Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak tu trafił. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak tu trafił. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2020

Od Akiro do Somnatisa

Akiro ucieszył się z słów chłopaka, które wypowiedział. Jasnowłosy wypił pół herbaty po czym spojrzał na przyjaciela, jego wyraz oczu go wystraszył, zaczął go wołać, ale jego przyjaciel nie reagował. Aki potrząsną chłopakiem i zmartwiony go spoliczkował, dlatego czarnowłosy spojrzał na niego zaskoczony, a jego lewa dłoń powędrowała na policzek.
-Nie załamuj się mam do ciebie groźbę. -powiedział  wyjmując z kieszeni listek tabletek. -Chcę, żebyś je przechował je do momentu, aż będą potrzebne. Obiecuje ci, że mimo mojego złapania wrócę do ciebie i nie zostaniesz sam. Będziesz też w tym swój udział -powiedział i go przytulił. -Ale na ranie skończę za ciebie dzisiejsze zamówienia i ruszymy do miasta.- powiedział i zabrał się do skojarzenia zadań. Wszystkie zadania skończyły się, po dwóch godzinach. Skończyli dzisiejszą prace i wyszli spędzić wieczór na mieście w swoim towarzystwie. A planowany wieczór przeciągnął się w wspólną zerwaną noc pełną zabaw, beztroskich żartów i rozmów, oraz zabaw.  Som zapomniał w tym wszystkich o słowach chłopaka i poniósł się  atmosferze.
 end

Od Somniatisa cd. Akiro

- Oh, Akiro... - Gula w gardle Somniatisa nie pozwoliła mu powiedzieć więcej. A chciał mu powiedzieć tak wiele. Chciał na raz zapewnić, że zajmie się tymi dziećmi, że nie dopuści, by Akiro coś się stało, że to wszystko musi być jakieś nieporozumienie i na pewno się wyjaśni, że wszystko będzie dobrze, że jeśli będzie trzeba to mogą uciec razem, że umarłby za niego jakby to było możliwe, że nigdy w życiu nie chce więcej nikogo stracić, że Baks zawsze jest u niego mile widziany...! Ale zamiast tego milczał, nie mogąc wykrztusić słowa. A spokój, z jakim jego przyjaciel o tym mówił wcale mu nie pomagał. Wziął od chłopaka kubek z herbatą, by zająć czymś ręce. Upił malutki łyczek, zupełnie nie czując, że wrzątek parzy mu gardło. Potem kolejny. - Cokolwiek się stanie... będę tu dala ciebie - powiedział wreszcie, bardzo cicho, zacinając się i próbując przełknąć żal z kolejnymi wrzącymi porcjami napoju. Gwałtownie odstawił kubek na stół i chwycił przyjaciela za rękę. Przyciągnął go do siebie. Spojrzał prosto na niego, a jego oczy szkliły się lekko. - I zawsze... zawsze będę twoim... twoim przyjacielem. Zawsze. - Puścił go i spuścił wzrok. Po policzkach popłynęły mu łzy. - Pamiętaj o tym, dobrze?
  Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał, ale nie potrafił nie myśleć. Myśl o utracie przyjaciela ściskała go boleśnie za serce. Zostać sam. Znowu zostać sam. Nie chciał, lękał się, a jednocześnie coś w środku, bardzo głęboko, spodziewało się, że to musi się tak skończyć. Jak wiele razy przechodził już przez utratę. Jak wiele razy jeszcze będzie miał przez nią przejść. Somniatis zapadł się w siebie, pogrążając w ponurych myślach niemal zapominając, że Akiro wciąż tu jest. Że chłopak wciąż żyje. 
(Akiro?)

21 marca 2020

Od Akiro do Somnatisa

Akiro przesłuchiwał się rozmowie, ponieważ też był ciekawy, skąd ma ten medalion, gdy usłyszał nazwę miejsca, lekko mnie to zaskoczyło.
-Grecja?
-Właśnie tak, Gabrielu -Chłopak o anielskim imieniu zabrał od Somnatisa medalion i zawinąwszy ją w chustkę, schował ją z powrotem do kieszeni.
-Dzięki za informację, ale wygląda na to, że muszę złapać samolot. -powiedział i ruszył w stronę wyjścia, by po chwili zniknąć, zostawiając po sobie rytmiczny dźwięk dzwonka umieszczonego nad głównym wejściem.
-I tyle go widzieli. -wymamrotał blondyn, operacja się o bat. -Som musimy porozmawiać. -powiedział spokojnym tonem, ale jednocześnie tak zmartwionym, że jego przyjaciel od razu zwrócił się do niego.
-Coś się stało? -zapytał wyraźnie, jasnowłosy odwrócił się do przyjaciela.
-Wiesz, że to mnie szuka wataha i gang. -mężczyzna skinął zgonie głową -To wiedz, że prędzej czy później dotrą do mnie i najprawdopodobniej mnie zabiją, albo oddadzą mnie sjew`owi. - powiedział spokojnie, mając skrzyżowane ręce na klatce piersiowej, po chwili podniósł wzrok na przyjaciela, który miał przerażenie w oczach. -Więc chciałem cię poprosić, o opiekę nada Baksem i dzieckiem, które zjawi się u ciebie w sklepie, jeśli dojdzie do mojej śmierci. -powiedział, patrząc spokojnym wzrokiem na czarnowłosego.
-Zgłupiałeś! -wykrzyczał czarnowłosy, słysząc słowa przyjaciela -Jak możesz być tak spokojny, mówiąc takie rzeczy. -czarnowłosy podszedł do niego i chwycił go za ramiona i nim potrząsną.
-Somniatisie jesteś jedyną osobą, której tak bardzo zaufałem, dlatego chce byś, zajął się mną, jak pojawię się w tym świecie. -powiedział uspokajającym tonem i poprowadził go na krzesło, gdzie go posadził. -Przyniosę ci herbaty. -powiedział i skierował się na zaplecze, gdzie nastawił wody i usiadł na jakiś masywnych pudłach, a z jego oczu zaczęły spływać łzy, a ciało całe drżeć. Chwile mu zajęło opanowanie oddechu. Gdy czajnik dał znać, że woda jest gotowa, jasnowłosy zalał dwa kubki herbaty i je posłodził, po czym zaniósł jeden przyjacielowi.
-Nie smuć się to jeszcze nic pewnego, Alfa zazwyczaj robi coś, czego, bym się nie spodziewał. -powiedział, starając się go uspokoić. Nie chciałem cię martwić, ale też nie chciałem tak po prostu odejść bez informowania cię, że możesz mnie więcej nie widzieć w tej formie.
(Somi?)

20 marca 2020

Od Somniatisa cd. Akiro do Gabriela

Gdy zadzwonił telefon Somniatis był właśnie w środku składania bardzo skomplikowanego zegara magnetyczno-neonowego. Niespodziewany dźwięk zupełnie wytrącił go z równowagi, rozbijając obracające się powoli pieczęcie i rozbryzgując części na wszystkie strony pomieszczenia. Jedną ręką próbując je pozbierać, drugą ręką Zegarmistrz szukał komórki, któa musiała przecież leżeć gdzieś na blacie. Wreszcie ją znalazł. 
- Jo Som będę u ciebie za jakieś dwie godziny, przyprowadzę kogoś z "rodziny". - Znajomy głos Akiro zupełnie zbił go z tropu.
- Co? Kto z... - Somniatis nie zdążył dopytać o szczegóły, bo Akiro się rozłączył. Zegarmistrz stał przez chwilę nieruchomo z telefonem w jednej ręce i częściami zegara w drugiej, nim zdążył się otrząsnąć. Spojrzał na bezwładne kawałki i westchnął. Chyba będzie lepiej zacząć robotę od nowa... miał nadzieję, że gdzieś poniewiera się jeszcze ten schemat, bo inaczej będzie w kropce.
  Nim jego współpracownik przybył, mężczyzna zdążył nieco ogarnąć rozwalone części i nawet wziął się do szukania planów, także zupełnie nie zauważył przybycia chłopaka, nim ten się nie odezwał, stając za jego plecami.
- Czego szukasz?
  Niemal podskoczył, uderzając się głową w półkę.
- Ałć. - Potarł bolące miejsce i z miłym uśmiechem odwrócił się do Akiro. - Mieliśmy gdzieś plany magnetyczno-neonowego zegara. Nie pamiętasz może gdzie? - Akiro pokręcił głową. - Szkoda... - Wzrok Zegarmistrza padł na nieznajomego. - To zapewne musi być ten "ktoś z rodziny", o którym mówiłeś?
- To Gabriel Noc - przedstawił go chłopak. - Przyszliśmy tutaj, bo uznałem, że możesz coś wiedzieć o pewnym medalionie.
- Medalionie? To nie do końca moja specjalizacja... - Uśmiech Somniatisa zrobił się nieco przepraszający. 
- Ale może jednak. - Akiro dał znać swojemu towarzyszowi, by ten pokazał Zegarmistrowi co ma. Tamten niechętnie wyciągnął niewielkie zawiniątko i podał nieznajomemu. Gdy czarnowłosy odwinął je, jego oczy zaświeciły się z niedowierzaniem.
- Niesamowite, nie sądziłem, że jakiś jeszcze się ostał. Skąd go masz, chłopcze? - spojrzał z entuzjazmem na Gabriela. 
- Należał do mojej matki - powiedział i zrobił krótką pauzę. - Chcę odnaleźć moją rodzinę.
- Ah rodzinę. - Somniatis skrzywił się lekko, po czym szybko zreflektował i uśmiechnął. - Jestem przekonany, że Alpha mojej dawnej watahy nosił identyczny medalion. Zapewne możesz być z nim spokrewniony...
- Wiesz co się z nimi stało? - chłopak ożywił się nieco.
- Wiem, że przeżyli... - odparł niechętnie Zegarmistrz. - Wiem też, gdzie można zacząć poszukiwania. Ale to dość daleko.
- A dokładniej?
- Grecja.
(Gabriel? Akiro?)

27 grudnia 2019

Od Akiro do Gabriel i Somnatisa

Dzień jak co dzień, a jednak inny. Wszędzie było pełno ludzi, których wyciągnęliśmy z wieży. Wszyscy byli już pozbawieni każdego rodzaju namiernika. Teraz ludzie zajmowali się zbieraniem informacji od nich i wyrobem fałszywych, ale oryginalnych dowodów. Zmiana ich wyglądu również, była ważna. Przyjaciel proponował mi również zmianę wyglądu, ale wiedziałem, że mimo to i tak mnie znajdą więc to mijało się z celem. Po upływie kolejnych dni, jeden z moich towarzyszy podał mi informacje, że jedna osoba domaga się spłaty długu. Westchnąłem i spojrzałem na towarzysza.
- Umowa tam gdzie zawsze.
- Przekaże. - Odparł i zniknął, a ja wraz z Bonim udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Następnego dnia wstąpilismy oboje do cukierni i kupiliśmy sobie po cieście.
- Dzisiaj masz spotkanie z tym gościem co coś chciał od ciebie wczoraj.
- Tak, jak chcesz możesz  iść ze mną, lub  pilnować reszty.
- Zostałbym. - skinąłem głowa, po zjedzeniu deseru, zapłaciłem sprzedawcy za  usługę,  a raczej za towar i z Bonim udaliśmy się  na pociąg. Weszliśmy do pociągu i zajęliśmy miejsca siedzące, wyciągnąłem sprzęt i zacząłem sprawdzać informacje jakie padały na temat wieży, a Boni obserwował świat za oknem.  Przewijałem newsy i wszystko szło po myśli prócz aspektu, że o ten atak zostały posadzone wilki. Westchnąłem i zgasiłem ekran telefonu, wyciągałem z torby maski jedna z nich dałem Boniemu.  "Arena 8"  Rozbrzmiał głos w głośniku. Założyliśmy maski i podeszliśmy do drzwi, gdy pociąg dojeżdżał na stacje, gdy drzwi się otworzyły  ruszyliśmy do miasta z Areny 8 od razu uderzyła w nas muzyka grana na tym terenie. Kupiliśmy coś do picia, a młody chciał watę po czym ruszyliśmy w mroczniejsze tereny tej zbieraniny. Zasiedliśmy na ceglanym "balkonie" i rozmawialiśmy  o różnych rzeczach. Po jakimś czasie, było słychać głos jakiegoś faceta i milczenie kota.
- Wcale się nie zgubiłem. - mówił mężczyzna, a my go obserwowaliśmy, chłopak zaczął mocno się rozglądać. Zaplotłem nogi na róże i zawisłem głową  w dół  przed chłopakiem, który odskoczył z lekkim szokiem do tyłu.
- Co się boisz Gabriel, czyż to mnie czasem nie szukał? - uśmiechnął się pod maska wiec chłopak tego nie widział, moje oczy zabłysły czerwienia przez co mogłem pokazać mu co chce. Ściągnąłem maskę.
- Więc ty jesteś Fox? - Zapytał zaciekawieniem wpatrując się w "maskę mając na twarz"
- Tak, wiec w czym masz problem.
- Chce kogoś znaleźć. -powiedział i wyciągnął medalion z wilkiem, wziąłem go w dłoń i się mu przyjrzałem.
- Huhu.... Dawno nie widziałem tego symbolu. - Powiedziałem z uśmiechem ściągając iluzje.
- Należał do mojej matki, chce znaleźć rodzinę.
- Da się załatwić bracie. - Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Somnatisa.
- Jo Som będę u ciebie za jakieś dwie godziny, przyprowadzę kogoś z "rodziny".  - Powiedziałem spokojnie po czym się rozłączyłem. - To idziesz z nami. - spojrzałem w górę. - Boni idziemy!  -zawołałem i chłopak po chwili, był na dole. Ruszyliśmy do pociągu i wysiedliśmy na terenach nadmorskich, weszliśmy do sklepu z zegarkami.
-Witaj Somi. -Przywitałem się z przyjacielem i wytłumaczyłem mu kto przylazł  ze mną.
(Somniatis?)