Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informatorka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informatorka. Pokaż wszystkie posty

7 lipca 2020

Od Argony cd. Calii

- Mówisz, że nie uda się załatwić mi rozmowy z nim? - Alpha stała z założonymi na piersi ramionami przed Camille, przeglądającą coś w komputerze. 
- Na pewno nie takiej, na jakiej by ci zależało. Powiedz mi jeszcze raz, po co chcesz z nim rozmawiać? - Przywódczyni mafii Pectis uniosła pytające spojrzenie na kobietę. 
- To skomplikowane. 
- Spróbuję zrobić co tylko możliwe, ale nic nie obiecuję. Plus - zawiesiła teatralnie głos. - Wisisz mi. Coś dużego.
- Naprawdę dużą kawę z bitą śmietaną? - Argona uniosła brwi.
- Chciałabyś. Chwila, stop. - Prawniczka nagle się ożywiła. - Nie mówiłaś coś o jakichś nalepkach pandy?
- Mówiłam, a co...?
  Camille bez słowa odwróciła komputer w stronę kobiety. Na ekranie nie było prawniczych baz danych, stron sądu czy rządowych kont. Była za to strona z najnowszymi memami, a urocze kotki patrzące na Alphę sprawiły, że mimowolnie z gardła wadery dobył się cichy warkot. Właścicielka biura przewróciła oczami i wskazała palcem na reklamę w dole strony. Wesołe, biało-czarne kształty na niewielkim polu upiększały ramkę wokół uroczych kapci domowych. Argona wyjęła z kieszeni nalepkę i porównała. 
- To może być ten sam styl... - mruknęła. - Wrzucisz mi screena na pendriva? Poproszę moich...
- Znalazłam gościa, jeśli cię to interesuje. - Cichy szczęk drukarki i przywódczyni mafii wręczyła Alphie namiar na niejakiego Stefano de Value. - Kawa będzie dobrym początkiem. Z bitą śmietaną i piankami. Duża. Resztę odbiorę przy okazji. - Camille puściła do Argony oko, a ta westchnęła.

- Okej, czemu tu jest tak ciemno? - znajomy głos od wejścia do piwnicy przerwał Argonie w połowie zdania. Wyprostowała się i rozproszyła mrok, który przyciągnęła do pomieszczenia, pozwalając by światło jedynej lampy oświetliło jej bladą cerę i prawdopodobnie jeszcze bledszą cerę ciasno skrępowanego i przywiązanego do krzesła jeńca. 
- O, jesteś. - Uśmiechnęła się wilczo, podchodząc do blondynki. - Patrz, co znalazłam. 
  Z kieszeni spodni wydobyła zgięte dwukrotnie na pół kartki i podała przybyłej. Ta wzięła je i szybkim ruchem rozłożyła w palcach. Wpatrzyła się w kształtne rysuneczki na jej powierzchni. Każdy z nich przedstawiał pandę w innej pozycji, z różnymi akcesoriami i zabawnymi minami. 
- Spójrz tutaj. - Czarnowłosa z zapałem wskazała na ukrytą wśród innych małą, niepozorną pandę. - Porównaj z nalepką. 
- Widzę, nie musisz mi mówić - mruknęła dziewczyna. - Są identyczne.
  Calia spojrzała na jeńca, potem na kartkę i na Argonę. Uniosła brwi.
- To jego - potwierdziła Alpha. - Najwyraźniej zaprojektował tę nalepkę. Na komputerze zresztą miał tego więcej. Nie wydaje się być sprawcą, jednak najwyraźniej mógł mieć z nim kontakt. 
- Widzę, że próbowałaś już z nim rozmawiać. - Blondynka ponownie spojrzała na jeńca. - Knebel pewnie nie pomógł.
- Nie specjalnie chciał - Argona wzruszyła ramionami. - Gdybyś weszła pięć minut później pewnie miałby już połamane palce.
- Nikt ci nie mówił, że podczas śledztwa potrzebna jest dyskrecja?
- co krecja? - Wadera udała, że nie dokładnie słyszy rozmówczynię. - Masz na myśli tą paskudną czarną żelkę, zwijaną w ślimaki? Podziękuję.
(Calia?)

4 kwietnia 2020

Od Calii cd. Argony

Ustaliłyśmy z Argoną, że w czasie, gdy ona będzie wykorzystywać swoje źródła na dojście do kogoś, kto mógłby nam pomóc, ja przejrzę notatnik zabrany z domu dziennikarza. Zadanie długie, żmudne i niemiłosiernie nudne. Gość miał obsesję na punkcie tej aktorki jeszcze przed tym całym incydentem z kostiumem. Przychodził na plan, notował jej działania, prowadził obserwacje, by na tydzień przed jej śmiercią całkowicie zaprzestać notatek i wrócić do nich dopiero w dniu zabójstwa. Zupełnie jakby wiedział, co miało się stać. I tak począwszy od czytania, co Kero jadła na lunch na planie „Obłudy” na początku zdjęć do filmu, skończyłam na czytaniu o tym, jakie ślady na jej szyi pozostawiły po sobie paski od kostiumu. Odstawiłam z obrzydzeniem szklankę z lemoniadą. Nasz dziennikarz naprawdę lubił szczegóły. Na końcu notatnika znalazłam kopertę z kilkoma zdjęciami. Przejrzałam wszystkie, jednak to tylko wzmogło moje obrzydzenie. Wcale nie dziwiłam się, że nikt nie chciał ich puścić do gazety publicznej. Westchnęłam, zamykając dziennik. Właściwie jedyne, co wydało mi się podejrzane to to, że obserwował Kero praktycznie od początku i przestał chwilę przed zabójstwem. Potem traktował tę sprawę jako zwykłą sensację do opisania. Wstałam, żeby przejść się po mieszkaniu. Skoro jego gosposia zabijała, co miało z tym wspólnego obserwowanie Kero? A może to on zabijał, szukając sensacji, o których mógłby pisać? Dzięki takim artykułom zdobywa się uznanie, zresztą widziałam jego dom, nie utrzymałby takiego ze zwykłej, marnej pensji dziennikarzyny. Potrzebował sensacji, to było pewne. Albo miał jakieś drugie, mniej legalne zajęcie. Coś na ten temat wiedziałam. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu.
– Halo?
W słuchawce rozległ się głos Argony.
– Chyba znalazłam kogoś, kto pomoże nam zakończyć tę wątpliwie przyjemną współpracę.
Uniosłam brwi.
– Chyba? Bo wolałabym, żeby skończyła się jak najszybciej.
Alpha chwilę się nie odzywała.
– Po prostu przyjedź.  
(Argo?)

2 października 2019

Od Argony cd. Calii

- widzisz ją tutaj? - pani komisarz teatralnie rozejrzała się dookoła. - Pewnie jest na dole, może pójdziesz sprawdzić, czy jej tam nie szukasz? Staruszka przecież nie zniknęła.
- Tak pani podkomisarz - powiedział młokos, czerwieniąc się i wracając po schodach na dół.
- Przecież nie zniknęła - powtórzyła bezgłośnie Argona z niepokojem patrząc na Calię, po czym odchrząknęła i głośniej dodała - Gdy wchodziłam do domu czekała na mnie w drzwiach z wodą. Daleko raczej nie odeszła.
- Dziękuję za tą jakże użyteczną uwagę pani Petrejov - powiedziała funkcjonariuszka z przekąsem. - A teraz już na prawdę powinny się panie stąd wynieść. To nie miejsce dla cywili.
- Tak, tak, już się zbieramy. Żegnam panią. - pośpiesznie zapewniła Calia i ruszyła w stronę wyjścia, po drodze ukradkiem rozglądając się za gosposią - której, jak łatwo się było domyślić, nigdzie nie zlokalizowała. Argona bez słowa podążyła za nią.
  Gdy wreszcie oddaliły się nieco od domu, Calia wyciągnęła z kieszeni niewielki notes i pokazała go towarzyszce. Na jego grzbiecie było napisane "Kero".
- Nieźle - pochwaliła czarnowłosa, patrząc jak notatnik ponownie znika w kieszeniach tamtej. - W szpitalu nie dowiedziałam się niczego ciekawego. Jednak ktokolwiek dorwał naszego dziennikarza, zrobił to skutecznie. Już więcej się nie podniesie.
- Szkoda, wydawał się sympatyczny - odparła rozmówczyni, bez specjalnego przejęcia. - Bardziej martwi mnie ta staruszka. 
- Jej zapach był intensywny w całym domu, jednak wychodząc z niego nie natrafiłam na świeży trop - przyznała Argona ponuro. - Albo wyszła tylnym wyjściem, albo nie wyszła wcale.
- Albo rozpłynęła się w powietrzu - zauważyła Calia. - Te pandy tak mają.
- Sprawdzałaś, co jest w notesie? 
- Jakoś nie miałam jeszcze okazji. - Dziewczyna przewróciła oczami. - Gdy policja dyszy ci na kark ciężko jest cokolwiek zrobić. 
  Alpha odchrząknęła i przez chwilę szły w milczeniu. 
- Chciałabym spróbować skontaktować się z tym Raskolnikowem - powiedziała niespodziewanie.
- Z... tym projektantem? Może być ciężko, to będzie od nas wymagać zbliżenia się do naszych kochanych władz trochę ZA bardzo - zauważyła dziewczyna. 
- Mogę skontaktować się z kilkoma osobami, obracającymi się w takim środowisku - czarnowłosa zamyśliła się. - Najwyżej znowu będę winna przysługę Belcourt.
(Calia?)

18 sierpnia 2019

Od Calii cd. Argony

Widzi pani, pani podkomisarz! – zawołałam triumfalnie, pokazując na stojącą przede mną Alphę. – Mówiłam, że była w szpitalu. Biedaczka, jest taka wrażliwa! – Choć mówiłam to pełnym przejęcia głosem, moje oczy patrzyły na brunetkę zacięcie, przekazując jej jasną wiadomość. Nie. Zepsuj. Tego.
Argona chyba szybko zrozumiała, o co mi chodzi, bo pokiwała głową i podjęła temat bez zająknięcia.
– Na szczęście dali mi jakieś cud świństwo i od razu poczułam się lepiej – zapewniła, jak dla mnie całkiem przekonująco. Pokiwałam głową z aprobatą. – Postanowiłam wrócić tutaj w razie jakichś... problemów. Ale nie chciałbym bawić tu długo, miło by było się już położyć – zasugerowała. Zacisnęłam mocno usta. Funkcjonariuszka skakała wzrokiem od jednej z nas do drugiej. W końcu pokiwała wolno głową.
– Sprawdzimy to – oświadczyła. – Zapraszam za mną. I bez żadnych sztuczek.
Rzuciłam Argonie wymowne spojrzenie i obie wyszłyśmy za policjantką.
– Davies, wybierz mi numer do pobliskiego szpitala – poleciła, a jej partner natychmiast wykonał rozkaz. Już za chwilę trzymała słuchawkę przy uchu.
– Dzień dobry, podkomisarz Collins, prowadzę śledztwo w sprawie tego przywiezionego dzisiaj dziennikarza. Proszę mi tylko powiedzieć, czy na terenie szpitala była jakaś pani z tym mężczyzną? 
Recepcjonistka odpowiedziała coś, co najwyraźniej się policjantce nie spodobało, bo przewróciła ze złością oczami. 
– Lepiej żeby pani mogła, bo naprawdę nie mam czasu jechać tam i sprawdzać monitoring. 
Zamilkła, by wysłuchać odpowiedzi, która jednak nie zniwelowała jej irytacji. 
– Bardzo dobrze, a jeśli sprawca nam ucieknie, wlepię pani utrudnianie śledztwa – stwierdziła i tym razem odpowiedź recepcjonistki trwała chwilę dłużej. Podkomisarz zmierzyła nas podejrzliwym spojrzeniem. 
– Dziękuję za informację – powiedziała w końcu. – Do widzenia.
Rozłączyła się i wróciła do przeskakiwania wzrokiem ode mnie do Argony. 
– Pani alibi zostało potwierdzone – oznajmiła tylko, a ja odetchnęłam w duchu. Wtedy policjantka zwróciła się do Daviesa. 
– Dobra, daj tutaj tę gosposię, teraz trzeba z nią zamienić słówko.
Funkcjonariusz zbladł, nawet nie wysiadając z radiowozu. 
– Ale... Myślałem, że... że ona jest z panią, pani podkomisarz.
Kobieta zamrugała parę razy z niedowierzaniem. 
– Co takiego? 
Wymieniłyśmy z Argoną nerwowe spojrzenia. 
Oho. 
(Argo?)

16 sierpnia 2019

Od Argony cd. Calii

Zaczynało powoli robić się jasno. Czarny pies biegł ulicami Areny 2 jednostajnym, beztroskim tempem. Jego głowę zaprzątała myśl o tajemniczym mordercy, który uniemożliwił im wyciągnięcie dalszych informacji z ofiary w nader skuteczny sposób. Argonie w takich właśnie sytuacjach żal było, iż nie posiada mocy leczniczej. To rozwiązywałoby tyle problemów... Dom dziennikarza był już widoczny na końcu ulicy, gdy wadera zatrzymała się gwałtownie. Uniosła głowę wysoko i zaczęła niuchać w powietrzu. Szorstki materiał, skórzane buty, wciąż rozgrzana guma, stygnąca powoli na podjeździe. Jej uszy zareagowały na sugestię głosów, dobiegających z wnętrza domu. Schowała się za śmietnikiem i przemieniła w człowieka. Wychyliła się w tej formie i zyskała pewność, zauważając szczegóły stojącego przed domem samochodu. Policja. Wyciągnęła z kieszeni swój stary dowód osobisty. Spojrzała na dom. Na dowód. Znów na dom. Właściwie mogła się oddalić i ponownie zostawić Calię samą sobie, jednak nie poprawiłoby to już i tak dość napiętych stosunków pomiędzy nimi. Westchnęła, wpychając kartę głęboko do kieszeni. Raz owcy śmierć czy jakoś tak. Ruszyła pewnym krokiem w stronę domu, zabezpieczonego żółtą, policyjną taśmą. Jakiś młody policjant siedział własnie w wozie i dało się słyszeć szuby krótkofalówki, przez którą najwyraźniej usiłował się z kimś skontaktować. Argona bez problemu przeszła przed maską wozu i unosząc taśmę ruszyła w stronę domu. Dopiero, gdy była na schodach, praktycznie pod wejściem, usłyszała trzaśnięcie drzwiami pojazdu i coś, co brzmiało jak zduszone "stać!", udała jednak, że informacja do niej nie dotarła i wsunęła się do wnętrza domu. Powitała ją uśmiechnięta gosposia, wręczając jej bez słowa szklankę z zimną wodą. Alpha przyjęła ją bez słowa, postanawiając odstawić na razie wątpliwości na bok. Ruszyła w górę schodów, by nadziać się na rozmawiające Calię oraz kobietę, ubraną w mundur policyjny. Obie spojrzały na nią, przerywając w połowie wypowiedzi. Alpha wzięła łyk wody i oparła się o ścianę z nonszalancją.
- Tamten dzieciak jest nowy w zawodzie? - zapytała, uśmiechając się krzywo.
(Calia? Zaraz to ty będziesz musiała ratować mnie jak tak dalej pójdzie XD)

Od Calii cd. Argony

Przekroczyłam próg domu dziennikarza usilnie starając się być cicho, żeby policjantka przypadkiem nie rozmyśliła się i nie zrezygnowała z mojej obecności. Funkcjonariuszka skierowała się śladami krwi na podłodze wprost do gabinetu dziennikarza.
– Davies! – zawołała, a policjant do tej pory idący za nią przyspieszył.
– Tak, pani podkomisarz? – zapytał, przenosząc wzrok z usłanej krwią podłogi na kobietę. Nie czuł się najlepiej i śmiało można było to określić nawet bez posiadania moich mocy.
– Zawołaj technika, będzie miał tu sporo do roboty – powiedziała tylko, na co policjant pokiwał głową i czmychnął z domu jak najszybciej. Funkcjonariuszka przykucnęła przy wielkiej plamie.
– Nowy? – zapytałam, idąc w jej ślady.
– Dopiero go przysłali – przyznała policjantka, nakładając rękawiczkę. – Niech pani uważa i niczego nie dotyka – poleciła. Pokiwałam głową. Chciałam się tylko dyskretnie rozejrzeć, nie babrać w policyjną robotę. Jednak miejsce nie wyglądało jakoś szczególnie podejrzanie. Dużo książek, notesów, dostrzegłam parę albumów. Ostrożnie przeszłam przez cały pokój i znalazłam się przy regale. Wzrokiem przeszukałam półki, by zatrzymać się na grubym zeszycie zatytułowanym na grzbiecie równym wyrazem KERO. Byłam już tuż tuż od wyciągnięcia notesu, gdy usłyszałam głos policjantki.
– Mówiłam, że ma pani niczego nie dotykać.
Odwróciłam się do niej z przepraszającym uśmiechem, w duchu czując złość.
– Pani podkomisarz! – zawołał nagle Davies, a funkcjonariuszka wychyliła się z pokoju. Niepostrzeżenie zgarnęłam notes do torebki i bezszelestnie przeniosłam się bliżej środka pokoju, nie chcąc wzbudzać podejrzeń.
– Pani gosposia mówi, że oprócz tej pani blondynki była tu jeszcze jedna!
Zaklęłam w duchu, jednak kobieta skupiła się na czym innym.
– Davies, miałeś zawołać technika, a nie samodzielnie przesłuchiwać świadków!
(ARGO? RATUJ SYTUACJĘ XD)

15 sierpnia 2019

Od Argony cd. Calii

szpitalnym korytarzu panowała idealna temperatura, a krzesło, na którym siedziała Argona było niespodziewanie wygodne. Za zamkniętymi, eleganckimi drzwiami poruszały się jakieś ciemne sylwetki. Dziewczyna westchnęła i rozparła się wygodniej na siedzeniu. Nie wyglądało na to, by szybko miała uporać się z tą sytuacją. Wyciągnęła z kieszeni pustą obudowę archaicznego telefonu i przejechała kciukiem po klawiaturze. Mogłaby użyć jednej z zapasowych kart i skontaktować się z Calią. Najemniczce pewnie lepiej szło. Jednak to zdradziłoby jej położenie i nie mogłaby dłużej przebywać w budynku. Już i tak sporo ryzykowała, przebywając w szpitalu, ale uznała, że możliwość dowiedzenia się, kto zaatakował Pana Salzmana warta była tego ryzyka.
  Po jakiejś godzinie oczekiwania z pomieszczenia wyszedł mężczyzna, odziany w biały kitel, a razem z nim kilku innych. Ich miny były dość ponure. Argona wstała, przybierając zaniepokojony wyraz twarzy
- Jaki jest jego stan, panie doktorze? - zapytała ze szczerym przejęciem. - Wyjdzie z tego? Mieliśmy jutro iść razem do kawiarni... pewnie będzie trzeba to przełożyć. Jak długo mogę się spodziewać, że będzie musiał tu pozostać? - Zasypała lekarza tymi wszystkimi pytaniami, korzystając z jego dezorientacji i ponurej miny. Jego pomocnicy ulotnili się dyskretnie, co nie uszło uwadze Alphy. Sytuacja musiała być co najmniej poważna.
- Stracił bardzo dużo krwi - powiedział doktor, ściągając okulary i nerwowo wycierając je o skraj kitla. - Jego stan jest ciężki. Nie mamy pewności czy dożyje rana.
- Jest przytomny? Czy Horace jest przytomny? - naciskała kobieta.
- Nie. Obawiam się, że nie obudzi się zbyt prędko. Proszę wracać do domu. Poinformujemy panią, jeśli coś się zmieni - powiedział, dyskretnie próbując odciągnąć swoją rozmówczynię od drzwi gabinetu.
- A jeśli nie dożyje rana? Co wtedy? - Argona zrobiła zrozpaczoną minę. Bardzo cieszyła się, że nie ma w tej chwili przy niej Calii, bo ta wypominałaby jej tą scenę pewnie do końca życia.
- Zrobimy co w naszej mocy...
- Mogę go przynajmniej jeszcze raz zobaczyć? To może być mój ostatni raz, gdy... - W oczach dziewczyny zaszkliły się łzy.
  Lekarz zmieszał się jeszcze bardziej i pokiwał głową. Alpha podziękowała w duchu losowi, że trafiła na tak empatycznego jegomościa. Ruszyła za nim do sali, w której leżał nieprzytomny dziennikarz. Jego twarz była spokojna, jakby spał, jednak pokaźna warstwa bandaży na jego brzuchu wyraźnie wskazywała na miejsce urazu. Argona podeszła powoli do mężczyzny i pochyliła się nad nim. Nic nie powiedziała. Nie było co powiedzieć w tej sytuacji. Horace Saltzman pachniał śmiercią. Doktor miał rację, raczej nie dożyje ranka. Nie ma powodu czekać, kobieta postanowiła, że najlepszym, co może teraz zrobić to wrócić do Calii.
(Calia?)

Od Calii cd. Argony

Przez chwilę obserwowałam, jak Argona biegnie za oddalającą się karetką, dopóki nie zniknęła za rogiem. Jednak za zniknięciem jednych syren zaraz pojawiły się drugie. Spojrzałam z zaskoczeniem na podjeżdżający pod dom dziennikarza policyjny wóz. Czy w Arenie Drugiej wszystkie służby przyjeżdżały do spraw zadziwiająco szybko?
– Podkomisarz Jane Collins, proszę się odsunąć – oznajmiła ciemnoskóra policjantka, wysiadając z samochodu.
– Jeszcze nawet nie zdążyłam wejść – mruknęłam, wkładając rękę do torebki i szukając fałszywych dokumentów.
Tuż za swoim dowódcą przebiegło dwóch innych funkcjonariuszy z policyjną taśmą.
– Pani jest świadkiem zdarzenia? – zapytała kobieta szorstko, a ja pokiwałam głową z przekonaniem. – Dokumenty poproszę.
– Oczywiście, już szukam. – Uśmiechnęłam się sztucznie, a policjantka spojrzała na mnie spod uniesionych brwi. Chyba nie tak powinien wyglądać świadek dramatycznego zdarzenia. W końcu znalazłam odpowiedni pliczek i (uprzednio ściągając z niego Lizzy) podałam go funkcjonariuszce.
– Davies! – zawołała i natychmiast podbiegł do niej młody chłopak z notesikiem i zawieszoną na szyi odznaką.
– Jestem, pani podkomisarz – zameldował się.
– Pani Lauren Williams. Przepisz i oddaj pani – poleciła, podając mu moje fałszywe dokumenty.
– Jest pani jedynym świadkiem zdarzenia? – kontynuowała moje „przesłuchanie”.
– W środku jest jeszcze gosposia – przyznałam, decydując się na pominięcie obecności Argony. Postanowiłam zacząć się tym martwić dopiero wtedy, gdy sprzątaczka przypomni sobie o ciemnowłosej dziewczynie. – Radziłabym na nią uważać.
Policjantka prześwidrowała mnie wzrokiem.
– Dziękuję za radę, ale kim pani jest, żeby sugerować takie rzeczy?
Uśmiechnęłam się.
– Powiedzmy, że… wiele już widziałam. To… mogę się z państwem przejść na oględziny miejsca zbrodni? – zapytałam słodko. Funkcjonariuszka zastanawiała się chwilę, ale w końcu dała za wygraną.
– Jeżeli coś pani zniszczy, to panią oskarżę – oznajmiła tylko, co uznałam za odpowiedź twierdzącą. Zaśmiałam się uprzejmie, ruszając za nią do domu dziennikarza.
– O to się proszę nie martwić.

(ARGO?)

21 czerwca 2019

Od Argony cd. Calii

- Zastanowimy się nad tym później. Teraz musimy ruszać za karetką, jeśli nie chcemy zgubić naszego dziennikarza. - Calia zrobiła ruch, jakby chciała na piechotę gonić samochód, jednak Alpha ją powstrzymała.
- Dobrze. Zrobię to. Jestem szybsza. - To mówiąc wymownie przewróciła oczami. - Przeszukaj jego pokój. Może znajdziesz te zdjęcia lub jakieś ślady. Wyślę ci esemesa z miejscem spotkania.
  Calia skinęła głową, a czarnowłosa ruszyła chodnikiem, rozglądając się na boki. Karetka oddalała się coraz bardziej, jednak kobieta cały czas była w stanie dosłyszeć wycie syren. Powinna być w stanie ją dogonić. Skręciła gwałtownie w bramę jednej z willi, wyglądających na puste i po chwili wybiegł z niej masywny, czarny pies. Kierując się zanikającym wyciem syren, Argona pędziła, starając się trzymać w cieniach murów i przekraczając ulicę tylko wtedy, gdy było to na prawdę konieczne. Na Arenie 2 rzadko widywano bezpańskie psy, istniała więc obawa, że ktoś zadzwoni po hycla, musiała więc zachować tyle ostrożności, ile była w stanie.
  Nagle dźwięk karetki urwał się. Wadera przebiegła jeszcze kawałek w tym kierunku, w którym dotąd zmierzała, jednak wkrótce zwolniła i przemieniła się w człowieka. Biegając na oślep nie znajdzie tego szpitala. Był za to lepszy sposób.
  Zmierzając dalej obraną drogą rozglądała się za zbłąkanymi przechodniami. Jak na złość ulice były zupełnie puste. Kilkoro ludzi wyglądało przez okna domostw, zapewne zaniepokojonych dźwiękiem syreny. Tylko jeden starszy jegomość podszedł do płotu i rozglądał się, jakby czegoś szukał. Argona przyspieszyła.
- Przepraszam pana, gdzie tu jest najbliższy szpital? - zapytała tak uprzejmie, jak tylko była w stanie.
- Dwie przecznice dalej - mruknął, ze skwaszoną miną. - A czego pyta?
- Mój znajomy tam się leczy i chyba podał mi zły adres - odpowiedziała, zmuszając się do markotnego uśmiechu, po czym ruszyła zdecydowanym krokiem we wskazanym kierunku. Za sobą usłyszała jeszcze coś w stylu "Ach ta dzisiejsza młodzież. Zero szacunku dla starszych".

[...]Szpital to mało powiedziane. Miejsce, w którym znalazła się kobieta wyglądało jak luksusowy hotel, do którego tylko przypadkiem został zaproszony kongres naukowy. Po marmurowych posadzkach przechadzali się dobrze odziany pacjenci, w towarzystwie pielęgniarek w eleganckich fartuszkach, a za ladą recepcji siedziała nienaturalnie uśmiechnięta kobieta, której twarz miała na sobie grubszą warstwę makijarzu, niż Mona Lisa farby.
- W czym mogę pomóc - zapytała, gdy czarnowłosa podeszła do lady.
- Szukam... - I w tym momencie Argona uświadomiła sobie, że imię mężczyzny nie padło podczas całej rozmowy. Niedobrze. - Szukam mężczyzny, który został tu właśnie przywieziony przez karetkę. Jestem jego przyjaciółką i obawiam się o jego życie.
  Co prawda twarz kobiety nie zdradzała żadnej obawy, niemniej recepcjonistka zaczęła przeglądać bazę danych.
- Pan Salzman Horace? Sala 436 piętro 4. W tym momencie jego stan jest krytyczny i zajmują się nim nasi najlepsi specjaliści, jednak może pani zaczekać przed salą.
  Alpha pokiwała głową i ruszyła we wskazanym kierunku.
(Calia? Jak tam miejsce zbrodni?)

18 czerwca 2019

Od Calii cd. Argony

 – Mogłabyś zadzwonić po karetkę – zauważyłam, na co Alpha wzruszyła ramionami.
– Co to za adres?
– Ulica Midday, numer chyba 23.
Chyba?
– 23, dzwoń – warknęłam. Argona wyszła z pomieszczenia, a ja zajęłam się próbą uratowania mężczyzny. Naprawdę miałam nadzieję, że ratownicy poważnie potraktują telefon Alphy i przyjadą tu jak najszybciej. Chciałam, żeby ten człowiek przeżył i nie tylko dlatego, że być może miał potrzebne nam informacje. I też nie dlatego, że mogłabym być podejrzana o jego śmierć. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Argona? Nie, to zdecydowanie nie była aura posępnej Alphy. To był ktoś bardzo spokojny i opanowany... ale tylko z pozoru. Dziwne.
– Zostaw, dziecko. – Usłyszałam głos starszej kobiety.
– Co? – Zdziwiłam się.
– Pomogę ci.
Zmarszczyłam brwi. Wypowiedź kobiety wcale nie sugerowała chęci pomocy. Odsunęłam się jednak od mężczyzny.
– Zaraz będą – rzuciła zwięźle Argona, znów wchodząc do pomieszczenia.
– Żeby tylko zdążyli na czas – powiedziałam, uważnie obserwując reakcję gosposi. Zarówno tę wewnętrzną jak i zewnętrzną.
Tymczasem "zaraz" Argony okazało się dużo krótsze niż myślałam. Albo po prostu to ja straciłam rachubę czasu. Ratownicy przenieśli dziennikarza na nosze.
– Jego stan jest ciężki – oznajmił jeden z nich, patrząc mi prosto w oczy. – Ale uratowała mu pani życie.
Skinęłam głową.
– A dokąd go zabieracie?
Ratownik otaksował mnie wzrokiem.
– Niestety nie mogę udzielić pani takich informacji. Ale karetka jeszcze nie odjechała.
Zrozumiałam aluzję. Dopiero przed domem Argona wbiła mi swoje paznokcie w łokieć.
– Trzeba uważać na tę gosposię – mruknęła tak, że ledwo ją usłyszałam.
– Jej aura była dziwna – przytaknęłam.
– Nie o to chodzi.
Zmarszczyłam brwi.
– A o co?
– Widziałam, jak wyjmowała naklejkę pandy z kieszeni. I myślę, że wcale niebezinteresownie chciała ci pomóc go "ratować". 
(ARGO? WYBACZ, ŻE TAK DŁUGO XD)

30 września 2018

Od Argony cd. Calii

    Obie kobiety zostały wprowadzone do nowocześnie urządzonego mieszkania, które mimo typowych dla współczesnej architektury zimnych kolorów i pustych powierzchni miało w sobie coś... swojskiego i domowego. A może to ten zapach starego metalu, świeżego papieru i tuszu?
- Proszę, tędy. - Dziennikarz wprowadził dziewczyny do sporych rozmiarów salonu, w który dominującym elementem kompozycji było palenisko, zamknięte w szklanym akwarium. Ogień lizał jego szyby, jakby chciał wydostać się na zewnątrz. Cała trójka usiadła przy niewielkim, trochę za niskim jak na gust Argony, stoliku na trochę przy twardych, skórzanych pufach.
- Imponujące - zauważyła Calia, przyglądając się palenisku. Dziennikarzowi zaświeciły się oczy. To był celny strzał.
- Zawsze, gdy na niego patrzę przypomina mi się sprawa podpalenia z września 2023, w którym w monumentalnym pożarze zginęły 23 osoby. To było moje pierwsze większe zlecenie. Miałem wtedy... - Argona przestała słuchać dziennikarza, przenosząc swoją uwagę na gosposię, która właśnie weszła do salonu, niosąc tacę z Herbatą.
  Gdy gorący płyn został rozlany do filiżanek, a dziennikarz skończył wreszcie swoją opowieść o podpaleniu Calia zdecydowała się sprowadzić rozmowę, na interesujący obie dziewczyny tor.
- To niesamowita historia, ale sprawą, o którą właściwie chciałam pana dopytać jest morderstwo Admiry Kero, która została...
- Uduszona przez kostium, w którym występowała na planie "Obłudy". Tak, tak, pamiętam tą sprawę. Nie było łatwo przebić się przez tłumy policjantów, zajmujących się tą biedną dziewczyną. - Mężczyzna mówił z przejęciem, nie zdradzającym choćby cienia współczucia dla zmarłej. - Niestety, nie udało mi się sfotografować ciała, jednak moje źródło - to mówiąc puścił oko do Calii - przyniosło mi fotografie kostiumu, po zdjęciu z aktorki. Chciałem je umieścić w artykule, jednak ówczesny wydawca Ainelysnart Voice nie zgodził się, sam zresztą nie wiem dlaczego.
- Ma pan wciąż te zdjęcia? - żywo zainteresowała się Szafir.
- Oczywiście! - dziennikarz uśmiechnął się promiennie. - Chciałaby je pani zobaczyć?
- Nawet więcej, bardzo chętnie umieściłabym je w mojej książce. Oczywiście z adnotacją, że pan jest ich autorem - zaznaczyła.
- Proszę chwilę zaczekać - mężczyzna wstał. - Powinienem je mieć w moich dokumentach... ale chwilę mi zajmie ich poszukiwanie.
- Nic nie szkodzi. Dla takiej perełki warto czekać - odpowiedziała Calia, której przesadnie pogodny nastrój zaczynał już nieco męczyć Argonę.
  Dziennikarz wyszedł z pokoju w tym samym momencie, w który gosposia przyniosła ciastka. Alpha spojrzała na nie nieufnie, jednak Szafir poczęstowała się jednym z wyrazem zadowolenia na twarzy.
- Widzisz? Przyjście tutaj było dobrym pomysłem - zauważyła, gdy obsługująca ich kobieta zniknęła za drzwiami salonu. - A wydawałaś się tak sceptyczna, odnośnie przesłuchiwania tego człowieka.
- "Obłuda"... - Alpha zupełnie zignorowała wypowiedź towarzyszki. - Tylko mi się wydaje, czy to miał być film o iluzjonistach? Wydaje mi się, że gdzieś widziałam trailer.
- Wydaje mi się, że miał opowiadać o losach artystów pod rządami Leniniewskiego, tajnych warsztatach sztuki i niebezpieczeństwach, które czekały członków podziemia na każdym kroku. To całkiem modny temat ostatnio - zauważyła Calia.
- No proszę, interesujesz się kinematografią? Nie spodziewałabym się tego po tobie.
- Interesuję się wszystkim, co może mi się przydać w pracy zawodowej.
  Coś cicho plasnęło, odwracając uwagę Argony od kontynuowania tej tyrady nienawiści.
- Poczekaj tu chwilę - mruknęła wstając i kierując się do drzwi, przez które jakiś czas temu wyszedł dziennikarz.
- Przypominam ci, że już dla ciebie nie pracuję. - Szafir też wstała. - Poza tym nie kulturalnie jest szwendać się po czyimś domu bez zgody właściciela.
  Alpha wyszła na korytarz. W jej nozdrza uderzył metaliczny zapach, którego, mogłaby przysiąc, nie czuła tutaj wcześniej. Skierowała się do jego źródła, po schodach, na górne piętro, do ostatniego pomieszczenia po prawej. Pchnęła delikatnie drzwi a jej oczom ukazało się prawdziwe pobojowisko, na środku którego w ciszy leżał dziennikarz. Czerwona kałuża, w której leżał powoli rozlewała się na boki.
- Nie stój w przejściu - zakomenderowała Calia, wpychając się do pokoju. - To nie wygląda za dobrze.
- W istocie... - Argona podeszła do zwłok i uklękła przy trupie. Miała nadzieję znaleźć słynną nalepkę pandy, jednak ku swojemu zdziwieniu nigdzie takiej nie widziała.
(Calia?)

26 sierpnia 2018

Od Calii cd. Argony

    Nacisnęłam malutki guziczek przy bramie i za chwilę rozległ się dźwięk dzwonka. Stojąca obok mnie brunetka wzdrygnęła się prawie niezauważalnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
– Słucham? – odezwał się zachrypnięty głos.
– Dzień dobry, Lauren Williams, Irmina Petrejov, można? – powiedziałam moim najmilszym głosem. Przez chwilę słyszałam tylko trzeszczenie domofonu, jednak po chwili dziennikarz znów się odezwał.
– O co chodzi? – zapytał podejrzliwie.
– Chciałybyśmy zadać kilka pytań o jeden z pańskich ostatnich artykułów. Rozumie pan, piszę książkę o najdziwniejszych, najbardziej tajemniczych zbrodniach kryminalnych ostatniej dekady i muszę przyznać, że ta, którą pan opisywał ogromnie mnie zainteresowała, więc zastanawiałam się czy…
– Proszę wejść, porozmawiamy w środku. – Mój pełen pasji wywód przerwał głos dziennikarza, a ja niemal natychmiast wyczułam bijące od niego zadowolenie. Argona spojrzała na mnie, jakbym urwała się co najmniej z księżyca. Pchnęłam bramkę i przeszłam pięknie wyłożoną ścieżką pod same drzwi, które właśnie się otworzyły. W progu stał na oko trzydziestoparoletni mężczyzna w wytartych jeansach i porwanej białej koszulce, jednak mimo to prezentował się całkiem nieźle.
– Dzień dobry – przywitałam się ponownie z uśmiechem na ustach.
– Dzień dobry, dzień dobry. Panna Williams, jak mniemam? – zapytał, wyciągając do mnie dłoń. Skinęłam głową.
– To moja menedżerka, Irmina Petrejov. – Wskazałam na Argonę, która nadal miała minę, jakby chciała pozabijać wszystkich dookoła. W duchu prosiłam tylko o to, żeby nie odzywała się zbytnio. I nie stosowała swoich morderczych zagrywek.
– Ale spokojnie, proszę się nie martwić – rzuciła sucho. – Nie będę wam przeszkadzać. – Spojrzała na mnie kątem oka, a ja uśmiechnęłam się znacząco. Dziennikarz natomiast wydawał się lekko skonfundowany, jednak za chwilę wzruszył ramionami i ponownie przybrał zadowolony wyraz twarzy. Cofnął się trochę, robiąc przejście.
– Hm, nie ma problemu, proszę, proszę, zapraszam do środka – powiedział. – Moja gosposia poda nam zaraz ciepłą herbatę.
(ARGO? JAK SIĘ CZUJESZ JAKO MENEDŻERKA POCZĄTKUJĄCEJ AUTORKI KRYMINALNEJ? :P)

12 lipca 2018

Od Argony cd. Calii

    - Gdzie konkretnie - rzuciła zwięźle do słuchawki Argona. W autobusie nie było wiele osób i jej głos niósł się nieprzyjemnie przez cały pojazd sprawiając, że dziewczyna czuła się, jakby wszyscy na nią patrzyli, a co więcej - ją podsłuchiwali.
- Druga, koło Evening cross. - I rozłączyła się, nim Alpha zdążyła zapytać o cokolwiek więcej.
  Z cichym sykiem autobus się zatrzymał, a czarnowłosa wyskoczyła z niego na chodnik. Potrzebowała chwili, by zorientować się, gdzie właściwie ją wyrzuciło. Skrzywiła się, gdy doszło do niej, jak daleko od wspomnianej przez Szafir lokacji się znajduje. Nie zastanawiając się dłużej weszła za róg jednej z bocznych ulic i przemieniła się w wilka. Odkąd pojawili się ludzie już chyba zdążyła z tysiąc razy podziękować wszystkim bogom za to, że nie obdarzyli jej rogami, skrzydłami czy dodatkowymi ogonami, które sprawiały, że wiele wilków nigdy nie mogłoby uchodzić za zwyczajne psy. Biegnąć w ciszy i zapadającym półmroku dla przeciętnego przechodnia musiała wyglądać jak pies - włóczęga, do którego lepiej się nie zbliżać. Z wprawą wykorzystała ten atut, by przedostać się przez Arenę Pierwszą, klucząc rzadziej uczęszczanymi przez ludzi ulicami. Schody zaczęły się przy Drugiej, gdzie niestety bezpańskie psy były nieczęstym widokiem.
  Już pieszo przebyła resztę drogi, starając się jednocześnie wyglądać naturalnie i nie rzucać w oczy. Wreszcie dotarła do wyznaczonego przez Calię skrzyżowania i przystanęła w cieniu latarni. Nie musiała czekać długo. Z otaczającego ją światła wychynęła złotowłosa postać i pociągnęła ją poza obręb blasku.
- Byłaś niewidzialna jak skała, wiesz? - powiedziała zgryźliwie Szafir, obrzucając niechętnym spojrzeniem Argonę.
- Nie chciałam umknąć twojej uwadze - stwierdziła beznamiętnie Alpha, wzruszając ramionami. - Co masz?
- Kostiumolog-morderca. Jego kostium udusił aktorkę. - Streściła w kilku słowach ogół sytuacji Calia, jednocześnie wolnym, spacerowym krokiem prowadząc towarzyszkę w kierunku jednej ze stojących przy skrzyżowaniu willi.
- Brzmi znajomo. - Zamyśliła się na chwilę czarnowłosa. - Chociaż myślałam, że to były sprężynowe zatrzaski...
- Ona miała nalepkę pandy.
  Alpha zmarszczyła brwi.
- I mówisz, że kiedy to się wydarzyło? - Serce zabiło jej żywiej. Skąd nalepka pandy wzięła się w dłoni tamtej aktorki. Została zabita teraz? Mają właściwie do czynienia z zabójstwem człowieka? To wszystko, czy to dopiero początek?
- 23 czerwca. Jakoś miesiąc temu. Zresztą sama zaraz wszystko usłyszysz.
- Myślisz, że dziennikarz będzie wiedział coś więcej na temat tej sprawy?
- Warto go przesłuchać. - Calia wzruszyła ramionami. - Tylko tym razem trzymaj swój temperament w kieszeni, a pistolet w kaburze. Nie pójdę do więzienia tylko dlatego, że szanowna Alpha ma swoje humorki.
- Spójrz na to inaczej. Przy mnie wychodzisz na dobrego glinę - zauważyła dziewczyna, jednocześnie wiedząc, że w tej dzielnicy nie pozwoliłaby sobie na tak nieostrożne zachowanie, jak na Arenie Pierwszej. Tu było zbyt... zacisznie i bezpiecznie.
(Calia?)

29 czerwca 2018

Od Calii cd. Argony

    Siedziałam przy swoim barku z kubkiem kawy. Co prawda odespałam już ostatnią zmianę, ale nie miałam zamiaru pozbawiać się tego cudownego napoju. W palcach bezwiednie obracałam kartkę od Argony, tak naprawdę znając jej treść już na pamięć. Zresztą, nie było wiele do pamiętania. Jurij Raskolnikow. Kostiumolog, komik, usługi wszelakie. Okej, usługi wszelakie kojarzyły mi się nie najlepiej. Ale kostiumolog? Komik? Nie sądziłam, żeby za tym kryło się coś poważniejszego, więc po prostu włączyłam laptopa i wpisałam nazwisko w wyszukiwarkę. Pierwszymi pozycjami na liście okazały się same artykuły pochwalne. Nagroda za najlepsze kostiumy, znany i szanowany, wielki projekt, afera kostiumowa, Raskolnikow uznany... Zaraz, stop. Afera kostiumowa? Wróciłam wzrokiem do szukanej pozycji i kliknęłam w link do artykułu. Zmarszczyłam brwi.
Raskolnikow wtrącony do więzienia za morderstwo w przebraniu! Brzmi jak początek bestsellerowej powieści kryminalnej? Niestety, dla Amidary Kero ta powieść nie zakończyła się happy endem. Słynny kostiumolog zaprojektował młodej aktorce strój wręcz idealny. Dziewczyna wyglądała zjawiskowo na planie produkcji, to prawda, jednak nagle, podczas kręcenia jednej z kaskaderskich scen, Kero poczuła, jak opinające jej tułów paski gwałtownie zaciskają się, a ona nie może nabrać powietrza. Wszyscy obecni na planie byli pod wrażeniem gry aktorskiej dziewczyny. Dopiero gdy dziewczyna przestała się ruszać, zorientowano się, że coś jest nie tak. Aktorka utonęła na miejscu, a za wszystko został oskarżony pan Raskolnikow. Grozi mu dożywocie, mimo że, jak sam stwierdził, nie zrobił niczego, co wykraczałoby poza jego obowiązki i jest niewinny. Kolejnym istotnym szczegółem tej sprawy była odnaleziona w dłoni denatki... naklejka z pandą. Co mogła oznaczać? To wie najpewniej tylko sam morderca. A może na jednej ofierze się nie skończy?
Zszokowana spojrzałam jeszcze raz na karteczkę, chcąc się upewnić, że nie pomyliłam nazwiska czy czegoś. Niestety, wszystko się zgadzało. Zjechałam na dół artykułu, szukając jego autora. Wydawał się być całkiem zorientowany w sytuacji. Zaraz potem wybrałam numer do Argony.
– Halo? – usłyszałam spokojny głos po zaledwie dwóch sygnałach.
– Zbieraj się – rzuciłam, zapisując na kolejnej kartce imię i nazwisko dziennikarza oraz redakcję, w której pracował.
– Znalazłaś Raskolnikowa? – Byłam trochę zawiedziona, wyczuwając w głosie Alphy zaskoczenie.
– Znalazłam dziennikarza. Resztę opowiem ci na miejscu.
(ARGO? ;3)

21 czerwca 2018

Od Argony cd. Calii

    To prawda, trochę ją podniosło, jednak po pościgu, nagłym przypływie adrenaliny i emocji wszystko gwałtownie opadło, pozostawiając po sobie tonę zmęczenia, które gromadziło się już od dłuższego czasu we wszystkich zakamarkach jej ciała i uniemożliwiając zachowanie swojej naturalnej postawy silnej Alphy. W dusznej knajpie, zlana potem i rozgrzana biegiem kompletnie wróciła do swojej dawnej postawy opętanego szaleńca. Dopiero zimne powietrze na zewnątrz nieco przywróciło jej zdolność do logicznego myślenia. Najchętniej przystanęłaby i odetchnęła chwilę, jednak tryb życia, jaki obecnie prowadziła jej na to nie pozwalał. Musiała się ruszać.
  Szybkim, zamaszystym krokiem opuszczała okolice knajpy, w której pracowała Szafir i przemieszczała się w stronę Areny 4. Przekazała informację Calii, zrzucając ten obowiązek na dziewczynę. Wcześniej, podczas ucieczki, jakby nie było lepszego momentu, dostała telefon od Narcyzy, która oznajmiła po prostu, że znaleziono kolejne ciało wilka. W kanałach. W suchym korytarzu. Dokładnie wymalowanym psychodelicznymi wzorami, zapewne wyciągniętymi z jakichś rytuałów murzyńskich, odpędzających złe duchy. Było gorzej, niż wcześniej. Bardziej intensywnie. I legalnie... prawie legalnie. Czarnowłosa musiała teraz zbadać miejsce zbrodni, a przynajmniej je zobaczyć. I obmyślić jakąś ofensywę. Zacisnęła zęby z tłumionej złości. To nie były zwykłe działania SJEW-u. Działania SJEW-u były prawnie uzasadnione i logiczne. To, co robiło Feldgrał było po prostu nieludzkie. Gdyby reszta ZUPA'y się dowiedziała... Problem w tym, że nie ma dowodów. Mogą się tego wypierać i twierdzić, że sami chcą z tym walczyć. Zresztą jako posiadacz genu nie mogła się z nimi zadawać, bo by ją wydali władzom. Musiała znaleźć inny sposób na walkę z tą plagą. Jej myśli stawały się mroczne i początkowe pacyfistyczne nastawienie względem ludzi stawało się coraz bardziej buntownicze. Skoro nie mogą nic osiągnąć próbując się zasymilować, może trzeba wrócić do rozlewu krwi?
  Autobus zajęłam na przystanek, wyrywając dziewczynę z rozmyślań. Jej autobus. Naciągając kaptur na głowę wskoczyła do środka i zajęła miejsce stojące w jego środkowej części, mimo że był praktycznie pusty. Nie lubiła siadać w środkach komunikacji miejskiej. Aż ją skręcało na myśl, że miałaby komuś ustąpić swoje miejsce. Więc stała. Pojazd ruszył z cichym sykiem rozprężonego powietrza, a myśli Alphy wróciły na niepewne i burzliwe tory.
(Calia? A jak twoja sprawa? Zadzwoń słońce :* xd)

19 czerwca 2018

Od Calii cd. Argony

    Podeszłam do ochroniarza i z uśmiechem satysfakcji podałam zarówno nazwisko, jak i elementy wyposażenia.
- Co ty dzisiaj taka wesolutka, Ace? - zaśmiał się mężczyzna, przytrzymując mi drzwi.
- Dobry dzisiaj dzień, Richter - odpowiedziałam mu, kiwając głową w podziękowaniu.
- To ciesz się, póki możesz. Macie dzisiaj te stroje, których tak nie znosisz.
Mina natychmiast mi zrzedła, gdy zobaczyłam na wieszaku obcisły czarne leginsy i czarną bluzkę z uszami kota do dodatku.
- Cholera by to wzięła - warknęłam wściekle, zabierając kostium. To miał być taki super wieczór. Wyszłam na salę i podeszłam do baru, by zabrać tacę i ewentualne drinki do rozdania. Tam powitał mnie Steve ze swoim perfidnym uśmiechem.
- Uwielbiam twoją cierpiętniczą minę za każdym razem, jak wychodzisz w tym stroju - powiedział, podając mi tacę.
- Nienawidzę tych przebieranek - odparłam, zabierając drinki.
- Stolik numer osiem. Całość. A i przy piątce są nowi, rozdaj karty.
Skinęłam głową i szybko obsłużyłam podane stoliki.
- Mala mówi, że rachunek na siódemkę - oznajmiłam, zanosząc do baru puste szklanki. Steve tylko skinął głową, spojrzał na rozpiskę i podał mi odpowiednią książeczkę. Przeszłam do stolika numer siedem.
- Proszę bardzo, oto pani... Argona? - zdziwiłam się, gdy podniosłam wzrok na twarz "klientki". Ta złapała mnie za nadgarstek, wbijając ostre pazury w skórę. Syknęłam cicho. Zostaną mi po tym rany.
- Rozumiem, że mogłaś chcieć się zemścić - powiedziała brunetka cicho. - I nawet to szanuję. Ale nie będziemy się tak bawić, dziewczynko. Nie mam czasu, żeby za tobą biegać.
- Tu mi niestety nic nie zrobisz - przypomniałam uprzejmie, siląc się na uśmiech. - I obie dobrze o tym wiemy. Nie chcesz sensacji. Za dużo tu ludzi.
- Pijanych ludzi. Rano większość niczego już nie będzie pamiętać.
- Nieprawda.
- Nie prowokuj mnie. Masz znaleźć tę pandę. I zgłoś się potem. Potraktuj to jako zlecenie.
- Za zlecenia się płaci.
Alpha zacisnęła mocniej dłoń na mojej ręce.
- Osobiste zlecenie. Ja mam ważniejsze rzeczy do roboty - oznajmiła, po czym rzuciła kilka monet na stolik, wstała i, jak gdyby nigdy nic, wyszła. Z poirytowaniem spojrzałam na malutkie kropelki krwi na dłoni. Moje poirytowanie wzrosło, gdy zorientowałam się, że Argona zostawiła mi napiwek. I kartkę z nazwiskiem. Wściekła zaniosłam pieniądze Steve'owi, a kartkę mimo wszystko schowałam do kieszeni.
- Idę do łazienki - wycedziłam.
- Co jest? - zapytał, z wahaniem patrząc na moją rękę.
- Nic - odpowiedziałam szybko, ale chłopak tylko uniósł brew. - Jakaś nawalona idiotka ze szponami jak czarownica - wyjaśniłam z westchnieniem. I w sumie nie byłam zbytnio daleka od prawdy.
(ARGO? ;3)

5 czerwca 2018

Od Argony cd. Calii

  -  Wydaje mi się... -  zaczęła Argona udając, że przeszukuje kieszenie - że zapomniałam je wziąć z domu mojej przyjaciółki. Cal, a mówiłam ci, że czegoś zapomniałam, tylko nie pamiętałam czego. Może się tam razem przejdziemy po nie?
- Nie wydaje mi się, żeby tam były - najwyraźniej Szafir wciąż była zła za tamto "wystawienie", bo najwyraźniej nie zamierzała w ogóle współpracować. - Jestem pewna, że je brałaś. Zresztą nie mam już czasu wracać. Może i ty nie pracujesz, ale ja jestem już prawie spóźniona. Sprawdź dobrze kieszenie i nie każ panom czekać zbyt długo. Oni też na pewno są bardzo zajęci.
  Calia poklepała po koleżeńsku Alphę po plecach po czym ruszyła szybkom krokiem wymieniając z SJEW-owcami uprzejme pożegnanie. Czarnowłosa dalej udawała, że przeszukuje kieszenie, jednocześnie wyobrażając sobie, co zrobi za to informatorce, gdy już ją dorwie i jak wybrnąć z sytuacji, możliwie nie robiąc zbytnio hałasu. Dzielnica, w której się znajdowała nie należała do takich, w których można bezkarnie rozpocząć burdę. To było jedno z tych miejsc, na których urzędowały mniejsze gangi dzielnicowe, które mogły w każdej chwili rozpętać piekło. Niespodziewanie ręka dziewczyny natrafiła na twardy kartonik i wydobyła go z kieszeni. Ku swojemu zdziwieniu rozpoznała legitymację służbową z wydziałów naukowych SJEW-u. Oczywiście wiedziała, że kiedyś ta druga Argo tam pracowała, jednak nigdy nie znalazła tamtych dokumentów. Nie sądziła, że ta kura domowa mogła trzymać je w kurtce przeznaczonej do pracy w terenie. Młody funkcjonariusz wyciągnął rękę po dokument, widząc że dziewczyna nie kwapi się samej mu go dać. Argona bez słowa podała kartonik młodzikowi i czekała na werdykt.
- Wygląda w porządku... - powiedział, przyglądając się uważnie imieniu i nazwisku.
- Oczywiście - odparła czarnowłosa pewnie, wyciągając dłoń, by odzyskać dokument. - Mogę?
- Proszę.
  Na oczach starszego oficera kartonik wrócił do rąk Argony. Plutonowemu wystarczyło jedno spojrzenie na twarz z fotografii, by nieco pobladnąć. Alpha zorientowała się, że wtedy, prawie dwa lata wcześniej on mógł być szeregowcem. Jako niski rangą mógł też przetrwać czystki, wywołane zmianą władzy. Mógł zatem...
  W jednej chwili SJEW-owiec dobył broni. Dobyła jej również wadera i chwyciła szeregowca, przyciągając do siebie. Młodzik przełknął nerwowo ślinę. Argona spojrzała w oczy starszego i uśmiechając się powoli uniosła pistolet do góry. Wystrzeliła, a w oknach pojawiły się wrogo wyglądające twarze mieszkańców dzielnicy.
  Alpha puściła szeregowca i przemieniła się w wilka. Poleciał za nią jeszcze jeden wystrzał, jednak chybiła. Usłyszała jeszcze jak drzwi otwierają się z hukiem i ktoś krzyczy.
- Kurwa, kto wam pozwolił strzelać na moim podwórku?!
(Calia? Jak tam w pracyb do której mi uciekłaś?;) )

1 czerwca 2018

Od Calii cd. Argony

    Stać! – przerwało mi głośne wołanie, aż się wzdrygnęłam. – Stać w imieniu prawa!
Spojrzałam lekko w prawo i zauważyłam dwóch żołnierzy SJEWu, którzy mijali nas wcześniej. Najwyraźniej poszli za róg po to, by skomunikować się z dowództwem czy coś takiego. Jeden z nich z krzykiem biegł w naszą stronę, drugi spokojnie szedł za nim, nie odzywając się ani słowem. Drgnęłam lekko, odruchowo chcąc rzucić się do ucieczki, ale powstrzymałam się. W końcu Calia Ace nie ma nic do ukrycia. Spojrzałam na Argonę, która po prostu mocniej zacisnęła usta. Uniosłam brew. 

– Nie wiejesz jak zwykle? – zapytałam cicho. Alphie lekko drgnęła szczęka, jednak nic nie zdążyła powiedzieć, bo zdyszany mundurowy już zdążył do nas dobiec. Spojrzałam na jego ramiona. Żadnej belki. Nowicjusz. Chłopak musiał wziąć parę głębokich wdechów, żeby wyrównać oddech. Zastanawiałam się, jak on tak właściwie zdał testy sprawnościowe. Zaraz za nim nadszedł drugi. Poklepał młodszego po ramieniu i obdarzył nas przelotnym spojrzeniem, trochę dłużej zatrzymując wzrok na Argonie. 
– Panie wybaczą tak nagłe zatrzymanie – powiedział jakby rozbawiony całą sytuacją. – Kolega ma pierwszy dzień służby w terenie i koniecznie chciał kogoś wylegitymować. 
– Och, ależ nie ma problemu, panie plutonowy – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. Starszy spojrzał na mnie ze zdziwieniem, jakby nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś rozpoznaje jego odznaczenia na mundurze. – Mam tylko nadzieję, że dopilnuje pan, aby to wylegitymowanie odbyło się szybko i według ustalonych norm. Trochę się spieszę do pracy. 
– Do usług szanownej pani – odpowiedział z uznaniem. Wyjęłam dokumenty z wewnętrznej kieszeni kurtki i podałam szeregowemu. Ten przejrzał je ze zmieszaniem. Jego twarz przybrała kolor buraka.
– Wszystko w porządku, panno Ace – burknął, oddając mi książeczkę. Spojrzał niepewnie na Argonę i chyba przestraszył się jej trochę, bo zmieszał się jeszcze bardziej. Starszy jednak nie podzielał jego obaw. 
– Dokumenty? – zapytał, unosząc brew. Spojrzałam na Argonę. Wyglądała, jakby właśnie chciała mnie zabić. 

(ARGO?)

20 kwietnia 2018

Od Argony cd. Calii

    Telefon zaczął wibrować miarowo w kieszeni opartej o ścianę pokoju dziewczyny. Argona z ciekawości spojrzała na wyświetlacz by upewnić się, że dzwoniącym jest Calia. Czyli nic ważnego. Wyjrzała przez okno. W wyznaczonym miejscu nikogo nie było, zatem Szafir pewni był wciąż w drodze. Skoro dzwoni znaczy to zapewne, że ją puścili. Lub że oni dzwonią. Alpha postanowiła dać towarzyszce jeszcze piętnaście minut, po czym samodzielnie przejść do działania.
  Ale Szafir się nie pojawiała. Czarnowsłosa wzruszyła ramionami i wyszła z mieszkania uważając, by nie potrącić żadnego bibelotu i dokładnie zamykając za sobą drzwi. Spojrzała na karteczkę z adresem jeszcze raz, choć dobrze pamiętała, co jest tam napisane. Przejście na ulicę Jurija nie powinno zająć wiele czasu.
  Argona wyszła na spokojny, o tej porze, chodnik i zamarła. W jednej chwili wydarzyły się dwie rzeczy. Poczuła, jak jej się unoszą włoski na karku i przypomniała sobie słowa tamtej damy, od której otrzymała karteczkę.. Jednak pierwszy, podświadomy instynkt zadziałał szybciej, niż zdążyła sobie uświadomić, co właściwie sobie przypomniała. Uchyliła się gwałtownie, chwyciła przegub napastnika i dopiero wtedy jakby mózg powrócił do władzy nad odruchami ciała.
- Zatem jesteś wreszcie - zauważyła nijako. - Mogę wiedzieć, co planowałaś zrobić?
- A jak myślisz? - spytała Calia, wyszarpując swoją dłoń z uchwytu towarzyszki. - Wystawiłaś mnie.
- Ufam w twoje umiejętności.
  Dziewczyna się zamachnęła i plasnęła otwartą dłonią w twarz Alphy. Uderzenie aż odrzuciło głowę dziewczyny na bok.
- Zapamiętaj sobie, ktoś taki jak ty nie będzie mnie wystawiał! - powiedziała zasadniczo Szafir.
  Argona powoli odwróciła głowę i wbiła spojrzenie w towarzyszkę. Jej oko, pomimo czarnej soczewki, zalśniło złotym blaskiem i zapewne nie skończyłoby się na tym, gdyby Alpha nie była zmuszona schować swojej dumy do kieszeni. Ulicą nadchodził patrol SJEW-u.
- Wystawienie ciebie było logiczne, nie zrobiliby ci krzywdy. - Czarnowsłosa wzruszyła ramionami. Wyblakłym nagle spojrzeniem powiodła w za zbliżającym się powoli patrolem specjalnej policji.
- Liczy się reguła - oznajmiła stanowczo Calia, która nie zauważyła jeszcze nadchodzących i najwyraźniej uważała, że tą partię wygrała. I być może tak było.
  Argona bez słowa wręczyła blondynce świstek papieru.
- Musimy go poszukać - oznajmiła, a wesoło rozmawiający mężczyźni minęli obie panie, jakby ich nie zauważając. Czyżby nie zauważali ich trochę bardziej, niż powinni? Idą za róg, powiadomić patrol. Podejrzani osobnicy. Przysłać posiłki. Odbiór. - Jurija Raskolnikowa. Tu jest nalepka pandy, a to musi coś znaczyć.
- Poczekaj...
(Calia?)

11 kwietnia 2018

Od Calii cd. Argony

    
    Obudziłam się i od razu poraziło mnie oślepiające światło. Nie wiedziałam, gdzie jestem, usłyszałam tylko jakieś szuranie, dźwięk spadającego na podłogę krzesła i szepty.
– No, no, no – usłyszałam ten sam męski głos, który pamiętałam z kawiarni. – Doigrałaś się, pchlarzu.
Zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć jego słowa.
– Co? – mruknęłam ze zdzwieniem. – O czym ty... Nie no serio? – parsknęłam, gdy zorientowałam się o co może chodzić mojemu nowemu (nie)przyjacielowi. – Nie jestem wilkiem – oznajmiłam pewnie. – Na szczęście – dodałam cicho.
Talizman na moim czole stał się cieplejszy i mogłam wyczuć, że mężczyzna jest zdezorientowany. Wyszeptał coś do swoich towarzyszy i zaraz odzyskał dawny ton.
– Wy wszyscy tak mówicie – rzucił oskarżycielsko. – Staniesz przed sądem!
Zaśmiałam się, co dla mężczyzny było szokujące.
– Nie, nie – wyjaśniłam z politowaniem. – Ja naprawdę nie jestem wilkiem. Wstrzyknijcie mi jakieś serum przemiany czy czego tam używacie to sami zobaczycie.
Kolejne zawahanie i szepty.
– I... Naprawdę nie masz z wilkami nic wspólnego? – zdziwił się mężczyzna.
– Czy pan mnie obraża? – Uniosłam brew. Mój rozmówca zmieszał się lekko. Zapytał o coś kogoś innego, a gdy otrzymał odpowiedź, niepewnie podszedł do światła. Wyglądał trochę tak, jakby bał się, że za chwilę się na niego rzucę. Rozpiął paski, którymi były przypięte moje ręce i podrapał się zawstydzony po karku.
– Pani rzeczy oddadzą pani przy wyjściu – powiedział, unikając mojego wzroku. – Chyba tylko... No, mogliśmy przez przypadek zgubić pani węża – wyznał, czerwieniąc się.
– Wę... A, tak – zreflektowałam się natychmiast, uświadamiając sobie, że może chodzić o Lizzy, która pewnie teraz spała sobie bezczelnie w kieszeni zabranej mi kurtki. I pewnie z jakimiś zdobyczami obok.
– No cóż, jak już go znajdziecie to odeślijcie z powrotem do mnie – poprosiłam z uśmiechem. – Do widzenia.
Mężczyzna chyba nie zorientował się, że nie podałam mu nawet swojego adresu, a ja nie zamierzałam wyprowadzać go z błędu. Odzyskałam kurtkę (z "wężem" w środku, dokładnie tak, jak podejrzewałam), broń i telefon, po czym postanowiłam skontaktować się z Argoną. Nikt nie będzie mnie tak bezkarnie wystawiał. A już na pewno nie ona.
(ARGO? :3 WYBACZ, ŻE TO TYLE TRWAŁO :/ )