Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Calia Ace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Calia Ace. Pokaż wszystkie posty

4 kwietnia 2020

Od Calii cd. Argony

Ustaliłyśmy z Argoną, że w czasie, gdy ona będzie wykorzystywać swoje źródła na dojście do kogoś, kto mógłby nam pomóc, ja przejrzę notatnik zabrany z domu dziennikarza. Zadanie długie, żmudne i niemiłosiernie nudne. Gość miał obsesję na punkcie tej aktorki jeszcze przed tym całym incydentem z kostiumem. Przychodził na plan, notował jej działania, prowadził obserwacje, by na tydzień przed jej śmiercią całkowicie zaprzestać notatek i wrócić do nich dopiero w dniu zabójstwa. Zupełnie jakby wiedział, co miało się stać. I tak począwszy od czytania, co Kero jadła na lunch na planie „Obłudy” na początku zdjęć do filmu, skończyłam na czytaniu o tym, jakie ślady na jej szyi pozostawiły po sobie paski od kostiumu. Odstawiłam z obrzydzeniem szklankę z lemoniadą. Nasz dziennikarz naprawdę lubił szczegóły. Na końcu notatnika znalazłam kopertę z kilkoma zdjęciami. Przejrzałam wszystkie, jednak to tylko wzmogło moje obrzydzenie. Wcale nie dziwiłam się, że nikt nie chciał ich puścić do gazety publicznej. Westchnęłam, zamykając dziennik. Właściwie jedyne, co wydało mi się podejrzane to to, że obserwował Kero praktycznie od początku i przestał chwilę przed zabójstwem. Potem traktował tę sprawę jako zwykłą sensację do opisania. Wstałam, żeby przejść się po mieszkaniu. Skoro jego gosposia zabijała, co miało z tym wspólnego obserwowanie Kero? A może to on zabijał, szukając sensacji, o których mógłby pisać? Dzięki takim artykułom zdobywa się uznanie, zresztą widziałam jego dom, nie utrzymałby takiego ze zwykłej, marnej pensji dziennikarzyny. Potrzebował sensacji, to było pewne. Albo miał jakieś drugie, mniej legalne zajęcie. Coś na ten temat wiedziałam. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu.
– Halo?
W słuchawce rozległ się głos Argony.
– Chyba znalazłam kogoś, kto pomoże nam zakończyć tę wątpliwie przyjemną współpracę.
Uniosłam brwi.
– Chyba? Bo wolałabym, żeby skończyła się jak najszybciej.
Alpha chwilę się nie odzywała.
– Po prostu przyjedź.  
(Argo?)

Od Calii cd. Camille

Czas ustalić listę gości! – zawołałam radośnie, usadawiając się na kanapie z kartką i długopisem. Camille popatrzyła na mnie spode łba, łyżką mordując przygotowaną przeze mnie zupę. Odkąd zdecydowałyśmy się na tematyczną imprezę, przygotowania pochłaniały nam sporo czasu wolnego i przenosiły się z mojego mieszkania do domu Cam i odwrotnie, w zależności od tego, kto akurat miał coś do załatwienia na mieście lub mógł wcześniej wrócić. Zwykle ja przyjeżdżałam do przyjaciółki po zajęciach, a ona do mnie, gdy akurat miałam dzień wolny po nocce i brak ochoty na wychodzenie gdziekolwiek. Tym razem jednak przywitałam Słowika w porze obiadu, bez zapowiedzi i wyjątkowo wkurzoną. Udało mi się ustalić, że wracała właśnie z jakiegoś supertajnego-o-którym-mam-nie-wiedzieć spotkania i nie wszystko poszło po jej myśli. Stwierdziłam więc, że jest to idealny moment na najbardziej ryzykowny punkt całych naszych przygotowań.
– Żadnych znajomych z Noctis – burknęła Camille, wracając do zupy.
– Aha, czyli żadnych moich znajomych, świetnie – odpowiedziałam z ironiczną wesołością.
– Masz znajomych z pracy.
– Racja. A co ze Stevem? On jest w Noctis, tak chciałam tylko przypomnieć.
Camille wzruszyła ramionami.
– Bez niego się chyba nie obejdzie. Poza tym, nie traktuję go jak kogoś z Noctisu.
Przewróciłam oczami, wpisując go na listę gości.
– Dobra, czyli moi znajomi z pracy. Ale tylko ci, których lubię – mruknęłam, dopisując parę innych imion. – Mamy siedem osób. Na upartego osiem.
– Znajomi ze studiów?
– Większość jest nudna. Jak już to mogłabym zaprosić jedną.
– To zaproś.
– Okej, w takim razie teraz twoi goście. Tylko żadnych sztywniaków z Pectisu.
Cam odmruknęła coś niezrozumiałego. Patrzyłam na nią z wyczekiwaniem, aż w końcu pokręciła głową.
– Muszę to przemyśleć, a teraz jestem na to zbyt wkurzona. Dopiszę resztę potem.
– Och, okej. A Fionna mam wpisać za ciebie? – zapytałam z miną niewiniątka. Oczy Camille pociemniały gniewem.

– Ace, ty mnie już bardziej dzisiaj nie denerwuj. Wydaje mi się, że coś już na ten temat ustaliłyśmy.
– Och, czyli nic się nie zmieniło? – zapytałam z udawanym zdziwieniem. Camille tylko spojrzała na mnie morderczym wzrokiem. Ja natomiast, wciąż z miną niewiniątka, dopisałam w myślach na listę pewnego rudowłosego Irlandczyka o imieniu Fionn i nazwisku O'Reilly. 
(Cam?)

9 lutego 2020

Od Calii cd. Camille

Świetnie! – zaszczebiotałam do telefonu. – Cudownie, wyśmienicie! To będzie genialna impreza, przeżyję nawet te tancerki i piñaty, i bar, i wszystko! – podekscytowałam się na tyle, żeby przerwać na chwilę malowanie paznokcia, by móc radośnie pomachać rękami. Camille jęknęła.
– Dlaczego czuję, że skoro jesteś taka rozentuzjazmowana, to na pewno planujesz coś, przez co będę żałować, że kiedykolwiek się zgodziłam?
– Przesadzasz! – zawołałam wesoło.
– Oczywiście. Dobra, będę kończyć, mam jeszcze parę spraw do ogarnięcia.
– Jasne, jasne, leć! Buziaki, do zobaczenia niedługo!
Camille wymruczała kilka naprawdę nieładnych słów po francusku.
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że znam francuski. – Bardziej oznajmiłam niż zapytałam.
– Doskonale – potwierdziła moje przypuszczenia. – Pa!
– Pa, pa – powiedziałam i usłyszałam charakterystyczne piknięcie w telefonie. Przez chwilę nic nie mówiłam, ale gdy domalowałam paznokcia, wyciągnęłam dłoń przed siebie i mruknęłam wyjątkowo zadowolona:
– Oczywiście, że ty go nie zaprosisz, ale ja nie będę miała przed tym absolutnie żadnych oporów.
Popsikałam lakier sprejem wysuszającym, wciąż uśmiechając się od ucha do ucha.
– Fionnie O'Reilly, szykuj się na imprezę, która odmieni twoje życie! – zapowiedziałam w pustą przestrzeń. Siedząca na stole Lizzy spojrzała na mnie jak na idiotkę, po czym wystawiła mi język.
– No wiesz co?! – obruszyłam się, wkładając lakiery do kosmetyczki. – Jeszcze mi za to podziękują, zobaczysz. 
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Odebrałam go, nawet nie patrząc na wyświetlacz, w stu procentach przekonana o tym, że to Camille. 
– Wiem, wiem, jestem cudowna! – zawołałam, zanim zdążyła się odezwać. W zamian za to usłyszałam śmiech Steve'a.
– Jesteś, jesteś, ale mogłabyś już łaskawie zejść, bo czekam na ciebie od dziesięciu minut, a żadne legalne miejsce parkingowe nadal nie jest wolne. 
Spojrzałam ze zdziwieniem na zegarek. 
– Jeju, nawet nie wiedziałam, że już tak późno! Schodzę! – oznajmiłam, rozłączając się i podeszłam do szafki, by wyciągnąć buty. 

(Camille? 😏)

19 sierpnia 2019

Od Calii cd. Camille

Aww – zachwyciłam się. – To takie słodkie! 
Camille zaśmiała się powątpiewająco.
– Ty, ja nie wiedziałam, że z ciebie taka niepoprawna romantyczka. Powiem Steve'owi – zastrzegła, a ja machnęłam ręką, czego, oczywiście, nie mogła zobaczyć.
– A mów se, a ja i tak mam rację. On na ciebie leci! A moja piękna akcja z kwiatami tylko to potwierdza.
Niemal czułam, jak Cam przewraca oczami.
– To było całkowicie niepotrzebne – oznajmiła, jednak bez większego przekonania. Prychnęłam.
– Jasne.
W słuchawce na chwilę zaległa cisza, jako że zbliżałam się do bardzo skomplikowanego manewru, jakim było pomalowanie paznokci u prawej ręki, a moja przyjaciółka najwyraźniej próbowała przetrawić pewne informacje i znaleźć na nie odpowiedź.
– Czy to znaczy – zaczęłam triumfalnie, gdy udało mi się nałożyć jedną całkiem przyzwoitą warstwę – że mogę się spodziewać Fionna na naszej domówce?
– Hola, hola, kochana – ostudziła moje zapędy Camille. – Po pierwsze, jeszcze niedawno była to twoja domówka i absolutnie nie chciałaś przyjąć moich piñat ani tancerek – wytknęła mi, co spotkało się z moim poirytowanym westchnieniem. – Po drugie, będzie dziwne, jak zaprosisz Fionna do siebie do mieszkania, nawet go nie znając – powiedziała z przekonaniem, zupełnie tak jakby liczyła na to, że odwiedzie mnie od tego genialnego pomysłu. Wzruszyłam tylko ramionami.
– Wiesz, zawsze możemy zmienić lokum, jeśli już zdecydowałyśmy, że to nasza domówka – zasugerowałam, mając nadzieję, że moja przyjaciółka odczyta tę dyskretną sugestię. 
(Cam? ;3)

18 sierpnia 2019

Od Calii cd. Argony

Widzi pani, pani podkomisarz! – zawołałam triumfalnie, pokazując na stojącą przede mną Alphę. – Mówiłam, że była w szpitalu. Biedaczka, jest taka wrażliwa! – Choć mówiłam to pełnym przejęcia głosem, moje oczy patrzyły na brunetkę zacięcie, przekazując jej jasną wiadomość. Nie. Zepsuj. Tego.
Argona chyba szybko zrozumiała, o co mi chodzi, bo pokiwała głową i podjęła temat bez zająknięcia.
– Na szczęście dali mi jakieś cud świństwo i od razu poczułam się lepiej – zapewniła, jak dla mnie całkiem przekonująco. Pokiwałam głową z aprobatą. – Postanowiłam wrócić tutaj w razie jakichś... problemów. Ale nie chciałbym bawić tu długo, miło by było się już położyć – zasugerowała. Zacisnęłam mocno usta. Funkcjonariuszka skakała wzrokiem od jednej z nas do drugiej. W końcu pokiwała wolno głową.
– Sprawdzimy to – oświadczyła. – Zapraszam za mną. I bez żadnych sztuczek.
Rzuciłam Argonie wymowne spojrzenie i obie wyszłyśmy za policjantką.
– Davies, wybierz mi numer do pobliskiego szpitala – poleciła, a jej partner natychmiast wykonał rozkaz. Już za chwilę trzymała słuchawkę przy uchu.
– Dzień dobry, podkomisarz Collins, prowadzę śledztwo w sprawie tego przywiezionego dzisiaj dziennikarza. Proszę mi tylko powiedzieć, czy na terenie szpitala była jakaś pani z tym mężczyzną? 
Recepcjonistka odpowiedziała coś, co najwyraźniej się policjantce nie spodobało, bo przewróciła ze złością oczami. 
– Lepiej żeby pani mogła, bo naprawdę nie mam czasu jechać tam i sprawdzać monitoring. 
Zamilkła, by wysłuchać odpowiedzi, która jednak nie zniwelowała jej irytacji. 
– Bardzo dobrze, a jeśli sprawca nam ucieknie, wlepię pani utrudnianie śledztwa – stwierdziła i tym razem odpowiedź recepcjonistki trwała chwilę dłużej. Podkomisarz zmierzyła nas podejrzliwym spojrzeniem. 
– Dziękuję za informację – powiedziała w końcu. – Do widzenia.
Rozłączyła się i wróciła do przeskakiwania wzrokiem ode mnie do Argony. 
– Pani alibi zostało potwierdzone – oznajmiła tylko, a ja odetchnęłam w duchu. Wtedy policjantka zwróciła się do Daviesa. 
– Dobra, daj tutaj tę gosposię, teraz trzeba z nią zamienić słówko.
Funkcjonariusz zbladł, nawet nie wysiadając z radiowozu. 
– Ale... Myślałem, że... że ona jest z panią, pani podkomisarz.
Kobieta zamrugała parę razy z niedowierzaniem. 
– Co takiego? 
Wymieniłyśmy z Argoną nerwowe spojrzenia. 
Oho. 
(Argo?)

16 sierpnia 2019

Od Argony cd. Calii

Zaczynało powoli robić się jasno. Czarny pies biegł ulicami Areny 2 jednostajnym, beztroskim tempem. Jego głowę zaprzątała myśl o tajemniczym mordercy, który uniemożliwił im wyciągnięcie dalszych informacji z ofiary w nader skuteczny sposób. Argonie w takich właśnie sytuacjach żal było, iż nie posiada mocy leczniczej. To rozwiązywałoby tyle problemów... Dom dziennikarza był już widoczny na końcu ulicy, gdy wadera zatrzymała się gwałtownie. Uniosła głowę wysoko i zaczęła niuchać w powietrzu. Szorstki materiał, skórzane buty, wciąż rozgrzana guma, stygnąca powoli na podjeździe. Jej uszy zareagowały na sugestię głosów, dobiegających z wnętrza domu. Schowała się za śmietnikiem i przemieniła w człowieka. Wychyliła się w tej formie i zyskała pewność, zauważając szczegóły stojącego przed domem samochodu. Policja. Wyciągnęła z kieszeni swój stary dowód osobisty. Spojrzała na dom. Na dowód. Znów na dom. Właściwie mogła się oddalić i ponownie zostawić Calię samą sobie, jednak nie poprawiłoby to już i tak dość napiętych stosunków pomiędzy nimi. Westchnęła, wpychając kartę głęboko do kieszeni. Raz owcy śmierć czy jakoś tak. Ruszyła pewnym krokiem w stronę domu, zabezpieczonego żółtą, policyjną taśmą. Jakiś młody policjant siedział własnie w wozie i dało się słyszeć szuby krótkofalówki, przez którą najwyraźniej usiłował się z kimś skontaktować. Argona bez problemu przeszła przed maską wozu i unosząc taśmę ruszyła w stronę domu. Dopiero, gdy była na schodach, praktycznie pod wejściem, usłyszała trzaśnięcie drzwiami pojazdu i coś, co brzmiało jak zduszone "stać!", udała jednak, że informacja do niej nie dotarła i wsunęła się do wnętrza domu. Powitała ją uśmiechnięta gosposia, wręczając jej bez słowa szklankę z zimną wodą. Alpha przyjęła ją bez słowa, postanawiając odstawić na razie wątpliwości na bok. Ruszyła w górę schodów, by nadziać się na rozmawiające Calię oraz kobietę, ubraną w mundur policyjny. Obie spojrzały na nią, przerywając w połowie wypowiedzi. Alpha wzięła łyk wody i oparła się o ścianę z nonszalancją.
- Tamten dzieciak jest nowy w zawodzie? - zapytała, uśmiechając się krzywo.
(Calia? Zaraz to ty będziesz musiała ratować mnie jak tak dalej pójdzie XD)

Od Calii cd. Camille

Zapiszczałam do telefonu jak mała dziewczynka, siedząc na swojej pięknej kanapie i malując paznokcie. W tle usłyszałam śmiech Camille, która chyba musiała odsunąć od siebie słuchawkę, gdy nastąpiło to moje nagłe wyładowanie emocji. 
– I co, i co, i co? – zapytałam podekscytowana i niemal widziałam, jak moja przyjaciółka przewraca oczami.
– Wiedziałam, że nie dasz mi żyć – powiedziała tylko.
– Kochana, dużo bardziej nie dałabym ci żyć, gdybyś do mnie nie zadzwoniła i mi nie opowiedziała – oznajmiłam, patrząc groźnie na leżący na stoliku przede mną telefon. Camille znów się zaśmiała.
– Wiem – przyznała. Miała tak wyśmienity humor jak mało kiedy, a ja doskonale wiedziałam, czym, a raczej kim, było to spowodowane. I nie miałam zamiaru przerywać tej radości, a wręcz przeciwnie.
– Widziałam jak on na ciebie patrzył dziewczyno, mówię ci, coś z tego będzie! – zapiszczałam. – Podziękujesz mi na swoim ślubie, kochana, myślę, że już mogę szukać sukienki!
– Dobra, dobra, mądralo, ty się tak nie zapędzaj – fuknęła Camille, jednak nie tak zadziornie jak zwykle, co również odnotowałam z uśmiechem, którego (na moje szczęście) nie mogła zobaczyć. – To było czysto przyjacielsko-biznesowe spotkanie.
– Słuchaj no, czysto to ono nigdy nie było, przyjacielsko-biznesowe no może do momentu wyjścia z Mojito, ale proszenie kogoś na spacer przy zachodzie słońca nie jest częścią ani jednego, ani drugiego. A mój numer z kwiatami tylko to potwierdził! Wiem, wiem, jestem genialna, nie musisz dziękować. – Machnęłam wolną ręką lekceważąco. – A teraz opowiadaj dalej! Co się działo na tym spacerze? Tylko ze szczegółami, masz niczego nie pomijać!
Cam zaśmiała się po raz kolejny, słysząc mój entuzjazm.
– Wyśpiewam ci wszystko jak na przesłuchaniu – obiecała, co usatysfakcjonowało mnie na tyle, by poczekać w spokoju na dalszą część jej opowieści. 
(Cam? Tylko niczego nie pomijaj, ze szczegółami XD)

Od Calii cd. Argony

Przekroczyłam próg domu dziennikarza usilnie starając się być cicho, żeby policjantka przypadkiem nie rozmyśliła się i nie zrezygnowała z mojej obecności. Funkcjonariuszka skierowała się śladami krwi na podłodze wprost do gabinetu dziennikarza.
– Davies! – zawołała, a policjant do tej pory idący za nią przyspieszył.
– Tak, pani podkomisarz? – zapytał, przenosząc wzrok z usłanej krwią podłogi na kobietę. Nie czuł się najlepiej i śmiało można było to określić nawet bez posiadania moich mocy.
– Zawołaj technika, będzie miał tu sporo do roboty – powiedziała tylko, na co policjant pokiwał głową i czmychnął z domu jak najszybciej. Funkcjonariuszka przykucnęła przy wielkiej plamie.
– Nowy? – zapytałam, idąc w jej ślady.
– Dopiero go przysłali – przyznała policjantka, nakładając rękawiczkę. – Niech pani uważa i niczego nie dotyka – poleciła. Pokiwałam głową. Chciałam się tylko dyskretnie rozejrzeć, nie babrać w policyjną robotę. Jednak miejsce nie wyglądało jakoś szczególnie podejrzanie. Dużo książek, notesów, dostrzegłam parę albumów. Ostrożnie przeszłam przez cały pokój i znalazłam się przy regale. Wzrokiem przeszukałam półki, by zatrzymać się na grubym zeszycie zatytułowanym na grzbiecie równym wyrazem KERO. Byłam już tuż tuż od wyciągnięcia notesu, gdy usłyszałam głos policjantki.
– Mówiłam, że ma pani niczego nie dotykać.
Odwróciłam się do niej z przepraszającym uśmiechem, w duchu czując złość.
– Pani podkomisarz! – zawołał nagle Davies, a funkcjonariuszka wychyliła się z pokoju. Niepostrzeżenie zgarnęłam notes do torebki i bezszelestnie przeniosłam się bliżej środka pokoju, nie chcąc wzbudzać podejrzeń.
– Pani gosposia mówi, że oprócz tej pani blondynki była tu jeszcze jedna!
Zaklęłam w duchu, jednak kobieta skupiła się na czym innym.
– Davies, miałeś zawołać technika, a nie samodzielnie przesłuchiwać świadków!
(ARGO? RATUJ SYTUACJĘ XD)

Od Calii cd. Camille

Jakiś miły klient? – zapytała baristka, gdy podawałam jej kolejne zamówienie. Zaśmiałam się cicho.
– Można to tak ująć – stwierdziłam.
– Który to? – wychyliła się z zaciekawieniem, a ja, nawet się nie odwracając, zaczęłam jej tłumaczyć.
– Widzisz ten stolik w rogu? Czekaj, trochę dyskretniej! – skarciłam ją, na co zareagowała śmiechem. Na szczęście Camille była zbyt zajęta nieupokorzeniem się przed Fionnem, żeby zwracać na nas uwagę. Jej błąd.
– Ten rudowłosy gość z brunetką w grafitowej sukience? Swoją drogą, ładnie na niej leży.
– Ma lepsze – oznajmiłam, a moja koleżanka zmierzyła mnie spojrzeniem spod przymrużonych powiek.
– Czekaj, czekaj... Czy to twoja przyjaciółka?
– Aham, i właśnie jest u nas na randce. Łapiesz? U nas. Na randce.
W oczach baristki pojawił się błysk zrozumienia.
– No przyjaciółka Calii jest też naszą przyjaciółką – skomentowała natychmiast. – Możesz polecieć numerem 158. – Puściła do mnie oczko, a ja szybko przejrzałam w pamięci naszą pracowniczą kartę zadań, którą musieliśmy wkuć pierwszego dnia. Uśmiechnęłam się do niej.
– Myślałam o 162., ale ten jest nawet lepszy, masz rację – przyznałam, jeszcze raz zerkając na ich stolik. Byłam pewna, że ktoś taki jak Fionn O'Reilly podejmie moją małą gierkę.
Upewniłam się, że żaden z gości mnie nie potrzebuje, po czym przeszłam na zaplecze. Znalazłam to, co mnie interesowało niemal od razu. Wybrałam piękny bukiet czerwonych kwiatów z odrobiną herbacianych róż i wróciłam na salę. Podeszłam do stolika, przy którym moja przyjaciółka i przystojny Irlandczyk prowadzili właśnie wesołą konwersację.
– Przepraszam – tylko zaczęłam i już czułam zażenowanie mojej przyjaciółki – piękne kwiaty dla pięknej pani, na pańskie życzenie. – Uśmiechnęłam się ciepło do Fionna, który popatrzył na mnie z zaskoczeniem.
– Nie zamawiałem kwiatów – przyznał, a ja zrobiłam zdziwioną minę.
– Och, w takim razie musiałam pomylić... Bardzo państwa przepraszam. – Zrobiłam sugestywny krok w tył, a gdy Irlandczyk mnie zatrzymał, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Tak przewidywalne.
– Ale niech zostaną. – Posłał mi ciepły uśmiech. – W końcu skoro są dla pięknej pani, to zdecydowanie będą tu pasować.
Uśmiechnęłam się do Camille z wymowynym profesjonalizmem.
– Ależ oczywiście – przytaknęłam, podając jej bukiet.
– Dziękuję. – Uśmiechnęła się słodko, przyjmując ode mnie kwiaty i byłam przekonana, że, gdyby nie obecność Fionna, już zostałabym obdarzona czułym gestem przemocy fizycznej.
– Ile się należy? – zapytał Irlandczyk, sięgając do kieszeni marynarki po portfel, ale powstrzymałam go machnięciem ręki.
– Och, to na koszt firmy. Za mój błąd. – Spojrzałam na Camille z premedytacją i odeszłam do kolejnego stolika. Czułam emanującą od niej złość, ale też uznanie, do czego pewnie nigdy w życiu mi się nie przyzna. Przechodząc za bar, zbiłam dyskretną piątkę z moją koleżanką. Miałam tylko nadzieję, że Fionn uwzględni moje starania w odpowiednio wysokim napiwku. 
(CAM? PODOBAŁY SIĘ KWIATUSZKI? ;33)

15 sierpnia 2019

Od Calii cd. Camille

Z szerokim uśmiechem na twarzy wrzuciłam telefon z powrotem do koszulowej kieszeni. Steve spojrzał na mnie z rozbawieniem.
– Co znowu namieszałaś, asiku?
Parsknęłam śmiechem.
– Wyświadczam Cam przysługę, podziękuje mi na swoim ślubie – oznajmiłam, puszczając do niego oczko. Steve pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Gdyby nie to, że chciała mi uciąć palce, nawet bym jej współczuł – stwierdził, sięgając po szklankę do wytarcia.
– Dobra, dobra – prychnęłam. – Nie bądź taki mądry, bo ci zabiorę tego rogalika.
Blondyn uniósł ręce w obronnym geście.
– Idź sprzątać kawiarenkę, mądralo.
– No już idę. – Machnęłam ręką i odeszłam od baru, kierując się do drugiej sali.
– Cześć – przywitałam się z krzątającą się tam dziewczyną.
– Siemasz, Cal – odpowiedziała mi, przecierając ladę. – Staniesz dzisiaj na barze?
– A co, nasza baristka ma ochotę dzisiaj popracować? – zażartowałam, za co dostałam po spódnicy suchą ścierą.
– Ej! – zaprotestowałam. – Będę w tym musiała chodzić do końca dnia!
– No to jak tam? – Zrobiła minę niewiniątka, a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem.
– W części pubowej dają wyższe napiwki – zauważyłam poważnie, ale zaraz potem wyszczerzyłam zęby. – No, ale masz szczęście, że lubię robić dobrą kawę i podjadać ciasta.
Dziewczyna przewróciła oczami.
– I że masz kursy baristyczne, i że mnie lubisz też, wiem, wiem, bezgraniczne szczęście – ironizowała. Pokiwałam głową z przekonaniem.
– Dobra, w takim razie wypad z mojej rezydencji zanim się rozmyślę. – Zaśmiałam się. – I przyślij tu kogoś do kelnerowania za mnie.
– Już wypadam. Przynieś tylko ciasta, i przeparz wszystko. A ja szklanki powycieram. Reszta w miarę ogarnięta. – Zamyśliła się, wychodząc zza baru. – I śniadania przynieś.
– Jasna sprawa – powiedziałam, zamieniając się z nią miejscami. Rozejrzałam się po biało-zielonej przytulnej przestrzeni. To było aż niewiarygodne, że ta sala też należała do Mojito. Uśmiechnęłam się, wykładając dzisiejsze ciasta. Co by nie mówić, lubiłam pracować w kawiarence. I byłam w stu procentach pewna, że Fionnowi i Camille również udzieli się jej nastrój. 
(CAM?)

Od Calii cd. Argony

Przez chwilę obserwowałam, jak Argona biegnie za oddalającą się karetką, dopóki nie zniknęła za rogiem. Jednak za zniknięciem jednych syren zaraz pojawiły się drugie. Spojrzałam z zaskoczeniem na podjeżdżający pod dom dziennikarza policyjny wóz. Czy w Arenie Drugiej wszystkie służby przyjeżdżały do spraw zadziwiająco szybko?
– Podkomisarz Jane Collins, proszę się odsunąć – oznajmiła ciemnoskóra policjantka, wysiadając z samochodu.
– Jeszcze nawet nie zdążyłam wejść – mruknęłam, wkładając rękę do torebki i szukając fałszywych dokumentów.
Tuż za swoim dowódcą przebiegło dwóch innych funkcjonariuszy z policyjną taśmą.
– Pani jest świadkiem zdarzenia? – zapytała kobieta szorstko, a ja pokiwałam głową z przekonaniem. – Dokumenty poproszę.
– Oczywiście, już szukam. – Uśmiechnęłam się sztucznie, a policjantka spojrzała na mnie spod uniesionych brwi. Chyba nie tak powinien wyglądać świadek dramatycznego zdarzenia. W końcu znalazłam odpowiedni pliczek i (uprzednio ściągając z niego Lizzy) podałam go funkcjonariuszce.
– Davies! – zawołała i natychmiast podbiegł do niej młody chłopak z notesikiem i zawieszoną na szyi odznaką.
– Jestem, pani podkomisarz – zameldował się.
– Pani Lauren Williams. Przepisz i oddaj pani – poleciła, podając mu moje fałszywe dokumenty.
– Jest pani jedynym świadkiem zdarzenia? – kontynuowała moje „przesłuchanie”.
– W środku jest jeszcze gosposia – przyznałam, decydując się na pominięcie obecności Argony. Postanowiłam zacząć się tym martwić dopiero wtedy, gdy sprzątaczka przypomni sobie o ciemnowłosej dziewczynie. – Radziłabym na nią uważać.
Policjantka prześwidrowała mnie wzrokiem.
– Dziękuję za radę, ale kim pani jest, żeby sugerować takie rzeczy?
Uśmiechnęłam się.
– Powiedzmy, że… wiele już widziałam. To… mogę się z państwem przejść na oględziny miejsca zbrodni? – zapytałam słodko. Funkcjonariuszka zastanawiała się chwilę, ale w końcu dała za wygraną.
– Jeżeli coś pani zniszczy, to panią oskarżę – oznajmiła tylko, co uznałam za odpowiedź twierdzącą. Zaśmiałam się uprzejmie, ruszając za nią do domu dziennikarza.
– O to się proszę nie martwić.

(ARGO?)

14 sierpnia 2019

Od Calii cd. Camille

Cześć wszystkim – rzuciłam, gdy już się przebrałam i weszłam na salę. Sprzątające stoliki kelnerki przywitały się ze mną, nie przerywając swojej pracy. – Sorki za spóźnienie.
Podeszłam do baru i oparłam się na nim. Steve popatrzył na mnie z rozbawieniem spod uniesionych brwi.
– Już myślałem, że cię nie zobaczymy przed otwarciem, skoro szefowej dzisiaj nie ma – oznajmił. Machnęłam ręką lekceważąco.
– Daj spokój, dobrze wiesz, że traktuję swoją pracę bardzo poważnie.
Steve popatrzył na mnie sceptycznie.
– Jasne – skomentował tylko.
– Ej, no, przecież jeszcze zdążę na spokojnie ogarnąć drugą salę! – zaprotestowałam. – Poza tym – uśmiechnęłam się słodko, stawiając na ladzie papierową torebkę – przyniosłam ci śniadanie.
Jego brwi powędrowały jeszcze wyżej. Popatrzyłam na niego nierozumiejącym wzrokiem.
– Uratowałam tego rogalika z czekoladą z talerza Camille, a ty nadal nie wierzysz, że zrobiłam to całkowicie bezinteresownie z własnej woli? – westchnęłam, bezbłędnie odczytując jego minę. – Ranisz mnie, Stevie, oj ranisz.
– No już, już – zaśmiał się, zgarniając torebkę z baru. – Po prostu przyjdź po niego na przerwie, jak zgłodniejesz.
Uderzyłam go przekornie w ramię i mrugnęłam porozumiewawczo.
– Wiedziałam, że odpalisz mi połowę.
Blondyn przewrócił oczami.
– Jakbym cię nie znał.
Wyszczerzyłam do niego zęby.
– Dobra, ale teraz serio idę ogarniać drugą salę. W końcu niedługo otwieramy.
– Aham, masz godzinę, moja droga.
Machnęłam dłonią lekceważąco.
– To aż za dużo czasu.
Już chciałam odejść od baru, gdy z kieszeni mojej koszuli dobiegł charakterystyczny dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, marszcząc brwi, a po krótkiej chwili wahania odebrałam połączenie.
– No co tam, Cam? – rzuciłam nonszalancko, opierając się o ladę, przy której Steve przypatrywał mi się z zainteresowaniem.
– Calio Ace – Usłyszałam przesłodzony głosik mojej przyjaciółki. – Już na wstępie zapowiadam, że cię utłukę.

(CAM?)

25 czerwca 2019

Od Calii cd. Camille

Pracujesz dziś? – zapytała Cam po chwili w przerwie między jednym rogalikiem a drugim, najwyraźniej chcąc odciągnąć moją uwagę od jej przyszłego związku z Fionnem.
– Mhm. – Pokiwałam głową, przeżuwając swoją część śniadania. – Zaraz idę.
Camille zmarszczyła brwi.
– To po co ty tu w ogóle przychodziłaś?
Wzruszyłam ramionami.
– Żeby się z ciebie pośmiać, to chyba oczywiste. Ej właśnie, mogłaś się umówić z Fionnem u mnie w pubie!
Brunetka uniosła brwi.
– Oświeć mnie proszę, czemuż to?
– Dałabym ci zniżkę, w razie gdyby miał zamiar cię wystawić. – Wyszczerzyłam zęby. Cam przewróciła oczami.
– Nie wystawi mnie, Calia. To jego interesy.
– Mhmmmmmmm.
– Calia.
– Mhmmmmmmm.
Camille westchnęła ze zrezygnowaniem, przykładając dłoń do czoła.
– Naprawdę cię nie znoszę.
– Naprawdę mnie uwielbiasz! – Klasnęłam w dłonie radośnie. – Kto ci sukienkę pożyczył? Kto cię wyszykował na milion dolarów? Dzięki komu masz randkę z O'Reillym? Kto ci taką dobrą kawę zrobił? Poza tym, ciesz się, mogłam do ciebie przyjść o siódmej.
– To nie jest randka. Poza tym, nie wstałabyś na siódmą – zauważyła Camille sceptycznie.
– Fakt. Ale mogłam.
– Ja nie wiem, dlaczego ja się z tobą jeszcze przyjaźnię – mruknęła, mieszając swoją kawę. Wyszczerzyłam zęby.
– Ja wiem. Dlatego, że jestem cudowna, fenomenalna, najlepsza i takie tam.
Camille spojrzała na mnie jak na wariata.
– Dobra, weź już. – Machnęła ręką. – Idź do tej pracy. Same głupoty wygadujesz.
(CAMILLE? <3)

18 czerwca 2019

Od Calii cd. Camille

A o to – wyszczerzyłam zęby – że podoba ci się Fionn O’Reilly!
Camille prawie zakrztusiła się rogalikiem.
– On? Mnie?
– Oczywiście, że tak! – Klasnęłam w dłonie rozradowana. Zaczerwieniona jak burak Cam burknęła coś w odpowiedzi, ale średnio jej słuchałam. – Och, wyobraź to sobie. Będziecie mieli ślub jak z bajki. Kupimy ci przepiękną suknię. Dekoracje będą w odcieniach pastelowego fioletu i bieli, z zielonymi elementami. W kwiatach będą królowały magnolie! – Obserwowałam, jak z każdym moim słowem twarz przyjaciółki robi się coraz bardziej czerwona. Zastanawiałam się tylko, czy zorientowała się, że właśnie przedrzeźniam ją samą.
– Aha, chyba na twoim ze Stevem – mruknęła w końcu. Roześmiałam się głośno. – Po czym ty niby wnioskujesz, że on mi się podoba? Chociaż wcale mi się nie podoba. – Zastrzegła szybko, starając się odwrócić moją uwagę od planowania ich wesela.
– Wcaaaaleeee. – Pokręciłam głową.
– Calia – warknęła brunetka, co spotkało się z kolejnym wybuchem mojego śmiechu.
– Oj, Cam, Cam, ile my się znamy? Przecież ty się nie dajesz odwozić do domu byle komu, to po pierwsze. Po drugie, skoro chociażby przeszło mu przez myśl zaproponowanie ci odwózki to znaczy, że spędziliście ze sobą sporą część tego balu. Po trzecie, czuję, że jesteś zawstydzona, a to najlepszy znak.
– Calia! – zaprotestowała moja przyjaciółka z oburzeniem.
– No co? – obruszyłam się. – Jak tu nawet nie muszę używać mocy! Twoja twarz jest w tym momencie tak czerwona jak moja bluza! – Chwyciłam materiał w palce dla uwiarygodnienia swoich słów. – Ale spokojnie, nie ma się co dziwić. Z Fionna O’Reilly’ego jest niezłe ciasteczko. – Poruszyłam brwiami sugestywnie. Camille zamieszała łyżeczką swoją kawę.
– Powiem Steve’owi – mruknęła, a ja znów się roześmiałam.
– Powiedz, powiedz.
(CAMILLE? JAK TAM TWÓJ ROMANSIK? ;3)

Od Calii cd. Camille

Nie no, gdzież – zaśmiałam się. – Tego nauczyłam się sama. Ale przyniosłam jedzenie. – Poruszyłam sugestywnie brwiami i zauważyłam jak jedno oko Camille powoli się otwiera.
– Jedzenie? – zapytała podejrzliwie. Wyszczerzyłam zęby. Zawsze działało. Wyciągnęłam przed siebie papierową torbę.
– Prawdziwe francuskie croissanty wraz z prawdziwymi amerykańskimi pączkami. A dżem, ser, miód i krem czekoladowy weźmiemy od ciebie z lodówki. 
Camille zmarszczyła brwi, choć obie doskonale wiedziałyśmy, że już ją przekonałam do wstania z łóżka i niezabijania mnie przy okazji. 
– A owoce?
– Już umyte, czekają w misce na blacie. 
Brunetka mruknęła w poduszkę coś niezrozumiałego. Zaraz jednak znów podniosła na mnie wzrok. 
– A zrobisz tą swoją dobrą kawę? Wiesz, taką jak u ciebie w pracy? 
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Jakie wymagania... 
– Zrobię, zrobię. I jak nie wstaniesz, to sama ją wypiję. 
– To zrobisz jeszcze jedną. 
– Nawet nie ma mowy! – zaszczebiotałam radośnie, wychodząc z pokoju. – Rusz swoje szanowne cztery litery, Cam, czekam ze śniadaniem! I wiesz, że jestem w stanie je zjeść sama! 
Usłyszałam zrezygnowany jęk z sypialni przyjaciółki i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po drodze zajrzałam jeszcze do łazienki, by znaleźć moją sukienkę, dokładnie tak jak myślałam, rzuconą bez żadnego szacunku na podłogę. Pokręciłam głową z dezaprobatą. 
– Będzie mi płaciła za czyszczenie – mruknęłam sama do siebie, idąc do kuchni. Sięgnęłam po kawę do zmielenia. 
Od kiedy to ja jestem rannym ptaszkiem w tej przyjaźni? 
(CAM? CZEMU NIE SZANUJESZ MOJEJ SUKIENKI? :<)

Od Calii cd. Argony

 – Mogłabyś zadzwonić po karetkę – zauważyłam, na co Alpha wzruszyła ramionami.
– Co to za adres?
– Ulica Midday, numer chyba 23.
Chyba?
– 23, dzwoń – warknęłam. Argona wyszła z pomieszczenia, a ja zajęłam się próbą uratowania mężczyzny. Naprawdę miałam nadzieję, że ratownicy poważnie potraktują telefon Alphy i przyjadą tu jak najszybciej. Chciałam, żeby ten człowiek przeżył i nie tylko dlatego, że być może miał potrzebne nam informacje. I też nie dlatego, że mogłabym być podejrzana o jego śmierć. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Argona? Nie, to zdecydowanie nie była aura posępnej Alphy. To był ktoś bardzo spokojny i opanowany... ale tylko z pozoru. Dziwne.
– Zostaw, dziecko. – Usłyszałam głos starszej kobiety.
– Co? – Zdziwiłam się.
– Pomogę ci.
Zmarszczyłam brwi. Wypowiedź kobiety wcale nie sugerowała chęci pomocy. Odsunęłam się jednak od mężczyzny.
– Zaraz będą – rzuciła zwięźle Argona, znów wchodząc do pomieszczenia.
– Żeby tylko zdążyli na czas – powiedziałam, uważnie obserwując reakcję gosposi. Zarówno tę wewnętrzną jak i zewnętrzną.
Tymczasem "zaraz" Argony okazało się dużo krótsze niż myślałam. Albo po prostu to ja straciłam rachubę czasu. Ratownicy przenieśli dziennikarza na nosze.
– Jego stan jest ciężki – oznajmił jeden z nich, patrząc mi prosto w oczy. – Ale uratowała mu pani życie.
Skinęłam głową.
– A dokąd go zabieracie?
Ratownik otaksował mnie wzrokiem.
– Niestety nie mogę udzielić pani takich informacji. Ale karetka jeszcze nie odjechała.
Zrozumiałam aluzję. Dopiero przed domem Argona wbiła mi swoje paznokcie w łokieć.
– Trzeba uważać na tę gosposię – mruknęła tak, że ledwo ją usłyszałam.
– Jej aura była dziwna – przytaknęłam.
– Nie o to chodzi.
Zmarszczyłam brwi.
– A o co?
– Widziałam, jak wyjmowała naklejkę pandy z kieszeni. I myślę, że wcale niebezinteresownie chciała ci pomóc go "ratować". 
(ARGO? WYBACZ, ŻE TAK DŁUGO XD)

Od Calii cd. Camille

Camille wpadła następnego dnia, oczywiście, jak burza i, oczywiście, spóźniona.
– Wybacz – mruknęła, gdy już otworzyłam jej drzwi, rzuciła swoje rzeczy na kanapę, a adidasy w kąt. – Zaspałam.
Parsknęłam śmiechem.
– Cam, jest piętnasta.
– Bal będzie trwał pół nocy. – Wzruszyła ramionami. – Chcę być żywa na całym.
Spojrzała na mnie błagalnie.
– Zdążysz? – zapytała z miną zbitego pieska.
– Najwyżej będziesz miała wejście smoka.
– Cal!
– Spokojnie, spokojnie – zaśmiałam się. – Zdążę. Tylko musisz się ogarnąć.
Camille gwałtownie podniosła się z kanapy.
– Jestem do twojej dyspozycji! – Zasalutowała. Parsknęłam.
– Dobra, w takim razie zapraszam do najlepszego lustra w moim domu, mi lady.
Brunetka posłusznie ruszyła do łazienki. Siadła na stołku przed lustrem i zamknęła oczy, najpewniej próbując jeszcze złapać chociaż chwilę snu. Mnie to akurat odpowiadało, bo zaczęłam od malowania jej oczu.
– Cam, głowa ci leci – zauważyłam.
– Sorry – mruknęła brunetka. – Już ją ogarniam.
Wyszłam na chwilę z łazienki, przeszłam do pokoju i sięgnęłam do torebki po pastylki kawowe. Wyciągnęłam jedną, po czym wróciłam do Camille i podałam jej ją.
– Masz.
– Życie mi ratujesz – westchnęła.
– Zawsze i wszędzie. – Uśmiechnęłam się i wróciłam do mojej pracy. Gdy już wymakijażowałam Cam na bóstwo, sięgnęłam po lokówkę. Delikatnie podkręciłam jej włosy i spryskałam lekko lakierem. Na szyję założyłam jej delikatny ciemny naszyjnik.
– Dobra, chodź, dam ci sukienkę. – Skinęłam dłonią, przechodząc do garderoby. Wyciągnęłam srebrny materiał spod folii ochronnej i podałam go Camille.
– Tylko nie zabrudź – zastrzegłam od razu, wychodząc, by spokojnie mogła się przebrać. Gdy wyszła z garderoby, byłam naprawdę zadowolona ze swojego dzieła. Stanęłam przed nią i otaksowałam ją oceniającym wzrokiem.
– Genialnie – stwierdziłam. – Wyglądasz jakbyś właśnie wyszła z Loch Ness.
Uśmiech natychmiast zszedł z jej twarzy.
– C O?!
Szybkim krokiem podeszła do lustra w przedpokoju, by się zobaczyć. Zaśmiałam się, idąc za nią.
– Spokojnie, żartuję. Powinnaś mi zapłacić milion dolarów, bo na tyle właśnie wyglądasz.
Camille chyba nie za bardzo wiedziała, czy mi dziękować, czy zacząć obrzucać wyzwiskami. 
(CAM? ;3)

13 czerwca 2019

Od Calii cd. Camille

    – Nie mam pojęcia – przyznałam z westchnieniem. Camille prychnęła z dezaprobatą i odczepiła się ode mnie. Skorzystałam z okazji i uciekłam na kanapę. Położyłam się na brzuchu, twarzą w poduszkach. Mimowolnie odnotowałam, że pachniały Stevem. Jęknęłam, protestując, gdy Camille ostentacyjnie usiadła na moich nogach.
– Poszłabym na wesele – mruknęłam, przypominając sobie chłopaków z wieczoru kawalerskiego, których dziś obsługiwałam w pubie. – Dawno nie byłam na weselu. Wesela zawsze są super.
– No twoje ze Stevem też takie będzie – powiedziała Camille sugestywnie. Uniosłam się na łokciu.
– Camille Belcourt, ostrzegam cię...
– Dobra, dobra – prychnęła. – A co do wesela, to ja na przykład idę na bal... – zrobiła przerażoną minę. – Zaraz, który dzisiaj mamy?
– Czternasty?
Camille odetchnęła z ulgą.
– No, to idę na bal jutro.
– Idziesz na bal beze mnie? – Spojrzałam na nią z wyrzutem.
– Trzeba było pójść do Pectisu, nie moja wina, że Noctis ma wywalone na wszystkich. – Wzruszyła ramionami.  Rzuciłam jej mordercze spojrzenie.
– Na pewno nie idziesz z osobą towarzyszącą – odgryzłam się. Camille westchnęła, kręcąc głową.
– Calia, to nie wesele.
– Gdybyś chciała, to byś mnie wzięła – prychnęłam, znów kładąc się na kanapie z miną obrażonego przedszkolaka. Belcourt uśmiechnęła się wrednie.
– Nie.
– A H A?!
Zrzuciłam ją z kanapy.
– Ała! – zaprotestowała.
– Dobrze –prychnęłam, podnosząc się z sofy. – Super. W takim razie robię konkurencyjną imprezę.
– A pożyczysz mi na bal tę swoją cudowną prześliczną sukienkę? – Brunetce aż zaświeciły się oczy, gdy patrzyła na mnie błagalnie z podłogi. Prychnęłam.
– Żałosne.
Jasne, że jej pożyczę.

(CAMILLE? W KOŃCU XD)

20 września 2018

Od Calii cd. Camille

      Steve nagle zakrztusił się kawą.
– Wiesz co Cal, ja to właściwie muszę się już zbierać – powiedział, gdy tylko udało mu się opanować atak kaszlu. Odetchnęłam z ulgą.
– Jasne jasne, nie ma problemu, leć – odparłam natychmiast. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.
– Cześć – rzucił w przestrzeń, otwierając już drzwi. Uniósł jeszcze dłoń na pożegnanie.
– Do zobaczenia. – Odpowiedziałam mu tym samym gestem.
Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, trzepnęłam Camille po głowie.
– Au! – zaprotestowała natychmiast. – Za co?!
– Już ty dobrze wiesz za co – warknęłam, schodząc ze stołka barowego, by posprzątać naczynia po naszej kolacji.
– Dobra, dobra. – Camille wydawała się być jeszcze bardziej rozentuzjazmowana. – Mów jak się poznaliście. Bo na kolegę „tylko z pracy” to on mi nie wygląda.
Przewróciłam oczami i znów zajęłam miejsce na stołku barowym, dokładnie naprzeciwko przyjaciółki. Chwyciłam w dłonie kubek z kawą i upiłam łyk pianki.
– Bo nie jest kolegą „tylko z pracy” – przyznałam, przedrzeźniając ją.
– No, no, mów dalej.
Zmroziłam ją wzrokiem.
– Jak będziesz mi przerywać, to cię stąd wygonię i niczego się nie dowiesz – zagroziłam, a Camille posłusznie siedziała cicho. – No to generalnie znamy się jeszcze z Londynu. Wiesz, chodziliśmy do jednej szkoły. Właśnie wtedy zaczęliśmy się przyjaźnić. Planowaliśmy nawet studia na tej samej uczelni – parsknęłam śmiechem, wspominając dawne czasy.
– Ty to pewnie psychologię, a on?
– Informatykę – odpowiedziałam, nawet nie każąc jej siedzieć cicho. Cóż, i tak nic by to nie dało. W końcu rozmawiałam z Camille.
– I co, co?
Zaśmiałam się.
– No nic. Potem jakoś nasze drogi się rozeszły. Ja… miałam problem z bratem. Z mamą. On znalazł sobie jakąś dziewczynę i przyjechał tutaj. Dopiero gdy ja postanowiłam przeprowadzić się gdzieś dalej niż Anglia – uśmiechnęłam się lekko – spotkaliśmy się, w sumie całkiem przypadkiem. Znaczy, planowaliśmy się spotkać, ale jakoś nie wychodziło. A potem, przy pierwszym załamaniu, jak jeszcze nie do końca wiedziałam, co ze sobą zrobić tu na wyspie i w ogóle, poszłam do pierwszego lepszego pubu utopić smutki w… mojito – znów się zaśmiałam – spotkaliśmy się. Pogadaliśmy trochę, potem Steve załapał, że przecież mam doświadczenie w branży kelnerskiej – parsknęłam – a akurat szukali dobrej kelnerki. Poszłam, dostałam tę pracę, potem Noctis, kupiłam mieszkanie… No i dalej już jakoś poszło.
– I co? – Roziskrzone oczy Camille jaśniały jeszcze bardziej.
– Co „co”? – zdenerwowałam się.
– No co z tą jego dziewczyną?
Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na nią zszokowana.
– C O?!
– No tą z którą wyjechał. – Camille machnęła ręką lekceważąco.
– Opowiadam ci całą historię mojego życia, a ty jedyne, o co pytasz to co się stało z dziewczyną Steve’a?! – oburzam się.
– Już, już, spokojnie.
– Nie wiem, co się z nią stało, skąd mam to wiedzieć, rozstali się chyba zanim tu przyjechali albo chwilę po tym, co to ma tak właściwie do rzeczy?
– Ale rozstali się po tym jak cię spotkał?
Spojrzałam na nią podejrzliwie.
– O co ci chodzi?
Camille zaśmiała się.
– O nic – odpowiedziała radośnie. – Będziecie idealną parą.
Uniosłam oczy ku górze.
– Camille Belcourt. Zamknij się.
(CAM?)

8 września 2018

Od Calii cd. Camille

    – Aha – mruknęłam potakująco, wkładając do buzi łyżeczkę pełną lodów. – Dobra, słuchaj, ja się będę zbierać, mam dzisiaj nockę. – Z niechęcią wstałam, odkładając pudełko na stolik.
– Podwieźć cię? – zapytała Cam, odruchowo już lekko się podnosząc.
– Nie, nie, dzięki, mam stąd autobus za chwilę. – Machnęłam ręką i sięgnęłam po buta. – Jeszcze mi się zaczniesz kazać do paliwa dokładać. – Zaśmiałam się, na co brunetka również parsknęła śmiechem.
– Dzięki za podsunięcie tej jakże ciekawej myśli, zapamiętam to sobie. – Camille stanęła przy mnie, zakładając ręce na piersi.
– Dobra, dobra. – Skrzywiłam się. – Trzymaj się, do potem. – Cmoknęłam ją w policzek i wyszłam z domu. Na przystanek oczywiście musiałam biec.
***
– No i koniec na dziś – oznajmił Steve, przecierając dłonią zmęczoną twarz.
– Noo… i na wczoraj – westchnęłam. – Jeju a teraz dzień wolnego, jak mi się marzy. – Zamknęłam oczy. – I do pracy dopiero jutro rano.
– Nawet nie wymawiaj tego słowa – parsknął chłopak.
– „Praca” czy „jutro”? – Udałam zdziwienie, na co zostałam obdarzona kpiącym spojrzeniem.
– Dobra, idź przebieraj się szybko i podwiozę cię do domu.
– Pędzę, lecę. – Popatrzyłam na niego z wdzięcznością i skierowałam się do przebieralni. Po chwili wyszłam stamtąd już w swoich ciuchach.
– Dobra, chodźmy. – Szturchnęłam blondyna w rękę, którą podtrzymywał chwiejącą się głowę.
– Już? – Otrząsnął się. – No, to chodźmy.
Dojechaliśmy pod moje mieszkanie w zadziwiająco powolnym tempie. Ani trochę nie zaskoczyło mnie to, że Steve odpiął pasy i razem ze mną wysiadł z samochodu.
– Co, liczysz na darmową kawę? – Zaśmiałam się.
– Jak ty mnie znasz… – Westchnął. – Weź, pojedźmy windą, przecież ja zaraz zasnę na stojąco.
– Właśnie widzę – parsknęłam. – Nie powiem, kto tu ma bardziej wymagającą pracę.
– Bardzo śmieszne. Kochana, to ja tu słucham tych wszystkich pubowych podrywaczy. „Cześć piękna, bolało jak spadałaś z nieba”? – zaczął przedrzeźniać. – To bardziej męczące niż słuchanie zamówień. Jakby po prostu nie można było normalnie zapytać o numer… albo imię… albo o chłopaka.
Zaśmiałam się.
– Lubisz to, co?
– Cholernie. Nawet nie wiesz, jak często mogę oglądać prywatną komedię za friko.
Otworzyłam drzwi do domu, a Steve od razu rzucił się na kanpę.
– Dobra, wiesz co, chyba rezygnuję z tej kawy – mruknął w poduszki. – Zostaję tutaj.
– Chociaż buty zdejmij. – Skrzywiłam się, a w odpowiedzi dostałam tylko potakujące mruknięcie. Pokręciłam głową z dezaprobatą, poszłam umyć zęby i przebrać się, a potem skierowałam się do swojej sypialni. I ciepłego łóżeczka.
***
Obudziłam się, nie do końca będąc pewnym tego, w którym świecie się znajduję. Zdezorientowana spojrzałam na zegarek. 18:03. Mój brzuch zaburczał, więc przetarłam twarz dłonią i, nie zwracając uwagi na rozczochrane włosy, przeszłam do aneksu kuchennego, gdzie już krzątał się Steve.
– Cześć – powitał mnie z uśmiechem. Po jego zmęczeniu nie było nawet śladu. Dziwny jest ten człowiek.
– Cześć, cześć. Zdjąłeś chociaż te buty? – Spojrzałam na niego sceptycznie.
– Zdjąłem, zdjąłem. Jajecznica z cebulką, frankfurterki i serek śmietankowy?
– Brzmi jak pyszne śniadanie na kolację, dzięki wielkie. – Uśmiechnęłam się z wdzięcznością. – Dobra, idę się myć.
– Zrobisz potem kawę, nie?
– Jasne – przytaknęłam i przeszłam do łazienki.
Właśnie wyszłam spod prysznica, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Jeden, potem drugi.
– Steve, otwórz! – krzyknęłam w głąb mieszkania, w nadziei na to, że chłopak mnie usłyszy. Nadstawiłam uszu i już po chwili usłyszałam grzechot otwieranego zamka. Uśmiechnęłam się z zadowoleniem.
(CAMILLE? ZAWITAŁAŚ W MOJE SKROMNE PROGI? XD)