Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felerna powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felerna powieść. Pokaż wszystkie posty

6 lipca 2020

Od Lorema cd. Camille

  Mężczyzna zamyślił się. Co jeszcze mogli chcieć uzyskać od tego człowieka?
- Nos volo redeo. (Chcemy wrócić.) - Powiedział po namyśle, patrząc chłodno w oczy filozofa. - Nos sunt moti a futurum. Per villam. Quam? (Przeniesiono nas z przyszłości. Przez willę. Jak?)
  Starzec omiótł go spojrzeniem od stóp do głów, potem przeniósł wzrok na Camille. Otworzył i zamknął usta, po czym wzruszył ramionami.
- Sunt variis theoriis circa peregrinatione tempus. Amicus meus dicit Galiusz... (Są różne teorie na temat podróży w czasie. Mój przyjaciel Galiusz twierdzi...) - zamilkł, gdy jego spojrzenie ponownie spotkało się z lodowatymi oczyma Lorema. - Ita infecta re videtur hic loqui tibi iure ire in villam abiit. Si potuit consummare haec tibi non dirigas vias tuas omnique retro. Capere, nisi si alia doctrina, quae... (To znaczy najwyraźniej macie tutaj niedokończone sprawy, które nie pozwoliły odejść willi na właściwe jej w przeszłości miejsce. Jeśli zakończycie te sprawy powinniście być w stanie odnaleźć drogę powrotną. Chyba że przyjmiemy inną teorię, która...)
- Camille? - Jasnowłosy zwrócił się do towarzyszki z pytającym wyrazem twarzy. 
- Nie brzmi głupio. - Kobieta pokiwała głową. - To by znaczyło, że musisz pożegnać się z rodziną, prawda? I powinniśmy po tym być w stanie wrócić. Atque haec aliorum doctrina? Quid hoc sibi vult? (A ta inna teoria? Co zakłada?)
- Est possibile, ut aliqua vi transtulit hic aliqui qui deos esse dixerunt tanta mirabilia praestare possunt, aliquando aliquid manes. (Możliwe, że przeniosła was tu jakaś siła, ponoć niektórzy bogowie są w stanie dokonywać takich cudów, czasem niektóre duchy). - Mężczyzna nieco nerwowo zagryzł wargi.
- Naiades? - spytał Lorem, którego serce poruszyło się gwałtowniej, słysząc słowa o duchach.
- Non dico, quod tales artes fabulas autem convertentur. (Mity nie podają, by posiadały one takie umiejętności.) - odparł wymijająco, odwracając wzrok. 
- Quis aliquid de illis scit? (Kto może wiedzieć coś o nich?) - naciskał jasnowłosy. 
- Czemu najady, Loremie? - Przerwała mu kobieta.
  Jasnowłosy nie odpowiedział. Świdrował wzrokiem filozofa. 
- Oms? (Kto?)
- Et `sacerdotes 'probabiliter ductus Neptuno Tiberinius. Non plus habere peritia in rebus, quam ego fabulares. Ita... (Prawdopodobnie kapłani Neptuna, ewentualnie Tyberiniusa. W sprawach mitologicznych mają większe doświadczenie ode mnie. Więc...) - spojrzał błagalnie w stronę czarnowłosej.
- Ode mnie wszystko - oznajmił cicho Lorem, na którego twarzy malowało się coś na kształt zamyślenia. 
(Camille?)

1 kwietnia 2020

Od Camille cd. Lorema

      Lwica zmarszczyła nos, niemal jak domowa kotka, patrząc jak filozof błędnie uznaje próby krzyku za dobry pomysł. Nie znała jeszcze do końca swojego towarzysza, a każde próby przypomnienia sobie czegoś więcej kończyły się jej irytacją. Jednak nie zdawało jej się, by Impsum zwykł bić ludzi. Wiedział oczywiście jak to się robi, po prostu, sama nie wiedziała czemu, nie kojarzył jej się z tą czynnością. Przynajmniej ustalił jedno. A bardziej upewnił się. Mężczyzna, w przeciwieństwie do innych w tym dziwnym miejscu, zdawał sobie sprawę z ich obecności. Camille nie wiedziała, od czego to zależało, jednak nie interesowało jej to w tamtym momencie. Dużo ważniejsze było to, co mogli jeszcze wyciągnąć od dziwnego filozofa. Warknęła cicho, jakby nieco zrezygnowana, po czym płynnnym ruchem stanęła na dwóch łapach, a jej kształty zmieniły się, futro zniknęło, a prawniczka przeciągnęła się, krzywiąc lekko.
— Może ja to zrobię? — zaproponowała uprzejmie, podchodząc bliżej, a mężczyzna zrobił jej miejsce obok siebie.
— Proszę bardzo — odparł, wciąż przytrzymując twarz filozofa. Zdawało jej się, jakby znała go na tyle, że wiedziała o niektórych jego zachowaniach, czy tikach, mogła go wyczuwać. Nie, to idiotyczne, prawda? Pochyliła się nad filozofem z delikatnym, ciepłym uśmiechem, za którym czaiła się figlarna nuta.
— Sicut hoc tempore lacrimantibus creationem. Statim prohibere. (To nie pora na darcie się jak nieboskie stworzenie. Natychmiast przestań.) — odezwała się do niego łagodnie, jednak jej słowa zabrzmiały bardziej niż przekonywująco, choć nieszczególnie były prośbę. — Możesz go puścić, Loremie. Będzie cicho. — uniosła na niego wzrok, napotykając powątpiewające spojrzenie. — Naprawdę. — Po chwili niebieskowłosy zabrał rękę z twarzy filozofa, a ten mimo że wciąż wpatrywał się w nich przestraszonym spojrzeniem, to nie pisnął ani słówkiem.
— Dobrze, bardzo dobrze — mruknęła Belcourt, jakby do siebie, po czym poklepała mężczyznę po ramieniu, niemal w przyjacielskim geście. — Quare qui possum non videt nos? (Dlaczego ludzie nas nie widzą?)Responsum! (Odpowiadaj.) — dodała po chwili, widząc jak mężczyzna się opiera, nie chcąc mówić, czy też może nie znając odpowiedzi na zadane mu pytanie.
— Im 'non certus. Sed puto quod haec sit ex cogitandi quaedam via. ... Non hinc, non est hoc? ... maybe suae defensionem mechanism, quod sicut sensus, et tu non esses, ut te jacere conscientiam glorietur. (Nie jestem pewien. Ale sądzę, że może to być spowodowane pewnym sposobem myślenia. Wy... nie jesteście stąd, czyż nie? może ich... mechanizm obronny to wyczuwa i po prostu nie przyjmują waszego istnienia do swojej świadomości.) — odpowiedział filozof, a pierścień Camille nie pozwolił wyczuć jej ani prawdy, ani kłamstwa, co przyjęła za wahanie lub przyjęcie własnej niewiedzy.
— No, przynajmniej tyle wiemy — zerknęła na Lorema z nieco dziwną miną. — Jak sądzisz, o co powinniśmy go jeszcze zapytać? — oczywiście sama miała jeszcze kilka mniej lub bardziej inteligentnych propozycji, jednak uznała, że to właśnie on lepiej zna się na temacie i może poprowadzić ich mały "wywiad" w dobrym kierunku.
(Lorem?)

22 marca 2020

Od Lorema cd. Camille

Nie będziesz z nim rozmawiać? - Lorem zwrócił się do wciąż przemienionej w zwierzę towarzyszki. Ta tylko rozdziawiła paszczę w długim ziewnięciu, nie odpowiadając w ten sposób nijak na pytanie mężczyzny. Jasnowłosy westchnął. Miał nadzieję, że chociaż na tą rozmowę odmieni się do swojej normalnej formy. Po prawdzie nie czuł się zbyt komfortowo w towarzystwie lwicy. O jeszcze większe ciarki na plecach przyprawiał go fakt, że powinien teraz obudzić pojmanego i z nim porozmawiać. W czasach dzieciństwa osoba filozofa zawsze go fascynowała, ale też trochę przerażała. Rzeczy o których mówił, które próbował przybliżyć wydawały się nieraz zabawne, a nie raz makabrycznie przerażające. Spojrzał jeszcze raz niepewnie na lwicę, która obserwowała go ze spokojem. W tej formie przynajmniej usłyszy, jeśli ktoś będzie chciał im przeszkodzić - pocieszył się w duchu mężczyzna. Spojrzał na bezwładne ciało swojej ofiary i z rezygnacją przykucnął przy filozofie, wyjmując z kieszeni inny długopis, który bezceremonialnie wbił mu w przedramię. Asinius ocknął się, rozdziawiając szeroko usta, jednak jasnowłosy szybko mu je zatkał dłonią, przyciskając głowę mężczyzny do ściany i zbliżając swoją twarz do jego twarzy bardzo, bardzo blisko.
- Vos autem videtis me, ius? (Widzisz mnie, prawda?) - zapytał cicho, przelatując swoją nienaturalnie zwężoną źrenicą od jednego jego oka do drugiego. Filozof pokiwał entuzjastycznie głową. - Tum. (Dobrze.) - Lorem zawahał się, nie wiedząc o co dalej zapytać. - Cognoscis me? (Poznajesz mnie?) - W odpowiedzi dostał coś pomiędzy kiwnięciem a potrząśnięciem. - Ita aut nihil? (Tak czy nie?) - Dłoń jasnowłosego, trzymająca go za usta zacisnęła się, a ręce filozofa powędrowały do góry, jakby chcąc zdjąć uciskające jarzmo, jednak druga dłoń Lorema przechwyciła je w  połowie drogi.  Na skroniach mężczyzny pojawiły się kropelki potu. Jego dłonie drżały. - Monstrifici prodeunt nunc os tuum, et responde mihi quaestiones. Non intelligitis? (Teraz odsłonię twoje usta, a ty odpowiesz na moje pytania. Rozumiesz?)
  Kolejne gwałtowne kiwnięcia i mężczyzna powoli rozluźnił chwyt na ustach filozofa. Gdy tylko to uczynił, ten gwałtownie nabrał  tchu i wygiął usta do krzyku. Nie zdążył jednak, bo dłoń Lorema błyskawicznie mu je ponownie zatkała, a druga wykonała gwałtowny zamach, by uderzyć go w brzuch.
(Camille? Interweniujesz czy Lorem powinien przejść do bardziej stanowczych środków xd)

9 lutego 2020

Od Camille cd. Lorema

   Camille tak właściwie nie była pewna, co chcieli osiągnąć poprzez to działanie, zwłaszcza na oczach tylu ludzi, jednak jeśli naprawdę czas był jedyną rzeczą, na której deficyt mogli narzekać, widocznie była to jedna z niewielu możliwych opcji.  Może mężczyzna miał jakieś odpowiedzi na którekolwiek z pytań, które byli w stanie wymyślić w tej dziwnej sytuacji? W każdym razie Lorem nie wahając się ani momentu złapał Asiniusa, jak nazwał wcześniej tego mężczyznę, za fałdy zabawnie wyglądającej dla niej togi i zaczął go ciągnąć w jakąś stronę. Kobieta podejrzewała, że wlecze go do jakiejś kryjówki albo przynajmniej bardziej ustronnego miejsca. Jednak żeby to zrobić potrzebowali odwrócić uwagę od porwania mężczyzny. A akurat to Belcourt ze swoimi zdolnościami była im w stanie zapewnić. Przeleciała nieco dalej, na drugą stronę niewielkiego, antycznego i, co było dla niej zaskakujące, pełnego ludzi placyku i skierowała się w dół, by gładko wylądować na ziemi za tłumem. Przez chwilę rozważała, w co powinna się zmienić, by uzyskać najlepszy efekt i przy okazji nie zabić połowy z nich. To coś musiało przyciągnąć ich, może trochę przestraszyć, a na pewno stanowić dużo większą atrakcję w tym pradawnym miasteczku niż niespodziewane porwanie jakiegoś mężczyzny w starej ślubnej sukience w biały dzień. Dlatego też zanim też zanim pazury czarnego jak noc kruka dotknęły bruku wyłożonego na placyku, przekształciły się w coś innego. Miękkie poduszki stworzenia muskały kamienie, złota sierść mieniła się w jasnym, włoskim słońcu, a długie jak ludzki palec kły wyszczerzyły się, gdy po okolicy rozległ się ryk. Tłum błyskawicznie zafalował, głowy odwróciły się w jej stronę, dłonie zaciskały się na togach lub ramionach bliskich osób, gdy lwica wkroczyła w tłum ludzi, powodując panikę. Rozpełzali się gdzie tylko mogli, starając się schronić przed niespodziewanie spotkanym drapieżnikiem. Plac pustoszał szybciej, niż się tego spodziewała, jednak nim została tam sama, zdołała jeszcze zobaczyć błysk niebieskiej czupryny, mówiący jej, w którą stronę powinna się udać. Lwica, wesoło machając puchatym ogonkiem, ruszyła w kierunku porwanego i swojego chwilowego sojusznika i weszła za nimi do jednego z nielicznych pustostanów w okolicy. Wnętrze było nieco zaniedbane, jednak spełniało jeden warunek - izolowało ich od reszty ludzi. Lorem zamknął za nią drzwi, jednak Camille wciąż nie powróciła do swojej ludzkiej postaci. Gdyby Asinius chciał uciec, miałaby największą szansę szybkiego złapania go. Przysiadła przy mężczyźnie w bezruchu, nie chcąc go stresować swoją dziwną obecnością. Teraz pozostało tylko czekać, aż ich śpiąca królewna powróci do świata żywych.
(Lorem?)

28 października 2019

Od Lorema cd. Camille

Mężczyzna niepewnie pokiwał głową. Zbytnio był zszokowany tą niespodziewaną przemianą, by zrobić cokolwiek innego, niż ruszyć przed siebie. 
- W tamtą stronę jest Forum - powiedział cicho do Camille, maszerując powoli po bruku. - Zwykle jest tam kilku filozofów. 
  Kruk zakrakał cicho, co nie do końca powiedziało Loremowi myśli kobiety, jednak bijąca od niej aura była uspokajająca. Była jedynym ciepłym elementem w lodowatych odmętach przeszłości mężczyzny. Nieco podniesiony na duchu nieco przyspieszył, starając się nie rozglądać za bardzo, jednak jego oczy same wędrowały na boki. 
- Tu mieszka Sempronius z familią, jest urzędnikiem państwowym. Jego syn często u mnie bywał - rzucił niedbale do kruka i zamilkł ponownie. Jego oczy natrafiły na złotą głowę byka, wiszącą nad wejściem. - A tu Pellius. Filozof. Uczył mnie pisać i czytać. - Znów cisza. - Domitius. - To mówiąc wskazał na wyjątkowo smukły i wysoki budynek. - Oficerowie Cesarza, ojciec spędzał u nich dużo czasu. Był tam nawet tamtej nocy... 
  Lorem bezwiednie zaczął drapać się po szyi. Kruk zakrakał i kłapnął na jego palce dziobem. Jasnowłosy gwałtownie cofnął rękę i spuścił wzrok. Nie podniósł go, aż nie dotarli do wielkiego placu, na którego środku znajdował się posąg cesarza Nerona. Mężczyzna rozejrzał się, próbując zachować spokój. Na placu było sporo ludzi, przechadzających się tam i z powrotem, pędzących gdzieś, część z nich otaczała niewielkie podwyższanie, na którym nad tłumem górował mężczyzna w białej todze i wymownej łysinie mędrca.
  Mężczyzna przełknął ślinę. Teraz będzie musiał przepchnąć się przez tłum, zaczepić jakoś tamtego i namówić do współpracy. Zakładając, że tamten wogle będzie go widział. 
- Na pewno jest inny sposób - powiedział, patrząc na kruka na swoim ramieniu. Ten zakrakał, nastroszył się i kłapnął dziobem. Lorem westchnął i z miną straceńca ruszył w stronę mędrca.
  Przepchnięcie się przez tłum okazało się nie być problemem. Byli wyjątkowo spokojni, dominowało rozbawienie, co jasnowłosy przyjął z niejaką ulgą. Większym problemem okazał się sam cel. Mężczyzna stanął przed nim akurat w momencie, gdy ten mówił o teorii, według której wszystko zbudowane jest z "kawałeczków", które łączą się w większe układy, z których zaś dopiero powstaje materia. Był tak zaaferowany swoim wykładem, że chyba nie zauważał nikogo z zgromadzonych, a już tym bardziej Lorema.
- To Asinius - mruknął jasnowłosy do ptaka. - Często przemawiał na Forum. Ałć.
  Kruk uszczypnął go w ramię. Trzeba było spróbować. Lorem wiedział, że trzeba spróbować. Jego matka w końcu ich widziała, a zatem część ludzi musi ich widzieć. Tak.
  Jasnowłosy zrobił krok do przodu, następny. Wszedł na podest, stając przed uczonym, który gwałtownie przerwał mówienie. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, jednak nim zdążył cokolwiek powiedzieć, Lorem wyjął z kieszeni długopis i wbił mu w ramię do połowy. Mędrzec znieruchomiał, jego oczy wywaliły się białkami do przodu, a jego ciało osunęło prosto w ramiona mężczyzny. 
(Camille?)

19 października 2019

Od Camille cd. Lorema

  Dłoń niemal bezwiednie zwinęła jej się w pięść, a paznokcie wbiły się w skórę, pozostawiając na wnętrzu dłoni cztery półokrągłe ślady. Wzrok Camille utkwił w przechodzącym mężczyźnie, który niewątpliwie zupełnie zignorował ich obecność oraz fakt, że rozmawiali. Zmarszczyła brwi, utkwiwszy w nim wzrok. Szedł dalej, jak gdyby nigdy nic. Jej szczęka zacisnęła się na moment, jednak po chwili spojrzała w oczy Lorema, a jej źrenice rozszerzyły się lekko z powodu niepokoju. 
— Myślisz, że nas nie zauważył? — spytał Lorem lekko niepewnie, widocznie tak jak on nie wiedział za bardzo, co się dzieje. Potrafiła wyczytać jednak z jego twarzy, że akurat w przeciwieństwie do niej, on sam wie, gdzie się znajdują. Jej samej jasne uliczki i budynki nie mówiły dokładnie nic. Westchnęła cicho, przeczesując włosy dłonią.
— Nawet nie tyle nie zauważył, co po prostu nie widział — odparła filozoficznie, a na jej ustach pojawił się dziwny uśmiech. — Musimy spróbować znaleźć kogoś, kto będzie wiedział, co tu się dzieje. Kto w ogóle będzie zdawał sobie sprawę z naszego istnienia.  — postanowiła, za co otrzyała jedynie oszczędne, wciąż ostrożne skinienie głową. — Jak sądzisz, ile czasu zostało nam do pożaru? — nie chciała znać odpowiedzi. Nie chciała czuć nad sobą oddechu kata z tykającym zegarem zamiast topora. Zwłaszcza, że mina Lorema, gdy usłyszał jej pytanie, nie mówiła najlepiej. A jego odpowiedź tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że nie są aktualnie w cudownej sytuacji.
— Obawiam się, że niewiele. — Camille przymknęła na chwilę oczy, powstrzymując kolejne, ciężkie westchnięcie — Jeśli naprawdę mamy kogoś znaleźć, powinniśmy się udać w miejsce, gdzie o tej porze będzie dużo ludzi — zerknął na słońce, jakby sprawdzając która godzina. Kobieta przygryzła policzki od środka.
— Obawiam się, że w tej formie nieszczególnie ci pomogę — odezwała się w końcu, podejmując decyzję o wyjawieniu mu jednej ze swoich tajemnic. — Jeśli będziesz mnie potrzebować, to zrobię co w mojej mocy. — przymknęła oczy, po czym zamiast jej postaci pojawiła się smukła sylwetka kruka. W tej okolicy powinien przyciągnąć wzrok, jeśli ktokolwiek ich zauważy. Poza tym, wyglądał niemal niegroźnie, więc element zaskoczenia zawsze byłby po ich stronie. Czarne jak noc stworzenie usiadło na ramieniu mężczyzny, a jego łebek uspokajająco oparł się na chwilę o policzek Lorema, jakby przekazując wsparcie. Miała nadzieję, że znajdą jakieś wyjście z tej sytuacji.
(Loruś? Sry za zmianę osoby, ale wolę wszędzie w 3 pisać, bo już mi się chrzani co i gdzie XD)

13 października 2019

Od Lorema cd. Camille

Mężczyzna nadal był nieco roztrzęsiony. Nawet opuszczenie dusznego wnętrza domu nie sprawiło, by poczuł się lepiej. W końcu zdążył się już pogodzić z myślą, że nigdy więcej już ich nie zobaczy. Lepiej by było, gdyby więcej ich nie zobaczył. Jej.
- To nie t-twoja wina - wymamrotał, próbując panować nad głosem, który jednak nawet w jego własnych uszach brzmiał wątle. Jego wzrok wbity był w ziemię, a właściwie w gładką, białą kostkę brukową, ciągnącą się pod jego stopami. - To ja powinien-nem przepraszać. -był mój pomysł.
  Uniósł nieco wzrok, by spojrzeć na dziewczynę, jednak od razu go spuścił. Jej silne poczucie winy sprawiało, że czuł, iż powinien coś z tym zrobić. Cokolwiek. Jednak nie wiedział co. Przez chwilę szli w milczeniu, gdy zbierał w sobie odwagę. Nagle się wyprostował, zaskakując tym samego siebie i staną, spoglądając prosto w twarz kobiety. Otworzył usta i zachłysnął się powietrzem. Zamknął je i spuścił wzrok.
- Już po wszystkim, tak? Nie przejmuj się mną. W końcu... - przerwał, nie będąc nawet pewien, czy chce to powiedzieć - praktycznie się nie znamy.
  Camille miała coś odpowiedzieć, jej piękne, ciemnoniebieskie oczy błyszczały światłem odbijanym przez ledwie powstrzymywane łzy, gdy między rozmawiającymi przeszedł łysy mężczyzna w białej todze, roztrącając ich na boki i ciągnąc za sobą uwagę Skryby. Lorem nie zrozumiał w pierwszej chwili tego, co widział. Nie zrozumiał nawet w drugiej chwili. 
  Ulica była praktycznie pusta, fakt, że między rozmawiających wszedł nieznajomy był w tej sytuacji faktem nad wyraz dziwnym. Znacznie jednak mniej, niż eleganckie, białe rezydencje, zdobione złotem i misternie rzeźbionymi posągami, okalające biały bruk. One również zapewne nie byłyby takie dziwne, gdyby nie to, że nie było ich tutaj, gdy wchodzili do domu rodziny Impsum. Lorem jednak dobrze pamiętał je ze swojego dzieciństwa.
  Z przerażeniem spojrzał na Camille. Nie było po wszystkim. Oj zdecydowanie nie było po wszystkim. Wszystko... miało się dopiero zacząć.
(Camille?)

31 sierpnia 2019

Od Camille cd. Lorema

  Poczułam się jeszcze gorzej niż przed chwilą. Ze zdwojoną siłą otarło do mnie, że przychodzenie tam było pomysłem złym. Bardzo złym. Jednak mimo to uśmiechnęłam się lekko do kobiety, a moja dłoń powędrowała o dłoni Lorema, ściskając ją pokrzepiająco. Ciężko było mi stwierdzić czy nie wyrwał jej dlatego, by nie wyprowadzać matki z błędu czy też może po prostu potrzebował jakiegoś punktu zawieszenia wśród dziwnych zdarzeń. Zanim się odezwałam, posłałam niebieskowłosemu ostatnie spojrzenie, mówiące: "Wyciągnę nas stąd. Obiecuję". Nie wiedziałam, czy dotarła do niego przekazywana przez nie wiadomość, jednak nie mogłam zwlekać dłużej.
Sit nomen meum Camille Belcourt. Et tu jus - Non veni huc. Extraneus factus sum filia desiderium eduxisti de fructibus terrarum. Qui etiam recte, et adhuc sint in flore utilitates. Ut Lorem... (Nazywam się Camille Belcourt. I ma pani rację - nie pochodzę stąd. Jestem córką pewnego zagranicznego kupca, którego chęć zarobku sprowadziła tutaj z dalekich krain. Jego intuicja również nie zawiodła, a jego interesy nadal kwitną. Jeśli zaś chodzi o Lorema...) — zmyślałam na poczekaniu, uznając, że będzie mi prościej nas stąd wyrwać, jeśli okażę przynajmniej częściową uprzejmość wobec kobiety. Czułam jak Lorem sztywnieje z każdym moim słowem, lekko kuląc się przed przenikliwym spojrzeniem matki. Do swojej opowieści dodałam jeszcze kilka zdań dotyczących tego, że pociągała mnie w Impsumie jego nieśmiałość, a także sposób w jaki z pasją wypowiadał się w niektórych kwestiach. Zakończyłam swoją wypowiedź żartem dotyczącym tego, że jak tak dalej pójdzie, sama będę zmuszona się mu oświadczyć, po czym wstałam, ciągnąc mężczyznę za sobą.
Optime enim hospitum modo relinquere cogimur pulcherrimum (Dziękujemy za gościnę, jednak teraz jesteśmy zmuszeni opuścić pani piękny dom) — powiedziałam, a mój głos wzmocniony nadnaturalnymi zdolnościami trafił do uszu kobiety niczym dźwięk harfy. Skinęła głową i uśmiechnęła się, również podnosząc z siedzenia.
Bene, bene. Et ambulabunt ad ianuam, sed vos have ut promitto me: ut Lorem ac deducere, quod sibi usque huc (No dobrze, dobrze. Odprowadzę was do drzwi, ale musisz mi obiecać Loremie, że jeszcze kiedyś ją tu przyprowadzisz.)
Me adducere. Et erit usque a portam ipsis, mater (Przyprowadzę. A do drzwi trafimy sami, matko) — odparł słabym głosem mężczyzna. Zobaczyłam w oczach Iliady błysk, który sprawił, że moje serce się ścisnęło. Podeszła do nas i uścisnęła mnie lekko, a swojego syna pocałowała w czoło, po czym poklepała go po ramieniu. Nie powiedziała jednak nic więcej. Ruszyłam w stronę wyjścia, wciąż nie puszczając dłoni towarzysza. Zrobiłam to dopiero gdy znaleźliśmy się poza granicami jego domu. Przeczesałam dłońmi włosy, nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić.
— Przepraszam — rzuciłam cicho do niego, zaciskając oczy, by nie opuściły ich łzy spowodowane poczuciem winy — przepraszam, że przeze mnie stało się... to wszystko.
(Lorem?)

16 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Camille

Lorem odwrócił się powoli, ręce mu lekko drżały. Jego jasne oczy powoli popłynęły przez mozaiki na ścianach pomieszczeń przy wyjściu w stronę twarzy... Iliady Impsum. Cera kobiety była śniada i zupełnie nie przypominała bladej, odwykłej od słońca skóry Lorema. Jej ciemne włosy spięte były w wysoki kok, jednak kilka niesfornych loków uciekało z upiętej fryzury, opadając na twarz. Również jej oczy były czarne i nieprzeniknione. Mężczyzna przełknął ślinę. Patrząc na nią znów poczuł się jak mały chłopczyk.
- Ego... (Ja...) - zaczął niepewnie, zaplatając ręce na piersi. Czuł bijące od kobiety ciepłe emocje, co nieco go uspokajało, jednocześnie drażniąc drzemiący w nim niepokój. Jasnowłosy odwrócił głowę do Camille, cofając się do niej i ponownie kierując palce do tatuażu na szyi.
- Et quae pulchra est particeps, non ex repo in dolo ostende annorum matri suae. (A kimż jest twoja urocza towarzyszka, no nie wymykaj się po cichu, pokaż starej matce swoją kochankę.) - Kobieta podeszła żwawym krokiem i chwyciła rękę Camille, na wysokości jej łokcia i potrząsnęła nią energicznie. - Ante cibum tibi aliquid relinquit. Et Euliope parare prandium pro vobis, et vos in me loquitur interim zabawicie bene mi Mercuri? (Zanim wyjdziecie powinniście coś zjeść. Każę Euliope przygotować dla was obiad, a wy tymczasem zabawicie mnie rozmową, dobrze mój drogi Merkury?)
  I nie czekając na odpowiedź jeszcze bardziej spłoszonego Lorema zaprowadziła ich do pomieszczenia, pełniącego rolę salonu, w którym mozaiki przedstawiały sielankowe sceny z mitologii, a masywne sofy osłonięte przez białe woalki, nie przepuszczające owadów stały wokół niewielkiego stolika. Iliada ruszyła w stronę portalu, by krzyknąć na niewolnicę, a tymczasem jasnowłosy stał jak kołek przy kanapie, czując że robi mu się nienaturalnie gorąco. 
- Camille, wydostań nas stąd - szepnął cicho do towarzyszki po polsku, nim gospodyni wróciła i z matczyną troską usadziła go na sofie, delikatnie acz stanowczo i z uśmiechem poklepała po głowie. 
- Cur non mihi prius aliquis loquar ad te. Iam me ducere ad solliciti quod non decernere. Non sapiunt, videatur tu cum pueris, si placet: sed generatio hominis est: et hoc, quod valde dolendum, quod frequenti indiget femina. Nunc dic quomodo coitus? Non tamquam loci. Neque dicas seducens extera quadam regina? (Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś, że się z kimś spotykasz. Zaczynałam się już martwić, że nigdy nie zdecydujesz się na ożenek. Nie mam nic przeciwko, byś widywał się z chłopcami, jeśli tak preferujesz, jednak mężczyzna musi spłodzić potomka, a do tego niestety potrzebna mu jest kobieta. Powiedz Lorem, jak się poznaliście? Nie wygląda na miejscową. Tylko mi nie mów, że uwiodłeś jakąś egzotyczną księżniczkę!) - Kobieta roześmiała się pogodnie. - Dic puero tuo voluisti placuit ei. Et sic Avis me ferae consimilem semper fugax et dulcis pueri. Im 'certus non faciunt primum gradum; et ita oportet quod uestrum est, non est hoc? At ubi mores meus es tu, ego tamen non introduced. Cum jam probabiliter hoc quoque filio meo. Iliados ipsum est nomen meum, exoticis flores et tibi nomen est? (Powiedz dziecko, co cię w nim pociąga. Lor zawsze był tak słodkim i nieśmiałym chłopcem. Jestem pewna, że nie uczynił pierwszego kroku, musi być więc to twoją sprawką, czyż nie? Ale gdzie moje maniery, nie przedstawiłam się przecież. Chociaż mój syn zapewne zdążył już to zrobić. Nazywam się Iliada Impsum, a twoje imię egzotyczny kwiecie?)
(Camille?)

Od Camille cd. Lorema

  Dobrze — odparłam jedynie jak najłagodniej umiałam, kiwając lekko głową. Musiałam zabić w sobie ciekawość jeśli chodziło tajemnice tego miejsca. Po chwili zastanowienia położyłam mu dłoń na ramieniu. — Zabierajmy się stąd — dodałam, wstając i wyciągając rękę w jego stronę, którą po chwili zastanowienia schwycił i również podniósł się do bardziej pionowej pozycji. Uśmiechnęłam się do niego lekko, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku drzwi, wciąż starając się unikać wzrokiem straszliwych mozaik. Wyjrzałam do pokoju z fontanną schylając się lekko, bym w razie czego miała sekundę więcej na wycofanie się, jednak nikogo tam nie było. Zachęcona nieco tym faktem przeszłam przez przejście razem z Loremem i cichym, czujnym krokiem ruszyłam w drogę powrotną do wyjścia. Mężczyzna pomagał mi, jeśli nie byłam pewna w którą stronę powinnam się udać, jednak na ogół dawał się prowadzić jak przestraszone jagniątko. Co jakiś czas jedynie zatrzymywał się na moment i rzucał niemrawe, nie zawsze dające się zrozumieć komentarze jak choćby "Nigdy nie sądziłem, że znów zobaczę to impluvium" albo "Bałem się tego wizerunku, gdy byłem dzieckiem". Zdecydowałam nie odpowiadać na to, co mówił. Widziałam, że był we własnym świecie pełnym wspomnień i nie chciałam go stamtąd wyrywać na siłę. Byłam oczywiście gotowa zainterweniować, gdyby zaczęło to wyglądać poważniej, jednak póki co cała jego postawa wskazywała bardziej na powrót do korzeni niż zagrożenie życia. Tak jak on uratował mnie w sierocińcu - pojawiło się w mojej głowie, a ja niemal zatrzymałam się jak wryta. Nie miałam pojęcia skąd ten wniosek... Czy to możliwe, że zaczęłam przypominać sobie o nim nieco więcej? Tym zamierzałam zająć się później. Nie mogłam dać się rozproszyć, gdy byliśmy już tak blisko wyjścia. Zatrzymaliśmy się przy drzwiach, a ja wyciągnęłam w ich stronę dłoń.
— Lorem, que tu properas [Loremie, dokąd idziesz?] — usłyszeliśmy za sobą kobiecy głos, a moja ręka znajdująca się na klamce zacisnęła się tak mocno, że aż zbielały mi kłykcie. Spojrzałam na mojego towarzysza z przerażeniem. "Co my teraz zrobimy?" pytały moje oczy, jednak wzrok Impsuma mówił mi, że on również czuje się zupełnie zagubiony i zalękniony. Jedno było pewne - mieliśmy kłopoty.
(Lorem?)

Od Lorema cd. Camille

Zamarznięci w domu rodziny Impsum. Mężczyzna poczuł ciarki na plecach. Nie żeby nie marzył, by wrócić do tego miejsca. To było po prostu... zbyt nierealne. Zdawał sobie również sprawę, że jeśli to miejsce na prawdę zamarzło w czasie to on sam wciąż może tutaj być. Jako mały chłopiec. Nieświadomy jeszcze katastrofy, która nadchodzi. 
  Usiadł na łożu, które zapadło się lekko pod jego ciężarem. 
- To... absurdalne - powiedział wreszcie. Cała ta sytuacja... ten dom. Znajome twarze. Nimfa w sadzawce. I przeczucie zbliżającej się zagłady. Jeśli to był sen to Lorem chciał się z niego wybudzić. Jak najszybciej. Spojrzał z dołu na Camille, machinalnie bawiąc się palcami. 
- Nie bardziej, niż wszystko, co działo się dotychczas. - Rumieniec na twarzy dziewczyny dodawał jej tylko uroku, co odnotowawszy Lorem gwałtownie ponownie spuścił wzrok. Nie powinien myśleć o takich rzeczach. Nie w chwili, gdy sytuacja byłą tak krytyczna. - Powinniśmy się chyba przekonać, nie sądzisz?
  Jasnowłosy pokiwał głową. Obecnie znajdowali się w jednym z najdalszych pomieszczeń domu, a żeby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja będą musieli przedostać się przez cały dom. Możliwie niezauważeni. Nie chciał spotkać nikogo z rodziny. Obawiał się tego jak niczego od dawna. Bał się, że gdy go zobaczą uznają go za włóczęgę i wyrzucą. Albo co gorsza... rozpoznają. Zagryzł wargę. To nie będzie proste, z tego co mężczyzna pamiętał dom tętnił życiem niemal przez cały dzień. 
- Koło drugiej zacznie się sjesta - powiedział. - Większość domowników będzie odpoczywać.
  Większość to dobre słowo. Niewolnicy zapewne nadal będą uwijać się przy gospodarstwie, jednak z nimi powinni jakoś sobie poradzić. W końcu Camille znała łacinę i miała swój niezwykły dar przekonywania. Chwila, co? Mężczyzna chciał wrócić do informacji, którą podpowiedziała mu podświadomość, jednak jego towarzyszka nie dała mu okacji.
- Mówisz, że to dobry moment, by się rozejrzeć? - W odpowiedzi Lorem pokiwał głową. 
- Camille... - zaczął cicho, a dziewczyna podeszła powoli do niego i usiadła obok. Odwrócił od niej wzrok i jego spojrzenie padło na wulgarną mozaikę. Dopiero teraz zorientował się, gdzie właściwie są i poczuł się nagle bardzo niezręcznie. Odchrząknął. - Odejdźmy stąd tak szybko jak się da. Proszę.
(Camille?)

15 sierpnia 2019

Od Camille cd. Lorema

Lekko zmieszana odwróciłam wzrok od mozaik na ścianach. Policzki lekko mi się rozpalały, choć usilnie próbowałam nie zwracać uwagi na wyczynz anioła z ludzką kobietą. Potrząsnęłam głową, by skupić się na właściwym problemie, a mój wzrok zogniskował się na Loremie i trzymał się go jakby był jedyną stałą we wszechświecie, jedyną osobą z którą kiedykolwiek chciał mieć coś wspólnego.
— Nie powinno jej tu być, prawda? — upewniłam się. Lorem ponuro skinął głową.
— Zdecydowanie — potwierdził, wciąż uparcie wpatrując się w jakiś losowy punkt, byleby nie był on mną.
—W takim razie... — przerwałam na chwilę, by zebrać myśli. — Jej nie powinno tu być. Ten dom nie powinien tak wyglądać — zaczęłam wyliczać. Aż w końcu w mojej głowie pojawił się pomysł. Szalony, zupełnie niemożliwy, ale... nie wiem czy była jakakolwiek inna możliwość. Przeczesałam włosy dłonią i podeszłam krok bliżej do mężczyzny, a moje palce owinęły się wokół jego ramienia.
— Lorem — dałam radę wydusić. Spojrzał na mnie z mieszaniną niepokoju i zaciekawienia. — Jaka jest szansa na to... że to wszystko po prostu się — puściłam go jedynie po to, by machnąć dłonią w nieokreślonym ruchu. — zamroziło? To znaczy... czy wszystko zupełnie zatrzymało się w miejscu? Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi — wymamrotałam. Spojrzał na mnie z lekkim powątpiewaniem. Jego niebieskie włosy przesunęły się minimalnie, gdy przechylił lekko głowę. Nagle i do niego dotarło co miałam na myśli. 
— To... to niemożliwe — rzucił niepewnie.
— Tak. Ale po tym co przeżyliśmy ostatnio oboje jestem w stanie wziąć tę opcję pod uwagę — zaoponowałam cicho. Wzdrygnęłam się, gdy dotarła do mnie kolejna ewentualność — A jeśli to prawda — zbladłam na samą myśl o tej opcji — Czy my również zaczęliśmy należeć do tego domu? Zamarzliśmy? — spojrzałam na niego, szukając w jego twarzy czy postawie znaku, że gadam kompletne głupoty i powinnam się leczyć. Nic takiego jednak nie odnalazłam.
(Lorem?)

14 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Camille

Mężczyzna zastanowił się przez chwilę. Minęło wiele lat, odkąd był tutaj ostatnio, jednak w jego pamięci powoli zaczynał się układać plan domu. Sekretne pokoje? Tajne przejścia? Pokręcił przecząco głową. Nie wiedział o niczym takim. Nigdy nie udało mu się odnaleźć niczego takiego, jego rodzice też o tym nie wspominali. 
- Nie były nam potrzebne - powiedział cicho. Tak przynajmniej myśleliśmy - dokończył w duchu. Z jednego z sąsiadujących z peristilium pokoi dobiegły przytłumione głosy i Lorem rozpoznał znajome tony. 
- Claudorum aridorum expectantium aquae portans (I przynieś wody z sadzawki) - powiedział wybijający się ponad pozostałe kobiecy głos. Mężczyźnie nie było potrzeba dodatkowej zachęty. Gwałtownie chwycił Camille za rękę i wciągnął w okalającą basenik roślinność.
- Lor... - jasnowłosy przyłożył palec do ust, uciszając towarzyszkę. 
  Z portalu wyłoniła się ubrana w białą szatę kobieta o ciemnej karnacji, niosąca w dłoniach wysoką wazę. Lorem przełknął ślinę. Nieświadoma obecności dwójki obserwatorów nabrała wody do naczynie i z trudem dźwigając je z ziemi ruszyła w stronę pomieszczenia, z którego właśnie wyszła. Jasnowłosy ponownie pociągną swoją towarzyszkę, nie dając jej czasu na powiedzenie czegokolwiek i wcisnął ją do ciemnego pomieszczenia, którego wejście odgrodzone było od peristilium kotarą. Było tu nieco chłodniej, a na jego środku stało masywne łoże. Ściany pomieszczenia pokryte były... dość sprośną mozaiką, przedstawiającą Cheruba z ludzką kobietą w różnych pozach, eksponując ich nagie ciała. Dominowały tu barwy ognistego szkarłatu.
  Dopiero tutaj jasnowłosy puścił dłoń Camille i nieco zmieszany cofnął się od niej. Ponownie nerwowo zaczął drapać się po tatuażu na szyi. 
- Niech zgadnę. To był ktoś... z rodziny? - zapytała kobieta, zazkakując Lorema trafnością swoich przypuszczeń.
- Z famili. Niewolnica - uściślił. 
(Camille?)

Od Camille cd. Lorema

  Mimo tego, że biegłam za Loremem jak najszybciej mogłam, by tylko go dopędzić, nie mogłam nie zauważyć wszystkich wspaniałości budynku. Nie znałam się zbytnio na architekturze, jednak złożoność budowli, jej surowe piękno wręcz zapierało dech w piersiach. Mozaiki na ścianach wykonano na modłę potęgi dawnego Rzymu, jednak ich idealny stan sprawiał wrażenie, jakby wykonano je maksymalnie kilkanaście lat temu. Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć, a gdy spojrzałam na swojego towarzysza zrozumiałam, że on również nie do końca tego się spodziewał. Machnął ręką w kierunku fontanny, jakby coś tam zauważył, jednak gdy spojrzałam w tamtym kierunku, zauważyłam jedynie dziwne mignięcie jakiegoś kształtu, które równie dobrze mogło być grą światła i niczym więcej, poza tym fontanna była ładna ale zupełnie zwyczajna. Uniosłam brew, coraz bardziej zaintrygowana całą tą sytuacją. 
— Ile czasu minęło, odkąd ostatnio tu byłeś? — spytałam, starając się ułożyć sobie wszystko w głowie.
— Dawno temu — odparł tylko niemrawo, a ja poczułam, że niczego konkretniejszego póki co od niego nie wyciągnę. Szok był aż nadto wypisany na jego twarzy, połączony z czymś, co mogło być wspomnieniem starego, złego wydarzenia lub po prostu grymasem - nie wiedziałam. — Bardzo — dodał po chwili, tak cicho, że ledwie go usłyszałam. Postanowiłam zostawić go na chwilę, by obejrzeć dokładniej willę w poszukiwaniu czegoś dziwnego, jednak jedynym co zwracało uwagę było piękno wnętrz, jednak wciąż nie było to nic nadnaturalnego. Chociaż jeśli miałam wierzyć słowom Lorema... W głowie zapanował mi zupełny mętlik i gdy wróciłam z powrotem do towarzysza, musiałam wyglądać niewiele lepiej od niego.
— Co tam zobaczyłeś? — spytałam w końcu — Wtedy, przy tej fontannie.
— Nimfa... albo coś w tym stylu — odparł po długiej chwili, jakby przez ten czas zastanawiał się, czy powinien mi odpowiadać.
— Może powinniśmy spróbować ją odnaleźć — zaczęłam głośno myśleć, szukając możliwego wyjścia z tej dziwnej sytuacji — Albo obejrzeć dokładnie całą tę rezydencję. Są tu jakieś tajne przejścia, pokoje albo coś w tym stylu — wzruszyłam ramionami, czując się nieco niekomfortowo z powodu utraty kontroli nad sytuacją.
(Loruś?)

13 sierpnia 2019

Od Lorema cd. Camille

To, co ukazało się ich oczom sprawiło, że serce zabiło mężczyźnie mocniej. Oblizał niepewnie wargi i bez słowa ruszył w kierunku budynku. Przystanął na chwilę przed niskimi schodkami, prowadzącymi do vestibulum i obejrzał się na kobietę. W jego oczach odbijał się jasny tynk, pokrywający ściany budowli. Poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć... niespodziewany szmer, dobiegający gdzieś od strony wnętrza domu zwrócił jego uwagę. Nie myśląc, Lorem wbiegł do środka. Po pięknych mozaikach, które tak dobrze pamiętał prosto do niewielkiego ogródka, którego bujna roślinność przywodziła na myśl prawdziwy raj, koło sadzawki - w której chłodna woda szumiała cicho wokół wizerunku konia wodnego. Jego uwaga przelotnie prześlizgnęła się po eleganckich kolumienkach okalających atrium, nim wpadł do tablinum, gdzie powitały go tak znajome sylwetki przodów... Zatrzymał się dopiero na skraju peristylium, wpatrzony w drugi basenik, na którego środku, na niewielkim podwyższeniu siedziała smukła, kobieca postać. Ogród wokół niej wydawał się blady, a światło wpadajace przez dziurę w suficie - ciemne. Jej sylwetka wyraźnie odcinała się od tego wszystkiego. Nie wyglądała, jakby była z tego świata, choć... czy można powiedzieć, że nimfy są z tego świata?
- Jak...? - Wydobyło się z garda Lorema ciche zapytanie. To wszystko było jak sen. Jeden z tysięcy snów, które nawiedzały go, odkąd przypomniał sobie swoją przeszłość. Jeden z tych, które przemieniały się w koszmar, gdy tylko tracił czujność.
  Nimfa zachichotała i chlupnęła nogami o wodę.
- Lorem. - Czarnowłosa zrównała się z mężczyzną. Jej włosy były rozwiane. Najwyraźniej biegła. - Gdy mówiłeś o willi myślałam, że będzie to ruina. Na pewno nie... to.
  Mężczyzna tylko skinął głową i wskazał palcem na nimfę. Camille spojrzała w tamtym kieurnku, jednak nie wyglądała, jakby zobaczyła tam coś szczególnego. Tamta za to przyłożyła palec do ust, mrugnęła i zanurzyła się w sadzawce, znikając zupełnie. Jasnowłosy opuścił palec i wzruszył ramionami.
- To nie powinno tak wyglądać - wyznał cicho, podchodząc do najbliższej mozaiki ściennej. Jego towarzyszka podążyła zaciekawiona za nim. Lorem nerwowo oblizał wargi i przyłożył dłoń do nierównej nawierzchni. - Dokładnie takie, jak je pamiętam... 
(Camille?)

6 lipca 2019

Od Camille cd. Lorema

  Moją twarz rozjaśnił lekki, może nieco matczyny uśmiech.
— Bardzo chętnie — odparłam, zerkając na niego. — Ale najpierw trzeba załatwić inną sprawę. Mogę? — spytałam, zbliżając dłoń do rany na jego szyi. Po chwili niepewności, przysunął się lekko w moją stronę. Wolną ręką nieco odsunęłam jego włosy, by mi nie przeszkadzały, drugą przyłożyłam do rany delikatnie. Cieszyło mnie, że o tej porze w kawiarence było tak mało ludzi. Dzięki temu mogłam spokojnie wykonać cały zabieg nie martwiąc się, że ktoś zwróci na mnie więcej uwagi niż powinien. Po chwili puściłam mężczyznę. Skóra w miejscu, gdzie ją dotykałam znowu była gładka, jakby całe zajście sprzed chwili w ogóle nie miało miejsca. Nie wiedziałam, dlaczego w ogóle przyznałam się przy nim do posiadania tej umiejętności, jednak moja wewnętrzna chęć zaufania mu a także pokazania, że może na mnie polegać była wyjątkowo silna.  Wyciągnęłam z torebki mokre chusteczki i wytarłam nimi lekko zabrudzoną krwią dłoń. Wyciągnęłam w jego kierunku opakowanie, by mógł uczynić to samo.
— No — rzuciłam, gdy czyścił palce — teraz możesz mnie zaprowadzić do swojej, jak to określiłeś, "willi". Co więcej, będzie mi bardzo miło — przeczesałam dłonią włosy, nie wiedząc jak powinnam zakończyć swoją wypowiedź. Lorem skinął głową i wstał, upychając chusteczkę do kieszeni. Opuściliśmy kawiarenkę i skierowaliśmy się w bliżej nieznanym mi kierunku. Otaczający nas tłum stawał się rzadszy, co wskazywało na przenoszenie się z serca tętniącego życiem miasta w nieco inne  jego rejony. Szłam ramię w ramię z Impsumem, może nieco za nim, jednak przez większość drogi panowała między nami cisza - jedna z tych mniej niezręcznych, to trzeba było przyznać. Jakiś czas później mężczyzna zatrzymał się nagle. Zaskoczona tym, prawie na niego wpadłam, jednak udało mi się w porę tego uniknąć. Odsunęłam się kawałek, stając obok niego, mogąc w końcu w spokoju skupić się na tym, na co patrzył. Podniosłam wzrok, a widok, który jawił się przed moimi oczami, napawał mnie wyjątkowym wręcz niepokojem wymieszanym z fascynacją. Nierozumiejącym jeszcze zbyt wiele spojrzeniem zwróciłam swoją uwagę na Lorema, oczekując jakiegoś wyjaśnienia na to wszystko, co się wokół nas działo.
(Loruś?)

21 czerwca 2019

Od Lorema cd. Camille

Zagadkę najady? - zapytał Lorem niepewnie.
- No wiesz, powiedziała, że cała rodzina Impsumów zginęła w pożarze Rzymu. Łącznie z tobą lub twoim imiennikiem. I że było to dawno. To dziwne, nie sądzisz? - oznajmiła rzeczowo. 
  Mężczyzna zrobił zakłopotaną minę i zaczął drapać się po tatuażu na szyi. Nie do końca wiedział, jak to powiedzieć dziewczynie. Nie do końca też wiedział, czy powinien jej to mówić. Mężczyzna spojrzał na Camille z ukosa. Cóż... nie miał w sumie nic do stracenia. Zresztą i tak pewnie mu nie uwierzy.
- Moja rodzina zginęła w pożarze Rzymu. Ja też prawie... - To mówiąc odsunął grzywkę, pokazując paskudną bliznę po oparzeniu, okrywającą połowę jego twarzy. - Uratowała mnie Kaliste, nimfa oddając po opiekę Tyberiniusowi. - Zamilkł, czekając na niedowierzające pytania i uwagi, jednak kobieta tylko pokiwała powoli głową, jakby się zastanawiała nad sensem jego słów. Uwierzyła mu? Tak po prostu? - To było w 64 roku... - dokończył cicho.
- Czyli w tym momencie masz...prawie dwa tysiące lat? - spytała Camille z wahaniem.
- W pewnym sensie - przytaknął Lorem, coraz bardziej nerwowo drapiąc się po szyi. 
- Więc czemu... - Kobieta zmarszczyła brwi, po czym gwałtownie chwyciła dłoń Lorema i odciągnęła ją od jego szyi. Przez ciało jasnowłosego przebiegł dreszcz - nie do końca nieprzyjemny. - Przestań się drapać. Spójrz, rozharatałeś sobie szyję do krwi.
  Gdy mężczyzna spojrzał na swoje paznokcie faktycznie było na nich nieco czerwonej posoki. Nawet nie poczuł kiedy jego nie obcinane od dawna paznokcie przetarły warstwę naskórka. Pokiwał głową, a Camille puściła jego dłoń, która luźno opadła na uda Lorema. Zapadła pomiędzy nimi dość niezręczna cisza. 
- Jeśli sądzisz, że to pomoże mogę ci pokazać, gdzie stała moja willa - powiedział cicho jasnowłosy, nie do końca sam pewien, po co to proponuje. Właściwie powrót na Ainelysnart wydawał się najrozsądniejszą myślą, jednak czuł że w jakiś sposób jest coś winien tej dziewczynie. I że być może to wyrówna nieco dług.
(Camille?)

15 czerwca 2019

Od Camille cd. Lorema

  Na moją twarz wypłynął uśmiech pełen nieskrywanej ulgi. Czułam, że jestem coraz bliżej rozwiązania zagadki dotyczącej tego wszystkiego, co się wydarzyło. Coraz bliżej odkrycia prawdy. Byłam szczęśliwa, że mężczyzna zaczął ze mną współpracować, że też tak jak i ja chce wiedzieć.
— Ja również powoli zaczynam sobie ciebie przypominać — odparłam, cicho, wciąż jakby nieśmiało — wciąż trochę tak, jak przez mgłę, niewyraźnie, ale przynajmniej w końcu coś czuję. I wszystko zaczyna układać się w logiczniejszą całość. — uśmiechnęłam się lekko, opuszczając wzrok, czując, jak w moich oczach zaczynają szklić się łzy, jednak szybko je odgoniłam. Nie chciałam peszyć Lorema, gdy w końcu go już odnalazłam. Odchrząknęłam i zaczęłam głośno myśleć:
— Jak sądzisz? Co powinniśmy zrobić? — rzuciłam w stronę mężczyzny — Nie wiem, dlaczego mielibyśmy opuścić Ainelysnart, nie widzę żadnej logicznej przyczyny. — przez chwilę nie wiedziałam, jak mam sformułować to, co chcę powiedzieć — Czy byłeś może... artystą? Malarzem albo kimś w tym rodzaju?
— Tak — rzucił po chwili Lorem, chyba stwierdzając, że nie a sensu kłamać osobie która potrafi takie kłamstwo bezproblemowo przejrzeć. Zamyśliłam się.
— A wyspę opuściliśmy... dawno. — nie było to może najdokładniejsze określenie czasu, jednak pozwoliło mi zastanowić się nad naszą małą podróżą pod innym kątem — to tylko domysły, ale... co jeśli uciekaliśmy? Wtedy jeszcze premierem był Leniniewski, sztuka była zabroniona. Może ktoś chciał cię złapać — snułam dalej. Mężczyzna z powątpiewaniem skinął głową.
— Hmm, chyba... chyba było coś takiego — jego twarz miała wyraz głębokiego skupienia. Tak jak i ja miał trudności z przypominaniem sobie pewnych elementów swojej przeszłości. — Jednak — wydawał się nie do końca przekonany — Dlaczego miałabyś uciekać ze mną?
— No właśnie — rzuciłam, marszcząc brwi — przecież członkowie Pectis nie byli poszukiwani za dawnego premiera.— przerwałam na chwilę, dając sobie czas na uporządkowanie całej wiedzy, którą posiadałam i wszystkich hipotez. — Tak naprawdę mamy dwie opcje. Możemy wrócić na Ainelysnart i tam szukać wskazówek. Albo — zawiesiłam na moment głos — albo rozwiązać zagadkę tej tutaj najady. Może coś nam się rozjaśni. W gruncie rzeczy i tak potem musielibyśmy wrócić do swoich domów. — spojrzałam na niego, oczekując odpowiedzi.

(Lorie?)

14 czerwca 2019

Od Lorema cd. Camille

    Mężczyzna nie był pewien czy chce zaufać tej kobiecie i pomóc jej się dowiedzieć. A co jeśli tak na prawdę ścigała go... z dowolnego powodu? Jednak sam łapał się na ciągłym zadawaniu sobie pytania: "Jestem w Rzymie, co teraz?". Być może to, co wydarzyło się między nimi było kluczem do odkrycia celu całej tej wyprawy. No i... czuł się na prawdę dobrze w jej towarzystwie. Mimo natłoku emocji, atakujących go ze wszystkich stron, jej obecność sprawiała, że czuł się bardziej komfortowo. Bezpiecznie.
  Lorem miał mętlik. Zupełny mętlik w głowie. Jak można do tego stopnia komuś nie ufać, jednocześnie ufając mu bezgranicznie?
- Hmm - odpowiedział wreszcie cicho, kiwając krótko głową. Nie zdołał zdobyć się na nic więcej, to jednak zdawało się w zupełności wystarczać dziewczynie. - Ja... pamiętam nie wiele. - Powiedział powoli, bardzo ostrożnie dobierając słowa. - Uciekałem... przed pewnymi ludźmi.
- Skąd uciekałeś... znaczy, jeśli nie chcesz, nie musisz mówić - dziewczyna była bardzo ostrożna. Być może jej też przyszło do głowy, że uciekać mógł właśnie przed nią?
- Z Ainelysnart - odpowiedział cicho, patrząc na jej reakcję. Nie wyglądała na zaskoczoną.
- A potem? Co się wydarzyło potem, w... Paryżu?
- Byłem tam z... - zaciął się - po prostu. Po drodze. I ruszyłem dalej.
- I twoim celem był Rzym od początku?
  Mężczyzna zamyślił się. Uporczywy szum w głowie przybierał na sile.
- Chyba...
- Więc po co zatrzymywałeś się w Paryżu?
  Ludzie maszerowali równym krokiem, dokoła rozmawiających panował gwar. Kawałek dalej fontanna szumiała cicho. Jednak Lorem poczuł się tak, jakby nagle wszystkie źródła dźwięku zostały wyłączone. Jego zwężona źrenica lewego oka rozszerzyła się na moment, gdy przypominał sobie uśmiech dziewczyny i powietrze, muskające jego twarz.
- Byłaś tam... - wymamrotał. Faktycznie, była tam. Teraz ją pamiętał, choć mętnie, bardzo mętnie. Kłębiące się myśli. Narastający ból głowy. Trochę nerwowo zaczął uderzać palcami o kolana.
(Camille? Na twoim miejscu uważałabym bardziej na psychopatów xd)

9 czerwca 2019

Od Camille cd. Lorema

    Wystarczyło to jedno zdanie, jedno króciutkie pytanie, bym automatycznie poczuła się lepiej. To było trochę tak, jakby ogromny kamień po prostu spadł mi z serca. Cieszyłam się, że chciał się wszystkiego dowiedzieć, że z jego strony pojawiła się choćby minimalna chęć pomocy.
- Czy moglibyśmy pójść w nieco bardziej ustronne miejsce? - spytałam obojga. - Tu jest niezwykle dużo ludzi - gdy otrzymałam ich aprobatę udaliśmy się do najbliższej kawiarenki. Usiedliśmy i gdy otrzymaliśmy nasze zamówienia wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowieść:
- Pytałeś dlaczego cię szukałam. Właściwie to sama nie wiem - zaśmiałam się cicho. Opowiedziałam mu wszystko co pamiętałam z ostatnich dni, całą prawdę, nie mijając ani jednej rzeczy, która mogłaby być istotnym dla tej historii faktem. - Wiem, że to brzmi dziwnie i nieprawdopodobnie - zakończyłam, patrząc mu  w oczy i co prawda nieco ignorując obecność Eukalipso - Ale tak naprawdę było. Ja... - nie wiedziałam jak mam ubrać moją gonitwę myśli w jakieś zrozumiałe wytłumaczenie. - chcę się dowiedzieć co się konkretnie stało. Co między nami było - gdy zrozumiałam, jakie słowa właśnie opuściły moje usta, spąsowiałam. - Mam na myśli... Czuję, że to było coś ważnego. Nie chciałabym tego stracić, zwłaszcza gdy rozwiązanie jest tak blisko - przyznałam nieco ciszej, zerkając na dziwnego niebieskowłosego mężczyznę spod rzęs. - Czy... czy ty także chciałbyś mi pomóc dowiedzieć się co się tak właściwie wydarzyło? Oczywiście zrozumiem, jeśli postanowisz odejść - zapewniłam go szybko po raz kolejny. Nie chciałam, by poczuł się tym, że jakaś obca kobieta opowiada mu niestworzone historie, a potem jeszcze oczekuje pomocy. Jednak w głębi serca miałam nadzieję, że on także czuł to co ja.
(Lorem?)