Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od zegarka do prawdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od zegarka do prawdy. Pokaż wszystkie posty

27 sierpnia 2020

Od Akiro cd. Somniatisa do Gabriela

Prowadziłem Somnatisa za rękę, już spokojniej niż wtedy nad morzem. Byłem mu wdzięczny i będę  chciał pomóć z odnalezieniem tamtej dziewczyny.  Wróciliśmy do jego, a chyba nie skłamałbym, jakbym powiedział naszego  sklepu. Trzymałem Somiego widząc, że się mocno zamartwia, gdy dotarliśmy pod sklep, otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. Zamknąłem drzwi, zostawiając zasłony spuszczone.
- Chcesz herbaty? - spytałem, podchodząc do czajnika i nastawiają  wodę.
- Tak. - odparł,  siedząc w fotelu. Boni okrył go kocem, po czym sam wziął inny koc i po przemianie w psiaka położył się pod jego nogami. Słysząc gwizd, podniosłem czajnik i zalałem zioła, z których zrobiła się herbata, a zapach rozlał się po całym pomieszczeniu. Podniosłem kupek i podałem  go Somnatisowi, wcześniej do niego podchodząc.
- Musisz odpocząć przyjacielu. - powiedziałem, gdy chwycił kubek w lekko drżące ręce. Sam wziąwszy swój, napar oparłem się o blat i  napiłem ostrożnie herbaty. - Tak naprawdę obojgu przyda nam się sen. - odparłem, czując, jak świat zaczyna mi lekko wirować. Wypiliśmy napar i postanowiliśmy się przespać. Minęło trochę czasu, w którym poinformowałem Somnatisa, że muszę wyjechać do Egiptu i muszę pozałatwiać sprawy na mieście. Los chciał, że on również miał coś do załatwienia, więc umówiliśmy się pod jedną z piekarni, a następnie się zostaliśmy. Ruszyłem na rynek blizna na twarzy niezwracana jakoś specjalnej uwagi. Nie miałem ochoty jej tym razem uzyskiwać, wszystko toczy się jak przed paroma tygodniami. Wszedłem do jednego z moich byłych ulubionych barów i skierowałem się automatycznie po paru okrążeniach na tyły i wpisałem hasła do drzwi na magazyn, po czym wszedłem do środka, oczywiście po wpisaniu odpowiedniego kodu pojawiał się korytarz prowadzących do odpowiednich drzwi. Szedłem okropnym korytarzem, gdy nagle rozbrzmiał głos.
- Kim pan jest i jak tu się dostał. - Basowy twardy głos Irosa, spowodował, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech, ale szybko go ścigałem.
-Nieważne, mam odebrać T36.
-Umarły cię tu przysłał ten lis. Zawsze zadziwia ludzi. - zaplatał ręce na piersi, ja po trzech sekundach zrobiłem to samo. -No dobrze więc co takiego ci kazał zrobić?
-Nie gadać za dużo i odebrać T36 kamikadze. - Odparłem, beznamiętnie patrząc na owego człowieka.
-No skoro tak plan wygląda. Wszystko będzie gotowe na wpisany czas.-odparł mężczyzna. Po uzgodnieniu wszystkiego wyszedłem i poszedłem kupić mapę i ruszyłem na umówione miejsce.
Zanim się obejrzałem, skakaliśmy ze spadochronem z samolotu, ponieważ temu złomowi wysiadły silniki, po wylądowaniu Somi wysuszył mi głowę.
- Somi spokojnie mówiłem, że to nie moja wina, że się zaczęły jarać silniki. Lepiej już chodźmy. -powiedziałem, idąc z nim przed siebie, a po paru metrach złapała nas burza piaskowa i nic nie było widać. Niestety mój towarzysz musiał usunąć chroniąca nas bańkę, bo jacyś ludzie szli w naszą stronę.
(Gabriel? Somniatis?)

7 lipca 2020

Od Somniatisa cd. Akiro

~ Zawalił Wieżę, nie jest już naszym przyjacielem Somniatisie
Surowa twarz Argony przypominała wykutą z żelaza.
~ Musisz pozwolić mu odejść inaczej zniszczy nas wszystkich. Spójrz na niego, jest potworem.
Obraz potoczył się łagodnie w stronę jaskini, której brzeg podmywany był przez morską wodę, a w której leżało zdeformowane ciało o cechach na wpół wilczych, na wpół demonicznych... być może wężowych? Somniatis podbiegł. Poznawał je, mimo deformacji. Wiedział, był pewien, kto to.
~ Akiro, tak się cieszę... 
Pochylił się, jego dłoń delikatnie powędrowała do ramienia przyjaciela. W głębi klatki piersiowej czuł to nieprzyjemne uczucie, coś jest nie tak. Jaskinia zatonęła w mroku, a postać gwałtownie obróciła się.
~ Nie potrafiszszszsz uratować niiiic.
Wysyczała nieznajoma twarz Akiro, której wężowy język smagnął twarz Somniatisa. 
~ Jedyne co możeszszszsz to ucieeeec. Wsssstawaj! Wssssssssstawaj...
- ...musimy iść. 
  Somniatis niemal uderzył czołem w twarzy przyjaciela, który na szczęście w porę odskoczył. Zamrugał gwałtownie.
- Wybacz Akiro, miałem... zły sen. - Czarnowłosy uśmiechnął się z zakłopotaniem, pocierając lewą skroń. - Nie powinno się spać... Jak tylko wrócimy... - Sposępniał. - Jeśli mamy wogle dokąd wracać...
  Chłopak przyglądał się Zegarmistrzowi z dziwnym wyrazem twarzy, ten jednak tego najwyraźniej nie zauważył, pogrążony w ciężkich myślach. Wreszcie jasnowłosy wyciągnął do towarzysza dłoń, by pomóc mu wstać i stanowczo wyprowadzić przed jaskinię. 
- Nie zamartwiaj się zbytnio. Mam plan. - Uśmiechnął się pod nosem.
- Nie, żebym w ciebie nie wierzył... jednak może być naprawdę ciężko. Teraz gdy polują na nas obie strony.
- Nie tak zaprojektowałeś warsztat, by łatwo było się ukrywać? - Chłopak dał znać Boniemu, że ruszają. 
- Niby tak, ale Argona będzie w stanie prześledzić sygnatury magiczne. No i na pewno będzie w stanie dotrzeć do Mewy i reszty. Będzie wiedziała, gdzie byliśmy, a potem ruszy za zapachem. Choć nad morzem trudno go wyśledzić... - Zmartwiona twarz Somniatisa wydawała się zupełnie oderwana od rzeczywistości. Mężczyzna zupełnie zdał się na prowadzącą go rękę Akiro.
(Akiro? To dokąd idziemy?)

Od Argony cd. Camille - "Zegarek, prawda i konsekwencje"

- Pani Belcourt, z całym szacunkiem - Argona zaakcentowała stanowczo nazwisko kobiety - mimo że osoba Akiro strasznie mnie irytuje nie uważam, by warto było poświęcać zbytniej uwagi temu pionkowi. Proszę, usiądź. - Alpha wskazała przybyszce krzesło. - Zrobił co miał zrobić. Nie powtórzy tego wyczynu. Grupa, którą do tego zwerbował została rozbita i wątpię, by łatwo mu przyszło zwerbować nowych. Wydaje mi się, że przez jakiś czas - kobieta uśmiechnęła się, odsłaniając drapieżnie kły - nie będzie miał najlepszej opinii w półświatku. Ja wymierzyłam mu karę, którą uznałam za stosowną. - Kobieta spojrzała prosto w jasne oczy przywódczyni mafii Pectis. - Niesprawiedliwym byłoby, gdybym teraz zdecydowała wydać na niego wyrok śmierci. Być może dla prawników sprawiedliwość nie ma znaczenia, jednak dla mnie jest kluczowa. Ale jeśli tego pragniesz, Akiro nie jest pod opieką Watahy. Wynajmij zabójców, zapłać gangowi Noctis. Ja z mojego stanowiska nie mam prawa go ścigać, nawet jeśli przeżył egzekucję. 
- Nie mówię od razu o wyroku śmierci. - Wciąż wyraźnie nabuzowana Camille opadła na siedzenie. - Mówię tylko, że nie powinnyśmy pozwolić mu biegać luzem po wyspie i robić co mu się żywnie podoba. Kto wie, co będzie jego następnym celem. A jeśli tym razem sabotuje jakąś waszą siedzibę lub moje biuro? 
- Nie wydaje mi się, by poważył się na taki wyskok. - Argona wzruszyła lekko ramionami. - Ale jeśli tak bardzo chcesz coś z tym zrobić to co proponujesz? Mówisz, że nie zabić. Ale mówisz też, że cicho i szybko. Uwięzić? Wiesz, że wielu posiadaczy genów ma w nich wpisaną nieśmiertelność? Jak długo będziesz go więzić? Do końca swojego życia? Sto lat? Wieczność? A może zdecydujesz się go wziąć pod swój bat? Jeśli tak to powodzenia, dzieciak nie słucha się nikogo. - Czarnowłosa westchnęła i nieco się rozluźniła. - Camille, wiem jak bardzo chore i nierozsądne było rozsadzenie Wieży, wiem ilu ludzi zginęło, ilu zaginęło i jak dużym ciosem dla mafii musiała być wiadomość, że Władysław Leniniewski prawdopodobnie zginął pod gruzami budynku. Dlatego zrobiłam, co było najrozsądniejsze. Odebrałam mu to, co było dla niego najcenniejsze, jego wilcze pochodzenie i oddałam Akiro w ręce prawa. Jeśli prawo nie zdołało sobie z nim poradzić nie uważam, że powinnam ponownie mieszać się w sprawę tego młokosa, aż ponownie nie wejdzie mi w drogę. A, kto wie, może nawet lepiej będzie, jak jest... w końcu jest z nim Somniatis... - Argona się zamyśliła. Przez twarz jej rozmówczyni przebiegł cień, jakby zrozumienia. - Jak sądzisz? Nada się? - Alpha uśmiechnęła się po raz pierwszy od początku rozmowy. - Z tego co słyszałam znasz kilka sztuczek umysłu, a sam Zegarmistrz mógłby okazać się... całkiem dobrym obiektem.
(Camille?)

29 czerwca 2020

Od Akiro cd. Somnatisa

Nie sądziłem w sumie sam, że to się udało. Gdy została już nas trójka, podniosłem się z piasku i razem z Somnatisem wyszliśmy z jaskini. Po opuszczeniu plaży musiałem uważać, bo zjedzona tabletka i wężowe przekleństwo nawzajem współgrało, ale jeśli tabletka przestanie działać a ja przerwę iluzję, będziemy mogli mieć kłopoty. Boni prowadził nas teraz do podziemnego laboratorium. Po dostaniu sie do pomieszczenia usiadłem zmęczony. I widząc, że Somi też jest zmeczony, wskazałem mu łóżko.
 -Idź się, połóż. -powiedziałem, a gdy chłopak się położył i niemal od razu zasnął, zacząłem się bawić moimi fiolkami. No bo kto powiedział, że eksperymentowałem wyłącznie na Bonim. Zmieszałem fiolki i spojrzałem na Boniego, a później na śpiącego Somiego.
 -Może i lepiej, że śpisz. -powiedziałem do przyjaciela i wypiłem zawartość fiolki i wstrzyknął specyfik pod skórę. Momentalnie zrobiło mi się niedobrze i zaczęło mnie wszystko swędzieć. Po paru minutach moje "stare" ciało leżało na ziemi bezwładnie.
-Musimy je przenieść nad przeg, będą go szukać. -powiedziałem do Boniego, po czym zapakowaliśmy je do wora z raną postrzałową. Bon zajął się podrzuceniem ciała, a ja czekałem, aż Somnatis się ocknie sprawdzając czy dna i zapis zapachowy się zmieniły, miło było, że się udało kolejny raz zmienić kod genetyczny.
 -Dobra musimy się zmywać. -podniosłem się i podszedłem do Somnatisa. -Wstawaj, musimy iść. -powiedziałem wiedząc, że nasz magiczny pies czeka na nas na zewnatrz. Na szczeście czarnowłosy szybko otworzył oczy.

(Czas sie wziaść do pracy. ^^ Somi nie dostań zawału)

11 maja 2020

Od Somniatisa cd. Akiro

To wszystko było tak dziwne. Somniatis zapatrzył się w błękitne niebo nad niewielkim molo opodal portu. Na wędkę od godziny nic się nie złapało. Choć z drugiej strony nie przeszkadzało to mężczyźnie. Może nawet lepiej. Nie był jakoś w nastroju na wyciąganie oślizgłych, szarych stworzeń z wody. Boni wędkował z drugiej strony kei. Nie rozmawiali se sobą zbyt wiele. Czarnowłosy nie czuł się komfortowo w obecności tego dzieciaka. On był... chyba zbyt dojrzały, zbyt zniszczony światem dorosłych. Dzieci nie powinny takie być. Będzie musiał o tym porozmawiać z Akiro. Później. Zacisnął wargi, a serce zabiło mu mocniej. Wyczekiwanie na ten moment robiło się coraz bardziej stresujące. Co jeśli coś poszło nie tak? Rządowi mają swoje procedury, pewne zasady. Plan chłopaka był zbyt śmiały i absurdalny, choć... skrzywił się. Odpowiednie pieniądze w odpowiednie dłonie. Niby by ratować przyjaciela, niby w słusznej sprawie, ale na myśl o tym robiło mu się ciężej na sercu. Jego myśli powoli zaczynały już schodzić na tory "czym ja się stałem" i "kiedy zatraciłem moje ideały" oraz "jak daleko tak na prawdę mógłbym się posunąć wystawiony na próbę", gdy rozległ się strzał. Somniatis tak głęboko utonął w oceanie własnych myśli, że ten zupełnie wytrącił go z równowagi i czarnowłosy wylądował na podłodze łodzi, przewalając opartą obok niego wędkę i mocząc sobie spodnie zalegającymi na deskach niewielkimi kałużami.
  Baks spojrzał na niego, a w jego oczach pojawiło się coś na kształt politowania. Bez zbędnego pośpiechu zebrał sprzęt wędkarski i część cięższych pakunków podał towarzyszowi. Nieco zmieszany czarnowłosy przyjął je z uśmiechem. 
- Wygląda na to, że się udało - powiedział cicho, choć jego twarz była blada.
- Wątpiłeś kiedykolwiek w Akiro? - odparł Boni, ruszając przodem po plaży w stronę groty. - Mój opiekun nie dałby się tak łatwo zabić.
- Przez chwilę byłem pewien, że właśnie to planuje. - Somniatis szedł za nim, w zamyśleniu drapiąc się po policzku. - Cóż. W każdym razie lepszym pytaniem jest: co teraz? Wataha nie przyjmie go z powrotem, już namówienie Mewy i Glooma do pomocy przy tej akcji nie było proste. Nie możemy też za bardzo pojawić się w mieście, bo ktoś może rozpoznać go jako terrorystę. Chyba widziałem nawet jak Mixi mówiła o nim we wczorajszych wiadomościach. Ciekawe co wtedy czuła... - Mężczyzna mówił w przestrzeń, wreszcie dając rozbrzmieć wątpliwością, które trapiły go od początku całej tej sprawy. - Ainelysnart zaczyna się robić dla nas może trochę zbyt niebezpieczne... stoimy teraz przeciwko rządowi i przeciwko rebelii. Jedynym wyjściem może okazać się Arena Ósma... kiepsko, na Ósmej wpływy ZUPA'y mogą okazać się dla mnie za silne. Być może, co gorsza, do wyboru zostanie nam Dziesiąta. Lub ucieczka z wyspy.
- Widzisz to w zbyt czarnych  barwach. Mamy swoje kontakty w przestępczym półświatku. - Dzieciak wzruszył ramionami. - Jakoś to będzie.
- Mówisz o tych ludziach, którzy pomogli w wysadzeniu Wieży? Argona prawdopodobnie ich też już ściga. Że Akiro maczał w tym palce dowiedziała się nawet chwilę przede mną, a przecież my mieszkaliśmy razem.
  Somniatis zamilkł gwałtownie orientując się, że są już na miejscu. Na piasku, mniej więcej na środku jaskini leżał Akiro, ciężko łapiąc oddech. Przy nim Mewa otrzepywał jasne futro z wody. Gloom rzucił tylko ponure spojrzenie Somniatisowi i powłóczystym, niezgrabnym krokiem powędrował z powrotem do oceanu. 
- Udało się - powiedział Zegarmistrz czując, jak olbrzymia ulga spływa na jego serce. - Udało się! - Jego twarz się rozpromieniła. Podbiegł do Akiro i ukląkł przy nim na piasku. Gwałtownie poderwał go z ziemi i mocno przytulił. - Nawet nie wiesz jak się martwiłem. 
  Gwałtownie poczuł się bardzo zmęczony. Adrenalina, która trzymała go na nogach... od jakiego już czasu? Trzech dni? Pięciu? Nagle go opuściła. Zrobiło mu się ciemno przed oczami. Puścił przyjaciela i usiadł przed nim na piasku. 
- Nie spodziewałeś się chyba, że dam się tak łatwo zabić? - zażartował nadal nieco zmachany Akiro. On również się uśmiechał.
- Osobiście nie sądziłem, że się uda - skomentował Mewa, przemieniając się w człowieka i okrywając się ręcznikiem, który jeszcze przed chwilą wisiał na pokaźnym głazie. Poza tym był w samych kąpielówkach. - Cóż, będę się już zbierał. Argona pewnie się ucieszy, że żyjecie, ja jednak wolałbym być jak najdalej stąd na wypadek, gdyby jednak chcieli poszukać trupa. Wam też to gorąco polecam.
- Cóż, w pewnym sensie - odparł Somniatis wymijająco. - Możesz wstać, Akiro? Mewa ma rację, powinniśmy się zbierać.
(Akiro?)

1 kwietnia 2020

Od Camille cd. Akiro do Argony

        Ta rozprawa była żartem. — warknęła Camille, wchodząc bez pukania, czy nawet slowa przywitania do gabinetu Argony. — Nie wiem, kto to załatwił, ale brakuje mu chyba nieco finezji. "Bezkres wód" dobre sobie — parsknęła, stając naprzeciwko Alfy, która patrzyła na nią swoim charakterystycznym, uprzejmie zirytowanym, nieco znudzonym spojrzeniem.
— Chciałabyś może wyjaśnić mi, o czym tak właściwie mówisz?
— O rozprawie naszego ukochanego sabotażysty, w której miałam wątpliwą przyjemność uczestniczyć. — odparła Belcourt, uspokajając się nieco, za to Ryuketsu zdawała się być coraz mniej zachwycona przebiegiem tego spotkania. — Jako że oficjalnie jestem prawnikiem, mogłam przebywać na sali sądowej — rozpoczęła opowieść. — Chłopak oczywiście kłamał jak z nut, a kiedy został skazany, zaczął coś pieprzyć, że chętnie umrze, patrząc w kierunku bezkresu wód. Podał dokładne miejsce. A sędzia — przerwała na chwilę na szoczystą wiązankę, składającą się głównie z nieprzyjaznych mężczyźnie epitetów. — Powiedział, że nie widzi problemu. Nie. Widzi. Problemu — rzuciła, jakby sama nie mogła w to uwierzyć. — Co za żałosny osobnik.
— Do czego pijesz, tak konkretnie? — spytała kobieta, wskazując jej dłonią miejsce, a Szefowa Mafii Pectis usiadła na nim.
— Nie przeprowadza się kar śmierci tam, gdzie tylko więzień sobie tego zażyczy. Nie tak działa prawo. Śmierć ma być jak najbardziej humanitarna, przeprowadzona w konkretnych, ściśle wyznaczonych warunkach. — tłumaczyła. — Nikt nie zgodziłby się na zrobienie tego na klifie nad oceanem. Nawet jeśli przyjmiemy taką ewentualność, zazwyczaj ktoś z rodziny lub znajomych zabiera ciało i urządza pogrzeb. A nic takiego nie miało miejsca.
 Camille do tego momentu nie zdawała sobie sprawy, że ktoś o tak jasnej skórze może jeszcze zblednąc. Argona pokiwała głową, po czym wzruszyła ramionami.
— Obie spodziewałyśmy się chyba, że ten mały karaluch nie umrze, kiedy miał taką możliwość, prawda? — Camille odpowiedziała jej skinieniem.
— Trzeba było załatwić sprawę samodzielnie — rzuciła, szczerząc zęby niczym jakieś dzikie zwierzę. — Jeśli Ori żyje, jeśli jednak nie zginął po procesie, co właściwie mamy z tym zrobić?
— My? — dopytała powątpiewająco Alfa, na co Camille przewróciła oczami, uśmiechając się lekko na zdystansowanie kobiety, po czym machnęła ręką.
— My. Nie ma sensu, by któraś z nas zajmowała się tym sama. Lepiej załatwić sprawę po cichu, szybko. Zwłaszcza że dotyczy nas obu. Był częścią twojej organizacji. Mnie z kolei rozwalił Wieżę w drobny mak, utrzymując, że zrobił do pod dowóddztwem Leniniewskiego, w co zdaje się wierzyć. Pozostaje tylko zdecydować, co z nim zrobimy.
(Argo?)

24 marca 2020

Od Akiro cd Argo, Camile do Somniatisa

Gdy kobiety wyszły z pomieszczenia, jasnowłosy chłopak wypuścił ciężko powietrze z płuc i położył głowę na stole. -Mogli, by się pospieszyć. -westchnął czekając na wyrok śmierci, po chwili się podniósł się i beznamiętnie wpatrywał się w drzwi. Po bliżej nie określonym czasie, klamka się ugięła pod ciężarem nałożonym przez osobę stojącą  po drugiej stronie drzwi. Po usłyszeniu wyroku chłopak niemiła jednak zbyt wielkiego zaskoczenia. Gdy do środka weszli strażnicy, Akiro wstał od stołu.
-Z przyjemnością wezmę odpowiedzialność za zniszczenie wieży. -powiedział patrząc na Alfę. -Jeśli jest taka możliwość chciałbym, porozmawiać z Somniatisem.
-Oczywiście. -odpowiedziała czarnowłosa, chłopak spokojnie odszedł razem z strażnikami, którzy zaprowadzili go do jego celi. Mężczyźni wepchnęli go pomieszczenia, które było oświetlane, przez niewielką zwisającą na kablu żarówkę. Owa lampka swoim światłem oświetlała dwa drewniane krzesła i niewielki stolik, te rzeczy były jedynymi przedmiotami jakie znajdowały się w pomieszczeniu. Akiro przeszedł na drugą część pokoju i usiadł na podłodze centralnie na przeciwko wejścia. Drzwi otworzyły się z lekkim zgrzytem, który rozniósł się po niewielkim pomieszczeniu, po którym rozniosły się szybkie kroki  wraz z zgrzytem zamka. Akiro objął swojego przyjaciela, który się do niego przytulił mimo drżącego ciała oboje, byli szczęśliwi z tego spotkania. Trwali w uścisku przez dłuższy czas, gdy się od siebie odsunęli, Akiro zauważył zmęczone oczy przyjaciela.
-Somi, ty w ogóle spałeś? -spytał zmartwiony o przyjaciela, który od razu przypomniał mu w jakiej się znajduje sytuacji.
-Jak możesz teraz myśleć o mnie? Przecież oddadzą cie Sjewowi!
-Tak wiem.
-Ja ci pomogę uciec. -zaproponował z wielkim entuzjazmem, a w jego oczach dało się widzieć nadzieje, że jego przyjaciel na tą prośbę. Jasnowłosy jednak się spokojnie uśmiechnął i położył swoje dłonie na jego ramionach,
-Nie mogę tego zrobić, chce odciążyć watahę z tego fałszywego oszczerstwa.
-Alee... -mężczyźnie zaczął łamać się głos, a z oczu zaczęły spływać łzy. to właśnie przez ten gest skazaniec również zmiękł i po jego policzkach również spłynęły słone krople, i przytulił do siebie przyjaciela.
-Ale wiesz mam do ciebie prośbę.-wysoki mężczyzna odsuną się lekko do tyłu.
-Co takiego? -zapytał wycierając spuchnięte i zmęczone oczy od łez i zmęczeniem spowodowanym nieprzespanymi nocami.
-Boni -zrobił przerwę, patrząc na zaskoczoną twarz przyjaciel. -Chłopak wie co ma zrobić, chciałbym, żebyś mu pomógł jeśli się uda jeszcze się zobaczymy, a jak nie to spełni się to o czym cię informowałem parę miesięcy temu. -powiedział uspakajającym tonem. Ich rozmowę przerwało zamieszanie. -Somi proszę jedz do sklepu i zajmij się Baksem. -mrugnął mu prawym okiem i wyszedł z  strażnikami, mając nadzieje, że jego przyjaciel wykona jego prośbę i znajdzie w kieszeni kartkę z informacją od niego.
     Po dwóch godzinach jazdy docierają na komisariat policji, a po kolejnych minutach wszystko działo się expresowym tempem, a wiadomość o zdrajcy Sjew`u, który poprowadził zamach na wieżę rozbiegło się po wszystkich sektorach Ainelysnart.
Akiro przesiedział za kratami jeszcze dwie doby, między czasie został przesłuchiwany  przez ludzi pracujących w wierz, a trzeciego dnia został postawiony przed sądem. Jasnowłosy przyznał się do całej akcji, którą zaplanował półtora roku temu. Wyparł się jakich kol-wiek powiązań z organizacją znaną jako Wataha, ani innymi znanymi organizacjami. Gdy sędzia wrócił do sali, wszyscy czekali na wyrok.
-Akiro Ori za zniszczenie wieży i tym samym do przyczynienia się do śmierci 2000 osób, oraz uszczerbku na zdrowiu 3050 osób i ucieczkę więźniów skazuje cię na śmierć poprzez rozstrzelanie. To by było tyle zamykam sprawę. -Wszyscy wstali, gdy sędzia zaczął się zbierać.
-Wysoki sądzie! -Wyrwał się jasnowłosy, denerwując tym samym zgromadzonych. Jednak sędzia się zatrzymał i spojrzał na chłopaka. -Czy skazany, może mieć prośbę?
-Zależy od rodzaju tej prośby?
-Jeśli to możliwe chciałbym zostać rozstrzelany na klifie Mero na arenie 5, by móc w ostatnich chwilach  spojrzeć na bezkres wód. -Sędzia szybko się zastanowił i odpowiedział.
-Nie widzę problemu. -po czym opuścił sale rozpraw. strażnik w wyprowadził Akiro z sali a następnie umieścili go w samochodzie i ruszyli na arenę piątą. Po dotarciu nad skraj klifu oczy chłopaka nie przestawały iskrzyć się szkarłatem. Akiro spojrzał na "kraniec" wód, które wyznaczał widoczny horyzont w oddali, do uszu blondyna dotarł dźwięk otwieranego pokrowca, więc się odwrócił i spojrzał na osobę, która miała wykonać wyrok. Po chwili blondyn wpatrywał się w wylot broni, po rozbrzmiał strzału, chwilę później ciało chłopaka pod wpływem uderzenia i przechyliło się do tyłu i zleciało wzdłuż klifu i wpadło w bezkresną toń, strażnicy oddali jeszcze parę strzałów w unoszące się ciało za nim zjawiły się rekiny i je pożarły. Straż zebrała swój sprzęt i zwinęła się do ciemno granatowej ciężarówki i ruszyli z piskiem opon do bazy złożyć raport.
Cztery dni wcześniej
Baks zabrał najpotrzebniejsze rzeczy do sklepu zegarmistrza, otworzył zamknięte drzwi kluczami, które dostał do swojego właściciela. Po wejściu do środka, zamknął za sobą drzwi na klucz i skierował się na zaplecze, tam wszedł do jednego z wielu zagrodzonych pokoi i usiadł  tam otwierając torbę i wyciągnął z niej laptopa i zaczął kontaktować się z wszystkimi dłużnikami blondyna i organizować wszystko co było potrzebne w najbliższym czasie. Następnego wieczora w całym budynku rozbrzmiał dźwięk dzwonka wiszącego nad głównym wejściem. Dzieciak szybko lecz ostrożnie zamknął laptop i schował go pod stertą różnych części do zegarków. Pies wyjął nóż z pochwy i skierował się na korytarz, a następnie na przód domu. Gdy wreszcie miał widok na mężczyzne, który stał za blatem, schował ostrze i zwrócił się do mężczyzny po imieniu, ten szybko odwrócił się w stronę nieznanego mu do tej pory dzieciaka.
-Tak, a ty kim jesteś i co tu robisz.
-Jestem Baks, miałem się z tobą tutaj spotkać. Dostałem się tutaj po przez klucze. -mówiąc to wyciągnął klucze z kieszeni i zakręcił nimi na wskazującym palcu. -Ale szkoda marnować czasu. Mamy niecałe trzy dni. -powiedział kierując się do wcześniejszego pomieszczenia i do swojej roboty. Smoi ruszył za chłopakiem zaskoczony jego postępowaniem.
-Ale co ty chcesz zrobić w trzy dni?
-Na terenie miasta Akiro ma swoich dłużników, którzy muszą spłacić swój dług, przed jego śmiercią inaczej będą mieć nie ciekawie. -Baks spojrzał na zaskoczonego wysokiego mężczyznę. -twoim zadaniem jest znalezienie ich i poinformowanie planie działania, nie musisz się martwić są to tylko i wyłącznie morsie wilki jeden z nich panuje nad stworzeniami morskimi, a inny pomaga w oddychaniu podwodnymi.Uznałem, że ich znasz więc sobie dasz rade ja w tym czasie zajmę się  pracą z zaplecza. -podczas całego tłumaczenia  podpinał się do sieci przez niewykrywalnego ducha
- A właśnie masz Tabletki dane ci przez Akiego?
-Powinny gdzieś tu być.
-Trzeba będzie je znaleźć, bo będą później nam potrzebne pod koniec akcji.
Teraźniejszy czas
Boni wraz z Somniatisem łowili ryby w miejscu oddalonym o dwa kilometry od miejsca w, którym odbywało się stracenie blondyna. Po kolejnych godzinach rozbrzmiał odgłos strzał, który dał znać chłopakom, że czas się zbierać. oboje zebrali sprzęt i rozmawiając ruszyli w stronę plaży,a następnie weszli do jaskini, ukrytej za dwoma głazami. To właśnie w tej jaskini na skalistym brzegu leżał Akiro łapiąc oddech w towarzystwie dwóch morskich wilków.
Somniatis 

22 marca 2020

Od Argony cd. Camille do Akiro

- Zgoda. - Argona pokiwała głową. Rzuciła ostatnie, przelotne spojrzenie Akiro i za przywódczynią mafii wyszła z pomieszczenia. - Jak się nad tym zastanowić, Somniatis przybył na przesłuchanie razem z tym tamtym. Kazaliśmy mu wyjść, żeby nie przeszkadzał.
- Ty kazałaś - uściśliła Camille.
- O co właściwie chodzi? - zainteresował się Rori, nie wiadomo skąd pojawiając się pomiędzy kobietami. Przywódczynie odsunęły się od siebie gwałtownie, a Alpha spiorunowała swojego ochroniarza wzrokiem. 
- Tłumaczyłam ci już, Rori. - Westchnęła z rezygnacją. - Akiro, z jakiegoś powodu, postanowił, że zawalenie Wieży jest doskonałym pomysłem.
- Ah, to! - Blondyna jakby oświeciło. - I co teraz? Zamierzasz go wygnać z watahy, wyrzucić do innego wymiaru, za... 
- Rori, proszę, przyprowadź tu Somniatisa Tenebrisa - przerwała mu zniecierpliwiona kobieta, zaplatając ręce na piersi.
- A tak, jasne. Gdzieś tu się kręcił z tego co pamiętam. - Ruszył w stronę drzwi, otwierając je odwrócił się na chwilę do dziewczyn z uśmiechem, podnosząc dłoń i zbliżając do siebie palec wskazujący i kciuk. - Dajcie mi momencik. 
- Co sądzisz o tym... tajemniczym planie Leniniewskiego? - spytała w powietrze Argona, przerywając ciszę.
- To nie byłby pierwszy raz - odpowiedziała również w powietrze Camille. 
- O tego Somniatisa chodzi? - rozległo się z końca korytarza, przerywając kobietom rozmowę, zanim ta choćby zaczęła się na dobre. W towarzystwie postawnego ochroniarza szedł drobny, acz wysoki mężczyzna o czarnych włosach i hetero-chromatycznych oczach. 
- Tak, to ten Somniatis. Raczej nie ma ich wielu - przytaknęła Alpha. - Dziękuję Rori. Może... zaopiekuj się Ritą, pewnie jest w kiepskim stanie po tych wszystkich teleportacjach.
- Jasne, to zostawiam go z wami. - Mężczyzna posłał Argonie oczko i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Postanowiliście już coś w sprawie Akiro? - Mężczyzna wyglądał ponuro. Był blady, a pod jego oczami widać było sińce z niewyspania. Jak długo właściwie ich nie było w tym świecie?
- Jesteśmy jeszcze w trakcie przesłuchania. Czy spotkałeś Władysława Leniniewskiego razem z Akiro? - Argona wpatrywała się uważnie w twarz czarnowłosego.
- Tak. 
- I było to już po upadku Wieży?
- Tak.
- O czym rozmawialiście?
- O... niczym istotnym. - Ponura twarz Somniatisa zrobiła się jakby jeszcze bardziej ponura. 
- Somniatisie.
- O mojej zaginionej podopiecznej. 
- O czymś jeszcze?
- Nie. 
- Czyli nie rozmawialiście o upadku Wieży?
- Nie. Nie chciał o tym rozmawiać.
- Camille? - Argona spojrzała na towarzyszkę.
- Mówi prawdę. 
- To mnie niepokoi. Wszyscy nagle zaczęli mówić prawdę i wcale mi się nie podoba to, co słyszę. - Alpha skrzywiła się i zwróciła do Camille. - W takim układzie wydaje mi się, że to sprawa pomiędzy mną a moim nieposłusznym podwładnym. Pozwól, że sama ją rozwiąże. Co się tyczy Somniatisa, jeśli chcesz go wypytać - jest twój. Może wam pomoże w tej nieciekawej sytuacji. A teraz wybaczcie na moment.
  Argona chwyciła za klamkę. Wzięła głęboki oddech i weszła do pomieszczenia. Akiro siedział tak, jak go zostawiła. Wyglądał na bardzo znudzonego.
- Przesłuchałyśmy Somniatisa i sądzę, że mam już komplet faktów. Czy chcesz mi coś jeszcze powiedzieć, zanim zadecyduję o twoim losie? - Patrzyła prosto na podwładnego, który pod wpływem jej spojrzenia nieco się wyprostował. Może nawet wyglądał, jakby to, co się dzieje zaczęło mu trochę mniej zwisać?
- Nie.
- Dobrze. - Zamilkła na chwilę, by zacząć oficjalnym, nieco podniesionym głosem. - Akiro Ori, wstępując w szeregi członków Watahy otrzymałeś kredyt zaufania. Kredyt zaufania, które zawiodłeś, działając pod zwierzchnictwem obcego przywódcy bez konsultacji ze mną czy dbałości o interes grupy. Niniejszym z dniem dzisiejszym nie jesteś już członkiem Watahy. Nie stać mnie, by Wataha ponosiła odpowiedzialność za twoje czyny. Co więcej zablokujemy twój gen i oddamy cię władzą, jako terrorystę. Przepraszam Akiro, ale musimy oczyścić imię Watahy z przedrostka "terroryści". A teraz panowie, możecie zabrać tą osobę do aresztu?
(Akiro?)

9 lutego 2020

Od Camille cd. Akiro do Argony

  Znany już Camille świat, jej ojczyzna, otuliła ją niczym miękki koc, a jej skóra rozluźniła się. Nie zdawała sobie do końca sprawy z tego, jak wielkie napięcie otaczało ją w tym drugim świecie, jak inne powietrze działało na nią do momentu, w którym wszystko wróciło do normy. Leniwego, kociego uśmiechu na jej ustach nie były w stanie pokonać ani spora liczba uzbrojonych osób w pomieszczeniu, ani też odczucia wrogości, czy to, że nie miała pojęcia, co wydarzy się w alternatywnym świecie, ani ile ich tak właściwie jest. Usadowiła się na jednym z krzeseł przy ścianie, z których miała bardzo dobry punkt obserwacyjny na większość osób znajdujących się w pomieszczeniu, do którego się przenieśli. Słuchała słów Akiro, jego żałosnego tłumaczenia się, idiotycznych prób uratowania skóry przed karą, która prędzej czy później, i tu czuła, że Alfa Watahy również się z nią zgodzi, będzie musiała nastąpić. I któraś z nich z przyjemnością się jej podejmie.  Palce Belcourt bębniły na jej kolanie nieznane nawet jej samej jej rytmy do momentu, w którym usłyszała nazwisko. Somniastis Tenebris. Wiedziała, że kiedyś je już słyszała, jednak ciężko było jej przyporządkować je do którejś z organizacji. A na pewno nie łączyła go z nazwiskiem Władysława Leniniewskiego. Spojrzała na swoją sojuszniczkę, równie ważną jak ona kobietę na Ainelysnart z lekkim zaciekawieniem. Wyglądała nie tyle na zaszokowaną, zagubioną, czy zdenerwowaną, bardziej na... zirytowaną. I to odczucie czarnowłosa w pełni podzielała.
— Też jest w Watasze, prawda? — spytała Camille cicho, chcąc się upewnić, że jej przewidywania w tej kwestii są prawdziwe. Krótkie skinięcie ze strony Ryuketsu potwierdziło jej obawy. Kobieta zmarszczyła brwi, wstając. Niestety w tej sytuacji nie mogła być zupełnie bezstronna, ani trzymać się z daleka, bo Leniniewski stanowił więcej niż tylko ważną jednostkę dla jej mafii i cała ta sprawa z pewnością mocno oddziałowywała też na nią.— Obawiam się, że on nie kłamie — powiedziała miękko Camille, stając obok Alfy tak, by tylko ona ją usłyszała. — wyczułabym to — zgodnie z prawdą nic nie wyczuła w słowach Akiro. I to ją martwiło. Wolałaby chyba wyczuć że kłamie, niż mierzyć się teraz z jego słowami. Uśmiechnęła się jednak szerzej. — Ale możemy go jeszcze przynajmniej trochę tu pomęczyć. — druga kobieta również się uśmiechnęła. — Dokładnie o tym pomyślałam. Zostanę tutaj i spróbuję wyciągnąć z niego informację razem z tymi tutaj — machnęła dłonią w kierunku ludzi dookoła, wciąż patrzących czujnie na Akiro i trzymających palce na uchwytach błyszczących w słońcu, czarnych metalowych karabinów. — A ty...— Może zostawmy go tutaj z nimi — zaproponowała Camille, zanim Argona zdążyła dokończyć wymyślanie swojego planu. — Każdy, kto zostałby zamknięty na dłuższy czas z  takimi typami, nie wiedząc, co go czeka, zacząłby panikować. A my udamy się do tego całego Tenebrisa i ściągniemy go do tego miejsca, by pogrążył tego tutaj jeszcze bardziej i sam wyjaśnił się z mętnych powiązań z Orim.  — spojrzała ponownie na więźnia, który wciąż stał grzecznie na swoim miejscu, nie wiedząc do końca co się dzieje. — Co ty na to?
(XD)

11 stycznia 2020

Od Somniatisa cd. Akiro

Zegarmistrz był właśnie w samym środku naprawy wyjątkowo delikatnego serca małego zegarka kieszonkowego, gdy zadzwonił telefon. Pęseta, którą właśnie trzymał w dłoni wyślizgnęła mu się z palców i wpadła w sam środek skomplikowanego mechanizmu, naruszając jego strukturę. Mężczyzna ułożył usta w nieme "ups" po czym odwrócił się na pięcie i pognał do telefonu. Treść wiadomości, którą przekazał mu przyjaciel zupełnie go zaskoczyła. Nie ostatnio nie spotykał wielu posiadaczy genu, nie będących w Watasze. Zastanawiając się, kim może być nieznajomy wrócił do pracy.
Gdy zadzwonił dzwonek nad drzwiami, Somniatis właśnie kończył naprawianie uprzednio zniszczonego urządzenia. Delikatnie wyciągnął pęsetę i uniósł głowę, spoglądając na wchodzących. Wyjął chusteczkę z kieszeni i otarł w nią palce, wychodząc zza kontuaru i z szczerym uśmiechem zmierzając w stronę przybyłych. 
- Dobrze cię znowu widzieć, Akiro. – Schował chusteczkę i uścisnął dłoń chłopaka. – A my się jeszcze nie poznaliśmy. Somniatis Tenebris, Zegarmistrz i gospodarz tego skromnego przybytku. – To mówiąc zatoczył szerokie koło ręką. – Miło mi pana poznać. – Czarnowłosy wyciągnął dłoń w stronę nieznajomego.
- Jestem Gabriel – odparł zwięźle, ściskając dłoń Zegarmistrza.
- Pokaż mu to – rzucił niedbale Akiro, opierając się wygodnie o blat kasy. Przybysz sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej niewielki przedmiot. Podał go Somniatisowi, który delikatnie chwycił łańcuszek w dwa palce.
- Dawno takich nie widziałem – stwierdził, oglądając medalion ze wszystkich stron. – Gdy byłem dzieckiem były bardzo popularne. Mój Alpha nosił podobny, z tym że tamten był z kości. Ten musi być młodszy. Mogę go wziąć na chwilę? – spojrzał pytająco na Gabriela. Chłopak miał nietęgą minę i widać było, że nie chce się rozstawać z naszyjnikiem. – Jeśli go zbadam będę w stanie ci więcej powiedzieć o twoich rodzicach. Bo po to przyszliście, prawda? – Zegarmistrz spojrzał na swojego przyjaciela, który uśmiechnął się i rozłożył ramiona. 
- Niech będzie – zadecydował niechętnie właściciel wisiora. 
Somniatis położył medalion na dłoni i zamknął go w niej. Spojrzał na drzwi do sklepu. Potem na Akiro.
- Możesz zająć się sklepem? Muszę pójść z Gabrielem na zaplecze. 
- Jasne. Spodziewasz się kogoś? 
- Nikogo szczególnego – Mężczyzna już szedł w stronę drzwi do dalszej części warsztatu - choć istnieje możliwość, że zjawi się Trevor z zegarem ściennym. Narzekał ostatnio, że spóźnia się o trzy minuty.
  Akiro pokiwał głową, a Zegarmistrz uśmiechnął się po czym razem z Garielem zniknęli na zapleczu. Przez długi korytarz przeszli do składziku, który mężczyzna zwykł nazywać swoim pokojem. Somniatis zrzucił z kanapy do kartonowego pudła kawałki zębatek, sprężynek, blaszek i wskazówek oraz bliżej nieokreślonego złomu.
- Usiądź, nie jest wcale taka niewygodna, na jaką wygląda. – Czarnowłosy poklepał wyblakłą kapę i sam wykonał swoje polecenie. Nieco nieufnie przybysz uczynił to samo.
- Dobrze, zobaczmy – mruknął Zegarmistrz, wyciągając przed siebie dłoń, na której spoczywał nieruchomo medalion. Zamknął oczy. Wokół jego ręki w powietrzu zaczęły się kreślić świetlistą kreską okręgi i linie, dziwne, mistycznie wyglądające symbole  i figury geometryczne różnych kształtów poruszały się żywo, jakby szukając swojego miejsca w tym rozgardiaszu.  Po chwili wszystko zgasło, a Somniatis spojrzał na Gabriela. Jego niebieskie oko lśniło dziwnym blaskiem.
- Młody, około stu trzydziestu lat. I nie jest stąd. Powiedziałbym, że środkowo-wschodnia Europa. Srebro 32%, żelazo 67%, 1% inne materiały. Słabo nasączony magią, ewidentnie wilczą.
(Gabriel?)

3 grudnia 2019

Od Akiro cd. Argona do Camill

Po zabraniu z bunkra trzech broni wyszedłem i ruszyłem w ich stronę, jakie było wielkie moje zdziwienie, jak zauważyłem dwójkę podległych Argony. Zanim czarnowłosa zaczęła swój istny monolog, zwinąłem broń i ukryłem w pniu. Słysząc jej słowa, uśmiechnąłem się złośliwie
-Może wyglądam na tchórza, ale nim nie jestem. -odpowiedziałem lekko zdenerwowany, podszedłem do czwórki ludzi. -To jak wracamy? -Brew pozorom, jakie mogły wywrzeć wrażenia na dwóch przedstawicielkach różnych mafii. Gdy portal się otworzył, wszyscy przeszliśmy do naszego świata, po drugiej stronie, było trochę ludzi z obu stron. Nagły dźwięk przeładowywania broni dotarł do moich uszu, a następnie zauważyłem wymierzone we mnie skorpion 61, gloki, M4 i AK. -Na i po co wam te nerwy. Powiedziałem, podnosząc ręce w geście poddania, Argona z Camill uspokoiły towarzystwo. -To ,jak chcecie, z przyjemnością opowiem wam wszystko na temat "upadku serca" powiedziałem po opuszczeniu dłoni i rąk, po jakiś tam wtrąceniach przeszliśmy do jakiegoś innego pomieszczenia.
-Więc powiesz, nam coś czego nie wiemy? -zapytała towarzyszka broni Argony.
-Macie dość dobry wywiad więc wątpi, bym was zaskoczyły. Więc, zaczynając od samego początku. Plany ataku ustaliliśmy razem z Władysławem Leniniewskim no bardziej to większość planu była jego pomysłem. Tak jak wiecie chodziło o zniszczenie wieży, ale tego czego wam nie powiedzieli, to że wszyscy więźniowie z magicznymi zdolnościami i ci, którzy są po stronie Watahy i zarazem mafii zostali uwolnieni. Akcja miała zarazem zrobić zasłonę dymną dla Władysława, który odsunął się w cień pod pretekstem własnej śmierci.
-Łżesz! -usłyszałem głos jednej z kobiet i mocne uderzenie w ławę.
-Miło, że nadal uważacie, że kłamię jak z nut. -przyjrzałem im się spokojnie. -Ale pomyślcie trzeźwo, czy mi się to opłaca, poza tym, jak mi nie wierzycie, jest jeszcze jedna osoba w watasze, która widziała go na oczy i przeżyła.
-Kto to był!? -Argona podniosła wzrok a ja czułem z musze jej powiedzieć, coś mnie do tego zmuszało
-Somnatis  Tenberis.
(Miłej zabawy)

2 listopada 2019

Od Argony cd. Camille do Akiro

Cała trójka wyszła z domku na chłodne, wieczorne powietrze. Wyruszanie wieczorem może nie było najlepszym pomysłem, jednak obie kobiety były zdeterminowane, by jak najszybciej wydostać się z tej krainy.
- Chodźcie, zaprowadzę was do zbrojowni i wybierzecie sobie świecbroni - zaproponował Akiro, na co Argona parsknęła lekceważąco, a Camille spojrzała sceptycznie na niską postać chłopaka. - Bez niej nie dacie sobie rady. 
- Żeby dać sobie radę trzeba najpierw wyjść z tej zapyziałej wiochy - mruknęła Alpha, zakładając ręce na piersi. - Znowu przeciągasz.
- To nie potrwa długo, ale da nam przewagę. - Jasnowłosy westchnął i zaniechał dalszego przekonywania, po prostu ruszył w stronę sporego budynku, który spośród innych wyróżniał się stalowymi drzwiami i okiennicami. Kobiety spojrzały po sobie. Camille wzruszyła ramionami.
- Bez niego i tak nie zaczniemy, w końcu tylko jego genialny plan może nas stąd wydostać - powiedziała z przekąsem.
- Masz racje, Camille, a "swiecbroniiiiii" jest kluczowym elementem tego genialnego planu - Argona pokiwała poważnie głową. Gdyby sytuacja tak bardzo jej nie irytowała, zapewne ta rozmowa mogłaby być nawet zabawna. Zapewne.
  Kobiety ruszyły w ślad za oddalającym się chłopakiem. Gdy były już przy samych drzwiach, za ich plecami rozległ się trzask. Odwrócił się błyskawicznie, by ujrzeć... sylwetkę nastoletniej dziewczyny o długich, brązowych włosach oraz wciąż trzymającego ją za dłoń mężczyznę o blond włosach. 
- Rori? - Argona puściła klamkę, którą właśnie miała nacisnąć i ruszyła w stronę mężczyzny.
- Na to wygląda. - Blondyn wyszczerzył się w uśmiechu. - Niech cię diabli, Argo, nie było łatwo znaleźć tego miejsca. Rita nieźle się zmachała.
- Nic mi nie jest Rori - powiedziała dziewczyna, prostując się wyraźnie. - Ma jeszcze mnóóóstwo energii. 
- Mam nadzieję, jesteś w stanie nas stąd zabrać?
- Jest w stanie? - Camille podeszła bliżej, a Alpha odsunęła się nieco, by zrobić jej miejsce w tym prowizorycznym kręgu. Rita obdarzyła przywódczynię mafii nieufnym spojrzeniem. 
- Tak, z powrotem będzie łatwiej. Zna już w końcu drogę. - Wyjaśnił blondyn. - Przed trzecią kolacją będziemy w domciu.
- Niby jak chcecie to zrobić? - Z budynku wychynął Akiro, niosąc ze sobą masywny miecz, wyglądający nawet bardziej jak tasak niż miecz, smukły, jasny łuk przyozdobiony czymś na kształt liści oraz lancę, przypominającą nieco sztachetę z kościelnej barierki. Wszystkie te bronie świeciły delikatnym, białym światłem, podkreślając znacznie jasną cerę i włosy niosącego je.
- Wyteleportujemy się - Rori wzruszył ramionami.
  Akiro nie wyglądał na zbytnio zadowolonego. 
- Wracajmy zatem - Argona dała znak Roriemu i Camille, by chwycili się za ręce, sama podała dłoń Ricie, po czym zwróciła się do Akiro. - Twoją sytuację widzę zaś następująco: możesz wrócić z nami i ponieść konsekwencje lub zostać tutaj, w tym dziwacznym świecie. Jeśli wybierzesz to drugie, uznam to za zerwanie więzów z Watahą. 
(Akiro?)

19 października 2019

Od Camille cd. Akiro do Argony

 Camille spojrzała na mężczyznę, który stał niedaleko nich, we wnętrzu obcego dla niej, dziwnego domu, znajdującego się w jeszcze bardziej obcym i jeszcze dziwniejszym świecie. Parsknęła ironicznie, słysząc mętne tłumaczenie Akiro i widząc jego księgi z klasyfikacją potworów.
— Im dłużej tu jestem, tym bardziej zdaje mi się, że twoja obecność tutaj jest jedynie zapalnikiem dla mojej irytacji — wyznała, jakby zastanawiając się, czy nie eliminować elementu, który powoduje taki stan rzeczy - samego Oriego, jednak chyba uznała, że póki co się powstrzyma, bo zamilkła.  Gdy opowiadał im o poziomach demonów nie mogła się wprost powstrzymać przed kolejnym złośliwym komentarzem:
— Jaki więc jest twój poziom w tej klasyfikacji? Gdy nam powiesz będzie nam z Argo prościej określić swój. Po prostu pomnożymy go przez dwa i sprawa załatwiona. Chyba że twój to zero — uśmiechnęła się słodko. — Proponuję, żeby zamiast opowiadać nam dlaczego to nie możesz nas wysłać z powrotem i co konkretnie w tym twoim magicznym borze oprócz mnie czyha na twoje życie, a zaczął mówić o rzeczach, które naprawdę mogą nam pomóc, to byłabym niezmiernie wręcz wdzięczna. — Akiro westchnął i spojrzał na nią z mieszaniną irytacji i bezsilności. Kobieta wykonała sarkastycznie zachęcający ruch dłonią, podczas gdy drugą teatralnie podparła brodę.
— Jest jedno miejsce, w które możemy się udać. To kawałek drogi stąd, jednak jestem pewien, nie, mam nadzieję, że z niego uda nam się wrócić z powrotem do naszego świata. — odparł w końcu.
— Wreszcie jakieś konkrety — burknęła ciemnowłosa, jednak jej dalsze docinki przerwane zostały przez głos Alfy, która do tego momentu nie uczestniczyła aktywnie w ich rozmowie:
— Zdajesz sobie sprawę z tego, co stanie się z tobą, jeśli twoja nadzieja się nie sprawdzi? Albo co gorsza — podeszła do niego o krok, a Camille z niemałą satysfakcją oglądała, jak kuli się i wierci pod jej przenikliwym spojrzeniem.
— Gdybym chciał was zdradzić, zrobiłbym to wcześniej — próbował się obronić chłopak, jednak po chwili zamilkł. Belcourt klasnęła w dłonie z wesołym uśmiechem.
— No, to chyba nie ma na co czekać, kochani moi!
(Argo?)

3 października 2019

Od Akiro do Argony i Camille

Rozmowa trwała jakiś czas, zebrałem potrzebne rzeczy i opuściłem pomieszczenie i zszedłem po drabinie, ze skórzaną torbą na plecach. powoli ruszyłem w stronę domku, gdzie miały znajdować się kobiety. Gdy dotarłem pod drzwi, usłyszałem cichą rozmowę, więc zapukałem do drzwi, po czym wszedłem, przywódczynie siedziały w salonie.
-Przepraszam, że musiałyście czekać. - powiedziałem, po czym ściągnąłem torbę i zacząłem wyciągać z niej dwie trzy księgi i mapę. - Wytłumaczę wam wszystko, co tyczy się tego świata. Oczywiście wiem, że pewnie w to nie uwierzycie, ale nie chce waszej śmierci.- spojrzałem po kobietach, a następnie rozwinąłem mapę. -Więc my znajdujemy się tutaj -pokazałem na zaznaczoną wioskę niedaleko pasma górskiego, po czym przesunąłem palec w głąb kontynentu, a tutaj musimy się dostać, by wrócić do waszego świata, gdzie mnie pewnie stracicie. Po drodze musimy odwiedzić „las niedoli” rośnie tam roślina, która po zjedzeniu sprawi, że będziecie rozumieć mowę tego świata. - powiedziałem, wyszukując roślinę w księdze i następnie pokazując je kobietą. -Jeszcze jedno na tym świecie tak samo są, jak w waszym świecie, tutaj demony i potwory, ale klasyfikacja jest inna. Najsłabsze są o numerze pierwszym, a najsilniejsi są z numerem pięć, ale ich można policzyć na palcach jednej ręki. Wiec, jeśli macie jakiegoś chowańca to prawdopodobnie jest na poziomie drugim lub co najwyżej trzecim. Piątym poziomie są praktycznie prawie niemożliwie do pokonania, jak chcecie ich pokonać, potrzebna jest świecbroni. Jeśli chodzi o zdobycie ich, mam ukryte trzy sztuki, wiec pewnie pójdziemy.

(Camille)

14 sierpnia 2019

Od Argony cd. Camille do Akiro

Akiro wzruszył ramionami. 
- Uznałem, że warto go przedstawić - oznajmił, a Faro uniósł dłoń w geście pozdrowienia, nieco nieśmiało. Na jego twarzy malowało się wyraźnie niezrozumienie słów, którymi wymieniali się Camille i Akiro.
- Super, więc jak jego szlachetna osóbka ma nas przybliżyć do powrotu do domu? - Kobieta uniosła brwi i założyła wyzywająco ręce na piersi. 
- Tu jesteśmy bezpieczni i możemy myśleć - powiedział chłopak. - A Faro nam pomoże.
  Argona parsknęła cichym śmiechem. Oczy zgromadzonych zwróciły się w jej stronę, jednak Alpha nic sobie z tego nie robiąc kopnęła lekko ścianę jakby sprawdzając, jak wytrzymały jest materiał. Nieco tynku posypało się na jej but. 
  Nieznajomy powiedział coś do Akiro w tym dziwnym języku, a jasnowłosy mu odpowiedział. Wymienili się znaczącymi spojrzeniami, co tylko bardziej rozzłościło prawniczkę. Ciemnowłosa przygryzła jednak wargę i nic i powiedział tylko: 
- Więc?
- Na razie odpoczniemy, robi się późno, zajmiemy się tym jutro skoro świt - powiedział Akiro. - Faro zaprowadzi was do waszych kwater.
- A ty? - Kobieta nie wyglądała na specjalnie zadowoloną tą ofertą. 
- Dołączę do was później.
- Cam, chodźmy - mruknęła jej nad uchem Argona, stając tuż za jej plecami. Dziewczyna nie drgnęła, nie okazała choćby cienia zaskoczenia i wadera poczuła niewielki zawód. Nie po to zachodzi się ludzi od tyłu, żeby zachowali kamienną twarz.
- Dobrze, powiedz mu, że za nim pójdziemy - oznajmiła kobieta, zwracając się do Akiro. Ten przekazał kilka słów swojemu znajomemu, po czym ten pokiwał głową i ruszył przez wioskę powolnym, spacerowym korkiem. 
  Argona obserwowała z ukosa zachowanie ich towarzysza, zanim ten nie zniknął jej z oczu wewnątrz chaty. 
  Faro zaprowadził je do niewielkiego, nieco zaniedbanego domku na końcu wioski. Wskazał im drzwi i uśmiechnął się nieco niezręcznie. Powiedział coś w tym swoim dziwnym języku, po czym ruszył w drogę powrotną, odprowadzany wzrokiem dwóch kobiet.
  Alpha otworzyła drzwi i bez wahania weszła do środka. Było tam dość ciemno, zresztą można się było tego spodziewać. W końcu w tym miejscu nie ma elektryczności, a okienka wyglądały na dość małe.  Wadera wąchając dokoła obeszła do miejsce, zaglądając w każdy kąt i kilka razy wyglądając przez okna. Camille tylko przyglądała się temu w milczeniu.
- I co? Jakieś ślady SJEWowskich pluskw? - spytała z przekąsem.
   Wadera odburknęła coś w odpowiedzi, prostując się zza skrzyni, trzymając w dłoni drobną monetę.
- Porozmawiajmy lepiej o naszej sytuacji - mruknęła, obracając monetę w palcach i gwałtownie rzucając nią do towarzyszki. - Ile wiesz o światach równoległych?
- Raczej nie wiele - Camille złapała krążek i przyjrzała się niewielkiemu symbolowi ryczącego lwa, widniejącego na niej. - Tyle co wszyscy. Brzmisz, jakbyś wiedziała coś więcej.
- Spotkanie samego siebie jest dość niebezpieczne - powiedziała i westchnęła. - Ale nie o tym chcę rozmawiać. Nie podoba mi się, że nie rozumiemy co oni mówią. I nie ufam Akiro za grosz. Wszystko co nam powiedział mogło być kłamstwem i może się okazać, że to on jest winien całemu temu zamieszani. Wcale by mnie to nie zdziwiło prawdę mówiąc. Sprawa wygląda tak: jeszcze dziś w nocy zamierzam opuścić to miejsce. Idziesz ze mną lub zostajesz?
  Kobieta uśmiechnęła się.
- Już myślałam, że nigdy nie zapytasz.
(Akiro?)

Od Camille cd. Argony do Akiro

   Gdy tylko ten głupi szczeniak je opuścił, Camille dała upust swojej irytacji i warknęła cicho. Dziwna, ukryta wioska, w której się znaleźli, fakt, że Akiro wdrapał się po drabinie nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd, sprawiał że odzywał się w niej jakiś dziki instynkt. Jej krew aż huczała, by wszystkich rozszarpać, jednak mimo tej wewnętrznej burzy, jej twarz była względnie spokojna, wygięta jedynie w lekko zirytowanym grymasie. Cokolwiek działo się tam na górze, dwie kobiety raczej nie miały zostać do tego dopuszczone. Belcourt rozejrzała się po okolicy, chowając dłon do kieszeni kurtki, by ścisnąć chłodny metal pistoletu, obiecując sobie w myślach, że jeśli Akiro nie przestanie się z nimi bawić, gdy zejdzie na dół, to po prostu go zastrzeli i dopiero potem będzie się martwić powrotem do domu.
— Może powinnyśmy się trochę rozejrzeć po okolicy? — spytała cicho Argony, która skinęła głową. Wioska była ładnym, spokojnym miejscem. Mieszkańcy, wyjątkowo nieufni wobec intruzów nie chcieli mieć z nimi jakichkolwiek interakcji, a nawet gdyby, to bariera językowa była zdecydowanie zbyt duża, by przebić ją w ciągu kilkunastu minut. Bez większych postępów w zrozumieniu, co tak właściwie dzieje się dookoła, wróciły pod drzewo, na którym zniknął ich jedyny łącznik ze znanym im światem. Trzeba było przyznać, że mimo tego, że aktualnie obie z chęcią rozszarpałyby go na strzępy, to tym właśnie był Akiro Ori. Ich jedyną opcją, ostatnim ratunkiem. Dlatego też, gdy chłopak zszedł na dół, wraz z jakimś obcym mężczyzną, głowa Mafii Pectis powstrzymała chęć zobaczenia, jak jego mózg rozbryzgnie się po drzewie i po prostu uniosła brew.— Czyżby kolejna osoba zeszła udowodnić twoją niekompetencję? — spytała chłodno, unosząc brew. — Czy może twój uroczy koleżka jest nieco mądrzejszy od ciebie i jest w stanie udzielić nam odpowiedzi, jak mamy wrócić do siebie? — zignorowała ich, i zaczęła oglądać swoje paznokcie, jakby nie interesowało jej zbytnio nic poza nimi — Bo chyba zdajesz sobie sprawę z tego że z każdą minutą tutaj, cena za twoją głowę rośnie? I nie zatrzyma się, jeśli będziesz próbować znowu z nami grać, Ori — dodała, a jej głos niczym okruchy lodu wbiły się w chłopaka, aż się wzdrygnął. Dopiero po chwili zmierzyła go przenikliwym spojrzeniem. Nie wiedziała, czy wziął sobie jej słowa do serca, czy też zupełnie to zignorował (w co wątpiła).— To jest Faro — powiedział, jakby to miało im wyjaśnić cokolwiek — Mój dawny... kompan
— Cudownie — skomentowała — I co z tego?
(Argo?)

19 czerwca 2019

Od Akiro cd. Argony do Camille

Gdy Argona puściła czarnowłosego, ten poprawił swój kołnierz. Mimo że nie było widać nic po nim, to wiedział, że sytuacja nie jest za ciekawa. Argona ruszyła przodem na złamanie karku, a chłopak dokończył rozmowę ze starszym osobnikiem i dogonił dziewczyny. Jego skupienie wymalowane na twarzy nie było naturalne dla tego osobnika. Do zamku mieli kawał drogi, ale pójście do niego, byłoby prawdopodobnie błędem. Zdrajca mógł tam zastawić na nich pułapkę. Akiro naciągnął kaptur na głowę, spojrzał na dziewczyny i na powóz, który zmierzał w ich kierunku. Chłopak spuścił lekko głowę w dół.
- Gdzie możemy iść? W obecnej sytuacji jesteśmy na przegranej pozycji. - jego wzrok nieprzytomnie wpatrywał się w wyższe od niego kobiety. - Ech, cała ta sytuacja jest beznadziejna. Na dodatek oczywiście musiałem wrócić tutaj z dwiema osobami, które w obecnej sytuacji są jak wrzód na tyłku. Wolałbym już je odesłać je do domu, ale na razie jestem na nie skazany. - głowa jasnowłosego była wypełniona po sam szczyt różnymi myślami i ruchami, gdy się nagle zatrzymał. - Już wiem, pierw musimy udać się na Bagna Nerody.
- Na Bagna?
- Tak właśnie na Bagna. Więc musimy zmienić kierunek, najszybciej będzie przez las.
- Więc na co czekasz! - głos Argony nadal przeszywał jego ciało, ale już przyzwyczaił się do jej poważnego i mrocznego tonu. Nie marnując ani chwili dłużej, skręcili w prawo i ruszyli przez las. Przez większość drogi szli w ciszy, gdy nagle jeden z towarzyszy chłopaka zażądał, by ten opowiedział im, co tutaj się stało. Jasnowłosy, zatrzymał się nagle w jednym miejscu, jak gdyby przed nim wyrosła murowana ściana, ciężko wypuścił powietrze ze swoich płuc i ruszył dalej.
-W sumie mogę - powiedział, a jego oczy nagle przyciemniały. - Wszystko zaczęło się jakieś sześć lata przed wojną.
***
Dzieci, które bawiły się na polanie niedaleko swojego domu, na dźwięk rogu egura, ruszyły w stronę głównej drogi miasta. Tylko jeden z nich o kruczoczarnych włosach, który był zajęty oglądaniem stworzeń niebieskich, nie zareagował na tą charakterystyczną nutę.
- Braciszku Aki, bo znowu ich przegapimy, a obiecałeś mi. - chłopak skupił wzrok na dziewczynce i ujrzał jej nie do końca zadowoloną minę, z lekko nadętymi policzkami.
- Już, przecież obiecałem, nieprawdaż Eliz? - przez bramę przejechał obecny król wraz z pierwszymi rycerzami. Ich uroczystemu powrotowi do domu towarzyszyły oklaski i głośne wiwaty.
- Patrz, patrz, jedzie Anerdi. - oczy zalśniły dziewczynie, na widok obecnie najmłodszego członka obrony królestwa. Nagle całą drogę pomiędzy drzewami wypełniła mgła, ludzie zaczęli uciekać, można rzec, że wybuchła mała panika. Nagle rozbrzmiał rozpaczliwy terkot wierzchowca, a we mgle rozbłysło małe światło. Rodzeństwo próbując zejść z dachu, ześlizgnęło się i wpadło we mgłę. Po paru sekundach chmura tak samo, jak się szybko się pojawiła, tak samo szybko znikła, ukazując rodzeństwo siedzące na trójce zamachowców. Zostali uznani za bohaterów i zabrani do zamku. Tak zaczął się ich trening na rycerzy, Minęły kolejne lata, Akiro stał się najmłodszym członkiem Bractwa Rycerskiego, ponieważ jego siostra nie dożyła pasowania. Po upływie kolejnych dwóch miesięcy całe królestwo pogrążyło się w żałobie z powodu śmierci króla, lecz następnego dnia jego córka Alenor została ukoronowana na nowego władcę. Była w tym miejscu pierwszą kobietą, która była królem. Od tego zdarzanie mijały kolejno dni, a wraz z nimi pojawiały się nowe osoby na zamku, wszystkie w jakiś sposób były ze sobą związane. Cała dziesiątka przez lata broniła kraju, lecz pewnego dnia, jeden z członków zdradził.
   Kor i Seth weszli do sypialni Qwara, w ten im oczom ukazała się krwawa masakra. Wszędzie było pełno krwi i rozerwanych części ciał, a nad tym wszystkim stał Tei.
- Tei co to ma znaczyć?! - wykrzyczała Kor, zaszokowana postępowaniem towarzysza, lecz on powoli odwrócił się w ich stronę, a na jego twarzy widniał cienki złośliwy uśmiech, jego ramiona zaczęły unosić się rytmicznie w górę i w dół, a z jego gardła wydarł się cichy chichot, który przerodził się w szaleńczy śmiech.
- Wszystkich waz pozabijam! - I tak w kółko.
***
- Niestety wymknął się im, co w skrócie doprowadziło do wojny - zamilkł na moment - na której pojawił się ten sam gad. Reszta jest wam na tę chwilę zbędna - powiedział, mijając kolejny krzak dzikiej róży i po dwóch krokach zatrzymał się nad przepaścią. - no to jesteśmy. - powiedział, spoglądając w dół, po czym zniżył się do poziomu ziemi i wzdłuż ściany przepaści zaczął schodzić coraz niżej. Tymczasem kobiety zostały zostawione same sobie i starały się zrozumieć, co dokładnie muszą zrobić, by wrócić do domu. Niewielki szelest dotarł do ich uszu, z głębi lasu.
- Słyszałaś to?
- Tak. - obie stanęły w pozycjach do ataku, w tym czasie Akiro dotarł do miejsca, gdzie zostawił potrzebne rzeczy i, po wyciągnięciu plecaka z ukrycia, wdrapał się na górę. Gdy tylko jego ręce i głowa znajdywały się powyżej gleby, ujrzał rozgromiony tłum.
- Co tu się stało? - spytał, wchodząc na bezpieczny grunt.
- Zakatowali nas. - Wenur podszedł ostrożnie do jednego z nieprzytomnych ludzi i zaczął go przeszukiwać, Nie znalazł nic, co zbudziło, by jego ciekawość oprócz ostrza z wyciętym słowem „Far". Akiro ocucił nieprzytomnego chłopaka i zaciskając lewą dłoń na ostrzu, zwrócił się do niego.
- Skąd to masz?
- Asor! - zbulwersowany jasnowłosy uderzył chłopaka z całej siły w twarz, aż ten się przewrócił.
- Pytałem grzecznie, a teraz gadaj, skąd to masz! Wiem, że to nie należy do ciebie.
- Należy do mojego nauczyciela.
- Faro gdzie on jest! -chłopak odwrócił wzrok.
- Aho! Nie mamy na to czasu, Tei jeszcze o nas nie wie - warknął na niego, tracąc cierpliwość.
- Wenur?
- No nareszcie zaczynasz łapać. A teraz zaprowadźcie nas do bazy. - Chłopak kiwnął zgodnie głową i podniósł się z ziemi. Gdy zebrali resztę, wszyscy powoli ruszyli w drogę do kryjówki. Po paru minutach cichego marszu weszli do jaskini, gdzie powoli zaczęli gubić się w plątaninie podziemnych korytarzy. Gdy już je opuścili, trafili na wioskę ukrytą wśród roślin. Wszyscy szli tam, gdzie szedł ich młody przewodnik. Chłopak wspiął się po drabinie i poprosił, by chwilę na niego zaczekali. Dzieciak ledwo wszedł do pomieszczenia, a już wzywał Wenura. Szybko wspiął się na górę i bez zbędnych ceregieli wszedł do pomieszczenia, gdzie znajdował się właściciel ostrza. Na widok swojego dawnego kompana, zerwał się na równe nogi, po czym przewrócił niewielki stolik, który znajdował się przednim.
- Wenur!
- Kopę lat, Faruś - odpowiedział, zanim ten rzucił się na niego z uściskiem. Chwilę porozmawiali, a Akiro wytłumaczył mu, kim są dwie kobiety czekające na dole.
(Camille?)

17 czerwca 2019

Od Argony cd. Camille do Akiro

Tak. - Argona pokiwała głową, pochylona do Camille, patrząc w stronę Akiro, który najwyraźniej doskonale się bawił w towarzystwie swoich koleszków. Alpha, która już uprzedni była w nie najlepszym humorze, teraz wręcz emanowała morderczą aurą. Wyprostowała się, a jej oko zalśniło złotem. Pewnym krokiem ruszyła w stronę Akiro, a dzieci ze śmiechem umykały spod jej nóg. Nie zwracała na nie uwagi. Wszak nie uczciwym by było, by oberwały za winy kogoś innego, skoro ten ktoś stoi tuż przed nimi. Stanęła tuż za chłopakiem. - Akiro, nie pozwoliłam ci odejść - oznajmiła władczo, a chłopak odwrócił się do niej.
- Mówiłem ci Argo, że muszę coś sprawdzić - powtórzył już mniej pewnie, patrząc w oko Alphy.
  Ta chwyciła go za kołnierz i przyciągnęła do siebie tak blisko, że jego nos niemalże nie dotykał jej nosa. Grzywka kobiety zbiła się nieco w strąki i spomiędzy pasem włosów widać było pusty oczodół, w którym lśniło delikatne, złote światło.
- Niczego nie sprawdzasz - warknęła. - Odstaw. Nas. Natychmiast. Na. Ainelysnart.
  Chłopak odwrócił wzrok na tyle, na ile się dało.
- Problem polega na tym, że nie mogę - oznajmił.
- Że co proszę? - przeszywające oko wadery pozostawały nieruchomo wbite w chłopaka.
- Nie mogę - powtórzył. - Dlatego chciałem spotkać się z królem. On jako jedyny może to zrobić.
  Kobieta jeszcze przez chwilę wpatrywała się w twarz Akiro, po czym puściła jego kołnierz i poprawiła grzywkę. Jej oko wróciło do swojego zwykłego, czerwonego koloru
- W takim razie na co czekasz? Idziemy - oznajmiła wyniośle. - Nie chcę marnować w tym podrzędnym świecie ani chwili dłużej.
  Czarnowłosa nie miała pojęcia, gdzie się znalazła, jednak jeśli był to świat równoległy... już z jednego udało jej się wyrwać. Nie zamierzała narażać swojej odzyskanej przyszłości na konflikt z kolejną sobą. Doświadczenie podpowiadało jej, że nigdy nie jest się najsilniejszą wersją samego siebie. Dodatkowo straciła sporo czasu, który miejscowa Argona mogła wykorzystać na ćwiczenia i naukę. No i teren był dla niej zupełnie obcy.
(Akiro?)

11 czerwca 2019

Od Camille cd. Akiro do Argony

      Odkąd pojawili się w tym dziwnym świecie, Camille towarzyszyło nieznane jej dotąd uczucie. Stanowiło ono wyjątkowo unikalną mieszankę ciekawości, irytacji, podekscytowania i odrobiny strachu. Nie wiedziała czego ma się spodziewać po nowym miejscu. Nie rozumiała też do końca co tak właściwie się działo dookoła nich. Dlatego też obserwowała otoczenie czujnym wzrokiem starając się wychwycić każdy mogący mieć chociaż minimalne znaczenie szczegół. Uważnie słuchała rozmowy Akiro z dziećmi. Widziała też, że chłopak był zaskoczony zaistniałą sytuacją. Nie wiedziała w jakim języku rozmawiali, jednak starała się zapamiętać jak najwięcej słów, by móc potem sprawdzić je w słowniku czy w internecie, gdy już wróci do domu... No właśnie. Kiedy wróci? Na myśl o Miyashi, którą zostawiła pod chwilową opieką Calii, poczuła jak ściska się jej żołądek. Wiedziała że dziewczyna się nią zajmie jednak w końcu to nie to samo. Język ów stanowił dziwny miks różnych języków. Dwukrotnie powtórzone zostało słowo "Genero". Czy miało jakieś szczególne znaczenie? Wychwyciła także "trater". Od "traitor" lub "traître"? Zdrajca? A może coś jeszcze innego? Małymi kroczkami zbliżyła się do Argony, czując jak w jej wnętrzu rozpala się ogień nieposkromionego gniewu.- To członek twojej watahy - rzuciła pod adresem Alphy. 
- Nie możesz po prostu rozkazać mu, żeby wyjaśnił nam co tu siędo cholery dzieje? - machnęła ręką nieokreślonym ruchem w kierunku Akiro i dzieci - Albo, co byłoby jeszcze lepsze, żeby odstawił nas do... z powrotem? Chociaż w sumie, ja też mogę się tym zająć - wzruszyła ramionami obojętnie. Nie interesował jej sposób, a rezultat. nawet jeśli będzie musiała uciekać się do korzystania ze swoich zdolności lub przemocy, wyciągnie z niego co się tutaj rozgrywa.
(Argo?)

30 maja 2019

Od Akiro cd. Argony do Camille - "Początek końca"

    Akiro zatrzymał się przed drzwiami do pokoju sto jeden. Na widok tej cyfry chłopak roześmiał się w duszy,  przypominając sobie boską kreskówkę "101 dalmatyńczyków". Wszedł do pomieszczenia, gdzie czekała Camille, przywódczyni Mafii Pectis. Argona podeszła do dziewczyny i wspomniała o wygranej.
- Założyli się o to, która pierwsza mnie znajdzie.  - powiedział w myślach, obserwując kobiety. W pomieszczeniu zostały tylko one, on i Somi. Argona wskazała brązowowłosemu chłopakowi miejsce, które miał zająć. Ori bez żadnych niepotrzebnych ruchów zajął wskazane miejsce, zbierając informacje z przebieganej w tym monecie akcji rozgrywanej przed nim. Camille zaskoczona odpowiedzią Ryuketsu, zajęła miejsce, gdzie czarnowłosa odsunęła krzesło. Słowik wygodnie usiadł na krześle wyścielonym materiałem, ręce położyła na stole o ciemnym kolorze. Somniatis z lekką niechęcią opuścił pomieszczenie. Atmosfera tuż po zamknięciu drzwi stała się jeszcze bardziej napięta niż wcześniej. Akiro obserwował dziewczyny swoimi kremowymi kocimi oczami.
- Więc... dlaczego Argona uważa, że jesteś moim człowiekiem?
- Ponieważ pracowałem dla Władysława Leniniewskiego. Zajmowałem się podobnymi sprawami co wasza grupa, też się z wami kontaktowałem w imieniu Władysława i nie raz pomagałem wam w akcjach. - Rozmowa toczyła się już dłuższą chwilę, a po plecach jasnowłosego przeszedł zimny dreszcz, a jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły na widok, sunącego w ich stronę węża o czarnych świecących jak lakierowany pasek łuskach. Wąż przyspieszył i podnosząc się na raz połknął cała trójkę i zapadła ciemność.
***
  Cała trójka leżała nieprzytomna na zielonym polu, przeczesywanym przez chłodny wiatr. Argona wraz z Camille, ocknęły się jako pierwsze. Rozejrzały się po okolicy ich wzrok przykuł Akiro, który miał na sobie coś w rodzaju ciuchów gwardii. Jasnowłosy otworzył oczy i ujrzał bardzo znany mu krajobraz, z niedowierzaniem przyglądał się dali tego świata.
- Gdzie my jesteśmy? - Zapytała jakby w powietrze przyglądając się reakcji chłopaka.
- Jesteśmy w Dareno, w moim domu. - odparł bez zawahania, stając na równe nogi i ruszając przed siebie.
- A ty dokąd Akiro! - Warknęła na niego alfa.
- Musze coś sprawdzić i odwiedzić mojego króla. - Odparł po czym ruszył na ścieżkę, kobiety go dogoniły. Akiro nie zwracał uwagi na to, co one w tej chwili mówiły lub robiły. Szedł przed siebie analizując wszystko co docierało do jego świadomości z otoczenie. Po nieokreślonym czasie dotarli do niewielkiej wioski, gdzie ku samemu wejściu zbudzili zainteresowanie wśród najmłodszych mieszkańców. Dzieci otaczały ich radośnie i zaciekawieniem, w ten jedna z dziewczynek stanęła przed chłopakiem.
- Ty jesteś "Wenur" jeden z wężowych rycerzy. - mówiąc to nie miała ani kropli zawahania w tonie swojego głosu. Czarnowłosy chłopak stojący niedaleko niej przycisnął jej lekko głowę dłonią.
- Przepraszam za siostrę, gada głupoty. - Akiro znany tutaj po tytułem "Wenur" uśmiechnął się i pogłaskał ich oboje po głowie.
- Nic się nie stało. Widać, że jest mądrą dziewczynka. A teraz powiedzcie którędy do zamku Genero.
- Genero? Ono zostało przejęte pięć lat temu przez zdrajcę. Węże przegrali i nikt nie wie, gdzie obecnie są. Chociaż chodzą plotki, że są wiezieni gdzieś na zamku. - Podczas rozmowy, było słychać śmiech dzieci, które przedrzeźniały kobiety, ponieważ słyszeli dziwne dźwięk wydawane przez nie, a nie normalne słowa, które wypowiadały.

(Camille?)