Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tabletki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tabletki. Pokaż wszystkie posty

7 października 2020

Od Lorema cd. Tiffany

  Dziewczynka kończyła swoją kąpiel. To dobrze. Kathleen wyszła, już chwilę temu mówiąc, że podrzuci mu kontakt do Somniatisa. Serce Lorema drgnęło lekko. Wkrótce nastąpi czas na punkt kulminacyjny opowiadania. Stanie twarzą w twarz z celem, za którym podążał od kilku ostatnich akapitów i w jego dłoniach będzie leżało zakończenie tej historii. 
  Zaszedł do kuchni, by zalać przygotowaną wcześniej herbatę. Z parującym napojem udał się do salonu i zasiadł tempo w fotelu. A więc czekać. Spojrzał na niewielki ekran telefonu, leżącego na blacie. Był ciemny i nieruchomy. 
  Drzwi od łazienki zaskrzypiały cicho i na korytarzu rozległy się ciche kroki. Tiffany weszła do salonu i opadła na kanapę naprzeciw mężczyzny. Wyglądała dość żałośnie w niedosuszonych włosach i niedopasowanym ubraniu. Koszula była dla niej trochę za duża, a spodnie zdecydowanie za długie, jednak po podwinięciu nogawek i rękawów sytuacja nie przedstawiała się aż tak fatalnie. Szczupła sylwetka Lorema na pewno pomagała, a jeszcze bardziej pomagały szelki.
  Miała czerwoną twarz, jakby kąpała sie we wrzątku, jednak teraz przynajmniej dobrze pachniała. Jasnowłosy wstał bez słowa i sam udał się do łazienki. Szybki, zimny prysznic pozwolił mu pozbyć się odoru ze skóry i włosów, a ubranie świeżego stroju jak zawsze sprawiło, że przebiegł go przyjemny dreszcz po plecach. Ludzie mimo wszystko przyzwyczajają się do luksusów, choć nie wahałby się oddać tego wszystkiego, gdyby to przywróciło mu jego Pana.
  Gdy wyszedł z łazienki, dziewczynka podskoczyła i zrobiła gwałtowny ruch w stronę stolika. Podszedł bliżej. Herbata przestała już parować, jednak jego wzrok skupił się na ciemnym ekranie telefonu, odłożonego niedbale na płaskiej powierzchni. W zupełnie innym miejscu niż sam go zostawił. Sięgnął po urządzenie i odblokował ekran. Jak się spodziewał, była wiadomość od Kathleen. Przeleciał wzrokiem po jej treści i spojrzał na dziewczynkę. Czerwień z jej twarzy wciąż nie zeszła, wyglądała też na nieco bardziej podekscytowaną. Musiała przeczytać podgląd wiadomości na zablokowanym urządzeniu. 
- Jutro spotkamy się z Ochrą - oznajmił. - Ponoć ma kontakt z twoim opiekunem. 
  Niefortunnie. Z treści wiadomości wynikało, że zastępczyni premiera nie miała bezpośredniego kontaktu z Somniatisem, a jej "znajomy" był poza zasięgiem. Wszystko może się skomplikować, jeśli Ochra jest współpracownikiem Zegarmistrza i będzie go krył. Loremowi przebiegło przez myśl, że powinien poszukać szerszej informacji o tym wilku i jego sojusznikach, nim się z nim spotka. Będzie musiał położyć dziewczynkę spać i w nocy spotkać się z kilkoma kontaktami. I to jeszcze przed spotkaniem z owym Ochrą.
(Tiffany?)

15 września 2020

Od Tiffany cd. Lorema

Przyjemnie chłodna woda płynęła wolno po ciele dziewczyny, pozwalając jej na złapanie oddechu. Zmęczona, brudna i śmierdząca w końcu mogła poczuć, jak to jest się zrelaksować, a kąpiel pod prysznicem nigdy nie wydawała się taka cudowna. Jedynym, chaotycznym dźwiękiem który nie chciał, aby Tiffany całkowicie odpłynęła, był głośny huk dochodzący zza okna, a chwilę potem - błysk przeszywającego niebo pioruna. Za pierwszym razem, kiedy ogłuszył ją hałas, podskoczyła do góry i nieomal poślizgnęła się, uderzając głową o półkę z różnymi lubrykantami. Oczy malutkiej zabłysły, kiedy zauważyła szampon z dodatkiem aloesu i cudownym, delikatnym zapachu. Pomimo zużycia już wcześniej odrobiny waniliowego płynu do kąpieli, zdecydowała się dodatkowo polać swoje ciało swoim cudownym znaleziskiem. 
  Nie słyszała nic, co działo się obecnie za drzwiami. Zarówno woda jak i przerażająca ulewa, która rozpętała się dosłownie chwile po tym, jak Tiffany weszła do łazienki, gotowa się umyć. Poczuła, jak spływa z niej cały brud, utrzymujący się na cielsku od jakiegoś czasu. Było dobrze, przynajmniej przez pierwsze kilka minut, nim złapało ją znużenie. Było ono zdecydowanie bardziej mocniejsze, niż burczący z głodu brzuch, który starał się przenieść sygnał do głowy Tytanii, informujący o jedzonku. Przez najbliższe kilka dni obiecała sobie, że pozostanie przy Loremie w jego czterech ścianach, aby móc do końca zregenerować energię na następne poszukiwania Somniatisa. 
   Posmutniała na myśl o swoim opiekunie. Nie dostała jednak ataku, ani nie przyszło jej do głowy uderzać pięścią w kafelki, czekając na ich rozpad. Po prostu skuliła się jak maleńkie kocię, pozwalając, aby łzy spływały po jej policzkach. Tak, to się właśnie nazywała prawdziwa tęsknota. Nawet do ojca nie pragnęła tak bardzo, jak właśnie do zegarmistrza o złotym sercu i dwukolorowym spojrzeniu. Mogła się zastanawiać, gdzie on teraz jest i czy w ogóle jej szuka. Być może udało mu się znaleźć wybrankę swojego serca, z którą planuje już potomstwo, nie myśląc o czarnowłosym utrapieniu, błąkającym się po Ainelysnart z jednym sprzymierzeńcem o dość interesującym ubarwieniu. 
  Impsum zapukał do drzwi, pytając się, czy wszystko z nią w porządku. Odkrzyknęła jedynie, że zaraz wychodzi, chwytając ręcznik. Przez ostatnie pięć minut z łazienki nie było słychać odgłosów pluskania, więc ten pomyślał sobie pewno o najgorszym. O tym, że panienka Rivers mogła zasnąć w wanience. Byłoby to z jej strony wyjątkowo nieuprzejme. 
   - Och, już wychodzę! 
   Głos dziewczęcia przebił się głucho przez ścianę.
(Lorem?)

24 maja 2020

Od Lorema cd. Tiffany

- Na razie chyba wrócimy do mnie - powiedział, wyjmując z kieszeni zegarek na łańcuszku, którego tarcza świeciła lekko w mroku. - Kathleen będzie zła - mruknął bardziej do siebie, niż do dziewczynki.
  Nieprzyjemny, zimny dreszcz przebiegł mu po plecach na wspomnienie tej kobiety. Spojrzał na dziewczynkę, a myśli w jego głowie z dużą prędkością zmieniały położenie, układając się w sprawdzone, książkowe koncepty. I to ona była w nich bohaterką. A on stawał w roli "tego złego". Lorem nie myślał nigdy o sobie, jako o złej osobie. Narzędzie nie może być złe. Tylko czy chciał być narzędziem w rękach Kathleen i rządu?
  Mimo wszystko słowa Aligatora utkwiły mężczyźnie w głowie. Somniatis jest mordercą. Morderstwo uważane było za zły czyn, a w tym wypadku miał do czynienia z mordercą ludzi, których jego Pan pozostawił jego opiece. 
  Lorem zatrzymał się przy wilgotnych, stalowych prętach, wbitych w beton i biegnących aż do stropu kanałów. 
- Pójdę przodem, zaczekaj - powiedział cicho, nie do końca myśląc o tym co robi. Ciało automatycznie powtórzyło wyuczone przez lata ruchy. Wspiął się po stalowych stopniach. Na sekundę przylgnął uchem do pokrywy studzienki, zanim nie odsunął jej powoli, nasłuchując. Wychylił się lekko, badając okolicę szybkim spojrzenie, po czym wychynął cały z otworu, by następnie dać znać dziewczynce, by poszła w jego ślady. Mała miała na twarzy mieszane uczucia, wspięła się jednak szybko za nim, robiąc przy tym nieco niepotrzebnego hałasu, na który Skryba się skrzywił. Zasunął za nią pokrywę i wstał, otrzepując się i wygładzając ubranie. Wyciągnął do dziewczynki dłoń, a gdy ją chwyciła poprowadził jak gdyby nigdy nic znajomymi uliczkami do starej kamienicy. Bez większego problemu dostali się z powrotem do domu. Mężczyzna, wchodzą, ściągnął muszkę i odwiesił na haczyku. Jego wzrok powędrował do eleganckiego, czarnego płaszcza, wiszącego tuż obok. Ruszył powoli przedpokojem, słysząc za sobą ciche kroki dziewczynki.
- Już myślałam, że uciekłeś. - Wysoki, kobiecy głos dobiegał z fotela w salonie. Elegancka kobieta o jasnych włosach przeglądała właśnie coś na tablecie, leniwie wodząc piórkiem po jego powierzchni.
- Pójdziesz się wykąpać. - zarządził Lorem, opuszczając spojrzenie na wciąż przykrytą jego wierzchnim odzieniem dziewczynkę. - Możesz sobie wybrać coś z mojej szafy. Zaczekaj na mnie w pokoju.
  Pchnął ją lekko, lekko za mocno w stronę łazienki. Zachwiała się i zrobiła kilka kroków, by się nie wywrócić. Mężczyzna miał nadzieję, że nie będzie miała tym razem swojego ataku agresji.
- Dziecko? Skąd je masz? - Oczy kobiety za okularami zwęziły się w cienkie szparki. Wstała i pewnym krokiem ruszyła w stronę przybyszów.
  Lorem pochylił głowę i spuścił wzrok, nie mogąc znieść jej świdrujących, błękitnych oczu.
- Spotkałem przypadkiem - opowiedział. 
  Kobieta minęła go i zbliżyła się do dziewczynki. Skrzywiła się, czując roztaczany przez nich oboje smród.
- Naprawdę nie mogę zrozumieć, co wy widzicie w tych kanałach - powiedziała jakby mimochodem, przeklikując coś na tablecie. Stojąc przed Tiffany przyglądała się czemuś intensywnie.  - Jak się nazywa?
- Tiffany Calevite-Rivers - odpowiedział cicho jasnowłosy. 
- Somniatis Tenebris, czy mówi ci coś to imię? - zapytała Kathleen, a Lorem drgnął. Ta kobieta była ostatnią osobą, którą spodziewał się, że będzie wiedziała coś o tym człowieku. - Po twoim zachowaniu widzę, że tak. Świetnie, przynajmniej zamknę tę sprawę z Orim. Schowała tablet do torebki, z której wydobyła następnie telefon. Odwróciła się i uniosła komórkę do ucha.
(Tiffany? Zabawna sprawa, gdy wreszcie udaje ci się oddać wpływ osobnych wątków na siebie xd)

26 marca 2020

Od Tiffany C.D Lorem

  Zagryzła nerwowo wargi, podnosząc się ostrożnie z ziemi, a przed sobą widziała tylko ciemność. Zatoczyła się i gdyby nie odruch rozstawiania rąk na boki podczas spadania oraz pobliska, zepsuta rura, zapewne wylądowałaby ponownie na tyłku. Potrzebowała czasu, aby zdać sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje i co ją otacza. Kolana, obite po upadku, zaczynały odmawiać posłuszeństwa, a krew cieknąca z rany na ręce nie napawała nastolatki zbytnim optymizmem. W dodatku nieprzyjemne uczucie tysiąca mrówek pełzających po jej ręce...
   Płakała, zmęczona bólem i wybuchem złości. Osamotniona, w kanale ściekowym, od czasu do czasu słysząc głuche piski szczura. i ciche drapanie małych pazurków. Wzdrygała się na samą myśl, ile zanieczyszczonych stworzeń pełza w ciemności, czekając na jakiś soczysty posiłek, którym mogło okazał się martwe ciało nastolatki. Czy krew przyciągnie jakieś istotki o niecnych zamiarach? 
   Odwróciła się, słysząc coś innego niż piski i spływającą wodę. Lorem biegł w jej kierunku, ale zdecydowanie wolniej, niż poprzednio ona i może dzięki temu zachował równowagę i nie wypieprzył się tak beznadziejnie jak poprzednio Tiffany. Nie wyczuł w niej żadnych, negatywnych i pulsujących emocji. Spojrzała na niego z ogromną rezygnacją w oczach. Nie miała siły przepraszać, a on najwidoczniej tego nie oczekiwał. Słowa, w tym momencie, okazałyby się bezcelowe, a Tytania poprzysięgła, że kiedyś odpłaci mu się za wszystko co dla niej zrobił, a Somniatis, jeżeli w ogóle rozpozna ją, zechce zapewne ugościć białowłosego z otwartymi ramionami. 
  - Mam nadzieję, że nie tak daleka ta droga do mojego Zegarmistrza. - wyszeptała, ocierając łzy dłonią i zakrywając rękawem rozciętą łapkę. Lorem zauważył, że krwawi. Rana, co prawda obszerna, ale nie była głęboka. Chłopak wręczył jej chusteczkę, aby mogła sobie ją prowizorycznie zabandażować. 
   - Damy radę. Namierzymy go i prędzej czy później trafisz do swojego prawnego opiekuna. A teraz chodź i nie bombarduj mnie już nadmiarem swoich emocji.
   No tak. Ponownie przecież wybuchła i zapomniała o tym, jak bardzo inni ludzie mogą być wrażliwi na jej ataki, w tym też i białowłosy Skryba. Wyciągnął rękę, którą pochwyciła z wdzięcznością krótkowłosa. Powoli stąpała po śliskiej powierzchni, patrząc pod nogi, aby ponownie się nie wydupić. Oboje mieli już dosyć kanałów i doszli do wniosku, że to nie był najlepszy pomysł, a naprawdę różne istoty mogą ich zaczepiać. W końcu panienka Rivers już naprawdę różne rzeczy w swoim życiu widziała, a na Delcie powtarzają, że nie należy pałętać się samemu po ciemnych miejscach. A obecność Lorema nie była specjalnie krzepiąca. To nie prywatny ochroniarz tylko zwykły, spokojny facet, który po jakimś mocniejszym poślizgu mógłby sobie połamać obie nogi i młoda była o tym przekonana. Chociażby sam fakt, że nie radził sobie z jej wybuchami już o czymś świadczył. Musiała być silna, bo on nie będzie. 
  - To co teraz zamierzamy zrobić? - zapytała, przecierając oczęta. - Gdzie się musimy udać?

(Lorem?)

16 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

Nagły wybuch dziewczynki zupełnie zaskoczył Lorema, którego fala emocji uderzyła jak młot, zupełnie pozbawiając tchu i dosłownie rzucając na kolana. Wściekłe wycie i szczęk pazurów, po czym nagły huk przy drzwiach pomogły mu nieco wrócić do zmysłów. 
- Skrybo? - Aligator pochylił się nad jasnowłosym, który jednak wstał o własnych siłach, nie przyjmując od niego pomocy. - Szlag by to, przez nią upuściłem peta. Ta mała to jego, co? Furiatka.
  Lorem pokiwał głową w milczeniu. Próbował zebrać myśli. Mógł pozwolić małej odejść, skoro tego właśnie chciała. Nie był w żaden sposób zobowiązany, by się nią opiekować. Ale ten Zegarmistrz... kiedyś to imię obiło mu się o uszy. Cóż, być może dobrze byłoby go odnaleźć i zająć się nim. Dla podziemia i jego Pana. Mężczyzna wyjął powoli z kieszonki długopis i beznamiętnie sprawdził zawartość zielonego tuszu w jego wnętrzu. 
- Zadzwonię po SJEW - mruknął wielki pluszak, a jego zabawkowe łapy zawisły bezwładnie wzdłuż jego tułowia.
- Nie trzeba - Lorem spojrzał na niego lodowato. - Sam się nią zajmę.
- Jak sobie chcesz. - Łapy Aligatora ponownie wypełniły się, a ramiona poruszyły lekko. - Tylko uważaj na siebie, stary kundlu. Twoja pańcia cię nie ochroni przed wilkiem.
  Jasnowłosy w odpowiedzi włożył ponownie długopis do kieszonki i bez pożegnania ruszył do wejścia. 
- A niech to! Potargała je! Jak mamę kocham, będę je teraz przez tą cizię pół nocy zaszywał. Psia krew! - odprowadził go do wyjścia głos gospodarza Daligatora.

[...]Chlupot butów mężczyzny w kanałach rozbrzmiewał jednostajnie, niosąc się echem pustymi rurami. Były już kompletnie przemoczone, jednak wydawało się mu to nie przeszkadzać. Doskonale znał kanały, każdy ich załom, każdą ziejącą ciemnością przepaść, każdy zalany sektor. To dawało mu sporą przewagę nad wilczycą, która mimo swojej prędkości biegła na oślep. W amoku zdawała się nie zwracać na nic uwagi. Część mchu ze ścian na zakrętach była otarta, a mokre krople szlamu bardzo powoli spływały bo bokach rur z powrotem do swojego koryta. Kilka razy mężczyźnie udało się nawet trafić na krótki, twardy włos, jednak jego zdolności łowieckie pozwalały mu jedynie na mgliste przypuszczenie, że jest wilczy.
  Wiedział jednak, że się zbliża. Na skraju świadomości czuł ciche, natrętne buczenie, jakby mucha czy komar latała gdzieś w pobliżu. Jeszcze nie dość blisko, by pozbyć się jej szybkim klaśnięciem obu dłoni, jednak blisko. 
  Prawdziwy łowca poczułby zapewne ekscytację. Lorem jednak nie czuł nic, poza pustką. Co dokładnie zamierzał zrobić, gdy już ją znajdzie? Sam nie był pewien. Zapewne to samo, co robił dotychczas. Będzie ją za sobą ciągnął, aż nie odnajdą Zegarmistrza. To nie był dobry plan i mężczyzna miał tego świadomość. Jednak nie był specjalistą od wymyślania dobrych planów. Zwykle inny mówili mu, co ma zrobić. Teraz musiał się tym zająć sam. 
  Jakiś zapach zakręcił mu mocniej w nosie. Wciągnął nim jeszcze raz powietrze i ku swojemu zdziwieniu rozpoznał znajomą woń. Przyśpieszył kroku. Była blisko. Wyciągnął z kieszeni długopis - zwykłą jednorazówkę, jakich pełno w marketach. Jego wąska źrenica zwęziła się jeszcze bardziej, gdy zmierzał w kierunku celu.
(Tiffany?)

15 sierpnia 2019

Od Tiffany cd. Lorema

Zamordował. To słowo utkwiło w głowie Tiffany jak kleszcz. Zaciskało się coraz mocniej wokół jej umysłu i nie zważało na pozostałe zdania, wydobywające się z ust nieznajomego. Tym wyznaniem serce dziewczynki zostało zamrożone i nie wiadomo, czy mała drgnie w ciągu najbliższych kilku minut. Na twarzy zrobiła się blada, o wiele bledsza niż zazwyczaj. Gdyby nie interwencja Lorema i pana aligatora, prawdopodobnie ta wylądowałaby na nieprzyjemnie zimnym podłożu. Zapach, wcześniej duszący, teraz wydawał się przeraźliwie obojętny. Nie docierał do niej. 
    Zamordował niewinnych ludzi. Trzech artystów.
  - Nnnnie... - maleństwo wyglądało tak, jakby zaraz znowu miało wybuchnąć i tym razem najprawdopodobniej roztrzaskać umysł Lorema na kilkaset kawałków. Najgorszy duet, jaki ktokolwiek mógłby wymyślić - niestabilna emocjonalnie, młoda dziewczyna z Zespołem Aspergera oraz mężczyzna, prawdopodobnie wyrzutek-dziwak z wyczuleniem na wybuchy nastolatki. Ilekroć ona wpadała w szał, co zdarzało się niejednokrotnie, on cierpiał mocne katusze. Tym razem jednak pozostała w bezruchu.
   Nie kopała, nie biła się po twarzy, nie krzyczała. Po prostu pozwalała, aby łzy wydostały się z jej oczu i spływały po policzkach. Białowłosemu zrobiło się jej żal. Nigdy wcześniej nie doświadczył u niej takiej reakcji. Nadal pozostawała zagadką w jego ramionach, drżącą z zimna. Drugi osobnik nie wiedział o co może chodzić, ale widząc bladą skórę rzekł:
   - Może trzeba zabrać ją do szpitala? Nie wygląda najlepiej. 
   - Nie. Nie. - przerwała mu czarnowłosa. - To przecież niemożliwe. On... on nie mógł.... Somniatis.. Nie zabiłby... nikogo.
   - Oj zabił, uwierz mi. Nie taki z niego człowiek jak go malują. W końcu to wilk, a takie to cholerne bestie. W jednym zgadzałem się z dawnym premierem - to gówno trzeba było wytępić już dawno, bo burdel robią nam z wyspy. 
   Ten człowiek naprawdę nie wiedział, z kim miał do czynienia. W chwili, kiedy dokończył swoją wypowiedź, a raczej przerwał ją, aby wyciągnąć papierosa i go odpalić, w młodej narosła fala gniewu. Zazwyczaj było na odwrót, bowiem to złość przeradzała się w stan depresji, kiedy to dziewczyna po prostu wtulała się w pościel, płacząc przez kilka godzin i żałując swoich grzechów dokonanych pod wpływem rozdzierających ją emocji, tak silnych, że odbierały jej jakiekolwiek możliwości logicznego myślenia. 
   Krzyk. Przeraźliwy, paraliżujący krzyk wywołany atakiem. Pobudzona, zraniona, przerażona wilczyca wstała na nogi, rzucając z siebie ubranie i ukazując owłosiony, czarny tors. Ręce przekształciły się w kończyny niczym u psa, a twarz wydłużyła się, zaś z ust wydostał się niebieski, długi niczym u węża język. Odgłos przerodził się w skowyt, a lampy, które były jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu, zaczęły masowo gasnąć pod wpływem mgły wydobywającej się zza pleców wadery, tworząc przeróżne obrazy. Lorem wyczuwał ten wkurw i raniony nim ze wszystkich stron skulił się i zwinął ręce, na których jeszcze niedawno spoczywała głowa nastolatki. 
   - GDZIE JEST SOMNIATIS?! - zawyła, po czym, nie zważając na artystę dosłownie szczającego pod siebie ze strachu oraz Skrybę, kulącego się w kącie, pobiegła ona do przodu, kierowana tak właściwie jedynie swoim przeczuciem.
(Lorem?)

22 czerwca 2019

Od Lorema cd. Tiffany

Wkroczyli do niewielkiego przedsionka, którego ściany wymalowane były w coś na kształt komiksowej wizji zalanego ścieku, w którym unosiły się różne śmieci, ryby z krzyżykami na oczach czy bliżej niezidentyfikowane glony. Lorem maszerował pewnie w stronę zasłonki, zrobionej ze zwieszających się z stropu korytarza pasków tkaniny, wyciętych w fale i tańczących lekko od przeciągu, który spowodowało otwarcie włazu. Zwykły środek ostrożności.
  Mężczyzna rozsunął girlandę i odsunął się, puszczając dziewczynkę przodem. Ta niepewnie minęła go, by wejść prosto do okrągłej sali, na której środku znajdowało się niewielkie podwyższenie, zrobione ze starych palet po pelecie. Wokół niego na ziemi rozłożone były poduszki, wśród których dominowały długie, aligatory we wszystkich kształtach, rozmiarach i odcieniach zieleni. Był w śród nich również jeden naturalnej wielkości, różowy słoń oraz mała grupka bardziej pufowatych puszek po popularnych w europie napojach typu Coca Cola, Fanta, Sprite oraz, nie wiadomo czemu, Płynna Esencja Z Jednorożców I Tęczy. I tutaj ściana przyozdobiona była motywem ściekowym, wzbogaconym o olbrzymiego aligatora, którego masywne cielsko opływało pomieszczenie, a na którego łuskach widać było poprzylepiane liczne zielone karteczki. W tym momencie pomieszczenie było zupełnie puste i Lorem poczuł ukłucie w sercu. Wcześniej zawsze tęskniło życiem. Zawsze. I nie chodzi tu tylko o liczne występy, jakie widziała ta scena. Ktoś po prostu zawsze tu był - czy to szyjąc poduszki, czy doklejając wiersze na aligatorze, czy majstrując przy scenie...
- Tu zaczekamy - oznajmił jasnowłosy cicho, ruszając w stronę jedynego słonia na sali, który zwykł być najbardziej obleganym obiektem na sali. Lorem ostrożnie usadowił się na jego wytartym boku, od razu zapadając się w miękki puch, którym był wypchany. Rozkładając się wygodniej spojrzał na dziewczynkę, nadal stojącą w wejściu i wodzącą spojrzeniem po znajdujących się tutaj elementach wystroju. Mężczyzna pamiętał, że gdy pierwszy raz tu trafił również był pod wrażeniem, jednak częste odwiedziny sprawiły, że to wszystko wydawało mu się zupełnie zwyczajne.
- Daligator - oznajmił, zwracając uwagę dziewczyny na siebie. - Tak to nazywamy.
  Spośród pluszaków, uniosła się postawna postać w stroju pluszowego aligatora i oparła dłonie na ramionach Tiffany.
- Ponieważ Dali go zaprojektował. - Wyszeptał ktoś prosto do jej ucha sprawiając, że gwałtownie odskoczyła i potknęła się o poduszkę w kształcie puszki, upadając na miękkie grzbiety gadów. - A Patosowi zdarzyło się przy rozmowie z Stachurą przejęzyczyć, łącząc nazwisko biednego Salwadora z aligatorem. - Osoba, ukryta pod maską stwora nie zrobiła sobie najwyraźniej nic z gwałtownej reakcji dziewczynki. - I się przyjęło, jak też większość podobnych absurdów zwykło przyjmować się w naszej organizacji. - Rozłożył ramiona, po czym jakby uświadomił sobie, że czarnowłosa wciąż leży na ziemi, bo schylił się, podając jej dłoń i stawiając oniemiałą dziewczynkę do pionu. - Musisz być tu po raz pierwszy. Dobrze widzieć nowe twarze.
- Jak tak dalej pójdzie, nie będzie ich wiele - powiedział Lorem, bezszelestnie stając za plecami aligatora. Ten odwrócił twarz bokiem do jasnowłosego, a zielonkawe światło pomieszczenia zagrało w jego kauczukowym oku.
- Jeśli tak się wydarzy, będzie to tylko i wyłącznie z twojej winy, Skrybo. Twoje wystąpienia są zaprawdę żałosne i tylko psują opinię nam, prawdziwym artystom. - Zapadła chwila ciszy, po czym spod maski rozległ się stłumiony śmiech. - Dobrze cię widzieć. Dawno nie przychodziłeś i już zaczynałem się martwić, że zjedli cię dziennikarze. Usiądźcie proszę. - Aligator uczynił zapraszający gest, wskazując na rozłożone wszędzie poduszki. - Zaproponowałbym herbaty, jednak pływający barek się zepsuł i Kwintus go naprawia na powierzchni i...
- Somniatis Tenebris. Wiesz coś o nim? - zapytał bez dalszych wstępów Lorem.
  Aligator szurnął gwałtowniej ogonem po ziemi. Spojrzał na mężczyznę.
- Zegarmistrz nie jest już jednym z nas. Nie wiem czy przy tym byłeś... on jest wilkiem Loremie. Zamordował trzech malarzy, którzy któregoś dnia przyszli do niego zostawić swoje obrazy.
(Tiffany?)

Od Tiffany C.D Lorem

  Tiffany wykazywała się całkiem otwartym, artystycznym umysłem. Przynajmniej w rysowaniu. Ktoś miał ją poprosić o zobrazowanie złości, a ona zrobiłaby to w kilku sekundach, tworząc pomysł w głowie, kiedy instruktor opowiadałby co nie co o danej emocji. Smutek był zwykle jej towarzyszem i częściej dokuczał jej niż gniew czy radość. Czasami też melancholia dominowała serce i dziewczyna wpatrywała się smutno w okno, a wspomnienia przygód z Somniatisem, Argoną, jej bratem i ojcem rozrywały ją od środka. Dla niektórych to był piękny okres, ale dziewczyna myśląc tylko o swoich dawnych kompanach czuła dominującą pustkę i samotność. Pragnęła za wszelką cenę powrócić do tamtych czasów i zostawić teraźniejszość. Zrobiłaby cokolwiek. 
     Łza skapnęła na dzwoneczek, ale ten nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Najprościej można by po prostu nic nie zagrać, bo przecież pustka, cisza, nierzadko utożsamiana jest ze smutkiem.
     Nie, mruknęła sama do siebie panienka, unosząc rękę i wpatrując się w złoty przedmiot, dyndający nad jej głową. Zagraj o tęsknocie, o tym, co najbardziej cię boli. Przypomnij sobie. Dobrze. Pamiętasz chyba tę nutę, która kojarzyła ci się z ziarnem goryczy zasadzonym w twoim smutnym sercu, prawda?
     Zaczęła się delikatnie kołysać i zamknęła oczy. Dzwonek zaczął wydawać z siebie ciche dźwięki, a ona płakała. Nie był to histeryczny skowyt, wołający Lorema o atencję. Była to cicha, ledwie wyczuwalna dla niego emocja. Całą swoją siłę, cały swój ból przelewała na instrument. Bardzo prosty. Nie czuła się uzdolniona muzycznie, ale była artystką. Omal nie wypadł jej dzwoneczek z dłoni dwa razy i zdarzyło jej się wypaść w rytmu. Potrzebowała jeszcze dwóch prób, aby w końcu drzwi się otworzyły, a ona mogła oddać mężczyźnie to, co jej wręczył. 
     - Pierwszy raz? - zapytał białowłosy, chowając przedmiot. 
     - Kiedyś miałam do czynienia z muzyką, ale to były tylko próby, które szybko się kończyły. Miałam też wtedy osiem lat i szukałam swojego prawdziwego ja. To nie było dla mnie. - otarła łzy rękawem i szybko zasłoniła twarz przed Loremem. Kolejny wybuch płaczu przy nim sprawiał, że dziewczę zaczęło się czuć coraz mniej komfortowo. I drżała. 
      Nie spodziewała się, że mężczyzna owinie ją teraz płaszczem i delikatnie obejmie, jak młodszą siostrę. Dawno nie dostała chociażby tak słabego przebłysku czułość ze strony trzeciej osoby. Oddech jej spowolnił i oboje wkroczyli do pomieszczenia. Zastanawiała się, to właściwie zastaną po drugiej stronie. 
(Lorem?)

21 kwietnia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Dla większości ludzi każdy kanał wygląda dokładnie tak samo. Nawet cuchnie dokładnie tak samo. Nic bardziej mylnego. Subtelne różnice w nachyleniu, poziomi ścieków, ilości mchu czy pęknięć oraz zapach... Po tylu latach Lorem był w stanie rozróżnić całą gamę charakterystycznych smrodów. Były częścią magii tego miejsca.
  Szli w milczeniu. Spokojna atmosfera podziemia powoli łagodziła ból, jaki sprawiła czarnowłosemu dziewczynka. Jej emocje nieco przygasły, pozostawiając po sobie cień, który drażnił zmysły Impsuma na samych ich krańcach. Jej uczucia były tak znajome i tak niepokojące. Mężczyzna zaczął się zastanawiać czy aby na pewno postąpił słusznie. Rzucił ukradkowe spojrzenie człapiącej za nim dziewczynie. Na jej twarzy wciąż było widać czerwony ślad po uderzeniu, oczy wydawały się mokre. Ponadto drżała z zimna. Jasnowłosy odwrócił wzrok i potarł lekko płaszcz, który miał na sobie. Może powinien był wcześniej o tym pomyśleć?
  Zatrzymał się nieco gwałtownie tak, że Tiffany prawie na niego wpadła. Przez chwilę wyglądał, jakby czegoś nasłuchiwał lub wypatrywał, po czym zsunął powoli z ramion płaszcz i podał dziewczynce, nie patrząc nawet w jej stronę. Poczuł, jak ciężki materiał opiera się na jej dłoniach, więc puścił i ruszył w dalszą drogę, nie sprawdzając nawet, czy mała idzie za nim. Byli już blisko. Bardzo blisko. Ledwie kilkanaście metrów od załomu korytarza, w którym rura kierowała się na prawo oraz w dół, tworząc z tego miejsca niebezpieczny Trójkąt z Okiem, jak nazywali to niektórzy artyści.
  Lorem schylił się i z załomu w dziurze wyciągnął niewielki dzwoneczek. Trzymał go ostrożnie za delikatne serce, gdy wstawał. Odwrócił się do dziewczynki. Właśnie zdążyła doczłapać do niego i zatrzymać się w bezpiecznej odległości. Jej ramiona okryte były płaszczem. Wyciągnął do niej dzwoneczek na otwartej dłoni.
- Smutek - powiedział. - Zagraj smutek.
  Po tych słowach wpatrzył się wyczekująco w dziewczynkę. Sam nigdy nie radził sobie dobrze z tym wyzwaniem. Po pierwsze nie miał słuchu muzycznego, a po drugie nie do końca potrafił wyobrazić sobie, jak dzwoneczek ma oddawać smutek. Było to dla niego dość abstrakcyjne i bezsensu i zawsze gdy się nad tym zastanawiał przed wejściem do siedziby Tycjanu przywoływał z pamięci dźwięk, który dawno temu pokazał mu Patos, gdy pierwszy raz wchodził do tej kryjówki.
- Jak mam zagrać smutek na dzwoneczku? - Tiffany oglądała niewielki "instrument" ze wszystkich stron. Lorem wzruszył ramionami. 
(Tiffany? Wybacz proporcje opis-akcja, ale tak wyszło no xd Masz dzwoneczek, wykaż się zdolnościami artystycznymi)

15 kwietnia 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Była już naprawdę spokojna. Wręcz dziwnie spokojna. Spojrzała tylko na Lorema. Asperger tej sprawy nie ułatwiał. Kiedy odwrócił głowę, ta od razu spuściła oczy i skupiła się nie na wzroku siwowłosego, ale na jego niezbyt czystych butach. Punkt zaczepienia. Szkoda, że nie znalazła go na twarzy mężczyzny.
    - Przepraszam. - szepnęła tylko, drżąc z nerwów. Czyżby dopiero co się uspokoiło, a już ma mieć kolejny atak? Nie, tym razem się nie da. - Nie chciałam pana doprowadzić do takiego stanu. I nie chciałam być niemiła. Dziękuję za pomoc w odszukaniu mojego opiekuna.
    Milczał. [...]

    Dotykała intensywnie swojego policzka w nadziei, że ból zaraz minie. Bała się. Nie lubiła przemocy fizycznej stosowanej wobec niej samej. Nadal się bała, a on nadal milczał. Teraz była bardzo grzeczna, wręcz nie do poznania. coś krzyczało, żeby uciekała od niego jak najdalej. A z oczu wciąż wypływały łzy. Wybuchy emocji dawały mu aż tak się we znaki? Rozumiała, że różni ludzie traktowali naprawdę dziewczynkę w różnoraki sposób, ale...
    Musiała być więc ostrożniejsza. Nigdy nie wiadomo, gdzie zawlecze ją, na pozór miły, spokojny Lorem Impsum. Brzuch ją rozbolał i sama już nie wiedziała z jakiego to powodu. Zdenerwowanie? Emocje uciekły nie tędy?
     Zeszli już do podziemia. Śmierdziało. Chciało jej się wymiotować i to nie przez brzuch, ale przez okropny zapach. Miała ochotę wybiec na powierzchnię, ale to tylko pogorszyłoby sytuację. Było zimno. Bardzo zimno. A przy sobie - ani dodatkowej kurtki, ani futra. Szkoda, bo w takiej chwili najbardziej by uradowały ją kawałek sierści. Wtuliłaby się w białą, miękką sierść, albo przynajmniej zawinęła kocyk. Ale nie narzekała. Jak robot, o obojętnym spojrzeniu i znikomym, niekontrolowanym uśmiechu, kroczyła za dorosłym, który miał ją, przynajmniej z tego co wywnioskowała, zabrać do Somniatisa. Tęskniła za nim. 
(Lorem?)

22 marca 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Lorem przechylił głowę, a jego oczy uciekły w lewo w zamyśleniu. Somniatis Tenebris, Somniatis Tenebris. Mężczyzna był pewien, że gdzieś to nazwisko już słyszał. Nawet niejasno był w stanie powiązać jego osobę z ZUPA'ą, jednak nie bardzo przypominał sobie w jaki sposób. Być może inni będą w stanie mu powiedzieć. Spojrzał na dziewczynkę i kiwną głową. W jej oczach pojawił się nagły błysk nadziei.
- ZAPROWDŹ MNIE DO NIEGO! - wykrzyknęła rozkazując. Lorem zwiesił smutno głowę i nią pokręcił.
- Nie wiem, gdzie jest - powiedział.
- To się dowiedz! - głos dziewczynki nieco osłabł, jakby zmęczyło ją krzyczenie.
  Jasnowłosy pokiwał potakująco głową. Musiał się wybrać do podziemia ZUPA'y i wypytać artystów o tego człowieka. Jeśli Somniatis Tenebris był jej bliskim to chyba oddanie jej w jego ręce będzie dobrym pomysłem, prawda? PRAWDA?! Impsum wstał również i poszedł do przedpokoju, by ubrać płaszcz. Dziewczynka podążyła za nim i przyglądała się, gdy poprawiał niepewnie muchę i władał dodatkowe dwa długopisy do kieszonki. Mężczyzna spojrzał na nią z ukosa, jednak nie byłby w stanie powiedzieć, co myśli. Wyglądała na zniecierpliwioną i tupała miarowo nóżką, jednak otaczające ją emocje były mieszaniną ekstazy, strachu i złości. Ręce Lorema drżały, gdy wyjmował klucz z kieszeni. Trochę obawiał się, że w tym stanie nie da rady przeprowadzić normalnej rozmowy, co i tak było dla niego bardzo trudne.
  Otworzył drzwi i skłonił się lekko, pokazując dziewczynce wyjście otwartą dłonią. Tiffany mruknęła coś pod nosem, czego nie zrozumiał i wyszła na zewnątrz. Razem zeszli kilka pięter w dół, by wydostać się na niezbyt ruchliwą ulicę. Gdy tylko się tam znaleźli, mała wykonała gwałtowny ruch, a Lorem instynktownie chwycił ją za nadgarstek, zaciskając na nim ciasno swoje palce.
- Puszczaj mnie! - krzyknęła, miotając się gwałtownie. - Pedofil! Ratunku!
  Jasnowłosy był kompletnie zbity z tropu. Zbity z tropu i niemal ogłuszony nawałem emocji. Miał tak głupią minę, że jakaś kobieta klepnęła go po ramieniu przechodząc i powiedziała:
- Ach, te dzieciaki. Mnóstwo z nimi kłopotu. - Mężczyzna kiwnął głową, a ona poszła dalej, nie zwracając uwagi na miotającą się dziewczynkę. Inni ludzi dziwnie patrzyli na nich, jednak i oni nie wydawali się zbytnio zainteresowani sytuacją. Lorem, męczony przez narastający ból, pociągnął więc dalej miotającą się i wrzeszczącą Tiffany w kierunku najbliższego zaułka, prowadzącego do jednego z sekretnych przejść do podziemi.
  Dopiero tam wypuścił dłoń dziewczynki, popychając ją nieco do przodu. Gdy odwróciła się do niego, chcąc najwyraźniej coś powiedzieć z rozmachem uderzył ją w twarz, aż jej głowa odskoczyła na bok.
- Uspokój się - powiedział chłodno. Musiała się uspokoić. Nie mogła bombardować go przez cały czas tymi rozchwianymi, namolnymi, okrutnymi emocjami. Przez ich natłok nie był w stanie trzeźwo myśleć. Chciał, żeby wreszcie się zamknęła. - Szukam tamtego mężczyzny.
(Tiffany?)

18 marca 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Oczy mimowolnie się już zamykały. Wymęczające impulsy emocjonalne niczym typowe wampiry energetyczne wyssały z dziewczyny niemal całą chęć do życia oraz siły witalne. Tak bardzo, ale to bardzo chciało jej się spać, że zrobiłaby to teraz, po prostu kładąc swój pusty łeb na jego kolanach. Kiedy zdała sobie nieprzytomnym umysłem sprawę, że NAPRAWDĘ się na nim położyła, to zaczęła panikować. Chciała się podnieść, ale ten jej nie pozwolił. Przeniósł swojego małego gościa. Była bardzo leciutka, a przynajmniej w jego mniemaniu. I potem została położona na kanapę.
  - Kurwa. - mruknęła, próbując przekręcić się na drugi bok i wpatrując się przyćpanym wzrokiem w twarz mężczyzny, jakby próbowała coś dojrzeć. Coś znajomego, ciepłego. Pomyślała o ojcu, który pewnie teraz przebywał w więzieniu i zbierał manę, aby tylko dostać się do umysłu córusi i znowu męczyć ją jakimiś swoimi cholernymi wywodami na temat jego, jaka ziemia jest zła. Ale ona nie mogła wrócić do domu, no cóż poradzić? Jedyną jej bliską osobą, naprawdę bliską, był Somniatis z którym nie widziała się już szmat czasu i do którego tęskniła. Nawet bardzo tęskniła. Był praktycznie jak ojciec, przewodnik dla dziewczyny kiedy przechodziła trudniejsze chwile. Zabrał ją z domu dziecka. Nigdy mu tego nie zapomniała.
  Zerwała się z kanapy, ponownie strasząc starego "sępa", który siedział nad nią i przypatrywał się jej twarzyczce. Może to był pedofil, a jej niewinna, dziecięca buźka tylko go dodatkowo podniecała?
  - SOMNIATIS TENEBRIS. KOJARZYSZ?! - zamiast grzecznie zapytać: zakrzyczała. Ponownie emocje uderzyły jej do głowy. 
(Ekhem ekhem, Lorem?)

25 lutego 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Mężczyzna skulił się nieco od tego niespodziewanego emocjonalnego ataku, a jego głowie myśli kłębiły się jak oszalałe, podczas gdy dziewczynka wylewała z siebie swoje żale. Gdy wreszcie umilkła, Lorem powoli wyprostował się i spuścił wzrok. Znowu. Nie miał pojęcia, co powinien w takiej sytuacji zrobić. Oczywiście... mógłby pozwolić jej odejść. Tego najwyraźniej chciała, tego żądała za każdym razem, ale... nie chciał. Czuj jej ból na samym sobie, wiedział też, pamiętał, jak coś takiego skończyło się ostatnim razem. Nie chciał tego. Dla niej.
- Zimno...
  Drgnął lekko. To słowo było dla niego przynajmniej zrozumiałe. Na takie polecenia był w stanie zareagować. Opuścił przedpokój bez słowa, zostawiając krwawiącą dziewczynkę samą. W jednej z szaf wyszukał kocyka, a gdy wrócił, zobaczył jak gwałtownie odskoczyła od drzwi. Przez myśl mu przemknęło, że mogła próbować majstrować przy zamku, jednak w sumie było mu to obojętne. Podszedł do Tiffany i ostrożnie nakrył ją kocem. Potem ostrożnie położył dłoń na jej głowie i odwrócił wzrok. Jego Pan zawsze tak robił, gdy Lorem dobrze się spisał. Jasnowłosy lubił to uczucie. Było ciepłe i dawało poczucie więzi. Teraz myślał intensywnie co może powiedzieć, żeby dziewczyna poczuła się choć trochę lepiej. Jego Pan zawsze mówił "Dobrze się spisałeś" albo "Dobra robota", jednak żadne z tych nie wydawało się być stosowne do tej chwili.
- Nie kłopotasz mnie - powiedział wreszcie, gwałtownie cofając rękę i robiąc krok do tyłu. Utkwił  natarczywe spojrzenie w Tiffany, jakby nim tylko chciał przekazać całe swoje intencje. Jednak nie wyglądało, by docierały one do dziewczynki. - Wróćmy do salonu.
  W ciele dziewczynki kotłowały się sprzeczne emocje. Była gotowa na kolejny wybuch. Lorem czuł to. Czy powinien zareagować gwałtowniej? Siła zawsze zapewniała posłuch, jednak jego przyjacielowi wyrządziła więcej krzywdy.
- Nie zamierzam robić tego co mi karzesz! - warknęła dziewczyna, po czym zagryzła wargę i mocniej zacisnęła palce dłoni na ramionach. Mimo że miała na sobie kocyk, nie otuliła się w niego, choć dygotała z zimna. - Jeśli mnie nie wypuścisz zostanę tu! O tu właśnie!
  To mówiąc usiadła na zimnej posadzce. Ciepły materiał, poderwany gwałtownym podmuchem zsunął się z jej ramion. Gwałtownie go złapała. I poprawiła. Mimo swojego buntowniczego zachowania najwyraźniej zaakceptowała ten obiekt. Ucieszyło to Lorema. Sukces był niewielki, jednak zawsze był sukcesem. Kiwnął głową i również usiadł na zimnej posadzce przed dziewczyną. Utkwił w niej spojrzenie swojego jednego, błękitnego oka. Przypominał teraz trochę sępa, wpatrującego się w swoją ofiarę.
(Tiffany? Z tym otóż drapieżnym ptakiem cię zostawiam xd)

19 lutego 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Zdziwiła się. I to bardzo mocno. Z jednej strony - strach. Została uwięziona przez obcego gościa w jakimś obcym miejscu.  Z drugiej jednak strony jeżeli będzie bardzo grzeczna i nie będzie wykonywała żadnego gwałtownego ruchu w jej stronę, to nie będzie problemu.
    - Możesz mi zaparzyć herbatę. - powiedziała spokojnym głosem. Zawsze przerażały ją osoby o jasnym kolorze oczu i mocno zwężonych źrenicach. On nie jest normalny, tego była pewna. Może tylko czekał na jeden, fałszywy ruch dziewczynki.  - Albo wiesz co? Wypierdalaj. - ponowny przypływ emocji. Szum w uszach, rozpalona w środku nienawiść do innych ludzi. Wykorzystana, zostawiona, niekochana. Zrobiło się zimno, przeraźliwie zimno. Przeszyło ją do szpiku kości.
    Czyżby mrok? Ten chłodny, nieprzyjazny, osiedlając się w jej duszyczce niczym wąż? Opętał ją? Przykuł do ściany? Zabrał chęci, pomysły, całą wenę, siłę, chęci na jakąkolwiek interakcję z istotą rozumną? Potrzebowała się uspokoić, aby przeszła złość. Zaraz po niej zawsze uderzała fala smutku, zmęczenia. A potem? Przerażenie. I właśnie zimno. Zakasłała. W oczkach pojawiły się łzy.
     W głowie dudniło tylko jedno, króciutkie zdanie.
     Nikt nigdy nie kochał i nie pokocha.  
     - Bestią uwięzioną w klatce. W tym kruchym ciele, pośród ludzi, którzy nic, tylko wylewają żale, jak do zwykłego kibla. Nikt nie rozumiał. Więzili, knuli... - dotknęła ręką swojej kieszeni. Wyczuła ostry przedmiot. Przekuła palec, aby chociaż trochę energii uwolnić. Głębokie oddechy? Nie wystarczą. Potrzeba było krzywdzić. Zabijać. Zdetonizować. Albo siebie, albo innych.
      Zawsze wybierała siebie. 
     - Czym więc jestem? Potworem. Na co zasługuję? Na wolność i śmierć. - wszeptała, siadając powoli na ziemi i zalewając się łzami. Miała ochotę wyć w agonii, rozpruć swój brzuch i czekać na koniec. Koniec tego wszystkiego. Koniec chłodu, koniec męki, koniec niesprawiedliwości. Dlaczego wybuchła? Bo się przestraszyła. Bo wyczuła coś...
     Potrzebowała przerwy i pilnej pomocy. Ostatnim razem za taki wyskok, ale o wiele groźniejszy w skutkach, została zamknięta na oddziale.
     - Nie chciałam wiele. Przepraszam proszę pana za wybuch. Przepraszam za to, co zrobiłam i za to, co powiedziałam. Ja tak mam. Lepiej, aby się pan mną nie kłopotał. - mruknęła, zaplatając ręce. Ze środkowego palca lewej dłoni ciekła krew. - Zimno...
(Lorem? Emocjonalne wyładowanie)

25 stycznia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Lorem poderwał się ze swojego miejsca. Nie spodziewał się po tej dziewczynie takiej oficjalnej postawy. Zmieszał się nieco, jednak szybko odzyskał swoją zwykłą, profesjonalną postawę.
- Nazywam się Lorem Impsum - mężczyzna opuścił dłonie wzdłuż tułowia i pochylił się w niezbyt niskim ukłonie. Wyprostował się i spojrzał na dziewczynkę. - W porządku. - Jego spojrzenie powędrowało w bok, jakby się zastanawiał, co teraz zrobić. Istotnie, właśnie to zaprzątało jego myśli.
- To ten, skoro już to sobie wyjaśniliśmy to ja już pójdę... - Tiffany zrobiła ruch w kierunku drzwi, jednak przed dalszą akcją powstrzymało ją nieruchome spojrzenie Lorema, które raptownie zogniskowało się na jej postaci. W jakiś sposób jedyne widoczne oko o nienormalnie zwężonej tęczówce przewiercało ją na wylot, przywodząc na myśl spojrzenie psychopaty.
- Napijesz się? - spytał po prostu, wypuszczając ją z okowów spojrzenia i kierując się do czajnika.
- Muszę zdążyć do pracy! - nagle przypomniała sobie nastolatka. - Niestety, nie mam czasu dłużej tu zostawać. Już i tak będę się musiała wytłumaczyć ze wszystkiego. - Uśmiechnęła się. - Może innym razem, Loremie?
  Mężczyzna nie zareagował. Przygotował dwa kubki i wrzucił do nich po torebce z herbatą. Emocje dziewczyny bombardowały go ze wszystkich stron, wprowadzając w otępienie i sprawiając, że powoli przetwarzał informacje. Rzadko spotykał się z tak "hałaśliwymi" ludźmi. Urzędnicy zwykle byli zimni i nieczuli, a emocjonalność Kathleen można by porównać z tą, właściwą głazowi. Na kompletnym odludziu. Gdzieś na Antarktydzie.
  Tiffany wyszła z pokoju i podeszła do drzwi wyjściowych. Szarpnęła za klamkę, jednak te nie ustąpiły. Przekręciła pokrętła zamków, jednak wtedy również nie dało się ich otworzyć. Były zamknięte na klucz.
  Po chwili Lorem zorientował się, że dziewczynki nie ma w pobliżu i wyszedł z aneksu, by ją odnaleźć stojącą przy drzwiach. Spojrzał na nią bez wyrazu.
- Spokojnie. - To mówiąc pokazał na kieszonkę na swojej piersi. - Ja mam klucz.
(Tiffany?)

24 stycznia 2019

Od Tiffany C.D Lorema

    Panieneczka nie miała w zwyczaju wyżywać się na obcych ludziach. Nie chciała nigdy wychodzić na jebaną, zwyrodniałą sukę, jednak wtedy... wtedy coś w niej pękło. Ponownie. Była przekonana, że najgorsze, emocjonalne epizody ma już za sobą. Zawsze tak jej się wydawało i kiedy nagle coś ulegało zmianie, natychmiast też i pojawiały się wahania nastroju, które za kilka godzin mogły przemienić się w wybuch. To nie był gniew, to nie był płacz. Cały huragan, który był w stanie zabrać po trochę z każdej emocji i zaraz potem wysadzić je. To nie Tiffany wtedy cierpiała najbardziej, a właśnie wszystkie osoby wokół niej. Zdarzało się, że malutka krzywdziła. Krzyki były chyba najłagodniejszym ze skutków ubocznych. Zaraz potem było wycie, szkodzące innym ludziom przewrażliwionym na punkcie hałasu, przeklinanie, walenie głową w ścianę, niszczenie przedmiotów, samookaleczenia za pomocą narzędzi oraz krzywdzenie innych ludzi (zaliczymy do tego podduszanie, walenie ich pięściami, uderzanie innymi przedmiotami). Chyba jedynie cudem nikogo nie zabiła.
     Obudziła się w zupełnie obcym mieszkaniu. Kanapa była czarująco miękka, przez co z początku nie miała ochoty otworzyć oczu. Po prostu relaksowała się w jednym miejscu, rozmyślając nad tym, co się stało wczoraj. I wtedy zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zerwała się i otworzyła oczy. Ze zdumieniem stwierdziła, że to nie jest jej pokój. Nie znalazła się też w zamku i za to chwała Stwórcy, bowiem w przeciwnym wypadku prawdopodobnie zostałaby złapana przez brata, a wtedy nie byłoby już tak wesolutko. Emocje opadły, dzięki czemu Tiffany mogła w miarę logicznie myśleć.
     Zastukała w stolik i ostrożnie wstała, rozglądając się. W kuchni siedział ten białowłosy mężczyzna z którym miała tą niezręczna sytuację wczoraj. Na samą myśl o ataku paniki jej twarz oblała się gigantycznym rumieńcem. Przeklnęła w myślach i zaczęła się ostrożnie wycofywać, mając nadzieję, że on jej nie zobaczy. Nie było szans jednak, by niepostrzeżenie wstała, rozglądnęła się po pokoju i znowu zaczęła udawać, że śpi. Mogła co najwyżej udawać lunatyka, jednak... Prawda wyszłaby na jaw, a ona niestety była słabą aktorką. Zawsze, kiedy musiała odgrywać jakieś sceny, odruchowo się uśmiechała jak głupia i wszystko poszło się z automatu jebać.
      - Obudziłaś się. - spostrzegł nieznajomy, który chyba jakoś jej się przedstawił. Chyba, bo naprawdę mało co pamiętała. A jeżeli tak, to z głowy wyleciało jej imię. Kurwa, a ja sama się przedstawiłam?
     - Tak, jak widać. I znormalniałam... - powiedziała, poprawiając swoją czarną grzyweczkę. - W każdym razie przepraszam cię za to, co stało się wczoraj. Doceniam pomoc, naprawdę. Po prostu nie panuję nad swoimi emocjami. Tak bywa. Za dużo tego we mnie. Tsa... Aspergerowiec ze mnie cholerny. Imię moje brzmi Tiffany Rivers. - skłoniła się i podała mu swoje miano, na wszelki wypadek.

(Lorem?)

22 stycznia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Fala emocji, która gwałtownie wypłynęła z dziewczyny niemal ogłuszyła Lorema sprawiając, że przez chwilę walczył ze sobą, by utrzymać się na nogach. Jej wściekłość i rozpacz po tych przytłumionych jakimiś środkami emocjach były jak odgłos grzmotu w bezchmurny dzień. Gdy wreszcie odzyskała panowanie nad swoim ciałem dziewczynki nie było w lokalu. Mężczyzna zapłacił za siebie i za nią, zostawiając jednocześnie spory napiwek i wyszedł jej szukać.
  Nie musiał iść daleko. Czarnowłosa stała przed wejściem do kawiarni i wpatrywała się w szczątki urządzenia leżącego na ulicy. Najwyraźniej musiała je tam wyrzucić w przypływie wściekłości. Jej splątane emocje przyprawiały Impsuma o ból głowy, jednak pomimo tego, i pomimo swojej nieporadności, mężczyzna podszedł do niej i wysunął w jej kierunku rękę ze swoim IPhonem, nawet nie patrząc na dziewczynę. Ta odwróciła w jego kierunku głowę i spojrzała z zaskoczeniem najpierw na przedmiot, potem na mężczyznę. Jej oczy były nieco szkliste, a powieki zabarwiały się na czerwono.
- Weź - zachęcił ją Skryba, dalej na nią nie patrząc. Powoli zaczynało mu się przypominać, kogo dokładnie przypominała mu dziewczynka i coraz bardziej nie podobał mu się stan, w jakim się znajdowała.
- O co ci kurwa chodzi?! - wybuchnęła gwałtownie tamta, odsuwając się od niego. Lorem równie gwałtownie spojrzał na nią z wyrazem najgłupszego i najbardziej naiwnego zdziwienia, jakie można sobie wyobrazi.
- Co? - zdołał jedynie powiedzieć. Takiej reakcji się kompletnie nie spodziewał, chociaż zapewne powinien.
- Do cholery, czemu mi pomagasz?! Jesteś jakimś pedofilem czy coś? - Mężczyzna poczuł, jak wściekłość dziewczyny powoli wylewa się na niego i zaczął przez to odczuwać lekkie zawroty głowy. - Co kurwa, zachciało ci się zabawić moim kosztem?!
  Mężczyzna odwrócił wzrok. Uzmysłowił sobie, że faktycznie takie zachowanie nie było powszechne. Wszyscy omijali dziewczynę szerokim łukiem.
- Przypominasz mi kogoś... - powiedział cicho, po czym z ociąganiem schował telefon do kieszeni.
- Nie pierdol. - Kątem oka Lorem zobaczył, że dziewczynka się krzywi. - A zresztą.
  Zrobiła ruch, jakby chciała odejść, jednak dorosły błyskawicznie schwycił ją za przegub dłoni. Dziewczyna znieruchomiała, po czym ponownie osunęła się w kierunku chodnika. Tym razem jednak została schwycona przez jasnowłosego, nim osiągnęła grunt. Z poczuciem, że teraz faktycznie stał się porywaczem artysta ruszył do swojego mieszkania, niosąc tą rozchwianą emocjonalnie istotkę.

[...]Położył ją na kanapie, gdzie zwykle sypiał, po czym usiadł na fotelu i jął uporczywie się w nią wpatrywać. Jest u niego i co teraz?
(Tiffany?)

19 stycznia 2019

Od Tiffany C.D Lorema

    Początek niczym w prawdziwym, ckliwym romansie. Sytuacja niezwykle mało komfortowa. Ona i nieznajomy białowłosy. Zwykle księżniczka oczekiwała księcia na białym koniu, a nie siwego rumaka, zażartowała sobie ponuro Tiffany.
    - Ekhem... dziękuję za reanimację. - powiedziała czarnowłosa, zasłaniając swoimi czarnymi kłakami oczęta. Nie chciała pokazać, że sytuacja ta jest dla niej wielce niekomfortowa. On również wstydził się tego, a przynajmniej tak pomyślała Tytania. Wyszłaby. Teraz. W jednej z kieszonek komórka zaczęła ostro wibrować.
      - Kurwa jego mać. - wyszeptała cichutko dziewczyna, wyczytując imię i nazwisko dzwoniącego. Miała ochotę odebrać, ale jak wyglądałaby rozmowa z jej bratem w miejscu publicznym? Skończyłoby się kolejny atakiem paniki i wysadzeniem całej restauracji. Już i tak miała ochotę zapaść się pod ziemię. Upokorzenie, którego doznała było nie do opisania przez czarnowłosą białogłowę. - Nic tak mnie nie wkurwia, jak głupota innych ludzi i sam dwunożny gatunek. Dlaczego większość istot rozumnych nie może posiadać chociażby o dwie piąte więcej punktów IQ?! Albo inaczej, dlaczego tyle osób nie umie się nimi posługiwać?
    Odebrała telefon od brata z nerwowym uśmiechem na twarzy. Anubis miał poddenerwowany głos i gadał nieskładnie. Nie zważając na obecność nowo poznanej osoby, wstała i ruszyła przed siebie, nawet go nie przepraszając. A dorosły z zainteresowaniem w swoich ślepiach przyglądał się poczynaniom nastolatki. Ostro wkurzonej na cały świat.
    - Nie dzwoń do mnie. - syknęła, biorąc serię szybkich oddechów. - Wiesz, że on może mnie w ten sposób namierzyć?
    - Nie miej pretensji do mnie, tylko do ojca, który kazał mi poinformować cię o dalszym losie...
    - GDYBY CHCIAŁ TO BY SAM POWIEDZIAŁ! - wykrzyknęła w końcu zniecierpliwiona, rzucając na bok komórkę. Ta wpadła pod najbliższy samochód i tyle było z rozmowy. Kiedy dziewczę zdało sobie sprawę z tego, jaki ta chwila przybrała obrót, chciało jej się płakać. Bo straciła ważny sprzęt do komunikacji z powodu swojego nieopanowania. I ponownie stała się pośmiewiskiem wielu przechodniów na ulicy.
   W głowie krążyło tysiące myśli i emocji, których nie potrafiła nazwać. W takowej sytuacji zwykle albo waliła głową w ścianę, czekając, aż mózg wypłynie uszami lub rozwalić swoją czaszkę. Bywały chwile, w których się cięła, albo wrzeszczała jak bita świnia. Po takich akcjach sąsiedzi byli w stanie nawet zawiadomić policję o jej dzikich wybrykach. Nienawidziła swojego wewnętrznego, kruchego świata przepełnionego nienawiścią do ludzkiej egzystencji. 
(Lorem? Wyczuj wkurw.)

12 stycznia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Lorem nie wydał się zbytnio przejęty silnym uderzeniem, które otrzymał od dziewczyny. Patrzył na jej nieumiejętnie ukrywający zakłopotanie uśmiech i próbował zrozumieć buczące delikatnie wokoło tej dziewczynki emocje. Jednak nic z tego nie rozumiał. Ponownie po jego karku przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Będąc tak blisko tej istotki czuł jej zapach - mieszaninę odoru wymiocin i czegoś nieprzyjemnie przywodzącego na myśl chemię. Mężczyzna sam się zdziwił, że był w stanie wyczuć od niej tak wiele, choć przecież nie mogła cuchnąć aż tak bardzo, skoro nie wyrzucono jej z kawiarni.
  Nie wiedział co powiedzieć. Ta sytuacja była dla niego całkowicie nowa. Jego serce zaczęło szybciej bić, policzki się zarumieniły. Był dorosłym, jednak z tym nigdy sobie nie radził. Z ludźmi. Mógł zareagować na omdlenie dziewczynki, poprowadził go instynkt, jednak teraz, gdy doszło do sytuacji, w której powinien się odezwać nie miał pojęcia, co powinien zrobić.
  Wstali oboje, a z tej kłopotliwej sytuacji wyrwała mężczyznę kelnerka, która przybiegła z solami trzeźwiącymi.
- Oh - wymknęło się jej, gdy zobaczyła, że kryzys został zażegnany bez jej udziału. Podeszła do dziewczynki i odtrąciła Lorema na bok. - Wszystko ok? Może powinnam zadzwonić po pogotowie.
- Nie trzeba - burknęła czarnowłosa i opadła na swoje krzesło. Zamknęła oczy. Widać dalej czuła się słabo.
- Albo... po twoich rodziców? - Kelnerka wyglądała na nie do końca pewną, co powinna w takiej sytuacji zrobić.
- Nie trzeba - warknęła nastolatka. - Już wszystko dobrze.
  Lorem zacisnął wargi i zebrał się w sobie. Stanął za przedstawicielką obsługi kawiarni i stuknął ją delikatnie w ramię. Ta odwróciła się, a jasnowosy odetchnął.
- W porządku - powiedział tylko cicho. Dziewczyna uspokoiła się wyraźnie. Pokiwała głową.
- Muszę wracać do pracy... - powiedziała i spojrzała na rozbitą filiżankę po herbacie. Westchnęła i oddaliła się.
  Mężczyzna stał przez chwilę, nie wiedzą, co zrobić. Przy tym patrzył na czarnowłosą jakby wyczekując jakiegoś posunięcia z jej strony. Nastolatka wydawała się jednak równie zakłopotana jak on. Lorem zaczął nerwowo pocierać palcami o wnętrze dłoni. Odwrócił głowę od dziewczyny, w którą wpatrywanie się wydało mu się nagle niezwykle niewłaściwym. 
(Tiffany? Tak. Nie ma to jak trafić na poważnego dorosłego xd)

8 stycznia 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Łazienka została zasyfiona tym, co zwróciła dziewczyna. Kulejąc z bólu bardzo blisko swoich wymiocin, kasłała jak oszalała. To było już chyba wszystko. Męczyła się wciąż okropnie. Nikt nie przyszedł, by jej pomóc. Zamknięta w małej toalecie i tylko dodatkowo rozwścieczała klientów cierpiących na choroby układu moczowego. Co prawda nie był to jedyny klozet w lokalu, jednak i tak wiele osób, po wyczołganiu się Tiffany, wpatrywało się w nią jak w alkoholiczkę. Warknęła, spoglądając na staruszka, który jarał papierosa i spoglądał na czarnowłosą. Gdy tylko się odwróciła, złapał ją za tyłek. Podskoczyła, przeklęła. Nadal jeszcze mocno chwiała się na nogach po dawce tego świństwa. I tak wiele osób przeżywało to gorzej. 
  - Herbata. - rzuciła w stronę kelnerki, siadając przy stole.
  Najbardziej zdziwiło ją to, że nie wyrzucili jej z lokalu. Kobieta posłusznie skinęła głową i Pani Cieni usiadła przy najbliższym stoliku. W oczy rzucił jej się białowłosy mężczyzna. Wyróżniał się spośród tłumu i wpatrywał się w nastolatkę. Kiedy jednak złapali kontakt wzrokowy, przerażona odwróciła głowę i zaczęła udawać, że szuka czegoś w torebce. Portfel... cholera jasna, zapomniała. Albo co gorsza - zgubiła. Tłumaczenie się personelowi zapewne by nie przeszło i koniec końców albo zostanie wywalona za zawracanie głowy zajętym dorosłym, albo wyląduje na zmywaku. Ani to ani to jej się szczerze nie uśmiechało. Najlepiej było po prostu wyjść, opuścić lokal, zanim ktokolwiek się skapnie. To była pierwsza myśl i zamierzała ją zrealizować.
  Pojawił się jednak kolejny kłopot. Kiedy próbowała wziąć się za siebie, wstać, złapał ją piekielny ból głowy. Wirowania. Po raz kolejny zrobiło jej się niedobrze i zapragnęła wypić zamówioną herbatę modląc się w duchu o cudownej mocy ziół w celu neutralizacji bólu. Tym razem wszyscy magicznie zareagowali widząc zwijającą się, cierpiącej, czarnowłosej młodej pannicy. Kto zareagował pierwszy? Białowłosy.
  Kelnerka, która przyjęła od niej zamówienie i właśnie zamierzała oddać napój klientce, zamarła. Wypuściła filiżankę, która roztrzaskała się o podłogę. Oczy Tiffany odmówiły posłuszeństwa. Straciła wzrok na kilka chwil, a kiedy ponownie odzyskała zdolność widzenia, ponownie spojrzała w oczy tajemniczego osobnika, który mierzył jej puls. Wstała. Zrobiła to niespodziewanie i uderzyła nieznajomego z całej siły w szczękę swoim czołem. Jęknęła z bólu, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. I nie był to złośliwy, przepełniony cynizmem wyszczerz. To był szczery wyraz twarzy. I ukrywał jej zakłopotanie.
(Lorem?)