Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argona Ryuketsu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argona Ryuketsu. Pokaż wszystkie posty

7 lipca 2020

Od Argony cd. Calii

- Mówisz, że nie uda się załatwić mi rozmowy z nim? - Alpha stała z założonymi na piersi ramionami przed Camille, przeglądającą coś w komputerze. 
- Na pewno nie takiej, na jakiej by ci zależało. Powiedz mi jeszcze raz, po co chcesz z nim rozmawiać? - Przywódczyni mafii Pectis uniosła pytające spojrzenie na kobietę. 
- To skomplikowane. 
- Spróbuję zrobić co tylko możliwe, ale nic nie obiecuję. Plus - zawiesiła teatralnie głos. - Wisisz mi. Coś dużego.
- Naprawdę dużą kawę z bitą śmietaną? - Argona uniosła brwi.
- Chciałabyś. Chwila, stop. - Prawniczka nagle się ożywiła. - Nie mówiłaś coś o jakichś nalepkach pandy?
- Mówiłam, a co...?
  Camille bez słowa odwróciła komputer w stronę kobiety. Na ekranie nie było prawniczych baz danych, stron sądu czy rządowych kont. Była za to strona z najnowszymi memami, a urocze kotki patrzące na Alphę sprawiły, że mimowolnie z gardła wadery dobył się cichy warkot. Właścicielka biura przewróciła oczami i wskazała palcem na reklamę w dole strony. Wesołe, biało-czarne kształty na niewielkim polu upiększały ramkę wokół uroczych kapci domowych. Argona wyjęła z kieszeni nalepkę i porównała. 
- To może być ten sam styl... - mruknęła. - Wrzucisz mi screena na pendriva? Poproszę moich...
- Znalazłam gościa, jeśli cię to interesuje. - Cichy szczęk drukarki i przywódczyni mafii wręczyła Alphie namiar na niejakiego Stefano de Value. - Kawa będzie dobrym początkiem. Z bitą śmietaną i piankami. Duża. Resztę odbiorę przy okazji. - Camille puściła do Argony oko, a ta westchnęła.

- Okej, czemu tu jest tak ciemno? - znajomy głos od wejścia do piwnicy przerwał Argonie w połowie zdania. Wyprostowała się i rozproszyła mrok, który przyciągnęła do pomieszczenia, pozwalając by światło jedynej lampy oświetliło jej bladą cerę i prawdopodobnie jeszcze bledszą cerę ciasno skrępowanego i przywiązanego do krzesła jeńca. 
- O, jesteś. - Uśmiechnęła się wilczo, podchodząc do blondynki. - Patrz, co znalazłam. 
  Z kieszeni spodni wydobyła zgięte dwukrotnie na pół kartki i podała przybyłej. Ta wzięła je i szybkim ruchem rozłożyła w palcach. Wpatrzyła się w kształtne rysuneczki na jej powierzchni. Każdy z nich przedstawiał pandę w innej pozycji, z różnymi akcesoriami i zabawnymi minami. 
- Spójrz tutaj. - Czarnowłosa z zapałem wskazała na ukrytą wśród innych małą, niepozorną pandę. - Porównaj z nalepką. 
- Widzę, nie musisz mi mówić - mruknęła dziewczyna. - Są identyczne.
  Calia spojrzała na jeńca, potem na kartkę i na Argonę. Uniosła brwi.
- To jego - potwierdziła Alpha. - Najwyraźniej zaprojektował tę nalepkę. Na komputerze zresztą miał tego więcej. Nie wydaje się być sprawcą, jednak najwyraźniej mógł mieć z nim kontakt. 
- Widzę, że próbowałaś już z nim rozmawiać. - Blondynka ponownie spojrzała na jeńca. - Knebel pewnie nie pomógł.
- Nie specjalnie chciał - Argona wzruszyła ramionami. - Gdybyś weszła pięć minut później pewnie miałby już połamane palce.
- Nikt ci nie mówił, że podczas śledztwa potrzebna jest dyskrecja?
- co krecja? - Wadera udała, że nie dokładnie słyszy rozmówczynię. - Masz na myśli tą paskudną czarną żelkę, zwijaną w ślimaki? Podziękuję.
(Calia?)

22 marca 2020

Od Argony cd. Camille do Akiro

- Zgoda. - Argona pokiwała głową. Rzuciła ostatnie, przelotne spojrzenie Akiro i za przywódczynią mafii wyszła z pomieszczenia. - Jak się nad tym zastanowić, Somniatis przybył na przesłuchanie razem z tym tamtym. Kazaliśmy mu wyjść, żeby nie przeszkadzał.
- Ty kazałaś - uściśliła Camille.
- O co właściwie chodzi? - zainteresował się Rori, nie wiadomo skąd pojawiając się pomiędzy kobietami. Przywódczynie odsunęły się od siebie gwałtownie, a Alpha spiorunowała swojego ochroniarza wzrokiem. 
- Tłumaczyłam ci już, Rori. - Westchnęła z rezygnacją. - Akiro, z jakiegoś powodu, postanowił, że zawalenie Wieży jest doskonałym pomysłem.
- Ah, to! - Blondyna jakby oświeciło. - I co teraz? Zamierzasz go wygnać z watahy, wyrzucić do innego wymiaru, za... 
- Rori, proszę, przyprowadź tu Somniatisa Tenebrisa - przerwała mu zniecierpliwiona kobieta, zaplatając ręce na piersi.
- A tak, jasne. Gdzieś tu się kręcił z tego co pamiętam. - Ruszył w stronę drzwi, otwierając je odwrócił się na chwilę do dziewczyn z uśmiechem, podnosząc dłoń i zbliżając do siebie palec wskazujący i kciuk. - Dajcie mi momencik. 
- Co sądzisz o tym... tajemniczym planie Leniniewskiego? - spytała w powietrze Argona, przerywając ciszę.
- To nie byłby pierwszy raz - odpowiedziała również w powietrze Camille. 
- O tego Somniatisa chodzi? - rozległo się z końca korytarza, przerywając kobietom rozmowę, zanim ta choćby zaczęła się na dobre. W towarzystwie postawnego ochroniarza szedł drobny, acz wysoki mężczyzna o czarnych włosach i hetero-chromatycznych oczach. 
- Tak, to ten Somniatis. Raczej nie ma ich wielu - przytaknęła Alpha. - Dziękuję Rori. Może... zaopiekuj się Ritą, pewnie jest w kiepskim stanie po tych wszystkich teleportacjach.
- Jasne, to zostawiam go z wami. - Mężczyzna posłał Argonie oczko i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Postanowiliście już coś w sprawie Akiro? - Mężczyzna wyglądał ponuro. Był blady, a pod jego oczami widać było sińce z niewyspania. Jak długo właściwie ich nie było w tym świecie?
- Jesteśmy jeszcze w trakcie przesłuchania. Czy spotkałeś Władysława Leniniewskiego razem z Akiro? - Argona wpatrywała się uważnie w twarz czarnowłosego.
- Tak. 
- I było to już po upadku Wieży?
- Tak.
- O czym rozmawialiście?
- O... niczym istotnym. - Ponura twarz Somniatisa zrobiła się jakby jeszcze bardziej ponura. 
- Somniatisie.
- O mojej zaginionej podopiecznej. 
- O czymś jeszcze?
- Nie. 
- Czyli nie rozmawialiście o upadku Wieży?
- Nie. Nie chciał o tym rozmawiać.
- Camille? - Argona spojrzała na towarzyszkę.
- Mówi prawdę. 
- To mnie niepokoi. Wszyscy nagle zaczęli mówić prawdę i wcale mi się nie podoba to, co słyszę. - Alpha skrzywiła się i zwróciła do Camille. - W takim układzie wydaje mi się, że to sprawa pomiędzy mną a moim nieposłusznym podwładnym. Pozwól, że sama ją rozwiąże. Co się tyczy Somniatisa, jeśli chcesz go wypytać - jest twój. Może wam pomoże w tej nieciekawej sytuacji. A teraz wybaczcie na moment.
  Argona chwyciła za klamkę. Wzięła głęboki oddech i weszła do pomieszczenia. Akiro siedział tak, jak go zostawiła. Wyglądał na bardzo znudzonego.
- Przesłuchałyśmy Somniatisa i sądzę, że mam już komplet faktów. Czy chcesz mi coś jeszcze powiedzieć, zanim zadecyduję o twoim losie? - Patrzyła prosto na podwładnego, który pod wpływem jej spojrzenia nieco się wyprostował. Może nawet wyglądał, jakby to, co się dzieje zaczęło mu trochę mniej zwisać?
- Nie.
- Dobrze. - Zamilkła na chwilę, by zacząć oficjalnym, nieco podniesionym głosem. - Akiro Ori, wstępując w szeregi członków Watahy otrzymałeś kredyt zaufania. Kredyt zaufania, które zawiodłeś, działając pod zwierzchnictwem obcego przywódcy bez konsultacji ze mną czy dbałości o interes grupy. Niniejszym z dniem dzisiejszym nie jesteś już członkiem Watahy. Nie stać mnie, by Wataha ponosiła odpowiedzialność za twoje czyny. Co więcej zablokujemy twój gen i oddamy cię władzą, jako terrorystę. Przepraszam Akiro, ale musimy oczyścić imię Watahy z przedrostka "terroryści". A teraz panowie, możecie zabrać tą osobę do aresztu?
(Akiro?)

2 listopada 2019

Od Argony cd. Camille do Akiro

Cała trójka wyszła z domku na chłodne, wieczorne powietrze. Wyruszanie wieczorem może nie było najlepszym pomysłem, jednak obie kobiety były zdeterminowane, by jak najszybciej wydostać się z tej krainy.
- Chodźcie, zaprowadzę was do zbrojowni i wybierzecie sobie świecbroni - zaproponował Akiro, na co Argona parsknęła lekceważąco, a Camille spojrzała sceptycznie na niską postać chłopaka. - Bez niej nie dacie sobie rady. 
- Żeby dać sobie radę trzeba najpierw wyjść z tej zapyziałej wiochy - mruknęła Alpha, zakładając ręce na piersi. - Znowu przeciągasz.
- To nie potrwa długo, ale da nam przewagę. - Jasnowłosy westchnął i zaniechał dalszego przekonywania, po prostu ruszył w stronę sporego budynku, który spośród innych wyróżniał się stalowymi drzwiami i okiennicami. Kobiety spojrzały po sobie. Camille wzruszyła ramionami.
- Bez niego i tak nie zaczniemy, w końcu tylko jego genialny plan może nas stąd wydostać - powiedziała z przekąsem.
- Masz racje, Camille, a "swiecbroniiiiii" jest kluczowym elementem tego genialnego planu - Argona pokiwała poważnie głową. Gdyby sytuacja tak bardzo jej nie irytowała, zapewne ta rozmowa mogłaby być nawet zabawna. Zapewne.
  Kobiety ruszyły w ślad za oddalającym się chłopakiem. Gdy były już przy samych drzwiach, za ich plecami rozległ się trzask. Odwrócił się błyskawicznie, by ujrzeć... sylwetkę nastoletniej dziewczyny o długich, brązowych włosach oraz wciąż trzymającego ją za dłoń mężczyznę o blond włosach. 
- Rori? - Argona puściła klamkę, którą właśnie miała nacisnąć i ruszyła w stronę mężczyzny.
- Na to wygląda. - Blondyn wyszczerzył się w uśmiechu. - Niech cię diabli, Argo, nie było łatwo znaleźć tego miejsca. Rita nieźle się zmachała.
- Nic mi nie jest Rori - powiedziała dziewczyna, prostując się wyraźnie. - Ma jeszcze mnóóóstwo energii. 
- Mam nadzieję, jesteś w stanie nas stąd zabrać?
- Jest w stanie? - Camille podeszła bliżej, a Alpha odsunęła się nieco, by zrobić jej miejsce w tym prowizorycznym kręgu. Rita obdarzyła przywódczynię mafii nieufnym spojrzeniem. 
- Tak, z powrotem będzie łatwiej. Zna już w końcu drogę. - Wyjaśnił blondyn. - Przed trzecią kolacją będziemy w domciu.
- Niby jak chcecie to zrobić? - Z budynku wychynął Akiro, niosąc ze sobą masywny miecz, wyglądający nawet bardziej jak tasak niż miecz, smukły, jasny łuk przyozdobiony czymś na kształt liści oraz lancę, przypominającą nieco sztachetę z kościelnej barierki. Wszystkie te bronie świeciły delikatnym, białym światłem, podkreślając znacznie jasną cerę i włosy niosącego je.
- Wyteleportujemy się - Rori wzruszył ramionami.
  Akiro nie wyglądał na zbytnio zadowolonego. 
- Wracajmy zatem - Argona dała znak Roriemu i Camille, by chwycili się za ręce, sama podała dłoń Ricie, po czym zwróciła się do Akiro. - Twoją sytuację widzę zaś następująco: możesz wrócić z nami i ponieść konsekwencje lub zostać tutaj, w tym dziwacznym świecie. Jeśli wybierzesz to drugie, uznam to za zerwanie więzów z Watahą. 
(Akiro?)

2 października 2019

Od Argony cd. Calii

- widzisz ją tutaj? - pani komisarz teatralnie rozejrzała się dookoła. - Pewnie jest na dole, może pójdziesz sprawdzić, czy jej tam nie szukasz? Staruszka przecież nie zniknęła.
- Tak pani podkomisarz - powiedział młokos, czerwieniąc się i wracając po schodach na dół.
- Przecież nie zniknęła - powtórzyła bezgłośnie Argona z niepokojem patrząc na Calię, po czym odchrząknęła i głośniej dodała - Gdy wchodziłam do domu czekała na mnie w drzwiach z wodą. Daleko raczej nie odeszła.
- Dziękuję za tą jakże użyteczną uwagę pani Petrejov - powiedziała funkcjonariuszka z przekąsem. - A teraz już na prawdę powinny się panie stąd wynieść. To nie miejsce dla cywili.
- Tak, tak, już się zbieramy. Żegnam panią. - pośpiesznie zapewniła Calia i ruszyła w stronę wyjścia, po drodze ukradkiem rozglądając się za gosposią - której, jak łatwo się było domyślić, nigdzie nie zlokalizowała. Argona bez słowa podążyła za nią.
  Gdy wreszcie oddaliły się nieco od domu, Calia wyciągnęła z kieszeni niewielki notes i pokazała go towarzyszce. Na jego grzbiecie było napisane "Kero".
- Nieźle - pochwaliła czarnowłosa, patrząc jak notatnik ponownie znika w kieszeniach tamtej. - W szpitalu nie dowiedziałam się niczego ciekawego. Jednak ktokolwiek dorwał naszego dziennikarza, zrobił to skutecznie. Już więcej się nie podniesie.
- Szkoda, wydawał się sympatyczny - odparła rozmówczyni, bez specjalnego przejęcia. - Bardziej martwi mnie ta staruszka. 
- Jej zapach był intensywny w całym domu, jednak wychodząc z niego nie natrafiłam na świeży trop - przyznała Argona ponuro. - Albo wyszła tylnym wyjściem, albo nie wyszła wcale.
- Albo rozpłynęła się w powietrzu - zauważyła Calia. - Te pandy tak mają.
- Sprawdzałaś, co jest w notesie? 
- Jakoś nie miałam jeszcze okazji. - Dziewczyna przewróciła oczami. - Gdy policja dyszy ci na kark ciężko jest cokolwiek zrobić. 
  Alpha odchrząknęła i przez chwilę szły w milczeniu. 
- Chciałabym spróbować skontaktować się z tym Raskolnikowem - powiedziała niespodziewanie.
- Z... tym projektantem? Może być ciężko, to będzie od nas wymagać zbliżenia się do naszych kochanych władz trochę ZA bardzo - zauważyła dziewczyna. 
- Mogę skontaktować się z kilkoma osobami, obracającymi się w takim środowisku - czarnowłosa zamyśliła się. - Najwyżej znowu będę winna przysługę Belcourt.
(Calia?)

15 sierpnia 2019

Od Argony cd. Calii

szpitalnym korytarzu panowała idealna temperatura, a krzesło, na którym siedziała Argona było niespodziewanie wygodne. Za zamkniętymi, eleganckimi drzwiami poruszały się jakieś ciemne sylwetki. Dziewczyna westchnęła i rozparła się wygodniej na siedzeniu. Nie wyglądało na to, by szybko miała uporać się z tą sytuacją. Wyciągnęła z kieszeni pustą obudowę archaicznego telefonu i przejechała kciukiem po klawiaturze. Mogłaby użyć jednej z zapasowych kart i skontaktować się z Calią. Najemniczce pewnie lepiej szło. Jednak to zdradziłoby jej położenie i nie mogłaby dłużej przebywać w budynku. Już i tak sporo ryzykowała, przebywając w szpitalu, ale uznała, że możliwość dowiedzenia się, kto zaatakował Pana Salzmana warta była tego ryzyka.
  Po jakiejś godzinie oczekiwania z pomieszczenia wyszedł mężczyzna, odziany w biały kitel, a razem z nim kilku innych. Ich miny były dość ponure. Argona wstała, przybierając zaniepokojony wyraz twarzy
- Jaki jest jego stan, panie doktorze? - zapytała ze szczerym przejęciem. - Wyjdzie z tego? Mieliśmy jutro iść razem do kawiarni... pewnie będzie trzeba to przełożyć. Jak długo mogę się spodziewać, że będzie musiał tu pozostać? - Zasypała lekarza tymi wszystkimi pytaniami, korzystając z jego dezorientacji i ponurej miny. Jego pomocnicy ulotnili się dyskretnie, co nie uszło uwadze Alphy. Sytuacja musiała być co najmniej poważna.
- Stracił bardzo dużo krwi - powiedział doktor, ściągając okulary i nerwowo wycierając je o skraj kitla. - Jego stan jest ciężki. Nie mamy pewności czy dożyje rana.
- Jest przytomny? Czy Horace jest przytomny? - naciskała kobieta.
- Nie. Obawiam się, że nie obudzi się zbyt prędko. Proszę wracać do domu. Poinformujemy panią, jeśli coś się zmieni - powiedział, dyskretnie próbując odciągnąć swoją rozmówczynię od drzwi gabinetu.
- A jeśli nie dożyje rana? Co wtedy? - Argona zrobiła zrozpaczoną minę. Bardzo cieszyła się, że nie ma w tej chwili przy niej Calii, bo ta wypominałaby jej tą scenę pewnie do końca życia.
- Zrobimy co w naszej mocy...
- Mogę go przynajmniej jeszcze raz zobaczyć? To może być mój ostatni raz, gdy... - W oczach dziewczyny zaszkliły się łzy.
  Lekarz zmieszał się jeszcze bardziej i pokiwał głową. Alpha podziękowała w duchu losowi, że trafiła na tak empatycznego jegomościa. Ruszyła za nim do sali, w której leżał nieprzytomny dziennikarz. Jego twarz była spokojna, jakby spał, jednak pokaźna warstwa bandaży na jego brzuchu wyraźnie wskazywała na miejsce urazu. Argona podeszła powoli do mężczyzny i pochyliła się nad nim. Nic nie powiedziała. Nie było co powiedzieć w tej sytuacji. Horace Saltzman pachniał śmiercią. Doktor miał rację, raczej nie dożyje ranka. Nie ma powodu czekać, kobieta postanowiła, że najlepszym, co może teraz zrobić to wrócić do Calii.
(Calia?)

14 sierpnia 2019

Od Argony cd. Camille do Akiro

Akiro wzruszył ramionami. 
- Uznałem, że warto go przedstawić - oznajmił, a Faro uniósł dłoń w geście pozdrowienia, nieco nieśmiało. Na jego twarzy malowało się wyraźnie niezrozumienie słów, którymi wymieniali się Camille i Akiro.
- Super, więc jak jego szlachetna osóbka ma nas przybliżyć do powrotu do domu? - Kobieta uniosła brwi i założyła wyzywająco ręce na piersi. 
- Tu jesteśmy bezpieczni i możemy myśleć - powiedział chłopak. - A Faro nam pomoże.
  Argona parsknęła cichym śmiechem. Oczy zgromadzonych zwróciły się w jej stronę, jednak Alpha nic sobie z tego nie robiąc kopnęła lekko ścianę jakby sprawdzając, jak wytrzymały jest materiał. Nieco tynku posypało się na jej but. 
  Nieznajomy powiedział coś do Akiro w tym dziwnym języku, a jasnowłosy mu odpowiedział. Wymienili się znaczącymi spojrzeniami, co tylko bardziej rozzłościło prawniczkę. Ciemnowłosa przygryzła jednak wargę i nic i powiedział tylko: 
- Więc?
- Na razie odpoczniemy, robi się późno, zajmiemy się tym jutro skoro świt - powiedział Akiro. - Faro zaprowadzi was do waszych kwater.
- A ty? - Kobieta nie wyglądała na specjalnie zadowoloną tą ofertą. 
- Dołączę do was później.
- Cam, chodźmy - mruknęła jej nad uchem Argona, stając tuż za jej plecami. Dziewczyna nie drgnęła, nie okazała choćby cienia zaskoczenia i wadera poczuła niewielki zawód. Nie po to zachodzi się ludzi od tyłu, żeby zachowali kamienną twarz.
- Dobrze, powiedz mu, że za nim pójdziemy - oznajmiła kobieta, zwracając się do Akiro. Ten przekazał kilka słów swojemu znajomemu, po czym ten pokiwał głową i ruszył przez wioskę powolnym, spacerowym korkiem. 
  Argona obserwowała z ukosa zachowanie ich towarzysza, zanim ten nie zniknął jej z oczu wewnątrz chaty. 
  Faro zaprowadził je do niewielkiego, nieco zaniedbanego domku na końcu wioski. Wskazał im drzwi i uśmiechnął się nieco niezręcznie. Powiedział coś w tym swoim dziwnym języku, po czym ruszył w drogę powrotną, odprowadzany wzrokiem dwóch kobiet.
  Alpha otworzyła drzwi i bez wahania weszła do środka. Było tam dość ciemno, zresztą można się było tego spodziewać. W końcu w tym miejscu nie ma elektryczności, a okienka wyglądały na dość małe.  Wadera wąchając dokoła obeszła do miejsce, zaglądając w każdy kąt i kilka razy wyglądając przez okna. Camille tylko przyglądała się temu w milczeniu.
- I co? Jakieś ślady SJEWowskich pluskw? - spytała z przekąsem.
   Wadera odburknęła coś w odpowiedzi, prostując się zza skrzyni, trzymając w dłoni drobną monetę.
- Porozmawiajmy lepiej o naszej sytuacji - mruknęła, obracając monetę w palcach i gwałtownie rzucając nią do towarzyszki. - Ile wiesz o światach równoległych?
- Raczej nie wiele - Camille złapała krążek i przyjrzała się niewielkiemu symbolowi ryczącego lwa, widniejącego na niej. - Tyle co wszyscy. Brzmisz, jakbyś wiedziała coś więcej.
- Spotkanie samego siebie jest dość niebezpieczne - powiedziała i westchnęła. - Ale nie o tym chcę rozmawiać. Nie podoba mi się, że nie rozumiemy co oni mówią. I nie ufam Akiro za grosz. Wszystko co nam powiedział mogło być kłamstwem i może się okazać, że to on jest winien całemu temu zamieszani. Wcale by mnie to nie zdziwiło prawdę mówiąc. Sprawa wygląda tak: jeszcze dziś w nocy zamierzam opuścić to miejsce. Idziesz ze mną lub zostajesz?
  Kobieta uśmiechnęła się.
- Już myślałam, że nigdy nie zapytasz.
(Akiro?)

21 czerwca 2019

Od Argony cd. Calii

- Zastanowimy się nad tym później. Teraz musimy ruszać za karetką, jeśli nie chcemy zgubić naszego dziennikarza. - Calia zrobiła ruch, jakby chciała na piechotę gonić samochód, jednak Alpha ją powstrzymała.
- Dobrze. Zrobię to. Jestem szybsza. - To mówiąc wymownie przewróciła oczami. - Przeszukaj jego pokój. Może znajdziesz te zdjęcia lub jakieś ślady. Wyślę ci esemesa z miejscem spotkania.
  Calia skinęła głową, a czarnowłosa ruszyła chodnikiem, rozglądając się na boki. Karetka oddalała się coraz bardziej, jednak kobieta cały czas była w stanie dosłyszeć wycie syren. Powinna być w stanie ją dogonić. Skręciła gwałtownie w bramę jednej z willi, wyglądających na puste i po chwili wybiegł z niej masywny, czarny pies. Kierując się zanikającym wyciem syren, Argona pędziła, starając się trzymać w cieniach murów i przekraczając ulicę tylko wtedy, gdy było to na prawdę konieczne. Na Arenie 2 rzadko widywano bezpańskie psy, istniała więc obawa, że ktoś zadzwoni po hycla, musiała więc zachować tyle ostrożności, ile była w stanie.
  Nagle dźwięk karetki urwał się. Wadera przebiegła jeszcze kawałek w tym kierunku, w którym dotąd zmierzała, jednak wkrótce zwolniła i przemieniła się w człowieka. Biegając na oślep nie znajdzie tego szpitala. Był za to lepszy sposób.
  Zmierzając dalej obraną drogą rozglądała się za zbłąkanymi przechodniami. Jak na złość ulice były zupełnie puste. Kilkoro ludzi wyglądało przez okna domostw, zapewne zaniepokojonych dźwiękiem syreny. Tylko jeden starszy jegomość podszedł do płotu i rozglądał się, jakby czegoś szukał. Argona przyspieszyła.
- Przepraszam pana, gdzie tu jest najbliższy szpital? - zapytała tak uprzejmie, jak tylko była w stanie.
- Dwie przecznice dalej - mruknął, ze skwaszoną miną. - A czego pyta?
- Mój znajomy tam się leczy i chyba podał mi zły adres - odpowiedziała, zmuszając się do markotnego uśmiechu, po czym ruszyła zdecydowanym krokiem we wskazanym kierunku. Za sobą usłyszała jeszcze coś w stylu "Ach ta dzisiejsza młodzież. Zero szacunku dla starszych".

[...]Szpital to mało powiedziane. Miejsce, w którym znalazła się kobieta wyglądało jak luksusowy hotel, do którego tylko przypadkiem został zaproszony kongres naukowy. Po marmurowych posadzkach przechadzali się dobrze odziany pacjenci, w towarzystwie pielęgniarek w eleganckich fartuszkach, a za ladą recepcji siedziała nienaturalnie uśmiechnięta kobieta, której twarz miała na sobie grubszą warstwę makijarzu, niż Mona Lisa farby.
- W czym mogę pomóc - zapytała, gdy czarnowłosa podeszła do lady.
- Szukam... - I w tym momencie Argona uświadomiła sobie, że imię mężczyzny nie padło podczas całej rozmowy. Niedobrze. - Szukam mężczyzny, który został tu właśnie przywieziony przez karetkę. Jestem jego przyjaciółką i obawiam się o jego życie.
  Co prawda twarz kobiety nie zdradzała żadnej obawy, niemniej recepcjonistka zaczęła przeglądać bazę danych.
- Pan Salzman Horace? Sala 436 piętro 4. W tym momencie jego stan jest krytyczny i zajmują się nim nasi najlepsi specjaliści, jednak może pani zaczekać przed salą.
  Alpha pokiwała głową i ruszyła we wskazanym kierunku.
(Calia? Jak tam miejsce zbrodni?)

17 czerwca 2019

Od Argony cd. Camille do Akiro

Tak. - Argona pokiwała głową, pochylona do Camille, patrząc w stronę Akiro, który najwyraźniej doskonale się bawił w towarzystwie swoich koleszków. Alpha, która już uprzedni była w nie najlepszym humorze, teraz wręcz emanowała morderczą aurą. Wyprostowała się, a jej oko zalśniło złotem. Pewnym krokiem ruszyła w stronę Akiro, a dzieci ze śmiechem umykały spod jej nóg. Nie zwracała na nie uwagi. Wszak nie uczciwym by było, by oberwały za winy kogoś innego, skoro ten ktoś stoi tuż przed nimi. Stanęła tuż za chłopakiem. - Akiro, nie pozwoliłam ci odejść - oznajmiła władczo, a chłopak odwrócił się do niej.
- Mówiłem ci Argo, że muszę coś sprawdzić - powtórzył już mniej pewnie, patrząc w oko Alphy.
  Ta chwyciła go za kołnierz i przyciągnęła do siebie tak blisko, że jego nos niemalże nie dotykał jej nosa. Grzywka kobiety zbiła się nieco w strąki i spomiędzy pasem włosów widać było pusty oczodół, w którym lśniło delikatne, złote światło.
- Niczego nie sprawdzasz - warknęła. - Odstaw. Nas. Natychmiast. Na. Ainelysnart.
  Chłopak odwrócił wzrok na tyle, na ile się dało.
- Problem polega na tym, że nie mogę - oznajmił.
- Że co proszę? - przeszywające oko wadery pozostawały nieruchomo wbite w chłopaka.
- Nie mogę - powtórzył. - Dlatego chciałem spotkać się z królem. On jako jedyny może to zrobić.
  Kobieta jeszcze przez chwilę wpatrywała się w twarz Akiro, po czym puściła jego kołnierz i poprawiła grzywkę. Jej oko wróciło do swojego zwykłego, czerwonego koloru
- W takim razie na co czekasz? Idziemy - oznajmiła wyniośle. - Nie chcę marnować w tym podrzędnym świecie ani chwili dłużej.
  Czarnowłosa nie miała pojęcia, gdzie się znalazła, jednak jeśli był to świat równoległy... już z jednego udało jej się wyrwać. Nie zamierzała narażać swojej odzyskanej przyszłości na konflikt z kolejną sobą. Doświadczenie podpowiadało jej, że nigdy nie jest się najsilniejszą wersją samego siebie. Dodatkowo straciła sporo czasu, który miejscowa Argona mogła wykorzystać na ćwiczenia i naukę. No i teren był dla niej zupełnie obcy.
(Akiro?)

8 maja 2019

Od Somniatisa i Argony cd. Akiro

    Czarna Wołga niemal bezgłośnie jechała niemal pustymi ulicami Areny Pierwszej. Argona siedziała z przodu, a Akiro wraz z Somniatisem i mężczyzną w czarnym, eleganckim garniturze zostali wepchnięci do tyłu. Nieznajomy wyglądał profesjonalnie, jakby podobne sytuacje były dla niego codziennością (co w sumie mogło być bliskie prawdy). Akiro wyglądał na beztroskiego i mimo spiętych dłoni znalazł wygodna pozycję i wyglądał, jakby słuchał muzyki, której nikt poza nim nie mógł usłyszeć. Zaś Somniatis starał się nie bawić nerwowo palcami. Jego przyjaciel prosił, by mu zaufał, nie powinien się tak denerwować, skoro ten najwyraźniej miał jakiś plan, jednak nie mógł pozbyć się myśli o publicznej egzekucji. Było to dość absurdalne, bo z tego co wiedział Wataha nie stosowała czegoś takiego... niemniej niepokoił się. Dobrze pamiętam, gdy podczas paranoi, jaka ogarnęła część podziemia artystycznego jeden z jego przyjaciół został zamordowany w kanałach i przyozdobiony symbolem wilka. Nawet najbardziej łagodna i pacyfistyczna organizacja zrobiła coś takiego. A Argona nigdy nie była łagodna i pacyfistyczna. No i Pectis. Pectis służyło Leniniewskiemu. Załatwiało za niego wszystkie jego ciemne interesy. Mogą nie uwierzyć w to, że on żyje. Mogą nie uwierzyć nawet jego mocy. Przecież jaką mają gwarancję?
  Drzwi otworzyły się ze szczękiem, wytrącając Somniatisa z równowagi. Mężczyzna spojrzał nieprzytomnym wzrokiem na szofera, po czym szybko odpiął pasy i wysiadł. Zaraz za nim z pojazdu wydostał się Akiro. Przeciągnął i rozejrzał beztrosko.
- Myślałam, że pojedziemy gdzieś dalej - skomentował, gdy jadący z nimi już wcześniej prawnik wskazał im drzwi do pobliskiej kamienicy.
 Słowa chłopaka pozostały bez komentarza i cała grupa weszła do wnętrza budynku. Było ono urządzone w sposób nowoczesny, dominowały w nim czernie i biele oraz ostre, proste krawędzie i bryły. Minęli recepcję, w której młodziutka dziewczyna rzuciła im przelotne spojrzenie, po czym wróciła do rytmicznego wybijania znaków na klawiaturze.
  Weszli po schodach i skierowali się do niepozornych, czarnych drzwi. Tabliczka na nich głosiła: pokój 101. Somniatis poczuł nieprzyjemne uczucie. Kojarzył ten numer z jakiejś książki, nie mógł sobie jednak dokładnie przypomnieć z jakiej.
  Drzwi zostały pchnięte i znaleźli się w niewielkim, obłożonym materiałem tłumiącym dźwięki pomieszczeniu, na którego środku stał stolik i trzy krzesła. Przy jednym z nich stała już wysoka, ładna dziewczyna, ubrana w elegancką marynarkę i spodnie. Miała czarne włosy i pełne usta. Argona skierowała się od razu do niej z ponurym wyrazem twarzy.
- Wygrałam - powiedziała, ściskając kobiecie dłoń, po czym odwracając się tak, by stać bokiem do dziewczyny i przodem do pozostałych. - To jest Akiro Ori. I jest odpowiedzialny za upadek Wieży.
- Czyli jednak zrobił to członek Watahy? - Camille spojrzała z przekornym uśmiechem na Alphę.
- Nie zrobił tego jako członek Watahy - ucięła kobieta i dała znać Akiro, żeby usiadł. - Powiedziałabym, że pracował raczej jako twój człowiek.
- Jak to? - Camille zmarszczyła brwi.
- Przekonaj się. - Argona odsunęła jej krzesło i wskazała, żeby usiadła, a sama z założonymi rękami stanęła za jej krzesłem.
  Prawnik, który ich tutaj przyprowadził opuścił pomieszczenie, a Somniatis stał, rozglądając się na boki i nie wiedząc co z sobą zrobić. Wreszcie podszedł do Akiro i stanął za przyjacielem.
- Nie będziesz nam potrzebny, Somniatisie - oznajmiła Alpha. - Zaczekaj na zewnątrz.
(Akiro?)

30 kwietnia 2019

Od Argony i Somniatisa cd. Akiro

    Jej oczy wwiercały się w mężczyznę, powodując u niego nieprzyjemne ciarki na plecach. Somniatis zawsze czuł się niepewnie w jej obecności, gdy znajdowała się w tym stanie. Nie wyglądała tak jak zwykle. Jego prawdziwie widzące oko pokazywało mu istotę znacznie szkaradniejszą i bardziej... pustą. Jakby w miejscu kobiety pojawiał się demon, którego obecność normalnie była blokowana przez moc jej samej.
- Somniatisie - powiedziała powoli, jakby ważąc swoje słowa - jeśli próbujesz mnie...
- Argono. - Czarnowłosy przerwał jej stanowczo. - Powinnaś już wiedzieć, że brzydzę się kłamstwem. Nigdy bym tego nie zrobił.
  Zapadła cisza. Czarnowłosy opanował odruch przygryzienia wargi. Mogłaby to uznać za objaw złych intencji.
- Wiem. - Dziewczyna westchnęła, a mrok w pomieszczeni zafalował i nieprzenikniona dotąd ciemność odeszła, odsłaniając drewniany pokład ładowni kutra rybackiego. Argona odwróciła się tak, że teraz stała bokiem zarówno do Akiro, jak i Somniatisa. Zwróciła się z kolei do swojego więźnia: - Dlaczego nie chciałeś powiedzieć mi tego od razu?
- I tak uznałabyś, że kłamię - zauważył chłopak. A Alpha w duchu przytaknęła jego słowom, nie dając jednak po sobie nic poznać.
- Skoro wiesz co chciałaś, uwolnij go - poprosił łagodnie czarnowłosy. - Argono, nie możemy walczyć ze sobą teraz, gdy jest nas tak mało.
- Somniatisie Tenebris. - Czerwone oczy zwróciły się ponownie na mężczyznę. - Właśnie dlatego, że jest nas tak mało nie mogę pozwolić, by członkowie Watahy działali na szkodę naszej społeczności.
- Akiro nie działał na naszą szkodę - zaprotestował Somniatis. - Upadek Wieży miał też pozytywne konsekwencje.
- Jak na przykład? - Dziewczyna założyła ręce na piersi, a mężczyzna zająknął się. Rzucił przelotne spojrzenie na więźnia. Była w nim troska i zdenerwowanie.
- Leniniewski mógł zniknąć. Widocznie... tego potrzebował.
- Zniknął kosztem nas wszystkich. Nie wydaje mi się to żadnym pozytywem.
- Rozmawiałem z nim Argono - upierał się Atis, chwytając się tego argumentu, jak tonący brzytwy. - Sądzę... że gdyby nie odszedł w końcu stałoby się coś strasznego. Akiro działał dla dobra nas wszystkich. Wziął ten ciężar tylko na siebie, nie chcąc narażać innych członków Watahy. Sam wyruszył, by wspomóc naszego sojusznika. Argono, zamieszanie przy Wieży... być może wcale nie było czymś tak złym? Może my też potrzebowaliśmy tego?
- Zaczynasz mówić od rzeczy. - Alpha skrzywiła się, po czym westchnęła. Sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej nóż. Trzymając go w dłoni odwróciła się do Akiro. Somniatisowi zastygła krew w żyłach. Jak sparaliżowany obserwował kobietę, unoszącą dłoń. Coś w jego umyśle zaskoczyło i niemal bez udziału mózgu jego ciało ruszyło do przodu.
  Jednak nie był tak wolny jak lecące ostrze... które wbiło się w deski, koło kolan Akiro.
- Zmień jego więzy na jakieś kajdanki. - Argona zwróciła się do Somniatisa beznamiętnym, zimnym tonem, patrząc jednak nie na niego, a na klęczącego Akiro. - Możesz też tu zostać, jeśli chcesz.  Możesz też w każdej chwili wyjść, jeśli tak zadecydujesz. Jednak do dnia sądu Akiro nie ma prawa opuścić tego pomieszczenia pod groźbą śmierci. Zrozumiałeś?
- Tak Alpho. - W głosie czarnowłosego była pewna gorycz. Sposób, w jaki postępowała kobieta zaczynał go coraz bardziej przerażać. Zmieniła się i coś w tej zmianie mroziło mu krew w żyłach. Minęła go powoli. jej włosy lekko falowały na wietrze. Wyszła, przymykając za sobą drzwi.
  Cichy dźwięk zamka był dla Atisa jak hasło. Szybko podszedł do przyjaciela i nożem zostawionym przez dziewczynę przeciął jego więzy. Puściły zadziwiająco szybko, jak na coś, co pozostawiło tyle ran na ciele.
- Akiro, przepraszam. - Zegarmist ostrożnie wziął się do opatrywania zadrapań wytworzonymi naprędce bandażami, starając się nie patrzeć chłopakowi w twarz. - Przepraszam, że tyle mi to zajęło i że nie byłem w stanie ci pomóc. Przepraszam, że tak zareagowałem, gdy mi powiedziałeś. Czasem... czasem nie wiem, co powinienem myśleć. Nie chciałem cię zranić. A tym bardziej nie chciałem, by do tego doszło. Czy mi wybaczysz?
(Akiro?)

14 kwietnia 2019

Od Argony i Somniatisa cd. Akiro

    Mężczyzna przystanął zdyszany na kei. Z trudem łapiąc oddech zwrócił się do Mewy, a jego dłonie zaczęły żywo gestykulować w rytm słów.
- Muszę złapać Argonę z Akiro, bo ona chce go sądzić, ale on jest moim przyjacielem i muszę być przy nim w tej sytuacji i dlatego chcę ich dogonić i  muszę to zrobić teraz, a pewnie uciekli morzem, bo niebezpiecznie jest gdzie indziej, a tu nie ma za bardzo odpowiednich miejsc i... - Somniatisowi ledwie udawało się składać ze sobą słowa tak, by były zrozumiałe dla rozmówcy. Przerwał mu z uśmiechem czując, że i tak nie dowie się zbyt wiele od Zegarmistrza.
- Wskakuj.
  Atisowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Przeskoczył prze burtę i znalazł się na niewielkim kutrze. Jego towarzysz też zaraz odmotał cumę i rzucił ją zaskoczonemu mężczyźnie, po czym poszedł włączyć silnik. Chwilę później płynęli powoli po wodach przybrzeżnych wyspy.
- A teraz weź głęboki oddech. Dokąd popłynęli? - zapytał Mewa, przechodząc od razu do konkretów. Somniatis zakłopotał się. Był pewien, że płyną, jednak nie był pewien którędy. Opcji było wiele, jednak w tej sytuacji najpewniej...
- Wydaje mi się, że ruszyli w dół rzeki Styks. Argona dużo ostatnio mówiła o równości. Sądzę, że będzie chciała zasięgnąć opinii członków Watahy co należy zrobić z Akiro. Być może... - czarnowłosy zawahała się - chce zorganizować sąd.
- To by nie było głupie - Mewa pokiwał głową. - Jeśli dobrze połączyłem wątki, chodzi o upadek Wieży, tak?
  Somniatis pokiwał głową. Chłopak pokiwał głową i skręcił lekko ster, a Salamandra zaczęła powoli zmieniać kurs.
- Co robisz? - Czarnowłosy zaniepokoił się, jednak Mewa uspokoił go gestem.
- Jeśli o to chodzi, Argona będzie chciała postawić Akiro przed sądem Pectisu. W końcu są od tego specjalistami. No i Leniniewski był ich przywódcą. Jeśli dostaną winnego katastrofy nie powinni gniewać się dłużej na Watahę.
  Słowa chłopaka wydały się Zegarmistrzowi wielce prawdopodobne, aż zaczął się zastanawiać, skąd ten niepozorny dzieciak tak dużo wie. Zawsze uważał, że Mewa jest tylko żeglarzem, którego nie interesują sprawy nie związane z przypływami i odpływami, z prądami oraz połowami. A zaskakująco dobrze orientował się w sytuacji.
- Może się czegoś napijesz - z niewielkiego barku, tuż pod kołem sterowym, Mewa wyciągnął butelkę rumu. Somniatis spojrzał na niego z zaskoczeniem i przyganą.
- Dni na morzu potrafią być bardzo długie, trzeba sobie jakoś umilać czas - chłopak uśmiechnął się promiennie.

[...]Alpha przycisnęła jego twarz mocniej do podłoża, jednak chłopak nie odpowiadał. Zmrużyła oczy i cofnęła się, zakładając dłonie na pierś. W ten sposób nic z niego nie wydusi, nie mogło być o tym mowy. Przyklękła przed próbującym zebrać się z ziemi Akiro i uniosła jego głowę na wysokość swojej głowy. Jej oczy rozjarzyły się na złoto, a twarz chłopaka zaczęła stopniowo zmieniać swój wyraz, coraz bardziej blednąc.
- Jeszcze raz zapytam - głos Argony był ledwie słyszalny, jednak w zalegającej ciszy był doskonale zrozumiały - Kto. Ci. To. Zlecił.
  Lodowate spojrzenie kobiety wbiło się w chłopaka z jeszcze większą mocą, aż ten zaczął zwijać się z bólu, choć fizycznie nie było mu zadawane żadne cierpienie. 
(Akiro? Jeszcze chwilę wytrzymaj! Somniatis leci z odsieczą~)

2 kwietnia 2019

Od Somniatisa i Argony cd. Akiro

    Mężczyzna poczuł, że ucisk na jego klatce piersiowej słabnie i może się poruszać, gdy Alpha wraz z Akiro zniknęli mu z oczu. Był w jeszcze większej emocjonalnej rozsypce, niż przed chwilą. Oparł się o ścianę, opierając dłoń na rozpalonym od emocji czole i parsknął chrapliwym, przerywanym śmiechem. Z jego oczu ciekły niepowstrzymane łzy. Co wtedy myślał? Prawdopodobnie nic. Ocuciła go dopiero zimna bryza znad morza, gdy słońce schowało się za horyzontem. Jego oczy były opuchnięte, a mankiety przemoczone. Zawinął je i wyciągnął chustkę z kieszeni. Przetarł nią twarz. Miał nadzieję, że nikt go nie widział ani nie zobaczy przez najbliższą chwilę. Musiał wyglądać koszmarnie.
  Za to czuł się lepiej. Ostatnio miał ciężki okres. ZUPA, siedząca mu na ogonie, zaginięcie Tiffany,  problemy ze SJEW-em, zawalenie Wieży, przymusowe przesłuchania, wyznanie Akiro, a potem to. Argona potraktowała chłopaka, jakby był nic nie wartym śmieciem, a przecież Somniatis wiedział, że mimo iż zachowanie Akiro czasem wydaje się podejrzane i nie do końca przemyślane, to jednak jest godnym zaufania przyjacielem. W końcu... ostatecznie się przyznał.
  Czarnowłosy odepchnął się od budynku i chwiejnym krokiem, wyczerpanych od stania nóg ruszył do warsztatu. Idąc zastanawiał się, dokąd Alpha mogła zabrać swego jeńca. Mówiła o sądzie, więc pewnie będzie chciał go gdzieś przetrzymać przez jakiś czas. Jednak wszystkie bezpieczne kryjówki długo bezpiecznymi nie pozostawały. Przemieszczać się z nim? Nie, to nie brzmiało jak dobry pomysł. Musiała znaleźć coś... stosunkowo blisko. W końcu w porcie nikt nie jest w stanie kontrolować wszystkiego. Statki przypływają... odpływają. Statki! Somniatis prawie zachłysnął się ze szczęścia. Był przekonany, że Argona wypłynie z chłopakiem na morze. Ten sposób gwarantował mobilność, mogła też zasięgnąć opinii członków Watahy.
  Mężczyzna przyśpieszył. Mewa. Musi złapać Mewę. Na Salamandrze zdołają ją dogonić. Musi być przy Akiro w tej trudnej chwili. Musi go wesprzeć, nie ważne jak głupio postąpił. W końcu byli przyjaciółmi, tak?

[...]Czarnowłosa stanęła nad klęczącym chłopakiem. W mroku tego pomieszczenia jej złote oko lśniło niczym odłamek słońca. W jej postawie było coś dziwnego, coś trudnego do uchwycenia, co jednak nie pasowało do sylwetki Alphy. Pochyliła się i chwyciła podbródek Akiro lewą dłonią, unosząc go do góry. Żyłki mocniej wbiły się w skórę chłopaka, tworząc na niej krwawe pręgi. Trudno było stwierdzić, jaki wyraz miała twarz Argony, jednak klęczący mógłby przysiąc, że się uśmiechała. Jej twarz pochyliła się w kierunku ucha jasnowłosego.
- Już tak dawno chciał cię schwytać - powiedziała nawiedzonym szeptem kobieta, po czym powoli wycofała się, a jej dłoń wycofała się powoli, opuszczając chłopaka na ziemię. Jej oko przybrało swój zwyczajny kolor, a ręce zaplotły się na piersi. - Dlaczego? Po co wysadziłeś Wieżę? - zapytała krótko, zimnym, monotonnym tonem osoby, której odpowiedź wcale nie interesuje.
(Akiro?)

30 września 2018

Od Argony cd. Calii

    Obie kobiety zostały wprowadzone do nowocześnie urządzonego mieszkania, które mimo typowych dla współczesnej architektury zimnych kolorów i pustych powierzchni miało w sobie coś... swojskiego i domowego. A może to ten zapach starego metalu, świeżego papieru i tuszu?
- Proszę, tędy. - Dziennikarz wprowadził dziewczyny do sporych rozmiarów salonu, w który dominującym elementem kompozycji było palenisko, zamknięte w szklanym akwarium. Ogień lizał jego szyby, jakby chciał wydostać się na zewnątrz. Cała trójka usiadła przy niewielkim, trochę za niskim jak na gust Argony, stoliku na trochę przy twardych, skórzanych pufach.
- Imponujące - zauważyła Calia, przyglądając się palenisku. Dziennikarzowi zaświeciły się oczy. To był celny strzał.
- Zawsze, gdy na niego patrzę przypomina mi się sprawa podpalenia z września 2023, w którym w monumentalnym pożarze zginęły 23 osoby. To było moje pierwsze większe zlecenie. Miałem wtedy... - Argona przestała słuchać dziennikarza, przenosząc swoją uwagę na gosposię, która właśnie weszła do salonu, niosąc tacę z Herbatą.
  Gdy gorący płyn został rozlany do filiżanek, a dziennikarz skończył wreszcie swoją opowieść o podpaleniu Calia zdecydowała się sprowadzić rozmowę, na interesujący obie dziewczyny tor.
- To niesamowita historia, ale sprawą, o którą właściwie chciałam pana dopytać jest morderstwo Admiry Kero, która została...
- Uduszona przez kostium, w którym występowała na planie "Obłudy". Tak, tak, pamiętam tą sprawę. Nie było łatwo przebić się przez tłumy policjantów, zajmujących się tą biedną dziewczyną. - Mężczyzna mówił z przejęciem, nie zdradzającym choćby cienia współczucia dla zmarłej. - Niestety, nie udało mi się sfotografować ciała, jednak moje źródło - to mówiąc puścił oko do Calii - przyniosło mi fotografie kostiumu, po zdjęciu z aktorki. Chciałem je umieścić w artykule, jednak ówczesny wydawca Ainelysnart Voice nie zgodził się, sam zresztą nie wiem dlaczego.
- Ma pan wciąż te zdjęcia? - żywo zainteresowała się Szafir.
- Oczywiście! - dziennikarz uśmiechnął się promiennie. - Chciałaby je pani zobaczyć?
- Nawet więcej, bardzo chętnie umieściłabym je w mojej książce. Oczywiście z adnotacją, że pan jest ich autorem - zaznaczyła.
- Proszę chwilę zaczekać - mężczyzna wstał. - Powinienem je mieć w moich dokumentach... ale chwilę mi zajmie ich poszukiwanie.
- Nic nie szkodzi. Dla takiej perełki warto czekać - odpowiedziała Calia, której przesadnie pogodny nastrój zaczynał już nieco męczyć Argonę.
  Dziennikarz wyszedł z pokoju w tym samym momencie, w który gosposia przyniosła ciastka. Alpha spojrzała na nie nieufnie, jednak Szafir poczęstowała się jednym z wyrazem zadowolenia na twarzy.
- Widzisz? Przyjście tutaj było dobrym pomysłem - zauważyła, gdy obsługująca ich kobieta zniknęła za drzwiami salonu. - A wydawałaś się tak sceptyczna, odnośnie przesłuchiwania tego człowieka.
- "Obłuda"... - Alpha zupełnie zignorowała wypowiedź towarzyszki. - Tylko mi się wydaje, czy to miał być film o iluzjonistach? Wydaje mi się, że gdzieś widziałam trailer.
- Wydaje mi się, że miał opowiadać o losach artystów pod rządami Leniniewskiego, tajnych warsztatach sztuki i niebezpieczeństwach, które czekały członków podziemia na każdym kroku. To całkiem modny temat ostatnio - zauważyła Calia.
- No proszę, interesujesz się kinematografią? Nie spodziewałabym się tego po tobie.
- Interesuję się wszystkim, co może mi się przydać w pracy zawodowej.
  Coś cicho plasnęło, odwracając uwagę Argony od kontynuowania tej tyrady nienawiści.
- Poczekaj tu chwilę - mruknęła wstając i kierując się do drzwi, przez które jakiś czas temu wyszedł dziennikarz.
- Przypominam ci, że już dla ciebie nie pracuję. - Szafir też wstała. - Poza tym nie kulturalnie jest szwendać się po czyimś domu bez zgody właściciela.
  Alpha wyszła na korytarz. W jej nozdrza uderzył metaliczny zapach, którego, mogłaby przysiąc, nie czuła tutaj wcześniej. Skierowała się do jego źródła, po schodach, na górne piętro, do ostatniego pomieszczenia po prawej. Pchnęła delikatnie drzwi a jej oczom ukazało się prawdziwe pobojowisko, na środku którego w ciszy leżał dziennikarz. Czerwona kałuża, w której leżał powoli rozlewała się na boki.
- Nie stój w przejściu - zakomenderowała Calia, wpychając się do pokoju. - To nie wygląda za dobrze.
- W istocie... - Argona podeszła do zwłok i uklękła przy trupie. Miała nadzieję znaleźć słynną nalepkę pandy, jednak ku swojemu zdziwieniu nigdzie takiej nie widziała.
(Calia?)

16 września 2018

Morderczy sojusz - Argona i Camille

    Legenda
Camille
Argona

Hurdurbumhukbrzrzrzrzrz... długopis Argony zaczął kreślić bliżej nieokreślone fale na kartce, aż nie wypadł poza jej krawędź, marząc po moraczu dziewczyny. Alpha uniosła wzrok, by się rozejrzeć po, jak dotąd pustym, placu zabaw. Huśtawka cicho skrzeczała na wietrze, a ciemne chmury, wiszące nad pobliskimi blokami doskonale odzwierciedlały nastrój dziewczyny. Argona już chciała wrócić do swoich zapisków i może nieco je przeredagować, gdy ujrzała z oddali powoli zbliżającą się postać.
Zmierzająca ku niej osóbka, mięła z niekrytą wściekłością najnowszy numer "Ainelysnart voice". Ledwie powstrzymywała się od tego, żeby podbiec do Alphy i spuścić jej niekontrolowany łomot. Szła jednak względnie spokojnie i tylko jej oczy miotały pioruny. Gdy podeszła bliżej Argony, przypominała do złudzenia burzową chmurę. Camille Belcourt podstawiła jej pod nos zmiętą kartkę.
- Co to ma być? - zapytała ze zmrużonymi oczami.
- Też chciałabym wiedzieć - mruknęła dziewczyna, zamykając notes i chowając go do kieszeni spodni. Powoli wstała, odpychając z niesmakiem stronę z gazety, wcale nie dorównując przez to wzrostem swojej rozmówczyni. - Coś słabo pilnujesz tego swojego premiera.
- Skłaniam się bardziej ku stwierdzeniu, że to TY źle pilnujesz swoich podwładnych - zauważyła zarumieniona z gniewu czarnowłosa.  Zmięła gazetę i wrzuciła ją do kosza znajdującego się obok ławeczki - Mam nadzieję, że zamierzasz coś z tym zrobić.
- Skąd podejrzenie, że to moi ludzie? - spytała Argona, spoglądając zimno na Camille. - Nie mów mi, że wierzysz we wszystko, co piszą w brukowcach takich jak ten.
- Nie, nie wierzę. - odparła Camille. - Jednakże SJEW, Menthis i ZUPA odpadają. Pectis również. Noctis jest bezstronny. Etisowi by się nie chciało urządzać takiej farsy. Zgadnij, co zostaje?
- To oczywiste, że Wataha pierwsza przychodzi do głowy przy takim obrocie spraw. Co oznacza, że tylko skończony idiota zrobiłby to, będąc jej częścią. SJEW mógłby zrobić coś podobnego, żeby zrzucić winę na nas i ugruntować swoją pozycję, Menthis, a właściwie Nico, ma do nas pretensje o pewne sprawy, ZUPA nie jest taka czysta, za jaką ją uważasz, a Noctisowi ktoś mógł za to zapłacić. Tylko w jednym mogę się z tobą zgodzić, to nie był Etis.
- Czyli twierdzisz, że to nie był nikt od ciebie? - spojrzała na Alphę z uniesioną brwią - Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że nie ma u was żadnych idiotów.
Argona chciała zaprzeczyć, jednak po tych słowach ktoś przyszedł jej do głowy, więc powiedziała tylko:
- Twierdzę, że to mógł być ktokolwiek, niekoniecznie powiązany z wilkami. - powiedziała cicho i zjadliwie. - Chciałam zauważyć, że wogle nie wzięłaś pod uwagę wolnych strzelców. A to, że nie należą do żadnego z wielkich stronnictw nie oznacza, że nie posiadają żadnej siły.
Camille, której choleryczna złość zaczęła się powoli ulatniać, musiała przyznać rację Argonie. Przynajmniej troszkę.
- Odpowiedz tylko tak lub nie - postanowiła nie ustępować - Czy to któryś z członków watahy? Tylko to chcę usłyszeć - powiedziała, patrząc lodowato spokojnej Argonie w twarz, próbując doszukać się w niej jakichkolwiek oznak fałszu.
- Nie - powiedziała Alpha zdecydowanie po czym dodała złowrogo: - A nawet jeśli, to mogę ci zagwarantować, że to była ostatnia rzecz, jaką zepsuł w swoim nędznym życiu.
Camille nie była pewna, czy Argona naprawdę wierzy w to, że to nikt od niej, czy może naprawdę tak jest. Mimo wszystko uśmiechnęła się - To chciałam usłyszeć. Jeśli pozwolisz, również zamierzam prowadzić śledztwo w tej sprawie. Bezpieczeństwo byłego premiera jest moim obowiązkiem i jeśli... GDY dowiem się kto to, wyrwę mu nogi tuż przy szyi.
- To może małe zawody? - zaproponowała Alpha czując, że wypłynęły jakoś z tej rafy koralowej.
- Zawody? W szukaniu mordercy? To brzmi jak naprawdę cudowna zabawa. Może lepiej po prostu znajdźmy obie tego sukinkota i załatwmy go. Jak mówię, mi zależy tylko na znalezieniu premiera. Choć przyznam, że z chęcią zobaczę śmierć tegoż osobnika.
- Tak będzie mniej zabawy, ale jak tam chcesz. - Argona udała obojętność i wyjęła notes z moracza. Przekartkowała go powoli i wyjęła stronę ze środka. Podała ją Camille. - Jeśli będziesz chciała się ze mną skontaktować zwróć się pod adres pod spodem. Powiedz, że zginął ci pies. Zjawię się u ciebie, jak tylko będę mieć chwilę.
Camille ledwie powstrzymała się od mrocznego żartu, że to niedługo Argonie zginie jakiś pies, ale tylko wyjęła z jej dłoni kartkę.
- Cudownie - powiedziała. - Życzę nam owocnej współpracy i pięknej zemsty. - skinęła jej głową.
- I vice versa - mruknęła Alpha i gwałtownie spojrzała w bok. - Czas na mnie. Żegnaj.

12 lipca 2018

Od Argony cd. Calii

    - Gdzie konkretnie - rzuciła zwięźle do słuchawki Argona. W autobusie nie było wiele osób i jej głos niósł się nieprzyjemnie przez cały pojazd sprawiając, że dziewczyna czuła się, jakby wszyscy na nią patrzyli, a co więcej - ją podsłuchiwali.
- Druga, koło Evening cross. - I rozłączyła się, nim Alpha zdążyła zapytać o cokolwiek więcej.
  Z cichym sykiem autobus się zatrzymał, a czarnowłosa wyskoczyła z niego na chodnik. Potrzebowała chwili, by zorientować się, gdzie właściwie ją wyrzuciło. Skrzywiła się, gdy doszło do niej, jak daleko od wspomnianej przez Szafir lokacji się znajduje. Nie zastanawiając się dłużej weszła za róg jednej z bocznych ulic i przemieniła się w wilka. Odkąd pojawili się ludzie już chyba zdążyła z tysiąc razy podziękować wszystkim bogom za to, że nie obdarzyli jej rogami, skrzydłami czy dodatkowymi ogonami, które sprawiały, że wiele wilków nigdy nie mogłoby uchodzić za zwyczajne psy. Biegnąć w ciszy i zapadającym półmroku dla przeciętnego przechodnia musiała wyglądać jak pies - włóczęga, do którego lepiej się nie zbliżać. Z wprawą wykorzystała ten atut, by przedostać się przez Arenę Pierwszą, klucząc rzadziej uczęszczanymi przez ludzi ulicami. Schody zaczęły się przy Drugiej, gdzie niestety bezpańskie psy były nieczęstym widokiem.
  Już pieszo przebyła resztę drogi, starając się jednocześnie wyglądać naturalnie i nie rzucać w oczy. Wreszcie dotarła do wyznaczonego przez Calię skrzyżowania i przystanęła w cieniu latarni. Nie musiała czekać długo. Z otaczającego ją światła wychynęła złotowłosa postać i pociągnęła ją poza obręb blasku.
- Byłaś niewidzialna jak skała, wiesz? - powiedziała zgryźliwie Szafir, obrzucając niechętnym spojrzeniem Argonę.
- Nie chciałam umknąć twojej uwadze - stwierdziła beznamiętnie Alpha, wzruszając ramionami. - Co masz?
- Kostiumolog-morderca. Jego kostium udusił aktorkę. - Streściła w kilku słowach ogół sytuacji Calia, jednocześnie wolnym, spacerowym krokiem prowadząc towarzyszkę w kierunku jednej ze stojących przy skrzyżowaniu willi.
- Brzmi znajomo. - Zamyśliła się na chwilę czarnowłosa. - Chociaż myślałam, że to były sprężynowe zatrzaski...
- Ona miała nalepkę pandy.
  Alpha zmarszczyła brwi.
- I mówisz, że kiedy to się wydarzyło? - Serce zabiło jej żywiej. Skąd nalepka pandy wzięła się w dłoni tamtej aktorki. Została zabita teraz? Mają właściwie do czynienia z zabójstwem człowieka? To wszystko, czy to dopiero początek?
- 23 czerwca. Jakoś miesiąc temu. Zresztą sama zaraz wszystko usłyszysz.
- Myślisz, że dziennikarz będzie wiedział coś więcej na temat tej sprawy?
- Warto go przesłuchać. - Calia wzruszyła ramionami. - Tylko tym razem trzymaj swój temperament w kieszeni, a pistolet w kaburze. Nie pójdę do więzienia tylko dlatego, że szanowna Alpha ma swoje humorki.
- Spójrz na to inaczej. Przy mnie wychodzisz na dobrego glinę - zauważyła dziewczyna, jednocześnie wiedząc, że w tej dzielnicy nie pozwoliłaby sobie na tak nieostrożne zachowanie, jak na Arenie Pierwszej. Tu było zbyt... zacisznie i bezpiecznie.
(Calia?)

21 czerwca 2018

Od Argony cd. Calii

    To prawda, trochę ją podniosło, jednak po pościgu, nagłym przypływie adrenaliny i emocji wszystko gwałtownie opadło, pozostawiając po sobie tonę zmęczenia, które gromadziło się już od dłuższego czasu we wszystkich zakamarkach jej ciała i uniemożliwiając zachowanie swojej naturalnej postawy silnej Alphy. W dusznej knajpie, zlana potem i rozgrzana biegiem kompletnie wróciła do swojej dawnej postawy opętanego szaleńca. Dopiero zimne powietrze na zewnątrz nieco przywróciło jej zdolność do logicznego myślenia. Najchętniej przystanęłaby i odetchnęła chwilę, jednak tryb życia, jaki obecnie prowadziła jej na to nie pozwalał. Musiała się ruszać.
  Szybkim, zamaszystym krokiem opuszczała okolice knajpy, w której pracowała Szafir i przemieszczała się w stronę Areny 4. Przekazała informację Calii, zrzucając ten obowiązek na dziewczynę. Wcześniej, podczas ucieczki, jakby nie było lepszego momentu, dostała telefon od Narcyzy, która oznajmiła po prostu, że znaleziono kolejne ciało wilka. W kanałach. W suchym korytarzu. Dokładnie wymalowanym psychodelicznymi wzorami, zapewne wyciągniętymi z jakichś rytuałów murzyńskich, odpędzających złe duchy. Było gorzej, niż wcześniej. Bardziej intensywnie. I legalnie... prawie legalnie. Czarnowłosa musiała teraz zbadać miejsce zbrodni, a przynajmniej je zobaczyć. I obmyślić jakąś ofensywę. Zacisnęła zęby z tłumionej złości. To nie były zwykłe działania SJEW-u. Działania SJEW-u były prawnie uzasadnione i logiczne. To, co robiło Feldgrał było po prostu nieludzkie. Gdyby reszta ZUPA'y się dowiedziała... Problem w tym, że nie ma dowodów. Mogą się tego wypierać i twierdzić, że sami chcą z tym walczyć. Zresztą jako posiadacz genu nie mogła się z nimi zadawać, bo by ją wydali władzom. Musiała znaleźć inny sposób na walkę z tą plagą. Jej myśli stawały się mroczne i początkowe pacyfistyczne nastawienie względem ludzi stawało się coraz bardziej buntownicze. Skoro nie mogą nic osiągnąć próbując się zasymilować, może trzeba wrócić do rozlewu krwi?
  Autobus zajęłam na przystanek, wyrywając dziewczynę z rozmyślań. Jej autobus. Naciągając kaptur na głowę wskoczyła do środka i zajęła miejsce stojące w jego środkowej części, mimo że był praktycznie pusty. Nie lubiła siadać w środkach komunikacji miejskiej. Aż ją skręcało na myśl, że miałaby komuś ustąpić swoje miejsce. Więc stała. Pojazd ruszył z cichym sykiem rozprężonego powietrza, a myśli Alphy wróciły na niepewne i burzliwe tory.
(Calia? A jak twoja sprawa? Zadzwoń słońce :* xd)

7 czerwca 2018

Od Argony cd. Akiro - "Początki bywają trudne... czyli koniec spotkania z przywódcą Watahy."

   - Nie ma opcji, w której zostaję dłużej w tym domu - mruknęła dziewczyna, patrząc na chłopaka spode łba. Nie mogła uwierzyć, że pomimo jej wyraźnego zakazu znowu coś jej wstrzyknął w chwili, w której była unieruchomiona przez paraliż senny i chciała jak najszybciej znaleźć się u Erny, by ta sprawdziła, czy wszystko z organizmem Alphy było w porządku.
- Argono, mógłbym cię wydać SJEW-owi tysiąc razy, ale tego nie zrobiłem. Czemu dalej mi nie ufasz? - Akiro westchnął z rezygnacją.
- Może dlatego, że nie dałeś mi powodu do zaufania i postanowiłeś zignorować mój wyraźny rozkaz. - Dziewczyna była wyraźnie zła i nie kryła tego. Gorączka wyczerpała ją do tego stopnia, że nie miała siły dusić w sobie uśpionych dotąd emocji. - A teraz wybacz, ale idę do Szamanki. A zanim znowu powtórzysz, że to może być niebezpieczne dla mojego życia to przypomnę ci, że jak dotąd radziłam sobie bez twoich bezużytecznych rad.
- Każdy lekarz dla ratowania życia by tak postąpił - zaznaczył chłopak, jednak Argona kręciła głową.
- Po pierwsze lekarz nie doprowadziłby pacjenta do takiego stanu, a po drugie jeśli pacjent się nie zgodzi nie może nic zrobić. Żegnaj.
  Zdecydowanym, nieco chwiejnym krokiem ruszyła do drzwi, które jednak zastąpił jej Baks. Chłopiec spojrzał niepewnie na Akiro, który najwyraźniej pokiwał głową, bo dzieciak stanął pewniej całą postawą swojego ciała sugerując, że nie przepuści dziewczyny.
- Odsuń się! - rozkazała Argona, a jej oczy zalśniły na złoto. Odwróciła głowę do chłopaka i wydała kolejny, zdecydowany rozkaz: - A ty ani drgnij!
  Boni położył uszy po sobie i odsunął się powoli, a Alpha wyminęła się i w dwóch zamaszystych krokach była przy drzwiach. Szczęknęły cicho i zamknęły się za nią z cichym trzaśnięciem.

6 czerwca 2018

Od Argony cd. Akiro

    Argona chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak zrezygnowała. Poziom adrenaliny powoli spadał, a wraz z nim nasilał się ból głowy. Dawno nie czuła się tak beznadziejnie, ale też nigdy nie przyjmowała nic dożylnie. Substancja musiała zostać zidentyfikowana przez jej układ immunologiczny za wroga i teraz w jej ciele rozpętała się prawdziwa wojna.
  Usiadła z powrotem na kanapie, a Akiro na chwilę zniknął, by wrócić ze szmatami i wytrzeć mokrą kałużę. Alpha opadła ciężko na oparcie mebla i zamknęła oczy próbując nie myśleć o tym, jak wysoka musi być gorączka. Nie mogła przecież teraz umrzeć, musiała jakoś to zwalczyć. Tym razem wcale jej to nie bawiło.
  Po nieokreślonym czasie jakaś dłoń wcisnęła dziewczynie na czoło mokrą szmatę. Musiał to być Akiro, bo kto inny, jednak Argona nie miała siły otworzyć oczu. Przycisnęła tylko mocniej materiał do rozpalonej głowy czując, jak zimne krople wody spływają jej po twarzy.
- Na prawdę powinnaś się położyć - usłyszała, jak przez mgłę.
- Tak jest dobrze... - mruknęła słabo czując, że każda zmiana pozycji mogłaby spowodować tylko uderzenie większego bólu. - I co teraz, geniuszu?
  Nie miała nawet dość energii, by zaakcentować to dostatecznie ironicznie, jednak to zdecydowanie nie było odpowiedni moment, by rozwodzić się nad takimi szczegółami.
- Poczekamy do rana - zadecydował odległy głos chłopaka. - Jeśli gorączka nie spadnie, podam ci specyfik, który powinien zneutralizować...
- Żadnych specyfików - warknęła zdecydowanie czarnowłosa, zaciskając dłoń w pięść. - Panu już podziękuję za wszelkie podejrzane chemie. Zabierzesz mnie do Erny. Ona przynajmniej zna się na tym, co robi.
  Dłonie chłopaka zabrały ciepły okład i podały Alphie kolejny - zimny.
- Porozmawiamy rano, jeśli będziesz mieć siły rozmawiać - oznajmił, owijając kolejny opatrunek wokół karku dziewczyny. - Za godzinę przyjdę sprawdzić czy żyjesz.
  Mętne kroki chłopaka oddalały się i wreszcie ucichły, pozostawiając tylko uporczywy ból głowy.
(Akiro?)

5 czerwca 2018

Od Argony cd. Calii

  -  Wydaje mi się... -  zaczęła Argona udając, że przeszukuje kieszenie - że zapomniałam je wziąć z domu mojej przyjaciółki. Cal, a mówiłam ci, że czegoś zapomniałam, tylko nie pamiętałam czego. Może się tam razem przejdziemy po nie?
- Nie wydaje mi się, żeby tam były - najwyraźniej Szafir wciąż była zła za tamto "wystawienie", bo najwyraźniej nie zamierzała w ogóle współpracować. - Jestem pewna, że je brałaś. Zresztą nie mam już czasu wracać. Może i ty nie pracujesz, ale ja jestem już prawie spóźniona. Sprawdź dobrze kieszenie i nie każ panom czekać zbyt długo. Oni też na pewno są bardzo zajęci.
  Calia poklepała po koleżeńsku Alphę po plecach po czym ruszyła szybkom krokiem wymieniając z SJEW-owcami uprzejme pożegnanie. Czarnowłosa dalej udawała, że przeszukuje kieszenie, jednocześnie wyobrażając sobie, co zrobi za to informatorce, gdy już ją dorwie i jak wybrnąć z sytuacji, możliwie nie robiąc zbytnio hałasu. Dzielnica, w której się znajdowała nie należała do takich, w których można bezkarnie rozpocząć burdę. To było jedno z tych miejsc, na których urzędowały mniejsze gangi dzielnicowe, które mogły w każdej chwili rozpętać piekło. Niespodziewanie ręka dziewczyny natrafiła na twardy kartonik i wydobyła go z kieszeni. Ku swojemu zdziwieniu rozpoznała legitymację służbową z wydziałów naukowych SJEW-u. Oczywiście wiedziała, że kiedyś ta druga Argo tam pracowała, jednak nigdy nie znalazła tamtych dokumentów. Nie sądziła, że ta kura domowa mogła trzymać je w kurtce przeznaczonej do pracy w terenie. Młody funkcjonariusz wyciągnął rękę po dokument, widząc że dziewczyna nie kwapi się samej mu go dać. Argona bez słowa podała kartonik młodzikowi i czekała na werdykt.
- Wygląda w porządku... - powiedział, przyglądając się uważnie imieniu i nazwisku.
- Oczywiście - odparła czarnowłosa pewnie, wyciągając dłoń, by odzyskać dokument. - Mogę?
- Proszę.
  Na oczach starszego oficera kartonik wrócił do rąk Argony. Plutonowemu wystarczyło jedno spojrzenie na twarz z fotografii, by nieco pobladnąć. Alpha zorientowała się, że wtedy, prawie dwa lata wcześniej on mógł być szeregowcem. Jako niski rangą mógł też przetrwać czystki, wywołane zmianą władzy. Mógł zatem...
  W jednej chwili SJEW-owiec dobył broni. Dobyła jej również wadera i chwyciła szeregowca, przyciągając do siebie. Młodzik przełknął nerwowo ślinę. Argona spojrzała w oczy starszego i uśmiechając się powoli uniosła pistolet do góry. Wystrzeliła, a w oknach pojawiły się wrogo wyglądające twarze mieszkańców dzielnicy.
  Alpha puściła szeregowca i przemieniła się w wilka. Poleciał za nią jeszcze jeden wystrzał, jednak chybiła. Usłyszała jeszcze jak drzwi otwierają się z hukiem i ktoś krzyczy.
- Kurwa, kto wam pozwolił strzelać na moim podwórku?!
(Calia? Jak tam w pracyb do której mi uciekłaś?;) )

Od Argony cd. Akiro

    Raczej wrażliwą magiczną bestię - stwierdziła Argona w duchu, patrząc na Akiro i jego małego podopiecznego. Więc dzieciak był niezwykle cenny dla tego twardego i nieprzeniknionego chłopaka. Alpha nigdy nie przepadała za młodymi i ten nie budził w niej zbyt pozytywnych emocji. Zastanawiała się, czy Akiro przygarnął go ze względu na jego umiejętności (co sama skłonna byłaby uczynić w ostateczności) czy z dobroci serca.
- Boni, powinieneś pójść się umyć - powiedział chłopak do podopiecznego, gdy ten się nieco uspokoił. - A ja tu posprzątam. Dobrze?
  Dzieciak pokiwał główką i pobiegł do łazienki. Czarnowłosa zdała sobie nagle sprawę, że zaaferowany sytuacją jej nie zauważył, bo nie wyglądał na przestraszonego czy niepewnego, jak za pierwszym spotkaniem. Akiro się podniósł z ziemi i spojrzał na Alphę przelotnie, po czym udał się do kuchni po jakąś szmatę, żeby zetrzeć nią wymiociny. Argona skrzywiła się, gdy chłopak odsłonił przetrawione resztki jedzenia. Ludzkie wydzieliny zawsze budziły w niej niesmak, co jednak nie przeszkodziło jej w dopiciu resztki soku.
  Wreszcie chłopak posprzątał po podopiecznym i przypomniał sobie o swoim gościu.
- Możesz spać na kanapie - powiedział. - Potem przyniosę ci koc z góry. Ale nie wydaje mi się, byś miała mieć problemu z powodu mojego leku. Nie wyglądasz nawet bardziej blado niż na początku.
- To się okaże - mruknęła dziewczyna niechętnie. Jej też wcale nie było na rękę przebywanie w towarzystwie tamtej dwójki. Miała cały czas sporo rzeczy do zrobienia. No i dwa wilki przebywające w jednym miejscu przez dłuższy czas? To nie brzmiało jak dobry plan. Gospodarz wzruszył ramionami i skierował kroki do sypialni.
  Coś cicho zabębniło na podłodze i z łazienki wybiegł mały. Gwałtownie się zatrzymał, gdy zobaczył opartą o kanapę dziewczynę i spojrzał na swojego opiekuna zaniepokojony. Widać było, że marzy, by schować się za nogą Akiro, jednak gdy ten się poruszał to było raczej niemożliwe. Nie chcąc dłużej denerwować dzieciaka, Argona osunęła się na kanapę, siadając do niego plecami. Zamknęła oczy i nasłuchiwała, co mały zrobi.
(Akiro?)