26 września 2015

"Kiedy ubierają Cię w słowa, których nie znasz, nie musisz im wierzyć - wystarczy, że znasz siebie."

Imię i Nazwisko: Li Ling
Pseudonim: Lili
Płeć: kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Wiek: 15 lat
Żywioł: ziemia
Cechy charakteru: Li jest bardzo niezdecydowaną osobą. Potrafi zmienić zdanie nawet kilkanaście razy, zanim podejmie decyzję. Bywa rozkojarzona i roztrzepana. Ciągle o czymś zapomina. Ma za to bardzo dużo pomysłów, jej myśli skaczą z tematu na temat i ciężko za nią nadążyć. Zawsze stara się być odpowiedzialna i poważna. Uwielbia zwierzęta.
Aparycja: Jako człowiek ma długie, ciemnorude włosy i zielone oczy. Lubi chodzić w krótkich spódniczkach i bluzkach z kołnierzykiem, lecz ze względu na jej aktywny tryb życia zwykle ubiera się w wygodne, dresowe ciuchy. Jako wilk ma rudą sierść i duże, pierzaste skrzydła. Na lewej, tylnej łapie ma dziwne, białe znamię, jako człowiek ma takie samo, tylko ciemnogranatowe.
Praca: chodzi do szkoły
Stanowisko: Nauczycielka
Historia: No więc, może zacznę od początku... urodziłam się na statku (tak, serio moi rodzice wypłynęli w rejs i coś im się pokićkało z planowanym terminem porodu). Połowę życia spędziłam na morzu, a drugą w siodle. Mój wierzchowiec - klacz fryzyjska - nazywa się Rybiczka, dostałam ją na dziesiąte urodziny. Ostatnio, kiedy byłam na przejażdżce w lesie znalazłam dwie hybrydy - szczeniaczki. Suczki nazwałam Nora i Lixe. Poza tym u mnie nic ciekawego.
Moce: 
  • uzdrawianie
  • poruszanie się z prędkością max. 300 km/h
  • moc zmiany przedmiotów w czekoladę.

Umiejętności i zainteresowania: jazda konna, wypływanie w rejsy łodzią.
Partner: --
Zauroczona w: morzu
Rodzina: rodzice Sara i Johnny
Przedmioty: telefon i słuchawki
Talizman: Busola na szyję która wskazuje kierunek w którym masz iść by odnaleźć to, czego najbardziej pragniesz
Miejsce zamieszkania: Arena 5, 7 km od portu Sitna.
Ciekawostki: 
  • nie lubi pomidorów, za to uwielbia miód. 
  • Kiedy je grysik, czuje jakby jadła rzygi.

Towarzysz: --
Inne zdjęcia: --
Kontakt: Maja :*

Od Somniatisa cd. Tiffany

  Powoli orientowałem się w tym świecie, jednak wciąż wiele jego aspektów było dla mnie niejasnych. Jak samo jego istnienie. Ci którzy mnie otaczali byli... żywiołakami? Płynny żywioł, przybierający zwierzęce bądź humanoidelne formy. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim narodem, a tym bardziej takim światem, co kazało mi poddać w zwątpienie wszystkie prawa, które poznałem dotychczas.
  Wreszcie obudziła się moje towarzyszka. Powitał ją humanoidalny stwór ze szczerym uśmiechem. Pożegnałem się z moim rozmówcą i podszedłem do nich, żeby być na bieżąco z rozmową.
- Witaj... - opowiedziała rozmówcy Tytania i nie powiedziała nic więcej. 
  Ja cały czas byłem w mojej wilczej formie. Przysiadłem koło wadery i spojrzałem na nią pytająco. Na to też nie odpowiedziała, więc jej brat musiał przejąć pałeczkę.
(Tiffany? Wybacz, ale potrzebuję czasu, by się zorientować w twoim świecie)

Od Keto cd. Jade

(cd. tego)
  Uśmiechnęłam się przyjaźnie do dziewczyny:
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię. A ja jestem Keto.
Wpuściłam ją do mieszkania. Na ladzie miałam pełno ciastem i tortów. Były tam też pralinki, ziemniaczki i inne słodycze. Pachniały bosko! Pokazałam gestem dziewczynie, aby usiadła w jadalni. Z piecyka wyciągnęłam kolejną kruszonkę:
- Chyba jest idealna! Chcesz kawałek? Świeże!
- Ja może podziękuje. Wie pani, świeżo po obiedzie. Nie chce się za bardzo opychać. 
Rozumiałam ją: nie tyle nie chciała się opychać ile się bała tego, że mogę jej coś zrobić. skinęłam tylko głową:
- Jak chcesz. Może nie lubisz kruszonek?
- Nie o to chodzi. 
Dziewczyna ledwo powstrzymywała się od skubnięcia moich ciasteczek. Zaśmiałam się tylko:
- Na dowód tego, że nie są trujące... - chwyciłam jedno i ugryzłam. Było wyborne, ale ciut za dużo cukru.
- A teraz ty podaj mi swoje imię.
- Jade, i pani naprawdę dobrze gotuje.
Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam komplementy, a szczególnie dotyczące moich ciastek.
- A, pani...
- Mów mi Keto. Nie znoszę, gdy ktoś odzywa się do mnie pani. Dla przyjaciół Ket. 
- O czym pani chciała mi powiedzieć?
Wstałam. Zamknęłam okna i drzwi. Szczelnie. Dziewczyna chyba trochę poczuła się spętana. Szybko jednak wróciłam na miejsce.
- Masz wilczy gen. I ja też mam. Nie kłam mi w żywe oczy, nic złego ci się nie stanie! Ale SJEW nie możne się dowiedzieć o tym. 
(Jade? Rozumiem w pełni ;))

Od. Tyks cd. Es

- Coo... się sstało? - powiedziała dosyć nieobecnym głosem Est.
- Zemdlałaś i zaczęłaś się rzucać na podłodze. - odpowiedziałam zmartwionym głosem. 
- Co ci się w ogóle stało? No wierz... - zapytałam
-Wiesz...
Usłyszałam hałas. Spadających naczyń.
- Zaraz wrócę! - krzyknęła Est wstając tak nagle.
- Słuchaj... - ale już mnie nie słuchała. Wstała i poszła w stronę hałasu. 
Z zamyślenia wyrwał mnie czyiś głos:
- Tyksono? 
Udawałam, że nie słyszę. 
- Tyks?
Nie odpowiedziałam. Nie widziałam go, wiedziałam skąt do mnie przemawia. Jednak dalej go ignorowałam.
- Nadal będziesz się wkurzać? 
- Tak! Tak będę!
Z mojej głowy wyskoczył hologram wilka. Miał niebieskie sztuczne oczy i czarny pysk. Sierść mieniła się żółcią.
- Zrobiłem to, by cię chronić! Sama mnie o to prosiłaś! - odezwał się surowo mój brat: Awery.
- Może i tak. Ale...i tak będę zła! 
- Weź wyluzuj! Nie chcę się z tobą kłócić! 
- A JA NIE CHCE ROZMAWIAĆ Z HOLOGRAMEM!
Zza drzwi wyszła Est:
- Ktoś stłukł moją ulubią  ramkę na zdjęcia! - popatrzyła na wilka - A ty to?
- Awery, brat Tyks, i przepraszam za to. Chciałem odciągnąć twoją uwagę. 
(Est? Mam nadzieję że się nie gniewasz, że mój brat stłukł ramkę? xD Odkupie!)

Od. Awerego cd. Erny

Pokój był z łóżkiem, telewizorem, kanapą i paroma jeszcze innymi ludzkimi wygodami. Nad łóżkiem widniało zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny. Była wysoka, miała brązowo złote włosy. I te piękne brązowe oczy. Patrzyłem na dziewczynę. Nie wiedziałem czy być na nią zły, wkurzony czy zatroskany. Erna również wpatrywała się w obraz. 
- Twoja siostra?
- Jako człowiek. To... tylko pozór. 
- Czyli?
- No... to nie jest zdjęcie. Tylko, no nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Obraz wyciągnięty z myśli mojej siostry. 
  Erna nie dopytywała się. Może to nawet dobrze, bo nie lubiłem osób wścibskich. Tapety w tym pokoju przypominały gwiezdne niebo. Był to pokój dla mojej siostry, która nie chciała mnie znać.
(Erna? Nic się nie stało ;3)

Od. Tiffany c.d. Somniatis

  Somniatis był wykończony więc położył się spać jako pierwszy. Ja jestem taką osobą, która po prostu, nie umie zasnąć w świetle gwiazd czy księżyca. Wokół mnie słychać było tylko szelest liści na wietrze. Pustynia nie była jakoś ogromna. Nie było też nigdzie zagrożenia. Zaczęłam więc śpiewać:
- Mimo łez, mimo strachu, jestem tu by ci służyć, nigdy cię nie zawiodła, a ty po prostu mnie odrzucasz. Dlaczego, dlaczego Ernasie? Co ja ci zrobiła, że posyłasz wszystkich, by mnie zmietli z twojej powierzchni? 
- Ładnie śpiewasz. 
Odwróciłam się przestraszona. Somniatis już wstał:
- Teraz moja warta.
  Faktycznie... już słońce powoli wschodziło, a ja poszłam się położyć. Jednak nie trwało to długo. Obudziłam się w jakiś obozie. Somniatis z kimś rozmawiał. Zza kotary wyszedł młody chłopak około 14 lat. Uśmiechną się:
- Witaj w domu, Tytanio.
(Somniatis? Sorki że takie krotkie ale się śpieszę.)

Od Jade cd. Keto

(cd. tego)
  Co to było? Tak nagle złapała mnie za rękę... Trochę straszne. Starałam się udawać, że nie jestem ciekawa o co chodzi tej kobiecie. No i po co ja w ogóle się zgodziłam?! Jessu, Jade!
Ale ważniejszy teraz jest fakt, że zaraz spóźnię się do szkoły.
Szybko pojechałam na rowerze pod mój budynek szkoły i poszłam na tyły budynku z zamiarem odłożenia roweru. Szybko zrobiłam co miałam zrobić i poszłam do szkoły. Kiedyś trzeba.
---
Po szkole poszłam na chwilę do kawiarni, ale gdzieś koło 15 zapytałam się Daisy czy mogę skończyć wcześniej. Oczywiście, jak można było się spodziewać dobroduszna kobieta wypuściła mnie wcześniej, więc mogłam na spokojnie dojść do domu tej dziwnej kobiety... Powoli wyszłam z kawiarni i zaczęłam kierować się w kierunku domu nieznajomej. Niby dotarłam do jej domu, ale jakoś tak nie mogłam się zdecydować czy wejść czy też nie wejść. Z zamyśleń wyrwał mnie znajomy kobiecy głos.
- Czemu nie wejdziesz?
Spojrzałam w kierunku miejsca z którego dochodził głos. Stała w nim owa tajemnicza białowłosa kobieta, która mnie przedtem zaprosiła. 
- Eem... dzień... dobry...? - zaczęłam nieśmiało.
(Keto? Przepraszam, że tak późno, czasu mi brakuje .-.)

25 września 2015

Od Somniatisa cd. Tiffany

  Skinąłem głową, zgadzając się z waderą.
- W takim razie teraz ja będę na twojej łasce. - Roześmiałem się, jednak w tym dźwięku nie było słychać radości. Byłem zmęczony. Tak bardzo zmęczony...
  Co prawda zdjąłem pieczęcie kilka minut wcześniej, jednak ich ilość bardzo mnie osłabiła. Nie myślałem zbyt jasno. Nie byłem w kondycji, czy to miejsce tak na mnie działało...? Tytania prowadziła mnie przez pustynie, potem przez jakiś las. Wokół mnie dźwięki świata zlewały się w jeden, ogłuszający świergot. Kręciło mi się w głowie. Zwariowany świat przed moimi oczami wydawał się jeszcze bardziej zwariowany niż zawrze. W nozdrzach czułem metaliczny zapach krwi, podobnie jak na języku. Już zapomniałem, czemu poprzysiągłem sobie skończyć ze złem.
- ...iatisie? - Tiffany potrząsnęła mną. Spojrzałem na nią nieprzytomnym wzrokiem i uśmiechnąłem się, mówiąc, że nic mi nie jest. Nie byłem chyba zbyt przekonujący, jednak nie byłe w stanie powiedzieć nic więcej. 
(Tiffany?)

Od Narcyzy cd. Jacoba

- Być może - odpowiedział nieznajomy chłopak na zaczepkę. Odwrócił się w moim kierunku. - Za to ty wyglądasz jak typowy mieszczuch.
  W moich oczach błysnęły niebezpieczne iskry.
- No proszę, proszę. Dowcipniś się znalazł - powiedziałam kpiącym tonem. - Na pewno by mu zrzedła mina, gdybym zawołała strażników i wskazała im pewnego wandala. Dużo członków ZUPY kręci się po bogatych dzielnicach. Wielu z nich sama wskazałam. Jak myślisz, w razie czego komu uwierzą - mnie czy tobie?
- Czego ode mnie chcesz? Przecież nic ci nie zrobiłem. - Twarz chłopaka nie wyrażała uczuć. Wzruszył ramionami.
- Powiedzmy, że nie lubię, gdy jakiś przyjemniaczek niszczy latarnie przed moją kawiarnią. -   Chłopak nie wyglądał na zadowolonego z obrotu spraw, jednak na próżno byłoby poszukiwać w jego twarzy oznak gniewu. Na razie.
- I tylko za to chcesz mnie wydać władzą? - Mówił spokojnie, jednocześnie wykonując pewne drobne ruchy, które umknęłyby komuś, kto nie jest zabójcą z wieloletnim stażem.
- Nie próbuj nic głupiego, wybaczę ci - sięgnęłam za pazuchę i z kieszeni wyjęłam owocowe cukierki - jeśli postawisz mi kawę. Skusisz się? - wyciągnęłam do chłopaka dłoń ze smakołykiem.
(Jacob? Przystosowuje się do sytuacji nie pomaga >.<)

Od Vincenta cd. Aristanae

- Jesteś głupia czy tylko udajesz? - zapytałem.
Spojrzała na mnie nierozumiejącym wzrokiem, a ja westchnąłem ciężko przeczesując włosy.
- Myślisz, że powiedziałbym ci o moim Genie nie mając w tym żadnego interesu? I nie, nie mam zamiaru cię zaaresztować, a wręcz przeciwnie, mam propozycję nie do odrzucenia. I to dosłownie, jeśli się nie zgodzisz zabiję cię. Chodzi o organizację WKN, która zrzesza osoby z Genem, słyszałaś o niej?
Nie odpowiedziała.
- Jedziesz ze mną czy szykować broń?
Wyglądała na dość zaskoczoną, chyba nie spodziewała się, że mówię poważnie. Zacząłem grzebać w mojej teczce w poszukiwaniu służbowego pistolet, gdy w końcu go znalazłem podszedłem do dziewczyny i przyłożyłem jej go do skroni.
- Idziemy - zacząłem ją prowadzić do samochodu zaparkowanego przed jej domem.
(Aristanae?)