrafiło posłuchać umysłu, wciąż przywiązując się i zakochując się. Cierpiała wiedząc, że nie może oddać trochę zawartości swojego kubka, ale tak było lepiej. Ostatniej rzeczy jakiej pragnęła w tej chwili to to, by ich relacja zakończyła się, bo nie potrafiła się powstrzymać, bo nie potrafiła przestać być egoistką i zaakceptować prawdę. Wszystko tak naprawdę działo się w jej głowie, jego delikatne gesty oraz jaki miły dla niej był. Widziała w nim ciepło oraz komfort, który poprzednio tylko potrafiła widzieć u swojej rodzonej siostry, ale darzyła go uczuciami silniejszymi niż rodzinę, martwą rodzinę, która już nie istniała. W marzeniach widziała siebie i Somniatisa, w innych czasach, w innym miejscu, spotykających się w kawiarni, spędzających razem czas, uśmiechających się razem. Potem może jak by się trochę bardziej poznali, może wspólne mieszkanie oraz nowa rodzina, którą by zbudowali razem. Marzenia, jednak powinny pozostać marzeniami. Wiedza jak silnymi uczuciami go darzyła, przerażało ją. Możliwe, że to przez to, że straciła siostrę oraz siostrzenicę oraz nigdy nie posiadała osoby, o którą mogłaby się oprzeć. Może ubzdurała sobie, że go kocha, bo brakowało jej jakiegokolwiek uczucia w jej sercu, które uprzednio było wypełnione pustką zanim go poznała. Nie było teraz też po co martwić się w owej sytuacji uczuciami, które nie miały sensu. Żyli w świecie, w którym tak naprawdę nie mieli miejsca, ludzie odrzucili ich istnienie i chcą się ich pozbyć, zabijając każdego z nich. Nie było czasu na to by się zakochać. I może tak było lepiej...
BONUSOWY SZKIC (nie działo się to w historii, ale dla śmiechu narysowałam):


(Panie S? Wybacz, że napisałam też coś do tego, ale jak rysowałam owe rysunki, miałam pomysł, by od czasu do czasu pisać uczucia jakie odczuwa postać, bo ja lubię pisać takie rzeczy XD srs)

2 grudnia 2018

Od Tiffany Calveite-Rivers

    Panieneczka Calveite-Rivers z rodu Calveite, półkrwi żywiołak i pomniejsze bóstwo, z wyglądu nastoletnia gówniara i w sumie psychika również nie przekraczała lat 20. Jej oczy świeciły się z zaciekawienia. Oglądała właśnie sztylet wykonany w stylu elfickim, przyozdobiony szlachetnymi kamieniami. Oblizała się.
    - Stop czy czysty meteor? - zapytała, dotykając go ostrożnie językiem. Pomalowane, czerwone paznokcie idealnie dopasowały się do broni. Prezent wartościowy. Od ojca. Przyłożyła go do piersi, na znak, że przyjmuje dar. Skłoniła się przed duchem szakala z uniesionym łbem. Żałowała, że nie mogła go dotknąć w tej chwili. Potrzebowała dotyku.
     - Łączenie meteoru z żelazem i tytanem. - odparł spokojnym głosem. Jak na kogoś, kto siedział obecnie zamknięty w czterech ścianach był naprawdę spokojny. Nie w mocy jego córki było uwolnienie Możana z ludzkiego lochu, chociaż bardzo chciała.
    - To co teraz zamierzasz? - dziewczę przerwało ciszę.
    - Teraz? Teraz zakończ seans, bo jeżeli ktoś cię nakryje na uprawianiu magii pewnie wezwie księdza albo jakiegoś innego, popierdolonego egzorcystę, a my oboje nie chcemy mieć potem problemów.
    Zgasiła świecę, a wizerunek boga śmierci zniknął. Została sama ze swoimi przemyśleniami i prezentem. Schowała go do szafy i zabezpieczyła, by mieć pewność, że nikt poza laską nie dotknie jej skarbu. Mogłaby go sprzedać i jeszcze trochę zarobić, jednak sumienie nie pozwalało jej oddać tego cennego dzieła pierwszemu lepszemu kupcowi. Przydałoby się więc zarobić w zupełnie inny sposób na lekarstwa. Tiffany nienawidziła pracować, jak zresztą każda nastolatka. A ona wyjątkowo nienawidziła pracować wśród ludzi, a zawód kelner polega w głównej mierze na obcowaniu z innymi osobnikami.Wzięła garść leków. Osiemnaście. Dzienna dawka wynosiła jeden, jednak nie mogła się powstrzymać. Nie miała alkoholu, aby popić.
    Wyszła z domu i zamknęła drzwi. Skierowała się w stronę pobliskiej biblioteki. Jeszcze półtorej godziny do rozpoczęcia jej zmiany, mogła odpocząć i poczekać. Dzień jak co dzień, poza tym, że wreszcie mogła zobaczyć się z tatą, dostała prezent i znowu zjadła za dużo leków. Za mało, aby zdechnąć, za dużo, aby poczuć się dobrze i nie zataczać się na nogach. Ludzie omijali ją szerokim łukiem od czasu do czasu rzucając nieprzyjemne spojrzenie w stronę czarnowłosej. Jakieś nastolatki śmiały się z niej i wyzywały od pijaczyn. Wystawiła im kulturalnie środkowy palec, zamiast warczeć i skakać do tych suk. Naprawdę nie miała już siły. Ani na użeranie się z ludzkim gatunkiem, ani na nic innego.
(Ktoś?)

1 grudnia 2018

Od Akiro cd. Akiro do Somniatisa "Poker" cz.2

    Akiro schodząc z pokładu statku czytał zawartość karty, którą dostał od tajemniczej osoby.
- "Lovely club, 4: 15" - Som spojrzał na brązowowłosego chłopaka.
- Coś mówiłeś? - Spytał czarnowłosy, patrząc pytającym wzrokiem na towarzysza, Aki podniósł głowę, by spojrzeć na Som.
-Nie. Jeszcze trochę i dojdziemy na umówione miejsce. - Mężczyźni skręcili już za kolejnym zakrętem i już po chwili ukazał im się napis „Herbaciarnia Kuri". Towarzysze weszli do Herbaciarni i zajęli miejsce, niedaleko okiennicy. Po chwili podeszła do nich, piękna kobieta o figurze klepsydry, ubrana w białą koszule, spódniczkę, czarne podkolanówki i lakierowane buciki. Włosy spięte miała dobrze uczesany kucyk, a w ręce trzymała mały notes i długopis.
- Dobry, na co się państwo zdecydowali?
-J a poproszę herbatę zieloną i kakao.
- Dobrze, a dla pana.?
- Herbatę z cytryną. - Kobieta zanotowała zamówienie i ruszyła je zrealizować.
- Jeszcze dziesięć minut.
- To może partyjkę? – spytał towarzysza, by zabić czas. Lecz bardzo szybko dostali swoje zamówienie, Aki pierwsze sięgnął po ciepłe kakao, które naprawdę było gorącą czekoladą do picia, tuż po chwili podeszło do nich czworo mężczyzn i dwie kobiety. Som wytłumaczył, że muszą się przenieść, gdy Akiro kończył pic kubek herbaty. Poszli do mieszkania jednego z członków tam zaczęło się przesłuchiwanie. Gdy została jedna osoba Aki zwrócił się do Soma.
- Poradzisz sobie? Bo muszę coś załatwić. - Powiedział naciągając kaptur na głowę, a jego aura ochłodziła się powodując ciarki u osób trzecich. Som pokazał mu kartkę z miejscem spotkania. Aki opuścił pokój przesłuchań, od razu wyczuł ich wzrok na swojej osobie, lecz szybko zdusił ich swoim spojrzeniem, po czym opuścił pomieszczenie. Skierował się do klubu z karty. Gdy wszedł do środka, od razu zauważył go ochroniarz, który zagrodził mu drogę.
- Dzieciaki nie mają tu wstępu. - Odparł grubaśnym tonem.
- Nie jestem dzieckiem. - Odparł, a następnego pokazał dowód, ochroniarz go przeprosił. Ciemnowłosy wszedł do środka i się rozgościł się, o podanej godzinie znajdywało się paru mężczyzn. Po obserwacji zauważył, jednego blondyna który się zabawiał, postanowił użyć na nim iluzji. Bo zniknięciu za kulisami, wydusił z niego każdą informacje. Po czym udał się na miejsce spotkanie, gdzie Som i Argo już na niego czekali.
(Somniatis?)

Karta Postaci - Tiffany Calveite-Rivers

Imię i Nazwisko: Tiffany Calveite-Rivers
Pseudonim: Nazywana tu i ówdzie po prostu per pani Cień, Diabolina lub Tytania.
Płeć: Kobieta
Pochodzenie: Kobieta pochodzi z równoległego wymiaru Uniarius. Jeżeli inni pytają ją o pochodzenie, odpowiada, że urodziła się na Ainelysnart
Data urodzenia: 3.07.1852 (czasu na ziemi)
Przynależność: Wataha
Stanowisko: Póki co jest "tą od magii".
Orientacja: Heteroseksualna demiromantyczna.
Klasa: Posiadacz boskiej krwi - Posiada krew boga Setha, który przybrał postać ziemskiej istoty i nowe miano - Możana Riversa.; Posiadacz starszej krwi - Żywiołak ukrywający się pod postacią Wilkołaka. - Jest żywiołakiem, władającym mocą astralności i cienia. Ucieleśnienie nicości, chaosu, śmierci i pustki. Tym właśnie jest Tiffany. Tym, która potrafiła przybrać wilczą formę i na pytanie Argony, jaką rasą jest odpowiedziała: "tym, czym jesteś i ty".
"Żywiołaki to istoty zrodzone z żywiołów. Wiele osób myli ich z magami. Przy narodzinach wybierają oni rodzaj magii, jakim się posługują i swoją namacalną formę (w przypadku Tiffany jest to wilkołak, ale mogą być też żywiołaki, które przybierają postać kota, smoka, psa, zwykłego człowieka). Każdy żywiołak posiada swój przeciwny żywioł, który jest w stanie go zranić (jeżeli żywiołem Tiff jest nicość, ciemność to jej przeciwciśnieniem będzie materia i światło). Potrafią dzięki swoim naturalnym źródłom magii uzupełniać energię. Wbrew pozorom są one bardzo wrażliwe. Starają się dostosować zachowaniem do pozostałych ras, dlatego bardzo trudno odróżnić żywiołaka od człowieka, smoka. Wiele żywiołaków posiada swoje małe społeczności, żyją w poszczególnych klanach w zależności od tego, jaką formę przybierają. Bardzo często krzyżują się z innymi asami (jak było w przypadku Tiffany. Jej matka była żywiołakiem, ojciec pomniejszym bóstwem).  Żywioł jakim posługują się rodzice nie ma wpływu na żywioł dziecka."
Praca: Dorabia sobie w barze jako kelnerka. Przez jakiś czas handlowała dopalaczami.
©obscvritas
Cechy charakteru: Zakładasz słuchawki na uszy i tańczysz w rytm muzyki. Odrywasz się wreszcie od męczącej cię rzeczywistości, bo świat realny boli bardziej od twojej imaginacji. Nie liczy się nic, tylko muzyka, taniec, twoje kroki, twój świat, twoja imaginacja. I to ona jest najpiękniejszym światem, do którego kochasz wracasz i którym kochasz się dzielić z innymi osobami. Czasami robisz to natarczywie i mówisz o rzeczach szczerze, chociaż nie powinnaś. Twoja wrażliwość jest... wręcz przeraźliwa. Ludzie myślą, żeś nie czuła, a ty po prostu nie jesteś w stanie obserwować cudzego cierpienia. Pamiętaj jednak, że empatia nie jest umiejętnością współczucia. Nie potrafisz się wcielić w drugą osobę, udawać... Uśmiechasz się, kiedy nie powinnaś, milczysz, gdy cie ktoś o coś pyta. Albo odpowiadasz, ale czasami za dużo. Jesteś paplą, która chce innym pomagać ale samej sobie przecież nie potrafisz. Wybuchy, impulsywność... Coś, nad czym po prostu nie jesteś w stanie zapanować. Ludzie to wykorzystują, irytują cię i czekają, aż w napadzie szału zaczniesz przeklinać i kaleczyć się, albo kaleczyć innych. Wiadomo, nigdy ci się nie udaje zrobić większej krzywdy osobie drugiej, ale sama siebie... krzywdzisz. I co jest przerażające w tym? Nie czujesz bólu. Do cholery, jesteś niezniszczalna, nie czujesz go! Tylko ten rozwalający łeb i myśli, to o nim, to o tabletkach. On prosił, żebyś tego nie robiła. Groził, że zerwie kontakt, mimo iż wiesz dobrze, że tego nie zrobi. Bo jest twoim najlepszym przyjacielem, chociaż marzysz o czymś więcej, niż przyjaźni. Kiedy cię coś boli nie mów, bo innych obarczasz w ten sposób swoimi problemami. Sama nie lubisz, kiedy twoi znajomi są smutni, mają jakieś problemy. Ich problemy to też i twoje. Chcesz bardzo im pomóc, czasami nawet kosztem swojego zdrowia psychicznego i naukę, którą kompletnie olałaś, bo najzwyczajniej w świecie nie masz siły na taką zabawę. Ogólnie nie lubisz droczenia się, wyzywania. Boisz się podniesionych głosów i dźwięków. Starasz się ich unikać. Jesteś miłą i pomocna, stałaś się też bardziej odważna i nie nieśmiała. Nie wahasz się obcej kobiecie powiedzieć, że ma ślicznego pieska. Bo tak jest. A pani odwzajemni ten komplement uśmiechem. Ale łatwo cię przepłoszyć, zrazić do siebie. Boisz się agresywnych zachowań po prostu. I czujesz się jak dusza błąkająca się bez celu po świecie niezauważona przez nikogo. Albo zauważana tylko w ostateczności. Jesteś zastępstwem za innych, doradzasz komuś, kiedy ktoś go zostawi. Czujesz się jak lalka przestawiana od kąta w kąt. Jak się ktoś znudzi zabawą, to oddaje cię komuś innemu. Lubisz bardzo zasady i starasz się trzymać swoich planów. Nienawidzisz, kiedy coś si umyka, nie wychodzi. Wtedy po raz kolejny dostajesz ataku. Nie potrafisz utrzymywać kontaktów z innymi. Jesteś pewna, że dobrze wiesz, o czym oni myślą, mówią. Niestety, w większości to tylko złuda. Potrafisz przyznać się do błędów i odpuścić, żeby inni nie spinali dupy. Czasami idiocie trzeba dać za wygraną, bo z nimi zwyciężyć po prostu nie można. Dużo przeklinasz. Czasami za dużo, zwłaszcza, gdy jesteś wściekła. Bywasz podatna na manipulacje, a inni często to wykorzystują. Nie wiesz, co robić. Nie potrafisz dokonywać wyborów. Ale też nie boisz się bólu, pająków i ciemności. Mówią, żeś dojrzała jak na swój wiek. I może w pewnym sensie jest to prawdą. Trudno stwierdzić. Lubisz kombinować, próbować różnych rzeczy. Kochasz swoją pasję, zainteresowania. Stajesz w obronie słabszych, kiedy trzeba, chociaż sama jesteś przecież słaba. Mówią ci, żeś kreatywna. Głowa przepełniona różnymi mądrościami, talentami i pomysłami. Nie wierzysz w to. Wydaje ci się, że to kłamstwo. Sama siebie często okłamujesz i nie doceniasz możliwości, jakie zostały ci dane. Nie zapominasz. Kiedy ktoś prosi o wybaczanie, to przepraszasz. Ale nie zapominasz. Uraz pozostanie. Czara goryczy już powolutku się przelewa. Podnosisz się, a przynajmniej się starasz. Ale kiedy dłużej jesteś w agonii myślisz "to wróciło". Idziesz się umyć, bo jakby masz wrażenie, że coś po tobie łazi. Nie lubisz tego uczucia gnijących organów. Jesteś perfekcjonistką. Chcesz sobie wszystko ubrać tak, aby poszło po twojej myśli. Czasami się nie chce, ale trzeba dać z siebie wszystko. Czasami zdarza się narzekać na życie. Ale ponoć ludzie którzy narzekają, dłużej żyją. Lub krócej. Szybko łapiesz niektóre rzeczy. Nie lubisz, gdy inni robią coś za ciebie, za ciebie ustalają zasady. Nie pokażesz w realu, że jest ci smutno, bo nikt nie może zobaczyć blizn, poczuć twojego gnijącego odoru. Zachowujesz się normalnie, na ile ci to pozwala. Nie chcesz rządzić innymi, ale... pragniesz uwagi. Chcesz, żeby to ktoś tobie pomógł. Nie chcesz być niewidzialna, dostrzegana w skrajnych przypadkach. Doceniasz, kiedy ktoś cię zauważy. Nie chcesz być złośliwa, bo wrogów ciągle zbierasz i bez tego. Pragniesz zmienić wszystko na lepsze, chociaż wiesz, że to nie jest osiągalne. Jesteś lojalna i za przyjaciół nie wahasz się skoczyć w ogień. Zwłaszcza za tych lojalnych, jak on... Cenisz sobie bardzo tę cechę. Starasz się słuchać chociaż na dłuższą metę nie zadziała, bo łatwo się rozpraszasz. Nie wywyższasz się, czasami nawet poniżasz, aby służyć innym. Ale czasem masz przebłyski. Trzcina myśląca wśród traw... *Jestem inna. Oni są inni, a ja wyjątkowa. Chcę być lepsza. Chcę by docenili. Nie, oni nie śmią nawet spojrzeć w me oblicze.* Lubisz osoby dorosłe, bo przebywając z nimi odnosisz wrażenie, że jest lepiej. Opinia jest dla ciebie bardzo ważna i starasz się do niej dostosować. Nie umiesz mieć na to wyjebane. Wyrzuty sumienia często dręczą i czujesz się bezsilna w takiej sytuacji. Bardzo słaba i bezbronna. Tak bardzo podatna na innych. Nie chcesz się dostosowywać, nie chcesz zmieniać, ale wiesz, że po prostu musisz. Też nie lubisz, kiedy ktoś przerywa ci pracę. Wolisz dokończyć, zrobić raz a porządnie. Przyzwyczajona do codziennych rytuałów, danych smaków i zapachów. Straszna z ciebie niezdara. I dziwadło, ale o tym już chyba było. Masz problemy z łapaniem piłki czy przejściem bezpiecznie po schodach. Czasami też nie rozumiesz czyiś zachowań. Nawet przeanalizować nie jesteś w stanie. Próbujesz rozśmieszać. A sama śmiejesz się z ludzkich błędów i niepowodzeń. Nie potrafisz się powstrzymać. A twoja pani pshychoterapeutka mówi, że i tak wypadasz lepiej, niż osoby z zaburzeniem. Uśmiechasz się w stronę lustra i jedyne, co dostrzegasz to oczy z tą malutką iskierką, która powoli gaśnie. A potem zdajesz sobie sprawę o jednej, bardzo ważnej kwestii: jesteś już martwa.
©RikaMello
Wygląd: Włosy: Niezbyt długie, ścięte i obszarpane. Posiadała je do pasa, jednak ze względu na swoją profesję, wygodę, postanowiła je trochę ukrócić. Czarne niczym węgiel. Dba o nie bardzo. I... och, wspomniałam o niewielkim, białym pasemku znajdującym się w jej grzyweczce, która opada panience na oko? Twarz: Dziewczynka ma duże, fioletowe oczęta, jednak ze względu na ich nietypowy kolor, zwykle stosuje brązowe, niewygodne soczewki. Nosek ma raczej drobny, podobnie jak i usta. Nie posiada żadnych pieprzyków ani krostek. Cera jej jest blada. Czasami uważa, że przez swój wygląd mogłaby zacząć udawać wampira lub albinoskę. Ciało: Jak już mówiłam - Tiffany ma blady odcień skóry. Jest drobna w budowie i łatwo można pomyśleć, że wystarczy popchnąć ją lekko, a ta upadnie na ziemię. Nie posiada dużego biustu, chociaż w jej wieku to raczej nic dziwnego. Jest strasznie wychudzona i raczej nie należy do osób wysportowanych. Ma długie, kościste palce. wyćwiczone przy wielu godzinach szycia. Znaki szczególne: Wydaje mi się, że jedyną, charakterystyczną dla dziewczynki rzeczą jest czarna maseczka, którą zakłada na twarz. Praktycznie nigdzie bez niej nie chodzi, a jeżeli i tej nie ma przy sobie , zasłania twarz czarną chustą. Zwykle nosi na sobie czarny, trochę za duży dres z kapturem, który naciąga na twarz, oraz białe legginsy i trampki. Nie ma na sobie żadnych tatuaży, czy charakterystycznych blizn, lub znamion, poza wieloma kreskami na prawej ręce. Często robi sobie żyletkami dodatkowe rany, kiedy coś jej nie wychodzi.
Historia: Co było to minęło i nie ma czasu rozpamiętywać przyszłości, jak to powiedział pewien mądry człowiek (właścicielka owej postaci która nie ma ochoty pisać historię, ale to zrobi, bo w końcu formularz to formularz i wypełnić jakoś należy). Zaczęło się od narodzin, jednak nie jestem już aż takim sadystą, by to opisywać. Na świat przyszła dwójka. Światło i noc. Płomień i astralność. Cień i oświecenie. Innymi słowy: brat i siostra. Tak oto zaczęła się przygoda dwóch istot pozaziemskich, które nauczyły się życia w swoim własnym wymiarze. Nie jest to znany wymiar, nie ma sensu go opisywać. Poczekaj, aż młoda panieneczka sama ci go opisze. Trafiła tutaj po utracie pamięci, domu i... zmiany wieku. Powinna już dawno stała się dorosłą osobą, nawet tam, gdzie większość istot słynęła z długowieczności i czas był dla nich pojęciem względnym. Trafiła tutaj. Do niewoli, poszukując sens swojego istnienia. A gdzie trafiają wszystkie, złe dzieci? Do sierocińca. A stamtąd do domu pewnego zegarmistrza. I była tam z nim, mieszkała... Do czasu. Do czasu pewnego wydarzenia w jej życiu. Zakochała się, została porwana, jej ojciec wrócił i zażądał powrotu nastolatki do domu. A ona nie chciała. Została więc siłą przeniesiona do swojego wymiaru i zamknięta. Popadła w depresję, przeżyła atak i śmierć kliniczną. Wróciła. Nie wiedzieć jakim cudem, ale ponownie znalazła się na Ainelysnart, uciekając przed swoim bratem. Tak, właśnie przed Percivaldem, którego coś opętało i który pragnie wyniszczyć siostrę. Teraz ma przy sobie tylko ducha ojca.
Moce: 
•  Persephone - możliwa do aktywowania jedynie w nocy. Bo jedynie w nocy zobaczyć można najgorsze poczwary tego świata. Umiejętność ta pozwala Tytanii na rozmowę ze zmarłymi oraz demonami.Widzi tych, którzy nie należą już do tego świata. Przy większym wysiłku jest nawet wkroczyć do ich umysłu, jednak zwykle zaraz przy pierwszej próbie zdarza jej się stracić przytomność. Wnikanie w historię zmarłego bywa okropnie męczące. Moc otrzymana od ojca.
•  Samookaleczenie - magia, polegająca na dobrowolnym przyjmowaniu cudzych ran. Zaklęcie ma też swoją zaletę, ponieważ rana szybciej się goi, a Tytania odczuwa mniejszy ból. Jest też odporna na wykrwawienia. Typowe śmiertelne rany nie są dla Cienia zagrożeniem życia. Problem leży jedna w tym, że rany przyjęte nie można uleczyć żadnym zaklęciem, gdyż... no... są one "darem".
•  Władca Strachu - wilk wytwarza wokół siebie czarną mgłę. Może się ona roznieść do kilku metrów kwadratowych. Z mgły dziewczyna potrafi utworzyć różne, twoje najgorsze lęki i najbardziej skrywane. We mgle mogą ukazać się też sceny z życia danej postaci. Innymi słowy: w czarnej mgle gra toczy się według zasad Diaboliny. Wytworzenie takiego środowiska kosztuje waderę również ogrom energii.
•  Panienka to chyba z innego wymiaru? - Tytania potrafi o godzinie 3:33 nocy przywołać jedną, magiczną istotę pochodzącą z jej świata oraz otworzyć do niego portal. Niestety, ale zużywa to sporą część energii dziewczyny. Portal ów otwarty jest przez pół cztery minuty co najwyżej. Automatycznie sam odcina się od ziemi.
Umiejętności i zainteresowania: Na swoje zainteresowania poświęca niewiele czasu. Wcześniej jej jedyną "pasją" było gotowanie i sprzątanie po swoich braciach. Te przydatne umiejętności, potrzebne każdej przyszłej matce uwięzionej w domu, której zadaniem jest również usługiwanie swojemu przyszłemu mężowi opanowała do perfekcji. W swojej głowie ma naprawdę wiele przepisów na różne smaczne potrawy. I desery. Odkąd zamieszkała w Ainelysnart zaczęła interesować się kulturą i historią owej wyspy. Dużo czasu przesiaduje w bibliotece, przeglądając stare księgi i jeszcze starsze zwoje, wypełnione runami, które powoli zaczyna sama sobie tłumaczyć. Nałogowo bawi się magią. Trenuje swoje umiejętności, wiedzę i stara się być coraz lepsza w nowo odkrytym talencie. Wiele osób powiada, że posiada go po matce i byłaby dawniej świetną kapłanką pani Mroku. Ona nie uważa tego za komplement i nie osiada na laurach. Ciągle trenuje. Od jakiegoś czasu z pewnym mądrym panem na Youtubie uczy się również samoobrony. Jako księżniczka powinna umieć się obronić w razie napaści. Świetnie radzi sobie w wilczej formie, jednak z ludzką jest trochę gorzej, bowiem bez małego sztyletu nie będzie już sobie sama w stanie dać radę. Co jej jeszcze wychodzi? Z pewnością taniec i śpiew. Wadera, szczególnie w swojej dwunożnej formie świetnie tańczy, głównie solówki. Daje się łatwo ponieść rytmowi i oddaje się muzyce, często przy tym śpiewając. I to jak śpiewając! Nie jest najszybsza, ani najsilniejsza, za to sprytna za dwóch. Formą... ogólnie nie grzeszy. Łatwo się męczy. Ale logiczne zagadki, daty, gry pamięciowe, nie są jej straszne. Dobrze się również ukrywa i skrada, w dodatku ma lepkie palce, idealne do pracy kieszonkowca. Nie korzysta z tej umiejętności poza treningami, gdyż uważa to za zbędną umiejętność. Szkicuje, od czasu do czasu, kiedy nie ma nic do roboty. Talent odziedziczyła po ojcu.
Partner: Nie posiada partnera i póki co nie jest zainteresowana jego posiadaniem.
Rodzina: Za swoją rodzinę uważała Somniatisa, jednak od czasu jej zaginięcia, zmuszona była opuścić jego rodzinny dom. Tęskni do swojego opiekuna i pragnie go odnaleźć, jeżeli jej sytuacja się jakoś ustabilizuje. Posiada brata bliźniaka. Percivald Calveite-Rivers, który mieszka na innym wymiarze. Poza tym, pamiętajmy o ojcu, per panu bogu Sethowi pochodzącemu z innego wymiaru. O Darknessie pewno nie jeden człowiek słyszał. Jeszcze był jeden młodszy brat-skurwysyn, ale o nim i tak nikt nie pamięta, dlatego nie warto wymawiać jego prawdziwego imienia (Anubis).
Przedmioty:
•  Katana magiczna z uwięzionym Belzebubem w środku. Ale nie, nie korzysta z niej dosyć często. Kiedy używa magii, broń pokrywa się pentagramami i zaczyna świecić na czerwono. Czy ma jakieś właściwości poza trzymaniem w środku bestii? Nie. Niestety. Po prostu fajnie wygląda.
Miejsce zamieszkania: Arena 4, dzielnica Noxtech. Niewielkie mieszkanie zdobyte przy pomocy ojca. Właściwie to burdel, nie dom. Dwa niewielkie pokoje, łazienka, kuchnia i korytarzyk. Tyle jej było trzeba. Właściwie to nie ma co się tutaj rozpisywać, bowiem mieszkanie jak mieszanie...
Ciekawostki:
•  Przeżyła śmierć kliniczną. Przeżyła, jednak ona sama uważa, że powinna być już od dawna martwa. Pomimo wielu zaburzeń psychicznych i aspergera, dziewczynka jest odporna na choroby. Ma znakomity układ odpornościowy, a i z urazami organizm laski całkiem szybko jest się w stanie uporać. Zresztą, tyle już rzeczy przeżyła... Ma za sobą jakieś osiem prób samobójczych.
•  Wbrew pozorom - myje się. Jedzenie ojciec wciskał jej siłą i robi specjalnie potrawy, aby je przełknęła. Głównie te ulubione Tiffu.
•  Boi się chorób psychicznych u innych ludzi. Jej bardzo bliska przyjaciółka, Żywiołaczka, nie raz straszyła ją swoim samobójstwem. Między innymi przez to, że Tytania się jej poświęciła całkowicie jej ojciec. Ilekroć dowiaduje się o problemach swoich znajomych - zaczyna panikować.
•  Ma bardzo wrażliwy nosek. Nienawidzi ostrych zapachów i większości damskich perfum. Kocha za to zapach pomarańczy, czekolady, trawy oraz nowych książek.
•  Zwykle jada sama, bowiem irytują ją odgłosy jedzenia (ciamkanie, przeżuwanie, stukanie sztućcami o talerz). Wynikiem jest kolejna nadwrażliwość na kolejny bodziec - słuchowy.
•  Myje się przynajmniej trzy razy dziennie. Cała. Czasami nawet więcej i jej ojciec siłą zmuszony jest wyganiać ją z łazienki.
•  Brzydzi się palenia, alkoholu nienawidzi, jednak marzy, aby się kiedyś zaćpać i poczuć mocniejszy efekt. Nie raz i nie dwa dawkowała leki przepisane od psychiatry, jednak nigdy mocniejszych skutków ubocznych poza bólami brzucha i głowy nie odczuwała. Być może to przez strach.
Kontakt: girlsdarkwolf@gmail.com || Fragonia [howrse]

Żetony: 
Wykonane wyzwania: -

21 listopada 2018

Od Akiro cd. Somniatisa - "Poker"

    Argona opuściła dość żwawo dom Mewy, oczywiście Som jak na jego charakter przystało, jeszcze prowadził z nim monolog. Aki czekał spokojnie, ale po chwili pogonił Soma. Po drodze spytał swojego towarzysza, o to jak dotrą do Areny pierwszej.
- Spacerkiem do Krwawej Rzeki, a potem łodzią do Areny 1
Akiro spojrzał lekko zaciekawiony na Soma, jednak po chwili jego wzrok utkwił przed nim.
- Niech będzie. - Odparł szatyn, idąc równo przed siebie. Ludzie mijali ich, a dwójka szła bez słowa.
Wreszcie po paru minutach chodu i stania w kolejce, siedzieli już na fotelach na pokładzie statku. Som podziwiał widoki, tak samo jak Aki, który po chwili sięgną do głębokiej kieszeni swojej bluzy i wyją z nich talie kart. - Grasz? - Som spojrzał na towarzysza.
- A w co?
- Najprostszą grę, jaka istnieje. W wojnę.
- Dobra.
Chłopak po "skasowaniu" kart rozdał je między nimi. Talie leżały przodem do ławy, przez co nikt nie wiedział, jaka kartę wyciągnie jako następną. Po zakończonej partii chłopak o kocich oczach zebrał swoje karty i spiął je czarną gumką recepturką. Położył dłonie na stoliku i się dźwigną na nich, na równe nogi.
- Idę się przejść. - Powiedział, po czym ruszył na zewnątrz kadłuba. Gdy tylko opuściła zabudowaną część statku, jego włosy zostały przeczesane przez wiatr. Kano, podszedł do barierki i skupił się na falach, które wytwarzał statek, płynąc przed siebie. Chłopak wziął głęboki wdech, po czym odprężył swoje ciało, oparł się przedramioniami. Do chłopaka podeszła zakapturzona postać, Akiro od razu wyczuł bijącą od niej zupełnie inną aurę, spojrzał kątem oka na tajemniczą postać, a ona na niego.
- Coś się stało? - Spytała.
- Skądże. - Odparł, widząc kątem oka, że w kieszeni zauważył talie kart. - Chcesz zagrać? - Spytał, wyjmując swoją talię z kieszeni. Postać się zgodziła, weszli do środka, gdzie nie wiało i rozegrali partyjkę karcianą. Po skończeniu rundy postać wręczyła mu jedną ze swoich kart. - To się przyda. – po czym znikną, Som podszedł do Akiego.
- Gdzieś ty był!
- Miałem zajęcie. Dobiliśmy to, chodźmy. - Po drodze czytał kartkę.
(Som?)

18 listopada 2018

Od Somniatisa cd. Akiro

    Alpha westchnęła i spojrzała krzywo na Somniatisa, kręcąc z dezaprobatą głową.
- Może pomóc, co? - spytała, a Atis tylko rozłożył ręce w geście rezygnacji. - To Akiro, możesz go nie znać, ale swego czasu plątał się po różnych miejscach. Jest informatorem.
- On skierował was do mnie? - Mewa zmarszczył brwi.
- Nie, nie - zaprzeczył szybko czarnowłosy mężczyzna. - Aki nam tylko pomaga. Argona postanowiła przesłuchać wszystkich. Profilaktycznie.
- Ma sens.
  Cała trójka podeszła bliżej śpiącego, który czując nad sobą czyjąś obecność ocknął się.
- Już koniec? - spytał, lekko nieprzytomnie.
- Tak, możemy ruszać dalej - zapewniła dziewczyna. - Udamy się na jedynkę, by przesłuchać tych, którzy odpowiedzieli na wezwanie do Herbaciarni. A właściwie wy się udacie. Ja muszę się skontaktować z... pewną osobą. Somniatis, zostawiam nadzór w twoich rękach. Akiro, nie rób nic głupiego. - Chłopak obdarzył Alphę wzrokiem fałszywie oskarżonego, prawego obywatela, a Somniatis przytaknął niechętnie. - Spotkamy się na trójce, pod tym adresem.
  Argona wcisnęła do ręki Atisa zmięty rulonik. I klepnęła czarnowłosego lekko w ramię, po czym bez słowa wyszła, pozostawiając trzech mężczyzn samych na barce.
- Mam nadzieję, że nie będziesz mieć problemów przez naszą obecność tutaj, Mewo - Somniatis zwrócił się do przesłuchiwanego, a ten pokręcił głową.
- Mieszkańcy portu mnie szanują, bo panuje nad morzem. Będą udawać, że nic nie widzieli. Życzę wam powodzenia w waszych poszukiwaniach i oby wszystko się wyjaśniło.
- Tak, tak, zbierajmy się - powiedział Akiro. Chłopakowi chyba nie leżała ta robota i chciał jak najszybciej ją zakończyć.
- Jasne, żegnaj Mewo. - Som pożegnał życzliwie mieszkańca łodzi i obaj goście opuścili pokład.
- Pociąg, bus czy pieszo? - spytał szatyn.
- Spacerkiem do Krwawej Rzeki, a potem łodzią do Areny 1? - zaproponował mężczyzna, myśląc o tym, że dawno nie podróżował przez wodę, a na pewno będzie się dało złapać jakiś prom w tak dużym węźle transportowym jakim było ujście Rzeki Krwawej.
(Akiro?)

16 listopada 2018

Od Akiro cd. Somniatisa

    Argo wynurzyła wzrok za papierów, a jej wzrok dało się wyczuć, prawie że od razu na swoim ciele.
- Idziecie ze mną! - brązowowłosemu chłopakowi, nie po nosie było włóczyć się z Alfą po członkach "klanu", ale uznał, że lepiej znać liczebność watahy.
- Idziemy, pierw do Mewy. - czarnowłosa przywódczyni podała pierwszy cel podróży. Po paru minutach marszu, bez słowa, trzy postacie dotarły pod dom Mewy. Argona nacisnęła klamkę, powodując otwarcie się ciemnobrązowych drzwi. Wpierw weszła czarnowłosa, następnie Zegarmistrz, a na końcu dopiero Akiro. W pokoju zrobiło się ciemno, po usłyszeniu pstryknięcia z palców, Aki ledwo widział, co się dzieje. Gdy jasność wróciła do pomieszczenia, niejaki Mewa był związany. Som, widząc, wszystko mówiący głos alfy, podszedł do Mewy. Teraz Akiro nie spuszczał ze wzroku Zegarmistrza, chciał się upewnić czy tak działa jego moc. Dopiero gdy Som położył swoją rękę na członku watahy, Argona przeszła do rzeczy i zadała mu pytanie.
- Co wiesz na temat upadku Wieży?
Akiro oparł się o futrynę drzwi, tak by wygodnie umiejscowi tam też swój łepek.
- Wiem tyle, co nas sama Wieża poinformowała. - Argona dopytywała się również o informacje, które godzinę temu dostała od Akiro, jednak nic nowego się nie dowiedziała. Som spojrzał zaskoczonym wzrokiem na niskiego chłopaka, jakież było jego zdziwienie, gdy zrozumiał, że brązowowłosy chłopak ot tak sobie zasnął. Som puścił Mewę, który też przylepił wzrok na chłopaku.
- Co to za dzieciak? – spytała przesłuchiwana postać, wskazując na niskiego chłopaka palcem, powodując, że Argo się odwróciła.
(Somniatis?)

Od Somniatisa cd. Somniatisa do Est


Od Akiro - "Zemsta"

    Dzień jak co dzień, ale nie tym razem. Zaczęła się jesień i już na samo przywitanie dnia, z nieba zaczęły się sączyć słodkie krople niebiańskich łez. Chłopak otworzył okno, by świeże powietrze owiane mgiełkom wypełniło każdy zakątek domowego zaciszu. Brązowowłosy chłopak spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu. „Ul. Binera między trzydzieści cztery, a trzydzieści sześć o 15:00" Chłopak spojrzał na wiadomość, a następnie na godzinę. Usiadł na ciemnobrązowym fotelu, oparłem ramię o oparcie, a następnie o nią głowę. W drugą rękę chwycił czarnego pilota i włączył telewizor. Po upływie godziny brązowowłosy przyszykował się do wyjścia i opuścił mieszkanie. Skierował swoje kroki do miejsca spotkania, w połowie drogi zaczęło padać, wiec podniósł prawą rękę, palcem wskazującym i kciukiem naciągnął kaptur na głowę. W ciemnej uliczce stała dziewczyna o brązowych włosach spiętych w kok, z których powoli opadały krople chłodnego deszczu. Kobieta spojrzała na niego z małym zaskoczeniem.
- Czego potrzebujesz?!
- Ty jesteś.... - Chłopak przerwał dziewczynie, mroźnym tonem.
- Tak. - Dziewczynie po plecach przeszły ciarki.
- Chciałabym, żebyś kogoś dla mnie zbił...
- Ile? - Zapytał od razu po usłyszeniu prośby.
- Trzy.  -Chłopak wydal z siebie dźwięk niezadowolenia, dziewczyna spojrzała na niego.
- Cztery? - chłopak dotknął swojej twarzy, w geście podejmowania decyzji. - Pięć.
- Niech będzie. Kiedy, gdzie i kogo?
- Anne Royar, za tydzień mają ostatnią próbę przed występem. Ta szmata zapłaci mi za zabranie mojej roli.
- Ręka wolna?
- Tak, rób co chcesz.
- Świetnie. - Jego usta utworzyły się w wąski złośliwy grymas, wziął kartkę z danymi celu i włożył ręce do kieszeni i ruszył przed siebie. Przechodząc koło słupa informacyjnego, wypatrzył reklamę spektaklu. - Ciekawie, może się wybiorę po robocie. - Było już późno, chłopak wrócił do domu i zaczął się relaksować przy swoim ulubionym zadaniu, czyli mieszaniu różnych składników w swoim laboratorium. Następnego dnia, po popołudniu Akiro siedział w teatrze, w którym za niedługo miała odbyć się kolejna próba. Chłopak podniósł się z siedziska i wszedł na scenę.
- Ej! - Głos mężczyzny, dobiegł z drugiego końca sceny. - Dzieciaku, co ty tu robisz? - Akiro się odwrócił, a jego oczy iskrzyły czerwienią. Mężczyzna podszedł do niebieskowłosego chłopczyka, przynajmniej tak mu się wydawało.
- Szukałem toalety, ale tu jest tak pięknie, że straciłem poczucie czasu. - Mężczyzna wyjątkowo zaskoczony, odpowiedział.
- Chcesz może być przy kolejnej próbie?
- Oczywiście! - Mężczyzna wyciągnął kartkę i dał ją chłopakowi. - Przyjdź jutro z podpisaną kartką przez opiekuna.
- Oczywiście. - Aki opuścił budynek i trafił na swój cel, wpadł na nią specjalnie, a dziewczyna przewróciła się na ziemię. - Przepraszam.
- Nic się nie stało. - chłopak wyciągnął rękę, do dziewczyny, a ta go złapała i wstała.
- Jeśli pani się nie spieszy, z chęcią zaproszę panią na kawę. - Dziewczyna spojrzała na mężczyzn, który przez jego moc wydawał się niezwykle przystojny.
- Z chęcią się wybiorę z panem na kawę. - Kobieta nie zdawała sobie sprawy, co ją czeka po wypowiedzeniu tych zadowalających słów. Wiec poszli do najbliższej kawiarni, zamówili dwie kawy. Akiro pod iluzją przyniósł jej kawę, a z rękawa wsypała się niewielka ilość przygotowanego proszku.
- Proszę. - Powiedział, kładą napój, przed dziewczyną. Rozmawiali tak przez około godzinę, po czym opuścili kawiarnie. Akiro pożegnał się z dziewczyną i udał, że idzie w innym kierunku, a tak naprawdę ją śledził. Ludzie nie zwracali na niego uwagi, bo kto by zwracał uwagę, na „zwykłego" czarnego kota. Kobieta dochodziła do ozdobionego mostu, zwróciła żółć żołądkową.
- Ale boli mnie głowa. - Wymruczała coś pod nosem, kot wskoczył na barierkę, a następnie skoczył w kierunku kobiety, zrywając jej naszyjnik z szyi i parę kosmyków włosów. Blondynka zrobiła dwa kroki do przodu i straciła równowagę i przeleciała przez barierkę, na oczach kierowców, przelatując przez barierkę, zaplątała się, we wcześniej zerwane lampki, które zawdzięcza wcześniejszej wichurze. Kobieta nawet nie zdążyła wydać dźwięku, a zawisła jak marionetka teatralna w teatrze, w którym grała. Kot wydał ciche miauknięcie i zniknął w cieniu wielkiego miasta. Następnego dnia spotkał się ze zleceniodawcą i wręczył jej kopertę z dowodem. Ta ją otworzyła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- To nie jest dowód. - Akiro się wnerwił, przyłożył jej do krtani ostrze.
- Chciałaś, to masz! Tu swój dowód a drugi w wiadomościach. Myślisz, że się nie zabezpieczyłem? Jeśli nie zapłacisz, podzielisz jej los i twój syn też, albo zobaczysz jego śmierć i dopiero ty zginiesz. -posiedział oschłym tonem, mimo że niema w zwyczaju zbijać dzieci, ale taki argument wystarczył, by trafić w słaby punkt kobiety.
- Dobrze, mam je przy sobie.  -kobieta wyciągnęła z torby kasę, chłopak obliczył czy się zgadza.
- Miło się ubija z panią interesy. - odparł, po czym rozpłynął się, w tłumie. Minęły kolejne dni i nadszedł czas wystawiania sztuki, która okazała się wielkim hitem miesiąca.

13 listopada 2018

Od Somniatisa cd. Akiro

    Chłopak jak zawsze był dobrze poinformowany, co nieco irytowało Argonę, jednak otrzymane od niego informacje były na prawdę cenne dla Wtahy. A prawdopodobnie jeszcze cenniejsze dla Pectis. No i musiał mówić prawdę. W końcu moc Somniatisa jest czymś, czemu nie łatwo jest się oprzeć, szczególnie nie znając jej. Dziewczyna uważnie przejrzała otrzymane kartki.
- Nadal chcesz, żebym ci towarzyszył w przesłuchaniach? - spytał Somniatis.
- Ten gówniak nie podał mi nazwisk sprawców - mruknęła Alpha, nie podnosząc wzroku na czarnowłosego. - Ta sprawa nie jest jeszcze zamknięta tylko dlatego, że działali na zlecenie WL-a.
- Wybacz mi na chwilę. - Somniatis za szkalną witryną dostrzegł jednego ze swoich stałych klientów.
  Zostawił Argonę samą sobie i podszedł do Akiro, który właśnie wyjmował spod lady zegarek, który zaledwie dzień wcześniej naprawiał, i podawał go dość podejrzanie wyglądającemu mężczyźnie.
- Mam nadzieję, że już go pan więcej nie uszkodzi - powiedział na pożegnanie chłopak, gdy właściciel zegarka odchodził z urządzeniem.
- Dzięń dobry, szanowny panie - Atis przywitał Wilka Morskiego - starszego jegomościa, który nie miał części zębów, kulał na jedną nogę i miał szklane oko. - Jaki nieszczęśliwy wiatr pana do nas przywiał?
  Wilk Morski oparł się o ladę w poufałym geście, dając znać Somniatisowi, żeby się do niego przysunął, co ten niechętnie uczynił.
- Słuchaj, synu. My tu nie z tych, co kapują, jednak uważajcie, gdzie stawiacie łapy, ne? Nie chcemy, by terroryści włóczyli si nom po porcie. - Jego ton był przyjacielski, jednak Atis czuł wzbierający niepokój.
- Oczywiście, oczywiście - zapewnił szybko. - Będziemy uważać...
  Mężczyzna uderzył dłonią w blat, zwracając na siebie nagle uwagę zatopionej w lekturze Argony i Akiro, który przeglądał zamówienia na ten dzień.
- Kompas mi znowu nawala - poskarżył się Wilk Morski. - Docie radę coś z nim zrobić?
- Oczywiście - Somniatis uśmiechnął się, nadal nieco wytrącony z równowagi.
  Gdy klient wyszedł, Akiro przestał udawać, że sprawdzanie zamówień może zająć komuś więcej niż kilka sekund i podszedł bliżej Zegarmistrza.
- Czego chciał? - spytał.
- Tylko nam groził, nic specjalnego. - Czarnowłosy uśmiechnął się.
- Tym bardziej priorytetem jest znalezienie sprawców zamachu - mruknęła Argona, rzucając chłopakom spojrzenie znad papierów. - Jeśli warsztat będzie zamknięty przez kilka dni nic się nie stanie. Idziecie ze mną.
(Akiro?)
Szablon