Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lorem Impsum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lorem Impsum. Pokaż wszystkie posty

6 lipca 2020

Od Lorema cd. Camille

  Mężczyzna zamyślił się. Co jeszcze mogli chcieć uzyskać od tego człowieka?
- Nos volo redeo. (Chcemy wrócić.) - Powiedział po namyśle, patrząc chłodno w oczy filozofa. - Nos sunt moti a futurum. Per villam. Quam? (Przeniesiono nas z przyszłości. Przez willę. Jak?)
  Starzec omiótł go spojrzeniem od stóp do głów, potem przeniósł wzrok na Camille. Otworzył i zamknął usta, po czym wzruszył ramionami.
- Sunt variis theoriis circa peregrinatione tempus. Amicus meus dicit Galiusz... (Są różne teorie na temat podróży w czasie. Mój przyjaciel Galiusz twierdzi...) - zamilkł, gdy jego spojrzenie ponownie spotkało się z lodowatymi oczyma Lorema. - Ita infecta re videtur hic loqui tibi iure ire in villam abiit. Si potuit consummare haec tibi non dirigas vias tuas omnique retro. Capere, nisi si alia doctrina, quae... (To znaczy najwyraźniej macie tutaj niedokończone sprawy, które nie pozwoliły odejść willi na właściwe jej w przeszłości miejsce. Jeśli zakończycie te sprawy powinniście być w stanie odnaleźć drogę powrotną. Chyba że przyjmiemy inną teorię, która...)
- Camille? - Jasnowłosy zwrócił się do towarzyszki z pytającym wyrazem twarzy. 
- Nie brzmi głupio. - Kobieta pokiwała głową. - To by znaczyło, że musisz pożegnać się z rodziną, prawda? I powinniśmy po tym być w stanie wrócić. Atque haec aliorum doctrina? Quid hoc sibi vult? (A ta inna teoria? Co zakłada?)
- Est possibile, ut aliqua vi transtulit hic aliqui qui deos esse dixerunt tanta mirabilia praestare possunt, aliquando aliquid manes. (Możliwe, że przeniosła was tu jakaś siła, ponoć niektórzy bogowie są w stanie dokonywać takich cudów, czasem niektóre duchy). - Mężczyzna nieco nerwowo zagryzł wargi.
- Naiades? - spytał Lorem, którego serce poruszyło się gwałtowniej, słysząc słowa o duchach.
- Non dico, quod tales artes fabulas autem convertentur. (Mity nie podają, by posiadały one takie umiejętności.) - odparł wymijająco, odwracając wzrok. 
- Quis aliquid de illis scit? (Kto może wiedzieć coś o nich?) - naciskał jasnowłosy. 
- Czemu najady, Loremie? - Przerwała mu kobieta.
  Jasnowłosy nie odpowiedział. Świdrował wzrokiem filozofa. 
- Oms? (Kto?)
- Et `sacerdotes 'probabiliter ductus Neptuno Tiberinius. Non plus habere peritia in rebus, quam ego fabulares. Ita... (Prawdopodobnie kapłani Neptuna, ewentualnie Tyberiniusa. W sprawach mitologicznych mają większe doświadczenie ode mnie. Więc...) - spojrzał błagalnie w stronę czarnowłosej.
- Ode mnie wszystko - oznajmił cicho Lorem, na którego twarzy malowało się coś na kształt zamyślenia. 
(Camille?)

24 maja 2020

Od Lorema cd. Tiffany

- Na razie chyba wrócimy do mnie - powiedział, wyjmując z kieszeni zegarek na łańcuszku, którego tarcza świeciła lekko w mroku. - Kathleen będzie zła - mruknął bardziej do siebie, niż do dziewczynki.
  Nieprzyjemny, zimny dreszcz przebiegł mu po plecach na wspomnienie tej kobiety. Spojrzał na dziewczynkę, a myśli w jego głowie z dużą prędkością zmieniały położenie, układając się w sprawdzone, książkowe koncepty. I to ona była w nich bohaterką. A on stawał w roli "tego złego". Lorem nie myślał nigdy o sobie, jako o złej osobie. Narzędzie nie może być złe. Tylko czy chciał być narzędziem w rękach Kathleen i rządu?
  Mimo wszystko słowa Aligatora utkwiły mężczyźnie w głowie. Somniatis jest mordercą. Morderstwo uważane było za zły czyn, a w tym wypadku miał do czynienia z mordercą ludzi, których jego Pan pozostawił jego opiece. 
  Lorem zatrzymał się przy wilgotnych, stalowych prętach, wbitych w beton i biegnących aż do stropu kanałów. 
- Pójdę przodem, zaczekaj - powiedział cicho, nie do końca myśląc o tym co robi. Ciało automatycznie powtórzyło wyuczone przez lata ruchy. Wspiął się po stalowych stopniach. Na sekundę przylgnął uchem do pokrywy studzienki, zanim nie odsunął jej powoli, nasłuchując. Wychylił się lekko, badając okolicę szybkim spojrzenie, po czym wychynął cały z otworu, by następnie dać znać dziewczynce, by poszła w jego ślady. Mała miała na twarzy mieszane uczucia, wspięła się jednak szybko za nim, robiąc przy tym nieco niepotrzebnego hałasu, na który Skryba się skrzywił. Zasunął za nią pokrywę i wstał, otrzepując się i wygładzając ubranie. Wyciągnął do dziewczynki dłoń, a gdy ją chwyciła poprowadził jak gdyby nigdy nic znajomymi uliczkami do starej kamienicy. Bez większego problemu dostali się z powrotem do domu. Mężczyzna, wchodzą, ściągnął muszkę i odwiesił na haczyku. Jego wzrok powędrował do eleganckiego, czarnego płaszcza, wiszącego tuż obok. Ruszył powoli przedpokojem, słysząc za sobą ciche kroki dziewczynki.
- Już myślałam, że uciekłeś. - Wysoki, kobiecy głos dobiegał z fotela w salonie. Elegancka kobieta o jasnych włosach przeglądała właśnie coś na tablecie, leniwie wodząc piórkiem po jego powierzchni.
- Pójdziesz się wykąpać. - zarządził Lorem, opuszczając spojrzenie na wciąż przykrytą jego wierzchnim odzieniem dziewczynkę. - Możesz sobie wybrać coś z mojej szafy. Zaczekaj na mnie w pokoju.
  Pchnął ją lekko, lekko za mocno w stronę łazienki. Zachwiała się i zrobiła kilka kroków, by się nie wywrócić. Mężczyzna miał nadzieję, że nie będzie miała tym razem swojego ataku agresji.
- Dziecko? Skąd je masz? - Oczy kobiety za okularami zwęziły się w cienkie szparki. Wstała i pewnym krokiem ruszyła w stronę przybyszów.
  Lorem pochylił głowę i spuścił wzrok, nie mogąc znieść jej świdrujących, błękitnych oczu.
- Spotkałem przypadkiem - opowiedział. 
  Kobieta minęła go i zbliżyła się do dziewczynki. Skrzywiła się, czując roztaczany przez nich oboje smród.
- Naprawdę nie mogę zrozumieć, co wy widzicie w tych kanałach - powiedziała jakby mimochodem, przeklikując coś na tablecie. Stojąc przed Tiffany przyglądała się czemuś intensywnie.  - Jak się nazywa?
- Tiffany Calevite-Rivers - odpowiedział cicho jasnowłosy. 
- Somniatis Tenebris, czy mówi ci coś to imię? - zapytała Kathleen, a Lorem drgnął. Ta kobieta była ostatnią osobą, którą spodziewał się, że będzie wiedziała coś o tym człowieku. - Po twoim zachowaniu widzę, że tak. Świetnie, przynajmniej zamknę tę sprawę z Orim. Schowała tablet do torebki, z której wydobyła następnie telefon. Odwróciła się i uniosła komórkę do ucha.
(Tiffany? Zabawna sprawa, gdy wreszcie udaje ci się oddać wpływ osobnych wątków na siebie xd)

22 marca 2020

Od Lorema cd. Camille

Nie będziesz z nim rozmawiać? - Lorem zwrócił się do wciąż przemienionej w zwierzę towarzyszki. Ta tylko rozdziawiła paszczę w długim ziewnięciu, nie odpowiadając w ten sposób nijak na pytanie mężczyzny. Jasnowłosy westchnął. Miał nadzieję, że chociaż na tą rozmowę odmieni się do swojej normalnej formy. Po prawdzie nie czuł się zbyt komfortowo w towarzystwie lwicy. O jeszcze większe ciarki na plecach przyprawiał go fakt, że powinien teraz obudzić pojmanego i z nim porozmawiać. W czasach dzieciństwa osoba filozofa zawsze go fascynowała, ale też trochę przerażała. Rzeczy o których mówił, które próbował przybliżyć wydawały się nieraz zabawne, a nie raz makabrycznie przerażające. Spojrzał jeszcze raz niepewnie na lwicę, która obserwowała go ze spokojem. W tej formie przynajmniej usłyszy, jeśli ktoś będzie chciał im przeszkodzić - pocieszył się w duchu mężczyzna. Spojrzał na bezwładne ciało swojej ofiary i z rezygnacją przykucnął przy filozofie, wyjmując z kieszeni inny długopis, który bezceremonialnie wbił mu w przedramię. Asinius ocknął się, rozdziawiając szeroko usta, jednak jasnowłosy szybko mu je zatkał dłonią, przyciskając głowę mężczyzny do ściany i zbliżając swoją twarz do jego twarzy bardzo, bardzo blisko.
- Vos autem videtis me, ius? (Widzisz mnie, prawda?) - zapytał cicho, przelatując swoją nienaturalnie zwężoną źrenicą od jednego jego oka do drugiego. Filozof pokiwał entuzjastycznie głową. - Tum. (Dobrze.) - Lorem zawahał się, nie wiedząc o co dalej zapytać. - Cognoscis me? (Poznajesz mnie?) - W odpowiedzi dostał coś pomiędzy kiwnięciem a potrząśnięciem. - Ita aut nihil? (Tak czy nie?) - Dłoń jasnowłosego, trzymająca go za usta zacisnęła się, a ręce filozofa powędrowały do góry, jakby chcąc zdjąć uciskające jarzmo, jednak druga dłoń Lorema przechwyciła je w  połowie drogi.  Na skroniach mężczyzny pojawiły się kropelki potu. Jego dłonie drżały. - Monstrifici prodeunt nunc os tuum, et responde mihi quaestiones. Non intelligitis? (Teraz odsłonię twoje usta, a ty odpowiesz na moje pytania. Rozumiesz?)
  Kolejne gwałtowne kiwnięcia i mężczyzna powoli rozluźnił chwyt na ustach filozofa. Gdy tylko to uczynił, ten gwałtownie nabrał  tchu i wygiął usta do krzyku. Nie zdążył jednak, bo dłoń Lorema błyskawicznie mu je ponownie zatkała, a druga wykonała gwałtowny zamach, by uderzyć go w brzuch.
(Camille? Interweniujesz czy Lorem powinien przejść do bardziej stanowczych środków xd)

28 października 2019

Od Lorema cd. Camille

Mężczyzna niepewnie pokiwał głową. Zbytnio był zszokowany tą niespodziewaną przemianą, by zrobić cokolwiek innego, niż ruszyć przed siebie. 
- W tamtą stronę jest Forum - powiedział cicho do Camille, maszerując powoli po bruku. - Zwykle jest tam kilku filozofów. 
  Kruk zakrakał cicho, co nie do końca powiedziało Loremowi myśli kobiety, jednak bijąca od niej aura była uspokajająca. Była jedynym ciepłym elementem w lodowatych odmętach przeszłości mężczyzny. Nieco podniesiony na duchu nieco przyspieszył, starając się nie rozglądać za bardzo, jednak jego oczy same wędrowały na boki. 
- Tu mieszka Sempronius z familią, jest urzędnikiem państwowym. Jego syn często u mnie bywał - rzucił niedbale do kruka i zamilkł ponownie. Jego oczy natrafiły na złotą głowę byka, wiszącą nad wejściem. - A tu Pellius. Filozof. Uczył mnie pisać i czytać. - Znów cisza. - Domitius. - To mówiąc wskazał na wyjątkowo smukły i wysoki budynek. - Oficerowie Cesarza, ojciec spędzał u nich dużo czasu. Był tam nawet tamtej nocy... 
  Lorem bezwiednie zaczął drapać się po szyi. Kruk zakrakał i kłapnął na jego palce dziobem. Jasnowłosy gwałtownie cofnął rękę i spuścił wzrok. Nie podniósł go, aż nie dotarli do wielkiego placu, na którego środku znajdował się posąg cesarza Nerona. Mężczyzna rozejrzał się, próbując zachować spokój. Na placu było sporo ludzi, przechadzających się tam i z powrotem, pędzących gdzieś, część z nich otaczała niewielkie podwyższanie, na którym nad tłumem górował mężczyzna w białej todze i wymownej łysinie mędrca.
  Mężczyzna przełknął ślinę. Teraz będzie musiał przepchnąć się przez tłum, zaczepić jakoś tamtego i namówić do współpracy. Zakładając, że tamten wogle będzie go widział. 
- Na pewno jest inny sposób - powiedział, patrząc na kruka na swoim ramieniu. Ten zakrakał, nastroszył się i kłapnął dziobem. Lorem westchnął i z miną straceńca ruszył w stronę mędrca.
  Przepchnięcie się przez tłum okazało się nie być problemem. Byli wyjątkowo spokojni, dominowało rozbawienie, co jasnowłosy przyjął z niejaką ulgą. Większym problemem okazał się sam cel. Mężczyzna stanął przed nim akurat w momencie, gdy ten mówił o teorii, według której wszystko zbudowane jest z "kawałeczków", które łączą się w większe układy, z których zaś dopiero powstaje materia. Był tak zaaferowany swoim wykładem, że chyba nie zauważał nikogo z zgromadzonych, a już tym bardziej Lorema.
- To Asinius - mruknął jasnowłosy do ptaka. - Często przemawiał na Forum. Ałć.
  Kruk uszczypnął go w ramię. Trzeba było spróbować. Lorem wiedział, że trzeba spróbować. Jego matka w końcu ich widziała, a zatem część ludzi musi ich widzieć. Tak.
  Jasnowłosy zrobił krok do przodu, następny. Wszedł na podest, stając przed uczonym, który gwałtownie przerwał mówienie. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, jednak nim zdążył cokolwiek powiedzieć, Lorem wyjął z kieszeni długopis i wbił mu w ramię do połowy. Mędrzec znieruchomiał, jego oczy wywaliły się białkami do przodu, a jego ciało osunęło prosto w ramiona mężczyzny. 
(Camille?)

13 października 2019

Od Lorema cd. Camille

Mężczyzna nadal był nieco roztrzęsiony. Nawet opuszczenie dusznego wnętrza domu nie sprawiło, by poczuł się lepiej. W końcu zdążył się już pogodzić z myślą, że nigdy więcej już ich nie zobaczy. Lepiej by było, gdyby więcej ich nie zobaczył. Jej.
- To nie t-twoja wina - wymamrotał, próbując panować nad głosem, który jednak nawet w jego własnych uszach brzmiał wątle. Jego wzrok wbity był w ziemię, a właściwie w gładką, białą kostkę brukową, ciągnącą się pod jego stopami. - To ja powinien-nem przepraszać. -był mój pomysł.
  Uniósł nieco wzrok, by spojrzeć na dziewczynę, jednak od razu go spuścił. Jej silne poczucie winy sprawiało, że czuł, iż powinien coś z tym zrobić. Cokolwiek. Jednak nie wiedział co. Przez chwilę szli w milczeniu, gdy zbierał w sobie odwagę. Nagle się wyprostował, zaskakując tym samego siebie i staną, spoglądając prosto w twarz kobiety. Otworzył usta i zachłysnął się powietrzem. Zamknął je i spuścił wzrok.
- Już po wszystkim, tak? Nie przejmuj się mną. W końcu... - przerwał, nie będąc nawet pewien, czy chce to powiedzieć - praktycznie się nie znamy.
  Camille miała coś odpowiedzieć, jej piękne, ciemnoniebieskie oczy błyszczały światłem odbijanym przez ledwie powstrzymywane łzy, gdy między rozmawiającymi przeszedł łysy mężczyzna w białej todze, roztrącając ich na boki i ciągnąc za sobą uwagę Skryby. Lorem nie zrozumiał w pierwszej chwili tego, co widział. Nie zrozumiał nawet w drugiej chwili. 
  Ulica była praktycznie pusta, fakt, że między rozmawiających wszedł nieznajomy był w tej sytuacji faktem nad wyraz dziwnym. Znacznie jednak mniej, niż eleganckie, białe rezydencje, zdobione złotem i misternie rzeźbionymi posągami, okalające biały bruk. One również zapewne nie byłyby takie dziwne, gdyby nie to, że nie było ich tutaj, gdy wchodzili do domu rodziny Impsum. Lorem jednak dobrze pamiętał je ze swojego dzieciństwa.
  Z przerażeniem spojrzał na Camille. Nie było po wszystkim. Oj zdecydowanie nie było po wszystkim. Wszystko... miało się dopiero zacząć.
(Camille?)

16 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Camille

Lorem odwrócił się powoli, ręce mu lekko drżały. Jego jasne oczy powoli popłynęły przez mozaiki na ścianach pomieszczeń przy wyjściu w stronę twarzy... Iliady Impsum. Cera kobiety była śniada i zupełnie nie przypominała bladej, odwykłej od słońca skóry Lorema. Jej ciemne włosy spięte były w wysoki kok, jednak kilka niesfornych loków uciekało z upiętej fryzury, opadając na twarz. Również jej oczy były czarne i nieprzeniknione. Mężczyzna przełknął ślinę. Patrząc na nią znów poczuł się jak mały chłopczyk.
- Ego... (Ja...) - zaczął niepewnie, zaplatając ręce na piersi. Czuł bijące od kobiety ciepłe emocje, co nieco go uspokajało, jednocześnie drażniąc drzemiący w nim niepokój. Jasnowłosy odwrócił głowę do Camille, cofając się do niej i ponownie kierując palce do tatuażu na szyi.
- Et quae pulchra est particeps, non ex repo in dolo ostende annorum matri suae. (A kimż jest twoja urocza towarzyszka, no nie wymykaj się po cichu, pokaż starej matce swoją kochankę.) - Kobieta podeszła żwawym krokiem i chwyciła rękę Camille, na wysokości jej łokcia i potrząsnęła nią energicznie. - Ante cibum tibi aliquid relinquit. Et Euliope parare prandium pro vobis, et vos in me loquitur interim zabawicie bene mi Mercuri? (Zanim wyjdziecie powinniście coś zjeść. Każę Euliope przygotować dla was obiad, a wy tymczasem zabawicie mnie rozmową, dobrze mój drogi Merkury?)
  I nie czekając na odpowiedź jeszcze bardziej spłoszonego Lorema zaprowadziła ich do pomieszczenia, pełniącego rolę salonu, w którym mozaiki przedstawiały sielankowe sceny z mitologii, a masywne sofy osłonięte przez białe woalki, nie przepuszczające owadów stały wokół niewielkiego stolika. Iliada ruszyła w stronę portalu, by krzyknąć na niewolnicę, a tymczasem jasnowłosy stał jak kołek przy kanapie, czując że robi mu się nienaturalnie gorąco. 
- Camille, wydostań nas stąd - szepnął cicho do towarzyszki po polsku, nim gospodyni wróciła i z matczyną troską usadziła go na sofie, delikatnie acz stanowczo i z uśmiechem poklepała po głowie. 
- Cur non mihi prius aliquis loquar ad te. Iam me ducere ad solliciti quod non decernere. Non sapiunt, videatur tu cum pueris, si placet: sed generatio hominis est: et hoc, quod valde dolendum, quod frequenti indiget femina. Nunc dic quomodo coitus? Non tamquam loci. Neque dicas seducens extera quadam regina? (Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś, że się z kimś spotykasz. Zaczynałam się już martwić, że nigdy nie zdecydujesz się na ożenek. Nie mam nic przeciwko, byś widywał się z chłopcami, jeśli tak preferujesz, jednak mężczyzna musi spłodzić potomka, a do tego niestety potrzebna mu jest kobieta. Powiedz Lorem, jak się poznaliście? Nie wygląda na miejscową. Tylko mi nie mów, że uwiodłeś jakąś egzotyczną księżniczkę!) - Kobieta roześmiała się pogodnie. - Dic puero tuo voluisti placuit ei. Et sic Avis me ferae consimilem semper fugax et dulcis pueri. Im 'certus non faciunt primum gradum; et ita oportet quod uestrum est, non est hoc? At ubi mores meus es tu, ego tamen non introduced. Cum jam probabiliter hoc quoque filio meo. Iliados ipsum est nomen meum, exoticis flores et tibi nomen est? (Powiedz dziecko, co cię w nim pociąga. Lor zawsze był tak słodkim i nieśmiałym chłopcem. Jestem pewna, że nie uczynił pierwszego kroku, musi być więc to twoją sprawką, czyż nie? Ale gdzie moje maniery, nie przedstawiłam się przecież. Chociaż mój syn zapewne zdążył już to zrobić. Nazywam się Iliada Impsum, a twoje imię egzotyczny kwiecie?)
(Camille?)

Od Lorema cd. Tiffany

Nagły wybuch dziewczynki zupełnie zaskoczył Lorema, którego fala emocji uderzyła jak młot, zupełnie pozbawiając tchu i dosłownie rzucając na kolana. Wściekłe wycie i szczęk pazurów, po czym nagły huk przy drzwiach pomogły mu nieco wrócić do zmysłów. 
- Skrybo? - Aligator pochylił się nad jasnowłosym, który jednak wstał o własnych siłach, nie przyjmując od niego pomocy. - Szlag by to, przez nią upuściłem peta. Ta mała to jego, co? Furiatka.
  Lorem pokiwał głową w milczeniu. Próbował zebrać myśli. Mógł pozwolić małej odejść, skoro tego właśnie chciała. Nie był w żaden sposób zobowiązany, by się nią opiekować. Ale ten Zegarmistrz... kiedyś to imię obiło mu się o uszy. Cóż, być może dobrze byłoby go odnaleźć i zająć się nim. Dla podziemia i jego Pana. Mężczyzna wyjął powoli z kieszonki długopis i beznamiętnie sprawdził zawartość zielonego tuszu w jego wnętrzu. 
- Zadzwonię po SJEW - mruknął wielki pluszak, a jego zabawkowe łapy zawisły bezwładnie wzdłuż jego tułowia.
- Nie trzeba - Lorem spojrzał na niego lodowato. - Sam się nią zajmę.
- Jak sobie chcesz. - Łapy Aligatora ponownie wypełniły się, a ramiona poruszyły lekko. - Tylko uważaj na siebie, stary kundlu. Twoja pańcia cię nie ochroni przed wilkiem.
  Jasnowłosy w odpowiedzi włożył ponownie długopis do kieszonki i bez pożegnania ruszył do wejścia. 
- A niech to! Potargała je! Jak mamę kocham, będę je teraz przez tą cizię pół nocy zaszywał. Psia krew! - odprowadził go do wyjścia głos gospodarza Daligatora.

[...]Chlupot butów mężczyzny w kanałach rozbrzmiewał jednostajnie, niosąc się echem pustymi rurami. Były już kompletnie przemoczone, jednak wydawało się mu to nie przeszkadzać. Doskonale znał kanały, każdy ich załom, każdą ziejącą ciemnością przepaść, każdy zalany sektor. To dawało mu sporą przewagę nad wilczycą, która mimo swojej prędkości biegła na oślep. W amoku zdawała się nie zwracać na nic uwagi. Część mchu ze ścian na zakrętach była otarta, a mokre krople szlamu bardzo powoli spływały bo bokach rur z powrotem do swojego koryta. Kilka razy mężczyźnie udało się nawet trafić na krótki, twardy włos, jednak jego zdolności łowieckie pozwalały mu jedynie na mgliste przypuszczenie, że jest wilczy.
  Wiedział jednak, że się zbliża. Na skraju świadomości czuł ciche, natrętne buczenie, jakby mucha czy komar latała gdzieś w pobliżu. Jeszcze nie dość blisko, by pozbyć się jej szybkim klaśnięciem obu dłoni, jednak blisko. 
  Prawdziwy łowca poczułby zapewne ekscytację. Lorem jednak nie czuł nic, poza pustką. Co dokładnie zamierzał zrobić, gdy już ją znajdzie? Sam nie był pewien. Zapewne to samo, co robił dotychczas. Będzie ją za sobą ciągnął, aż nie odnajdą Zegarmistrza. To nie był dobry plan i mężczyzna miał tego świadomość. Jednak nie był specjalistą od wymyślania dobrych planów. Zwykle inny mówili mu, co ma zrobić. Teraz musiał się tym zająć sam. 
  Jakiś zapach zakręcił mu mocniej w nosie. Wciągnął nim jeszcze raz powietrze i ku swojemu zdziwieniu rozpoznał znajomą woń. Przyśpieszył kroku. Była blisko. Wyciągnął z kieszeni długopis - zwykłą jednorazówkę, jakich pełno w marketach. Jego wąska źrenica zwęziła się jeszcze bardziej, gdy zmierzał w kierunku celu.
(Tiffany?)

Od Lorema cd. Camille

Zamarznięci w domu rodziny Impsum. Mężczyzna poczuł ciarki na plecach. Nie żeby nie marzył, by wrócić do tego miejsca. To było po prostu... zbyt nierealne. Zdawał sobie również sprawę, że jeśli to miejsce na prawdę zamarzło w czasie to on sam wciąż może tutaj być. Jako mały chłopiec. Nieświadomy jeszcze katastrofy, która nadchodzi. 
  Usiadł na łożu, które zapadło się lekko pod jego ciężarem. 
- To... absurdalne - powiedział wreszcie. Cała ta sytuacja... ten dom. Znajome twarze. Nimfa w sadzawce. I przeczucie zbliżającej się zagłady. Jeśli to był sen to Lorem chciał się z niego wybudzić. Jak najszybciej. Spojrzał z dołu na Camille, machinalnie bawiąc się palcami. 
- Nie bardziej, niż wszystko, co działo się dotychczas. - Rumieniec na twarzy dziewczyny dodawał jej tylko uroku, co odnotowawszy Lorem gwałtownie ponownie spuścił wzrok. Nie powinien myśleć o takich rzeczach. Nie w chwili, gdy sytuacja byłą tak krytyczna. - Powinniśmy się chyba przekonać, nie sądzisz?
  Jasnowłosy pokiwał głową. Obecnie znajdowali się w jednym z najdalszych pomieszczeń domu, a żeby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja będą musieli przedostać się przez cały dom. Możliwie niezauważeni. Nie chciał spotkać nikogo z rodziny. Obawiał się tego jak niczego od dawna. Bał się, że gdy go zobaczą uznają go za włóczęgę i wyrzucą. Albo co gorsza... rozpoznają. Zagryzł wargę. To nie będzie proste, z tego co mężczyzna pamiętał dom tętnił życiem niemal przez cały dzień. 
- Koło drugiej zacznie się sjesta - powiedział. - Większość domowników będzie odpoczywać.
  Większość to dobre słowo. Niewolnicy zapewne nadal będą uwijać się przy gospodarstwie, jednak z nimi powinni jakoś sobie poradzić. W końcu Camille znała łacinę i miała swój niezwykły dar przekonywania. Chwila, co? Mężczyzna chciał wrócić do informacji, którą podpowiedziała mu podświadomość, jednak jego towarzyszka nie dała mu okacji.
- Mówisz, że to dobry moment, by się rozejrzeć? - W odpowiedzi Lorem pokiwał głową. 
- Camille... - zaczął cicho, a dziewczyna podeszła powoli do niego i usiadła obok. Odwrócił od niej wzrok i jego spojrzenie padło na wulgarną mozaikę. Dopiero teraz zorientował się, gdzie właściwie są i poczuł się nagle bardzo niezręcznie. Odchrząknął. - Odejdźmy stąd tak szybko jak się da. Proszę.
(Camille?)

14 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Camille

Mężczyzna zastanowił się przez chwilę. Minęło wiele lat, odkąd był tutaj ostatnio, jednak w jego pamięci powoli zaczynał się układać plan domu. Sekretne pokoje? Tajne przejścia? Pokręcił przecząco głową. Nie wiedział o niczym takim. Nigdy nie udało mu się odnaleźć niczego takiego, jego rodzice też o tym nie wspominali. 
- Nie były nam potrzebne - powiedział cicho. Tak przynajmniej myśleliśmy - dokończył w duchu. Z jednego z sąsiadujących z peristilium pokoi dobiegły przytłumione głosy i Lorem rozpoznał znajome tony. 
- Claudorum aridorum expectantium aquae portans (I przynieś wody z sadzawki) - powiedział wybijający się ponad pozostałe kobiecy głos. Mężczyźnie nie było potrzeba dodatkowej zachęty. Gwałtownie chwycił Camille za rękę i wciągnął w okalającą basenik roślinność.
- Lor... - jasnowłosy przyłożył palec do ust, uciszając towarzyszkę. 
  Z portalu wyłoniła się ubrana w białą szatę kobieta o ciemnej karnacji, niosąca w dłoniach wysoką wazę. Lorem przełknął ślinę. Nieświadoma obecności dwójki obserwatorów nabrała wody do naczynie i z trudem dźwigając je z ziemi ruszyła w stronę pomieszczenia, z którego właśnie wyszła. Jasnowłosy ponownie pociągną swoją towarzyszkę, nie dając jej czasu na powiedzenie czegokolwiek i wcisnął ją do ciemnego pomieszczenia, którego wejście odgrodzone było od peristilium kotarą. Było tu nieco chłodniej, a na jego środku stało masywne łoże. Ściany pomieszczenia pokryte były... dość sprośną mozaiką, przedstawiającą Cheruba z ludzką kobietą w różnych pozach, eksponując ich nagie ciała. Dominowały tu barwy ognistego szkarłatu.
  Dopiero tutaj jasnowłosy puścił dłoń Camille i nieco zmieszany cofnął się od niej. Ponownie nerwowo zaczął drapać się po tatuażu na szyi. 
- Niech zgadnę. To był ktoś... z rodziny? - zapytała kobieta, zazkakując Lorema trafnością swoich przypuszczeń.
- Z famili. Niewolnica - uściślił. 
(Camille?)

13 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Camille

To, co ukazało się ich oczom sprawiło, że serce zabiło mężczyźnie mocniej. Oblizał niepewnie wargi i bez słowa ruszył w kierunku budynku. Przystanął na chwilę przed niskimi schodkami, prowadzącymi do vestibulum i obejrzał się na kobietę. W jego oczach odbijał się jasny tynk, pokrywający ściany budowli. Poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć... niespodziewany szmer, dobiegający gdzieś od strony wnętrza domu zwrócił jego uwagę. Nie myśląc, Lorem wbiegł do środka. Po pięknych mozaikach, które tak dobrze pamiętał prosto do niewielkiego ogródka, którego bujna roślinność przywodziła na myśl prawdziwy raj, koło sadzawki - w której chłodna woda szumiała cicho wokół wizerunku konia wodnego. Jego uwaga przelotnie prześlizgnęła się po eleganckich kolumienkach okalających atrium, nim wpadł do tablinum, gdzie powitały go tak znajome sylwetki przodów... Zatrzymał się dopiero na skraju peristylium, wpatrzony w drugi basenik, na którego środku, na niewielkim podwyższeniu siedziała smukła, kobieca postać. Ogród wokół niej wydawał się blady, a światło wpadajace przez dziurę w suficie - ciemne. Jej sylwetka wyraźnie odcinała się od tego wszystkiego. Nie wyglądała, jakby była z tego świata, choć... czy można powiedzieć, że nimfy są z tego świata?
- Jak...? - Wydobyło się z garda Lorema ciche zapytanie. To wszystko było jak sen. Jeden z tysięcy snów, które nawiedzały go, odkąd przypomniał sobie swoją przeszłość. Jeden z tych, które przemieniały się w koszmar, gdy tylko tracił czujność.
  Nimfa zachichotała i chlupnęła nogami o wodę.
- Lorem. - Czarnowłosa zrównała się z mężczyzną. Jej włosy były rozwiane. Najwyraźniej biegła. - Gdy mówiłeś o willi myślałam, że będzie to ruina. Na pewno nie... to.
  Mężczyzna tylko skinął głową i wskazał palcem na nimfę. Camille spojrzała w tamtym kieurnku, jednak nie wyglądała, jakby zobaczyła tam coś szczególnego. Tamta za to przyłożyła palec do ust, mrugnęła i zanurzyła się w sadzawce, znikając zupełnie. Jasnowłosy opuścił palec i wzruszył ramionami.
- To nie powinno tak wyglądać - wyznał cicho, podchodząc do najbliższej mozaiki ściennej. Jego towarzyszka podążyła zaciekawiona za nim. Lorem nerwowo oblizał wargi i przyłożył dłoń do nierównej nawierzchni. - Dokładnie takie, jak je pamiętam... 
(Camille?)

22 czerwca 2019

Od Lorema cd. Tiffany

Wkroczyli do niewielkiego przedsionka, którego ściany wymalowane były w coś na kształt komiksowej wizji zalanego ścieku, w którym unosiły się różne śmieci, ryby z krzyżykami na oczach czy bliżej niezidentyfikowane glony. Lorem maszerował pewnie w stronę zasłonki, zrobionej ze zwieszających się z stropu korytarza pasków tkaniny, wyciętych w fale i tańczących lekko od przeciągu, który spowodowało otwarcie włazu. Zwykły środek ostrożności.
  Mężczyzna rozsunął girlandę i odsunął się, puszczając dziewczynkę przodem. Ta niepewnie minęła go, by wejść prosto do okrągłej sali, na której środku znajdowało się niewielkie podwyższenie, zrobione ze starych palet po pelecie. Wokół niego na ziemi rozłożone były poduszki, wśród których dominowały długie, aligatory we wszystkich kształtach, rozmiarach i odcieniach zieleni. Był w śród nich również jeden naturalnej wielkości, różowy słoń oraz mała grupka bardziej pufowatych puszek po popularnych w europie napojach typu Coca Cola, Fanta, Sprite oraz, nie wiadomo czemu, Płynna Esencja Z Jednorożców I Tęczy. I tutaj ściana przyozdobiona była motywem ściekowym, wzbogaconym o olbrzymiego aligatora, którego masywne cielsko opływało pomieszczenie, a na którego łuskach widać było poprzylepiane liczne zielone karteczki. W tym momencie pomieszczenie było zupełnie puste i Lorem poczuł ukłucie w sercu. Wcześniej zawsze tęskniło życiem. Zawsze. I nie chodzi tu tylko o liczne występy, jakie widziała ta scena. Ktoś po prostu zawsze tu był - czy to szyjąc poduszki, czy doklejając wiersze na aligatorze, czy majstrując przy scenie...
- Tu zaczekamy - oznajmił jasnowłosy cicho, ruszając w stronę jedynego słonia na sali, który zwykł być najbardziej obleganym obiektem na sali. Lorem ostrożnie usadowił się na jego wytartym boku, od razu zapadając się w miękki puch, którym był wypchany. Rozkładając się wygodniej spojrzał na dziewczynkę, nadal stojącą w wejściu i wodzącą spojrzeniem po znajdujących się tutaj elementach wystroju. Mężczyzna pamiętał, że gdy pierwszy raz tu trafił również był pod wrażeniem, jednak częste odwiedziny sprawiły, że to wszystko wydawało mu się zupełnie zwyczajne.
- Daligator - oznajmił, zwracając uwagę dziewczyny na siebie. - Tak to nazywamy.
  Spośród pluszaków, uniosła się postawna postać w stroju pluszowego aligatora i oparła dłonie na ramionach Tiffany.
- Ponieważ Dali go zaprojektował. - Wyszeptał ktoś prosto do jej ucha sprawiając, że gwałtownie odskoczyła i potknęła się o poduszkę w kształcie puszki, upadając na miękkie grzbiety gadów. - A Patosowi zdarzyło się przy rozmowie z Stachurą przejęzyczyć, łącząc nazwisko biednego Salwadora z aligatorem. - Osoba, ukryta pod maską stwora nie zrobiła sobie najwyraźniej nic z gwałtownej reakcji dziewczynki. - I się przyjęło, jak też większość podobnych absurdów zwykło przyjmować się w naszej organizacji. - Rozłożył ramiona, po czym jakby uświadomił sobie, że czarnowłosa wciąż leży na ziemi, bo schylił się, podając jej dłoń i stawiając oniemiałą dziewczynkę do pionu. - Musisz być tu po raz pierwszy. Dobrze widzieć nowe twarze.
- Jak tak dalej pójdzie, nie będzie ich wiele - powiedział Lorem, bezszelestnie stając za plecami aligatora. Ten odwrócił twarz bokiem do jasnowłosego, a zielonkawe światło pomieszczenia zagrało w jego kauczukowym oku.
- Jeśli tak się wydarzy, będzie to tylko i wyłącznie z twojej winy, Skrybo. Twoje wystąpienia są zaprawdę żałosne i tylko psują opinię nam, prawdziwym artystom. - Zapadła chwila ciszy, po czym spod maski rozległ się stłumiony śmiech. - Dobrze cię widzieć. Dawno nie przychodziłeś i już zaczynałem się martwić, że zjedli cię dziennikarze. Usiądźcie proszę. - Aligator uczynił zapraszający gest, wskazując na rozłożone wszędzie poduszki. - Zaproponowałbym herbaty, jednak pływający barek się zepsuł i Kwintus go naprawia na powierzchni i...
- Somniatis Tenebris. Wiesz coś o nim? - zapytał bez dalszych wstępów Lorem.
  Aligator szurnął gwałtowniej ogonem po ziemi. Spojrzał na mężczyznę.
- Zegarmistrz nie jest już jednym z nas. Nie wiem czy przy tym byłeś... on jest wilkiem Loremie. Zamordował trzech malarzy, którzy któregoś dnia przyszli do niego zostawić swoje obrazy.
(Tiffany?)

21 czerwca 2019

Od Lorema cd. Camille

Zagadkę najady? - zapytał Lorem niepewnie.
- No wiesz, powiedziała, że cała rodzina Impsumów zginęła w pożarze Rzymu. Łącznie z tobą lub twoim imiennikiem. I że było to dawno. To dziwne, nie sądzisz? - oznajmiła rzeczowo. 
  Mężczyzna zrobił zakłopotaną minę i zaczął drapać się po tatuażu na szyi. Nie do końca wiedział, jak to powiedzieć dziewczynie. Nie do końca też wiedział, czy powinien jej to mówić. Mężczyzna spojrzał na Camille z ukosa. Cóż... nie miał w sumie nic do stracenia. Zresztą i tak pewnie mu nie uwierzy.
- Moja rodzina zginęła w pożarze Rzymu. Ja też prawie... - To mówiąc odsunął grzywkę, pokazując paskudną bliznę po oparzeniu, okrywającą połowę jego twarzy. - Uratowała mnie Kaliste, nimfa oddając po opiekę Tyberiniusowi. - Zamilkł, czekając na niedowierzające pytania i uwagi, jednak kobieta tylko pokiwała powoli głową, jakby się zastanawiała nad sensem jego słów. Uwierzyła mu? Tak po prostu? - To było w 64 roku... - dokończył cicho.
- Czyli w tym momencie masz...prawie dwa tysiące lat? - spytała Camille z wahaniem.
- W pewnym sensie - przytaknął Lorem, coraz bardziej nerwowo drapiąc się po szyi. 
- Więc czemu... - Kobieta zmarszczyła brwi, po czym gwałtownie chwyciła dłoń Lorema i odciągnęła ją od jego szyi. Przez ciało jasnowłosego przebiegł dreszcz - nie do końca nieprzyjemny. - Przestań się drapać. Spójrz, rozharatałeś sobie szyję do krwi.
  Gdy mężczyzna spojrzał na swoje paznokcie faktycznie było na nich nieco czerwonej posoki. Nawet nie poczuł kiedy jego nie obcinane od dawna paznokcie przetarły warstwę naskórka. Pokiwał głową, a Camille puściła jego dłoń, która luźno opadła na uda Lorema. Zapadła pomiędzy nimi dość niezręczna cisza. 
- Jeśli sądzisz, że to pomoże mogę ci pokazać, gdzie stała moja willa - powiedział cicho jasnowłosy, nie do końca sam pewien, po co to proponuje. Właściwie powrót na Ainelysnart wydawał się najrozsądniejszą myślą, jednak czuł że w jakiś sposób jest coś winien tej dziewczynie. I że być może to wyrówna nieco dług.
(Camille?)

14 czerwca 2019

Od Lorema cd. Camille

    Mężczyzna nie był pewien czy chce zaufać tej kobiecie i pomóc jej się dowiedzieć. A co jeśli tak na prawdę ścigała go... z dowolnego powodu? Jednak sam łapał się na ciągłym zadawaniu sobie pytania: "Jestem w Rzymie, co teraz?". Być może to, co wydarzyło się między nimi było kluczem do odkrycia celu całej tej wyprawy. No i... czuł się na prawdę dobrze w jej towarzystwie. Mimo natłoku emocji, atakujących go ze wszystkich stron, jej obecność sprawiała, że czuł się bardziej komfortowo. Bezpiecznie.
  Lorem miał mętlik. Zupełny mętlik w głowie. Jak można do tego stopnia komuś nie ufać, jednocześnie ufając mu bezgranicznie?
- Hmm - odpowiedział wreszcie cicho, kiwając krótko głową. Nie zdołał zdobyć się na nic więcej, to jednak zdawało się w zupełności wystarczać dziewczynie. - Ja... pamiętam nie wiele. - Powiedział powoli, bardzo ostrożnie dobierając słowa. - Uciekałem... przed pewnymi ludźmi.
- Skąd uciekałeś... znaczy, jeśli nie chcesz, nie musisz mówić - dziewczyna była bardzo ostrożna. Być może jej też przyszło do głowy, że uciekać mógł właśnie przed nią?
- Z Ainelysnart - odpowiedział cicho, patrząc na jej reakcję. Nie wyglądała na zaskoczoną.
- A potem? Co się wydarzyło potem, w... Paryżu?
- Byłem tam z... - zaciął się - po prostu. Po drodze. I ruszyłem dalej.
- I twoim celem był Rzym od początku?
  Mężczyzna zamyślił się. Uporczywy szum w głowie przybierał na sile.
- Chyba...
- Więc po co zatrzymywałeś się w Paryżu?
  Ludzie maszerowali równym krokiem, dokoła rozmawiających panował gwar. Kawałek dalej fontanna szumiała cicho. Jednak Lorem poczuł się tak, jakby nagle wszystkie źródła dźwięku zostały wyłączone. Jego zwężona źrenica lewego oka rozszerzyła się na moment, gdy przypominał sobie uśmiech dziewczyny i powietrze, muskające jego twarz.
- Byłaś tam... - wymamrotał. Faktycznie, była tam. Teraz ją pamiętał, choć mętnie, bardzo mętnie. Kłębiące się myśli. Narastający ból głowy. Trochę nerwowo zaczął uderzać palcami o kolana.
(Camille? Na twoim miejscu uważałabym bardziej na psychopatów xd)

1 czerwca 2019

Od Lorema cd. Camille

    Camille odeszła kawałek, pozostawiając mężczyznę bijącego się z myślami. Po prostu nie mógł sobie przypomnieć. Nie potrafił. I przez to nie miał pojęcia, czemu tak bardzo zabolało go głęboko w klatce piersiowej, gdy dziewczyna oświadczyła mu, że nie zamierza go do niczego zmuszać. Że może iść. Że nie będzie go zatrzymywać. Lorem czuł, że dziewczyna nie była jego wrogiem, być może nawet czuł to od samego początku, jednak nie potrafił się przemóc, by jej zaufać... A jednak nawet z tej odległości dalej czuł jej poplątane emocje, wybijały się na tle wszystkich pozostałych, niczym znajomy głos, który wybija się w tłumie rozmawiających. I przyciąga do siebie.
  Mężczyzna złączył ze sobą swoje dłonie i bezwiednie zaczął się nimi bawić. Czuł się niezręcznie i dziwnie. Nie miał pojęcia, co teraz zrobić. Camille powiedziała mu, by zrobił co chce. By zajął się swoimi sprawami. Z tym że mężczyzna nie wiedział, jakie sprawy ma do załatwienia w Rzymie. Przez całą podróż miał nadzieję, że dotarcie tutaj rozwieje jego wątpliwości. Że przypomni sobie coś nowego.
  Zacisnął zęby. Wstał. Spojrzał przelotnie na kłębiących się ludzi. Ich obecność wcale nie pomagała. Odwrócił się i nieco chwiejnym krokiem podszedł do miejsca, w którym ciemnowłosa rozmawiała z nimfą. Pierwsza zauważyła go Eucalipso, która zamilkła gwałtownie i spojrzała na niego. Camille odwróciła się i omiotła go spojrzeniem od góry do dołu. Lorem poczuł się jeszcze bardziej zakłopotany.
- Dlaczego mnie szukałaś - spytał cicho, nie patrząc na nią. 
(Lorem?)

26 maja 2019

Od Lorema cd. Camille

    Lorem już wiedział, jaka będzie odpowiedź nimfy. Jego ręka gwałtownie sama wystartowała i wepchnęła Eucalipso z powrotem pod wodę. Ciemnowłosa wstała zdziwiona, a on odskoczył jak oparzony. Jego wąska źrenica zwęziła się jeszcze bardziej. Przez chwilę stał w bezruchu, wpatrując się w Camille z lodowatym przerażeniem.
  Gwałtownie nimfa wyłoniła się ponownie z fontanny, rozchlapując wodę na boki. Miała nadąsaną minę.
- To było nieuprzejme! - prychnęła.
  Dla jasnowłosego jej głos był niczym impuls. Obrócił się na pięcie i rzucił biegiem w tłum ludzi, zgromadzonych na placu. Nie zdążył jednak w nim zniknąć, gdyż został zatrzymany przez miękką, delikatną dłoń, chwytającą go za nadgarstek. Odwrócił się. Trzymała go, nie pozwalając uciec. Jej oczy błyszczały - czy to ze szczęścia, czy też zaszły łzami? Hałas emocji dokoła był tak intensywny...
- Zaczekaj, Loremie!
  Na dźwięk swojego imienia w jej ustach mężczyzna drgnął. Poczuł lekkie pociągnięcie i dał się poprowadzić z powrotem do fontanny. Nimfa nadal wyglądała na nadąsaną, jednak ukradkiem spoglądała ciekawie na siedzącą na brzegu fontanny parę. Lorem spuścił wzrok. Nie chciał patrzeć tej dziewczynie w oczy. Było mu głupio, że zareagował tak gwałtownie.
- Musi chodzić o kogo innego - powiedział cicho. - Nie znamy się.
  Woda w fontannie pluskała monotonnie. Tłumy ludzi przechodziły koło nich, wytwarzając nieokreślony gwar tysięcy rozmów, jednak nawet pomimo tego mężczyzna mógł wyraźnie usłyszeć odpowiedź Camille.
(Camille?)

21 kwietnia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Dla większości ludzi każdy kanał wygląda dokładnie tak samo. Nawet cuchnie dokładnie tak samo. Nic bardziej mylnego. Subtelne różnice w nachyleniu, poziomi ścieków, ilości mchu czy pęknięć oraz zapach... Po tylu latach Lorem był w stanie rozróżnić całą gamę charakterystycznych smrodów. Były częścią magii tego miejsca.
  Szli w milczeniu. Spokojna atmosfera podziemia powoli łagodziła ból, jaki sprawiła czarnowłosemu dziewczynka. Jej emocje nieco przygasły, pozostawiając po sobie cień, który drażnił zmysły Impsuma na samych ich krańcach. Jej uczucia były tak znajome i tak niepokojące. Mężczyzna zaczął się zastanawiać czy aby na pewno postąpił słusznie. Rzucił ukradkowe spojrzenie człapiącej za nim dziewczynie. Na jej twarzy wciąż było widać czerwony ślad po uderzeniu, oczy wydawały się mokre. Ponadto drżała z zimna. Jasnowłosy odwrócił wzrok i potarł lekko płaszcz, który miał na sobie. Może powinien był wcześniej o tym pomyśleć?
  Zatrzymał się nieco gwałtownie tak, że Tiffany prawie na niego wpadła. Przez chwilę wyglądał, jakby czegoś nasłuchiwał lub wypatrywał, po czym zsunął powoli z ramion płaszcz i podał dziewczynce, nie patrząc nawet w jej stronę. Poczuł, jak ciężki materiał opiera się na jej dłoniach, więc puścił i ruszył w dalszą drogę, nie sprawdzając nawet, czy mała idzie za nim. Byli już blisko. Bardzo blisko. Ledwie kilkanaście metrów od załomu korytarza, w którym rura kierowała się na prawo oraz w dół, tworząc z tego miejsca niebezpieczny Trójkąt z Okiem, jak nazywali to niektórzy artyści.
  Lorem schylił się i z załomu w dziurze wyciągnął niewielki dzwoneczek. Trzymał go ostrożnie za delikatne serce, gdy wstawał. Odwrócił się do dziewczynki. Właśnie zdążyła doczłapać do niego i zatrzymać się w bezpiecznej odległości. Jej ramiona okryte były płaszczem. Wyciągnął do niej dzwoneczek na otwartej dłoni.
- Smutek - powiedział. - Zagraj smutek.
  Po tych słowach wpatrzył się wyczekująco w dziewczynkę. Sam nigdy nie radził sobie dobrze z tym wyzwaniem. Po pierwsze nie miał słuchu muzycznego, a po drugie nie do końca potrafił wyobrazić sobie, jak dzwoneczek ma oddawać smutek. Było to dla niego dość abstrakcyjne i bezsensu i zawsze gdy się nad tym zastanawiał przed wejściem do siedziby Tycjanu przywoływał z pamięci dźwięk, który dawno temu pokazał mu Patos, gdy pierwszy raz wchodził do tej kryjówki.
- Jak mam zagrać smutek na dzwoneczku? - Tiffany oglądała niewielki "instrument" ze wszystkich stron. Lorem wzruszył ramionami. 
(Tiffany? Wybacz proporcje opis-akcja, ale tak wyszło no xd Masz dzwoneczek, wykaż się zdolnościami artystycznymi)

22 marca 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Lorem przechylił głowę, a jego oczy uciekły w lewo w zamyśleniu. Somniatis Tenebris, Somniatis Tenebris. Mężczyzna był pewien, że gdzieś to nazwisko już słyszał. Nawet niejasno był w stanie powiązać jego osobę z ZUPA'ą, jednak nie bardzo przypominał sobie w jaki sposób. Być może inni będą w stanie mu powiedzieć. Spojrzał na dziewczynkę i kiwną głową. W jej oczach pojawił się nagły błysk nadziei.
- ZAPROWDŹ MNIE DO NIEGO! - wykrzyknęła rozkazując. Lorem zwiesił smutno głowę i nią pokręcił.
- Nie wiem, gdzie jest - powiedział.
- To się dowiedz! - głos dziewczynki nieco osłabł, jakby zmęczyło ją krzyczenie.
  Jasnowłosy pokiwał potakująco głową. Musiał się wybrać do podziemia ZUPA'y i wypytać artystów o tego człowieka. Jeśli Somniatis Tenebris był jej bliskim to chyba oddanie jej w jego ręce będzie dobrym pomysłem, prawda? PRAWDA?! Impsum wstał również i poszedł do przedpokoju, by ubrać płaszcz. Dziewczynka podążyła za nim i przyglądała się, gdy poprawiał niepewnie muchę i władał dodatkowe dwa długopisy do kieszonki. Mężczyzna spojrzał na nią z ukosa, jednak nie byłby w stanie powiedzieć, co myśli. Wyglądała na zniecierpliwioną i tupała miarowo nóżką, jednak otaczające ją emocje były mieszaniną ekstazy, strachu i złości. Ręce Lorema drżały, gdy wyjmował klucz z kieszeni. Trochę obawiał się, że w tym stanie nie da rady przeprowadzić normalnej rozmowy, co i tak było dla niego bardzo trudne.
  Otworzył drzwi i skłonił się lekko, pokazując dziewczynce wyjście otwartą dłonią. Tiffany mruknęła coś pod nosem, czego nie zrozumiał i wyszła na zewnątrz. Razem zeszli kilka pięter w dół, by wydostać się na niezbyt ruchliwą ulicę. Gdy tylko się tam znaleźli, mała wykonała gwałtowny ruch, a Lorem instynktownie chwycił ją za nadgarstek, zaciskając na nim ciasno swoje palce.
- Puszczaj mnie! - krzyknęła, miotając się gwałtownie. - Pedofil! Ratunku!
  Jasnowłosy był kompletnie zbity z tropu. Zbity z tropu i niemal ogłuszony nawałem emocji. Miał tak głupią minę, że jakaś kobieta klepnęła go po ramieniu przechodząc i powiedziała:
- Ach, te dzieciaki. Mnóstwo z nimi kłopotu. - Mężczyzna kiwnął głową, a ona poszła dalej, nie zwracając uwagi na miotającą się dziewczynkę. Inni ludzi dziwnie patrzyli na nich, jednak i oni nie wydawali się zbytnio zainteresowani sytuacją. Lorem, męczony przez narastający ból, pociągnął więc dalej miotającą się i wrzeszczącą Tiffany w kierunku najbliższego zaułka, prowadzącego do jednego z sekretnych przejść do podziemi.
  Dopiero tam wypuścił dłoń dziewczynki, popychając ją nieco do przodu. Gdy odwróciła się do niego, chcąc najwyraźniej coś powiedzieć z rozmachem uderzył ją w twarz, aż jej głowa odskoczyła na bok.
- Uspokój się - powiedział chłodno. Musiała się uspokoić. Nie mogła bombardować go przez cały czas tymi rozchwianymi, namolnymi, okrutnymi emocjami. Przez ich natłok nie był w stanie trzeźwo myśleć. Chciał, żeby wreszcie się zamknęła. - Szukam tamtego mężczyzny.
(Tiffany?)

25 lutego 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Mężczyzna skulił się nieco od tego niespodziewanego emocjonalnego ataku, a jego głowie myśli kłębiły się jak oszalałe, podczas gdy dziewczynka wylewała z siebie swoje żale. Gdy wreszcie umilkła, Lorem powoli wyprostował się i spuścił wzrok. Znowu. Nie miał pojęcia, co powinien w takiej sytuacji zrobić. Oczywiście... mógłby pozwolić jej odejść. Tego najwyraźniej chciała, tego żądała za każdym razem, ale... nie chciał. Czuj jej ból na samym sobie, wiedział też, pamiętał, jak coś takiego skończyło się ostatnim razem. Nie chciał tego. Dla niej.
- Zimno...
  Drgnął lekko. To słowo było dla niego przynajmniej zrozumiałe. Na takie polecenia był w stanie zareagować. Opuścił przedpokój bez słowa, zostawiając krwawiącą dziewczynkę samą. W jednej z szaf wyszukał kocyka, a gdy wrócił, zobaczył jak gwałtownie odskoczyła od drzwi. Przez myśl mu przemknęło, że mogła próbować majstrować przy zamku, jednak w sumie było mu to obojętne. Podszedł do Tiffany i ostrożnie nakrył ją kocem. Potem ostrożnie położył dłoń na jej głowie i odwrócił wzrok. Jego Pan zawsze tak robił, gdy Lorem dobrze się spisał. Jasnowłosy lubił to uczucie. Było ciepłe i dawało poczucie więzi. Teraz myślał intensywnie co może powiedzieć, żeby dziewczyna poczuła się choć trochę lepiej. Jego Pan zawsze mówił "Dobrze się spisałeś" albo "Dobra robota", jednak żadne z tych nie wydawało się być stosowne do tej chwili.
- Nie kłopotasz mnie - powiedział wreszcie, gwałtownie cofając rękę i robiąc krok do tyłu. Utkwił  natarczywe spojrzenie w Tiffany, jakby nim tylko chciał przekazać całe swoje intencje. Jednak nie wyglądało, by docierały one do dziewczynki. - Wróćmy do salonu.
  W ciele dziewczynki kotłowały się sprzeczne emocje. Była gotowa na kolejny wybuch. Lorem czuł to. Czy powinien zareagować gwałtowniej? Siła zawsze zapewniała posłuch, jednak jego przyjacielowi wyrządziła więcej krzywdy.
- Nie zamierzam robić tego co mi karzesz! - warknęła dziewczyna, po czym zagryzła wargę i mocniej zacisnęła palce dłoni na ramionach. Mimo że miała na sobie kocyk, nie otuliła się w niego, choć dygotała z zimna. - Jeśli mnie nie wypuścisz zostanę tu! O tu właśnie!
  To mówiąc usiadła na zimnej posadzce. Ciepły materiał, poderwany gwałtownym podmuchem zsunął się z jej ramion. Gwałtownie go złapała. I poprawiła. Mimo swojego buntowniczego zachowania najwyraźniej zaakceptowała ten obiekt. Ucieszyło to Lorema. Sukces był niewielki, jednak zawsze był sukcesem. Kiwnął głową i również usiadł na zimnej posadzce przed dziewczyną. Utkwił w niej spojrzenie swojego jednego, błękitnego oka. Przypominał teraz trochę sępa, wpatrującego się w swoją ofiarę.
(Tiffany? Z tym otóż drapieżnym ptakiem cię zostawiam xd)

25 stycznia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Lorem poderwał się ze swojego miejsca. Nie spodziewał się po tej dziewczynie takiej oficjalnej postawy. Zmieszał się nieco, jednak szybko odzyskał swoją zwykłą, profesjonalną postawę.
- Nazywam się Lorem Impsum - mężczyzna opuścił dłonie wzdłuż tułowia i pochylił się w niezbyt niskim ukłonie. Wyprostował się i spojrzał na dziewczynkę. - W porządku. - Jego spojrzenie powędrowało w bok, jakby się zastanawiał, co teraz zrobić. Istotnie, właśnie to zaprzątało jego myśli.
- To ten, skoro już to sobie wyjaśniliśmy to ja już pójdę... - Tiffany zrobiła ruch w kierunku drzwi, jednak przed dalszą akcją powstrzymało ją nieruchome spojrzenie Lorema, które raptownie zogniskowało się na jej postaci. W jakiś sposób jedyne widoczne oko o nienormalnie zwężonej tęczówce przewiercało ją na wylot, przywodząc na myśl spojrzenie psychopaty.
- Napijesz się? - spytał po prostu, wypuszczając ją z okowów spojrzenia i kierując się do czajnika.
- Muszę zdążyć do pracy! - nagle przypomniała sobie nastolatka. - Niestety, nie mam czasu dłużej tu zostawać. Już i tak będę się musiała wytłumaczyć ze wszystkiego. - Uśmiechnęła się. - Może innym razem, Loremie?
  Mężczyzna nie zareagował. Przygotował dwa kubki i wrzucił do nich po torebce z herbatą. Emocje dziewczyny bombardowały go ze wszystkich stron, wprowadzając w otępienie i sprawiając, że powoli przetwarzał informacje. Rzadko spotykał się z tak "hałaśliwymi" ludźmi. Urzędnicy zwykle byli zimni i nieczuli, a emocjonalność Kathleen można by porównać z tą, właściwą głazowi. Na kompletnym odludziu. Gdzieś na Antarktydzie.
  Tiffany wyszła z pokoju i podeszła do drzwi wyjściowych. Szarpnęła za klamkę, jednak te nie ustąpiły. Przekręciła pokrętła zamków, jednak wtedy również nie dało się ich otworzyć. Były zamknięte na klucz.
  Po chwili Lorem zorientował się, że dziewczynki nie ma w pobliżu i wyszedł z aneksu, by ją odnaleźć stojącą przy drzwiach. Spojrzał na nią bez wyrazu.
- Spokojnie. - To mówiąc pokazał na kieszonkę na swojej piersi. - Ja mam klucz.
(Tiffany?)

22 stycznia 2019

Od Lorema cd. Tiffany

    Fala emocji, która gwałtownie wypłynęła z dziewczyny niemal ogłuszyła Lorema sprawiając, że przez chwilę walczył ze sobą, by utrzymać się na nogach. Jej wściekłość i rozpacz po tych przytłumionych jakimiś środkami emocjach były jak odgłos grzmotu w bezchmurny dzień. Gdy wreszcie odzyskała panowanie nad swoim ciałem dziewczynki nie było w lokalu. Mężczyzna zapłacił za siebie i za nią, zostawiając jednocześnie spory napiwek i wyszedł jej szukać.
  Nie musiał iść daleko. Czarnowłosa stała przed wejściem do kawiarni i wpatrywała się w szczątki urządzenia leżącego na ulicy. Najwyraźniej musiała je tam wyrzucić w przypływie wściekłości. Jej splątane emocje przyprawiały Impsuma o ból głowy, jednak pomimo tego, i pomimo swojej nieporadności, mężczyzna podszedł do niej i wysunął w jej kierunku rękę ze swoim IPhonem, nawet nie patrząc na dziewczynę. Ta odwróciła w jego kierunku głowę i spojrzała z zaskoczeniem najpierw na przedmiot, potem na mężczyznę. Jej oczy były nieco szkliste, a powieki zabarwiały się na czerwono.
- Weź - zachęcił ją Skryba, dalej na nią nie patrząc. Powoli zaczynało mu się przypominać, kogo dokładnie przypominała mu dziewczynka i coraz bardziej nie podobał mu się stan, w jakim się znajdowała.
- O co ci kurwa chodzi?! - wybuchnęła gwałtownie tamta, odsuwając się od niego. Lorem równie gwałtownie spojrzał na nią z wyrazem najgłupszego i najbardziej naiwnego zdziwienia, jakie można sobie wyobrazi.
- Co? - zdołał jedynie powiedzieć. Takiej reakcji się kompletnie nie spodziewał, chociaż zapewne powinien.
- Do cholery, czemu mi pomagasz?! Jesteś jakimś pedofilem czy coś? - Mężczyzna poczuł, jak wściekłość dziewczyny powoli wylewa się na niego i zaczął przez to odczuwać lekkie zawroty głowy. - Co kurwa, zachciało ci się zabawić moim kosztem?!
  Mężczyzna odwrócił wzrok. Uzmysłowił sobie, że faktycznie takie zachowanie nie było powszechne. Wszyscy omijali dziewczynę szerokim łukiem.
- Przypominasz mi kogoś... - powiedział cicho, po czym z ociąganiem schował telefon do kieszeni.
- Nie pierdol. - Kątem oka Lorem zobaczył, że dziewczynka się krzywi. - A zresztą.
  Zrobiła ruch, jakby chciała odejść, jednak dorosły błyskawicznie schwycił ją za przegub dłoni. Dziewczyna znieruchomiała, po czym ponownie osunęła się w kierunku chodnika. Tym razem jednak została schwycona przez jasnowłosego, nim osiągnęła grunt. Z poczuciem, że teraz faktycznie stał się porywaczem artysta ruszył do swojego mieszkania, niosąc tą rozchwianą emocjonalnie istotkę.

[...]Położył ją na kanapie, gdzie zwykle sypiał, po czym usiadł na fotelu i jął uporczywie się w nią wpatrywać. Jest u niego i co teraz?
(Tiffany?)