Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiffany Calveite-Rivers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiffany Calveite-Rivers. Pokaż wszystkie posty

15 września 2020

Od Tiffany cd. Lorema

Przyjemnie chłodna woda płynęła wolno po ciele dziewczyny, pozwalając jej na złapanie oddechu. Zmęczona, brudna i śmierdząca w końcu mogła poczuć, jak to jest się zrelaksować, a kąpiel pod prysznicem nigdy nie wydawała się taka cudowna. Jedynym, chaotycznym dźwiękiem który nie chciał, aby Tiffany całkowicie odpłynęła, był głośny huk dochodzący zza okna, a chwilę potem - błysk przeszywającego niebo pioruna. Za pierwszym razem, kiedy ogłuszył ją hałas, podskoczyła do góry i nieomal poślizgnęła się, uderzając głową o półkę z różnymi lubrykantami. Oczy malutkiej zabłysły, kiedy zauważyła szampon z dodatkiem aloesu i cudownym, delikatnym zapachu. Pomimo zużycia już wcześniej odrobiny waniliowego płynu do kąpieli, zdecydowała się dodatkowo polać swoje ciało swoim cudownym znaleziskiem. 
  Nie słyszała nic, co działo się obecnie za drzwiami. Zarówno woda jak i przerażająca ulewa, która rozpętała się dosłownie chwile po tym, jak Tiffany weszła do łazienki, gotowa się umyć. Poczuła, jak spływa z niej cały brud, utrzymujący się na cielsku od jakiegoś czasu. Było dobrze, przynajmniej przez pierwsze kilka minut, nim złapało ją znużenie. Było ono zdecydowanie bardziej mocniejsze, niż burczący z głodu brzuch, który starał się przenieść sygnał do głowy Tytanii, informujący o jedzonku. Przez najbliższe kilka dni obiecała sobie, że pozostanie przy Loremie w jego czterech ścianach, aby móc do końca zregenerować energię na następne poszukiwania Somniatisa. 
   Posmutniała na myśl o swoim opiekunie. Nie dostała jednak ataku, ani nie przyszło jej do głowy uderzać pięścią w kafelki, czekając na ich rozpad. Po prostu skuliła się jak maleńkie kocię, pozwalając, aby łzy spływały po jej policzkach. Tak, to się właśnie nazywała prawdziwa tęsknota. Nawet do ojca nie pragnęła tak bardzo, jak właśnie do zegarmistrza o złotym sercu i dwukolorowym spojrzeniu. Mogła się zastanawiać, gdzie on teraz jest i czy w ogóle jej szuka. Być może udało mu się znaleźć wybrankę swojego serca, z którą planuje już potomstwo, nie myśląc o czarnowłosym utrapieniu, błąkającym się po Ainelysnart z jednym sprzymierzeńcem o dość interesującym ubarwieniu. 
  Impsum zapukał do drzwi, pytając się, czy wszystko z nią w porządku. Odkrzyknęła jedynie, że zaraz wychodzi, chwytając ręcznik. Przez ostatnie pięć minut z łazienki nie było słychać odgłosów pluskania, więc ten pomyślał sobie pewno o najgorszym. O tym, że panienka Rivers mogła zasnąć w wanience. Byłoby to z jej strony wyjątkowo nieuprzejme. 
   - Och, już wychodzę! 
   Głos dziewczęcia przebił się głucho przez ścianę.
(Lorem?)

26 marca 2020

Od Tiffany C.D Lorem

  Zagryzła nerwowo wargi, podnosząc się ostrożnie z ziemi, a przed sobą widziała tylko ciemność. Zatoczyła się i gdyby nie odruch rozstawiania rąk na boki podczas spadania oraz pobliska, zepsuta rura, zapewne wylądowałaby ponownie na tyłku. Potrzebowała czasu, aby zdać sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje i co ją otacza. Kolana, obite po upadku, zaczynały odmawiać posłuszeństwa, a krew cieknąca z rany na ręce nie napawała nastolatki zbytnim optymizmem. W dodatku nieprzyjemne uczucie tysiąca mrówek pełzających po jej ręce...
   Płakała, zmęczona bólem i wybuchem złości. Osamotniona, w kanale ściekowym, od czasu do czasu słysząc głuche piski szczura. i ciche drapanie małych pazurków. Wzdrygała się na samą myśl, ile zanieczyszczonych stworzeń pełza w ciemności, czekając na jakiś soczysty posiłek, którym mogło okazał się martwe ciało nastolatki. Czy krew przyciągnie jakieś istotki o niecnych zamiarach? 
   Odwróciła się, słysząc coś innego niż piski i spływającą wodę. Lorem biegł w jej kierunku, ale zdecydowanie wolniej, niż poprzednio ona i może dzięki temu zachował równowagę i nie wypieprzył się tak beznadziejnie jak poprzednio Tiffany. Nie wyczuł w niej żadnych, negatywnych i pulsujących emocji. Spojrzała na niego z ogromną rezygnacją w oczach. Nie miała siły przepraszać, a on najwidoczniej tego nie oczekiwał. Słowa, w tym momencie, okazałyby się bezcelowe, a Tytania poprzysięgła, że kiedyś odpłaci mu się za wszystko co dla niej zrobił, a Somniatis, jeżeli w ogóle rozpozna ją, zechce zapewne ugościć białowłosego z otwartymi ramionami. 
  - Mam nadzieję, że nie tak daleka ta droga do mojego Zegarmistrza. - wyszeptała, ocierając łzy dłonią i zakrywając rękawem rozciętą łapkę. Lorem zauważył, że krwawi. Rana, co prawda obszerna, ale nie była głęboka. Chłopak wręczył jej chusteczkę, aby mogła sobie ją prowizorycznie zabandażować. 
   - Damy radę. Namierzymy go i prędzej czy później trafisz do swojego prawnego opiekuna. A teraz chodź i nie bombarduj mnie już nadmiarem swoich emocji.
   No tak. Ponownie przecież wybuchła i zapomniała o tym, jak bardzo inni ludzie mogą być wrażliwi na jej ataki, w tym też i białowłosy Skryba. Wyciągnął rękę, którą pochwyciła z wdzięcznością krótkowłosa. Powoli stąpała po śliskiej powierzchni, patrząc pod nogi, aby ponownie się nie wydupić. Oboje mieli już dosyć kanałów i doszli do wniosku, że to nie był najlepszy pomysł, a naprawdę różne istoty mogą ich zaczepiać. W końcu panienka Rivers już naprawdę różne rzeczy w swoim życiu widziała, a na Delcie powtarzają, że nie należy pałętać się samemu po ciemnych miejscach. A obecność Lorema nie była specjalnie krzepiąca. To nie prywatny ochroniarz tylko zwykły, spokojny facet, który po jakimś mocniejszym poślizgu mógłby sobie połamać obie nogi i młoda była o tym przekonana. Chociażby sam fakt, że nie radził sobie z jej wybuchami już o czymś świadczył. Musiała być silna, bo on nie będzie. 
  - To co teraz zamierzamy zrobić? - zapytała, przecierając oczęta. - Gdzie się musimy udać?

(Lorem?)

15 sierpnia 2019

Od Tiffany cd. Lorema

Zamordował. To słowo utkwiło w głowie Tiffany jak kleszcz. Zaciskało się coraz mocniej wokół jej umysłu i nie zważało na pozostałe zdania, wydobywające się z ust nieznajomego. Tym wyznaniem serce dziewczynki zostało zamrożone i nie wiadomo, czy mała drgnie w ciągu najbliższych kilku minut. Na twarzy zrobiła się blada, o wiele bledsza niż zazwyczaj. Gdyby nie interwencja Lorema i pana aligatora, prawdopodobnie ta wylądowałaby na nieprzyjemnie zimnym podłożu. Zapach, wcześniej duszący, teraz wydawał się przeraźliwie obojętny. Nie docierał do niej. 
    Zamordował niewinnych ludzi. Trzech artystów.
  - Nnnnie... - maleństwo wyglądało tak, jakby zaraz znowu miało wybuchnąć i tym razem najprawdopodobniej roztrzaskać umysł Lorema na kilkaset kawałków. Najgorszy duet, jaki ktokolwiek mógłby wymyślić - niestabilna emocjonalnie, młoda dziewczyna z Zespołem Aspergera oraz mężczyzna, prawdopodobnie wyrzutek-dziwak z wyczuleniem na wybuchy nastolatki. Ilekroć ona wpadała w szał, co zdarzało się niejednokrotnie, on cierpiał mocne katusze. Tym razem jednak pozostała w bezruchu.
   Nie kopała, nie biła się po twarzy, nie krzyczała. Po prostu pozwalała, aby łzy wydostały się z jej oczu i spływały po policzkach. Białowłosemu zrobiło się jej żal. Nigdy wcześniej nie doświadczył u niej takiej reakcji. Nadal pozostawała zagadką w jego ramionach, drżącą z zimna. Drugi osobnik nie wiedział o co może chodzić, ale widząc bladą skórę rzekł:
   - Może trzeba zabrać ją do szpitala? Nie wygląda najlepiej. 
   - Nie. Nie. - przerwała mu czarnowłosa. - To przecież niemożliwe. On... on nie mógł.... Somniatis.. Nie zabiłby... nikogo.
   - Oj zabił, uwierz mi. Nie taki z niego człowiek jak go malują. W końcu to wilk, a takie to cholerne bestie. W jednym zgadzałem się z dawnym premierem - to gówno trzeba było wytępić już dawno, bo burdel robią nam z wyspy. 
   Ten człowiek naprawdę nie wiedział, z kim miał do czynienia. W chwili, kiedy dokończył swoją wypowiedź, a raczej przerwał ją, aby wyciągnąć papierosa i go odpalić, w młodej narosła fala gniewu. Zazwyczaj było na odwrót, bowiem to złość przeradzała się w stan depresji, kiedy to dziewczyna po prostu wtulała się w pościel, płacząc przez kilka godzin i żałując swoich grzechów dokonanych pod wpływem rozdzierających ją emocji, tak silnych, że odbierały jej jakiekolwiek możliwości logicznego myślenia. 
   Krzyk. Przeraźliwy, paraliżujący krzyk wywołany atakiem. Pobudzona, zraniona, przerażona wilczyca wstała na nogi, rzucając z siebie ubranie i ukazując owłosiony, czarny tors. Ręce przekształciły się w kończyny niczym u psa, a twarz wydłużyła się, zaś z ust wydostał się niebieski, długi niczym u węża język. Odgłos przerodził się w skowyt, a lampy, które były jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu, zaczęły masowo gasnąć pod wpływem mgły wydobywającej się zza pleców wadery, tworząc przeróżne obrazy. Lorem wyczuwał ten wkurw i raniony nim ze wszystkich stron skulił się i zwinął ręce, na których jeszcze niedawno spoczywała głowa nastolatki. 
   - GDZIE JEST SOMNIATIS?! - zawyła, po czym, nie zważając na artystę dosłownie szczającego pod siebie ze strachu oraz Skrybę, kulącego się w kącie, pobiegła ona do przodu, kierowana tak właściwie jedynie swoim przeczuciem.
(Lorem?)

22 czerwca 2019

Od Tiffany C.D Lorem

  Tiffany wykazywała się całkiem otwartym, artystycznym umysłem. Przynajmniej w rysowaniu. Ktoś miał ją poprosić o zobrazowanie złości, a ona zrobiłaby to w kilku sekundach, tworząc pomysł w głowie, kiedy instruktor opowiadałby co nie co o danej emocji. Smutek był zwykle jej towarzyszem i częściej dokuczał jej niż gniew czy radość. Czasami też melancholia dominowała serce i dziewczyna wpatrywała się smutno w okno, a wspomnienia przygód z Somniatisem, Argoną, jej bratem i ojcem rozrywały ją od środka. Dla niektórych to był piękny okres, ale dziewczyna myśląc tylko o swoich dawnych kompanach czuła dominującą pustkę i samotność. Pragnęła za wszelką cenę powrócić do tamtych czasów i zostawić teraźniejszość. Zrobiłaby cokolwiek. 
     Łza skapnęła na dzwoneczek, ale ten nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Najprościej można by po prostu nic nie zagrać, bo przecież pustka, cisza, nierzadko utożsamiana jest ze smutkiem.
     Nie, mruknęła sama do siebie panienka, unosząc rękę i wpatrując się w złoty przedmiot, dyndający nad jej głową. Zagraj o tęsknocie, o tym, co najbardziej cię boli. Przypomnij sobie. Dobrze. Pamiętasz chyba tę nutę, która kojarzyła ci się z ziarnem goryczy zasadzonym w twoim smutnym sercu, prawda?
     Zaczęła się delikatnie kołysać i zamknęła oczy. Dzwonek zaczął wydawać z siebie ciche dźwięki, a ona płakała. Nie był to histeryczny skowyt, wołający Lorema o atencję. Była to cicha, ledwie wyczuwalna dla niego emocja. Całą swoją siłę, cały swój ból przelewała na instrument. Bardzo prosty. Nie czuła się uzdolniona muzycznie, ale była artystką. Omal nie wypadł jej dzwoneczek z dłoni dwa razy i zdarzyło jej się wypaść w rytmu. Potrzebowała jeszcze dwóch prób, aby w końcu drzwi się otworzyły, a ona mogła oddać mężczyźnie to, co jej wręczył. 
     - Pierwszy raz? - zapytał białowłosy, chowając przedmiot. 
     - Kiedyś miałam do czynienia z muzyką, ale to były tylko próby, które szybko się kończyły. Miałam też wtedy osiem lat i szukałam swojego prawdziwego ja. To nie było dla mnie. - otarła łzy rękawem i szybko zasłoniła twarz przed Loremem. Kolejny wybuch płaczu przy nim sprawiał, że dziewczę zaczęło się czuć coraz mniej komfortowo. I drżała. 
      Nie spodziewała się, że mężczyzna owinie ją teraz płaszczem i delikatnie obejmie, jak młodszą siostrę. Dawno nie dostała chociażby tak słabego przebłysku czułość ze strony trzeciej osoby. Oddech jej spowolnił i oboje wkroczyli do pomieszczenia. Zastanawiała się, to właściwie zastaną po drugiej stronie. 
(Lorem?)

15 kwietnia 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Była już naprawdę spokojna. Wręcz dziwnie spokojna. Spojrzała tylko na Lorema. Asperger tej sprawy nie ułatwiał. Kiedy odwrócił głowę, ta od razu spuściła oczy i skupiła się nie na wzroku siwowłosego, ale na jego niezbyt czystych butach. Punkt zaczepienia. Szkoda, że nie znalazła go na twarzy mężczyzny.
    - Przepraszam. - szepnęła tylko, drżąc z nerwów. Czyżby dopiero co się uspokoiło, a już ma mieć kolejny atak? Nie, tym razem się nie da. - Nie chciałam pana doprowadzić do takiego stanu. I nie chciałam być niemiła. Dziękuję za pomoc w odszukaniu mojego opiekuna.
    Milczał. [...]

    Dotykała intensywnie swojego policzka w nadziei, że ból zaraz minie. Bała się. Nie lubiła przemocy fizycznej stosowanej wobec niej samej. Nadal się bała, a on nadal milczał. Teraz była bardzo grzeczna, wręcz nie do poznania. coś krzyczało, żeby uciekała od niego jak najdalej. A z oczu wciąż wypływały łzy. Wybuchy emocji dawały mu aż tak się we znaki? Rozumiała, że różni ludzie traktowali naprawdę dziewczynkę w różnoraki sposób, ale...
    Musiała być więc ostrożniejsza. Nigdy nie wiadomo, gdzie zawlecze ją, na pozór miły, spokojny Lorem Impsum. Brzuch ją rozbolał i sama już nie wiedziała z jakiego to powodu. Zdenerwowanie? Emocje uciekły nie tędy?
     Zeszli już do podziemia. Śmierdziało. Chciało jej się wymiotować i to nie przez brzuch, ale przez okropny zapach. Miała ochotę wybiec na powierzchnię, ale to tylko pogorszyłoby sytuację. Było zimno. Bardzo zimno. A przy sobie - ani dodatkowej kurtki, ani futra. Szkoda, bo w takiej chwili najbardziej by uradowały ją kawałek sierści. Wtuliłaby się w białą, miękką sierść, albo przynajmniej zawinęła kocyk. Ale nie narzekała. Jak robot, o obojętnym spojrzeniu i znikomym, niekontrolowanym uśmiechu, kroczyła za dorosłym, który miał ją, przynajmniej z tego co wywnioskowała, zabrać do Somniatisa. Tęskniła za nim. 
(Lorem?)

18 marca 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Oczy mimowolnie się już zamykały. Wymęczające impulsy emocjonalne niczym typowe wampiry energetyczne wyssały z dziewczyny niemal całą chęć do życia oraz siły witalne. Tak bardzo, ale to bardzo chciało jej się spać, że zrobiłaby to teraz, po prostu kładąc swój pusty łeb na jego kolanach. Kiedy zdała sobie nieprzytomnym umysłem sprawę, że NAPRAWDĘ się na nim położyła, to zaczęła panikować. Chciała się podnieść, ale ten jej nie pozwolił. Przeniósł swojego małego gościa. Była bardzo leciutka, a przynajmniej w jego mniemaniu. I potem została położona na kanapę.
  - Kurwa. - mruknęła, próbując przekręcić się na drugi bok i wpatrując się przyćpanym wzrokiem w twarz mężczyzny, jakby próbowała coś dojrzeć. Coś znajomego, ciepłego. Pomyślała o ojcu, który pewnie teraz przebywał w więzieniu i zbierał manę, aby tylko dostać się do umysłu córusi i znowu męczyć ją jakimiś swoimi cholernymi wywodami na temat jego, jaka ziemia jest zła. Ale ona nie mogła wrócić do domu, no cóż poradzić? Jedyną jej bliską osobą, naprawdę bliską, był Somniatis z którym nie widziała się już szmat czasu i do którego tęskniła. Nawet bardzo tęskniła. Był praktycznie jak ojciec, przewodnik dla dziewczyny kiedy przechodziła trudniejsze chwile. Zabrał ją z domu dziecka. Nigdy mu tego nie zapomniała.
  Zerwała się z kanapy, ponownie strasząc starego "sępa", który siedział nad nią i przypatrywał się jej twarzyczce. Może to był pedofil, a jej niewinna, dziecięca buźka tylko go dodatkowo podniecała?
  - SOMNIATIS TENEBRIS. KOJARZYSZ?! - zamiast grzecznie zapytać: zakrzyczała. Ponownie emocje uderzyły jej do głowy. 
(Ekhem ekhem, Lorem?)

19 lutego 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Zdziwiła się. I to bardzo mocno. Z jednej strony - strach. Została uwięziona przez obcego gościa w jakimś obcym miejscu.  Z drugiej jednak strony jeżeli będzie bardzo grzeczna i nie będzie wykonywała żadnego gwałtownego ruchu w jej stronę, to nie będzie problemu.
    - Możesz mi zaparzyć herbatę. - powiedziała spokojnym głosem. Zawsze przerażały ją osoby o jasnym kolorze oczu i mocno zwężonych źrenicach. On nie jest normalny, tego była pewna. Może tylko czekał na jeden, fałszywy ruch dziewczynki.  - Albo wiesz co? Wypierdalaj. - ponowny przypływ emocji. Szum w uszach, rozpalona w środku nienawiść do innych ludzi. Wykorzystana, zostawiona, niekochana. Zrobiło się zimno, przeraźliwie zimno. Przeszyło ją do szpiku kości.
    Czyżby mrok? Ten chłodny, nieprzyjazny, osiedlając się w jej duszyczce niczym wąż? Opętał ją? Przykuł do ściany? Zabrał chęci, pomysły, całą wenę, siłę, chęci na jakąkolwiek interakcję z istotą rozumną? Potrzebowała się uspokoić, aby przeszła złość. Zaraz po niej zawsze uderzała fala smutku, zmęczenia. A potem? Przerażenie. I właśnie zimno. Zakasłała. W oczkach pojawiły się łzy.
     W głowie dudniło tylko jedno, króciutkie zdanie.
     Nikt nigdy nie kochał i nie pokocha.  
     - Bestią uwięzioną w klatce. W tym kruchym ciele, pośród ludzi, którzy nic, tylko wylewają żale, jak do zwykłego kibla. Nikt nie rozumiał. Więzili, knuli... - dotknęła ręką swojej kieszeni. Wyczuła ostry przedmiot. Przekuła palec, aby chociaż trochę energii uwolnić. Głębokie oddechy? Nie wystarczą. Potrzeba było krzywdzić. Zabijać. Zdetonizować. Albo siebie, albo innych.
      Zawsze wybierała siebie. 
     - Czym więc jestem? Potworem. Na co zasługuję? Na wolność i śmierć. - wszeptała, siadając powoli na ziemi i zalewając się łzami. Miała ochotę wyć w agonii, rozpruć swój brzuch i czekać na koniec. Koniec tego wszystkiego. Koniec chłodu, koniec męki, koniec niesprawiedliwości. Dlaczego wybuchła? Bo się przestraszyła. Bo wyczuła coś...
     Potrzebowała przerwy i pilnej pomocy. Ostatnim razem za taki wyskok, ale o wiele groźniejszy w skutkach, została zamknięta na oddziale.
     - Nie chciałam wiele. Przepraszam proszę pana za wybuch. Przepraszam za to, co zrobiłam i za to, co powiedziałam. Ja tak mam. Lepiej, aby się pan mną nie kłopotał. - mruknęła, zaplatając ręce. Ze środkowego palca lewej dłoni ciekła krew. - Zimno...
(Lorem? Emocjonalne wyładowanie)

24 stycznia 2019

Od Tiffany C.D Lorema

    Panieneczka nie miała w zwyczaju wyżywać się na obcych ludziach. Nie chciała nigdy wychodzić na jebaną, zwyrodniałą sukę, jednak wtedy... wtedy coś w niej pękło. Ponownie. Była przekonana, że najgorsze, emocjonalne epizody ma już za sobą. Zawsze tak jej się wydawało i kiedy nagle coś ulegało zmianie, natychmiast też i pojawiały się wahania nastroju, które za kilka godzin mogły przemienić się w wybuch. To nie był gniew, to nie był płacz. Cały huragan, który był w stanie zabrać po trochę z każdej emocji i zaraz potem wysadzić je. To nie Tiffany wtedy cierpiała najbardziej, a właśnie wszystkie osoby wokół niej. Zdarzało się, że malutka krzywdziła. Krzyki były chyba najłagodniejszym ze skutków ubocznych. Zaraz potem było wycie, szkodzące innym ludziom przewrażliwionym na punkcie hałasu, przeklinanie, walenie głową w ścianę, niszczenie przedmiotów, samookaleczenia za pomocą narzędzi oraz krzywdzenie innych ludzi (zaliczymy do tego podduszanie, walenie ich pięściami, uderzanie innymi przedmiotami). Chyba jedynie cudem nikogo nie zabiła.
     Obudziła się w zupełnie obcym mieszkaniu. Kanapa była czarująco miękka, przez co z początku nie miała ochoty otworzyć oczu. Po prostu relaksowała się w jednym miejscu, rozmyślając nad tym, co się stało wczoraj. I wtedy zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zerwała się i otworzyła oczy. Ze zdumieniem stwierdziła, że to nie jest jej pokój. Nie znalazła się też w zamku i za to chwała Stwórcy, bowiem w przeciwnym wypadku prawdopodobnie zostałaby złapana przez brata, a wtedy nie byłoby już tak wesolutko. Emocje opadły, dzięki czemu Tiffany mogła w miarę logicznie myśleć.
     Zastukała w stolik i ostrożnie wstała, rozglądając się. W kuchni siedział ten białowłosy mężczyzna z którym miała tą niezręczna sytuację wczoraj. Na samą myśl o ataku paniki jej twarz oblała się gigantycznym rumieńcem. Przeklnęła w myślach i zaczęła się ostrożnie wycofywać, mając nadzieję, że on jej nie zobaczy. Nie było szans jednak, by niepostrzeżenie wstała, rozglądnęła się po pokoju i znowu zaczęła udawać, że śpi. Mogła co najwyżej udawać lunatyka, jednak... Prawda wyszłaby na jaw, a ona niestety była słabą aktorką. Zawsze, kiedy musiała odgrywać jakieś sceny, odruchowo się uśmiechała jak głupia i wszystko poszło się z automatu jebać.
      - Obudziłaś się. - spostrzegł nieznajomy, który chyba jakoś jej się przedstawił. Chyba, bo naprawdę mało co pamiętała. A jeżeli tak, to z głowy wyleciało jej imię. Kurwa, a ja sama się przedstawiłam?
     - Tak, jak widać. I znormalniałam... - powiedziała, poprawiając swoją czarną grzyweczkę. - W każdym razie przepraszam cię za to, co stało się wczoraj. Doceniam pomoc, naprawdę. Po prostu nie panuję nad swoimi emocjami. Tak bywa. Za dużo tego we mnie. Tsa... Aspergerowiec ze mnie cholerny. Imię moje brzmi Tiffany Rivers. - skłoniła się i podała mu swoje miano, na wszelki wypadek.

(Lorem?)

19 stycznia 2019

Od Tiffany C.D Lorema

    Początek niczym w prawdziwym, ckliwym romansie. Sytuacja niezwykle mało komfortowa. Ona i nieznajomy białowłosy. Zwykle księżniczka oczekiwała księcia na białym koniu, a nie siwego rumaka, zażartowała sobie ponuro Tiffany.
    - Ekhem... dziękuję za reanimację. - powiedziała czarnowłosa, zasłaniając swoimi czarnymi kłakami oczęta. Nie chciała pokazać, że sytuacja ta jest dla niej wielce niekomfortowa. On również wstydził się tego, a przynajmniej tak pomyślała Tytania. Wyszłaby. Teraz. W jednej z kieszonek komórka zaczęła ostro wibrować.
      - Kurwa jego mać. - wyszeptała cichutko dziewczyna, wyczytując imię i nazwisko dzwoniącego. Miała ochotę odebrać, ale jak wyglądałaby rozmowa z jej bratem w miejscu publicznym? Skończyłoby się kolejny atakiem paniki i wysadzeniem całej restauracji. Już i tak miała ochotę zapaść się pod ziemię. Upokorzenie, którego doznała było nie do opisania przez czarnowłosą białogłowę. - Nic tak mnie nie wkurwia, jak głupota innych ludzi i sam dwunożny gatunek. Dlaczego większość istot rozumnych nie może posiadać chociażby o dwie piąte więcej punktów IQ?! Albo inaczej, dlaczego tyle osób nie umie się nimi posługiwać?
    Odebrała telefon od brata z nerwowym uśmiechem na twarzy. Anubis miał poddenerwowany głos i gadał nieskładnie. Nie zważając na obecność nowo poznanej osoby, wstała i ruszyła przed siebie, nawet go nie przepraszając. A dorosły z zainteresowaniem w swoich ślepiach przyglądał się poczynaniom nastolatki. Ostro wkurzonej na cały świat.
    - Nie dzwoń do mnie. - syknęła, biorąc serię szybkich oddechów. - Wiesz, że on może mnie w ten sposób namierzyć?
    - Nie miej pretensji do mnie, tylko do ojca, który kazał mi poinformować cię o dalszym losie...
    - GDYBY CHCIAŁ TO BY SAM POWIEDZIAŁ! - wykrzyknęła w końcu zniecierpliwiona, rzucając na bok komórkę. Ta wpadła pod najbliższy samochód i tyle było z rozmowy. Kiedy dziewczę zdało sobie sprawę z tego, jaki ta chwila przybrała obrót, chciało jej się płakać. Bo straciła ważny sprzęt do komunikacji z powodu swojego nieopanowania. I ponownie stała się pośmiewiskiem wielu przechodniów na ulicy.
   W głowie krążyło tysiące myśli i emocji, których nie potrafiła nazwać. W takowej sytuacji zwykle albo waliła głową w ścianę, czekając, aż mózg wypłynie uszami lub rozwalić swoją czaszkę. Bywały chwile, w których się cięła, albo wrzeszczała jak bita świnia. Po takich akcjach sąsiedzi byli w stanie nawet zawiadomić policję o jej dzikich wybrykach. Nienawidziła swojego wewnętrznego, kruchego świata przepełnionego nienawiścią do ludzkiej egzystencji. 
(Lorem? Wyczuj wkurw.)

8 stycznia 2019

Od Tiffany C.D Lorem

    Łazienka została zasyfiona tym, co zwróciła dziewczyna. Kulejąc z bólu bardzo blisko swoich wymiocin, kasłała jak oszalała. To było już chyba wszystko. Męczyła się wciąż okropnie. Nikt nie przyszedł, by jej pomóc. Zamknięta w małej toalecie i tylko dodatkowo rozwścieczała klientów cierpiących na choroby układu moczowego. Co prawda nie był to jedyny klozet w lokalu, jednak i tak wiele osób, po wyczołganiu się Tiffany, wpatrywało się w nią jak w alkoholiczkę. Warknęła, spoglądając na staruszka, który jarał papierosa i spoglądał na czarnowłosą. Gdy tylko się odwróciła, złapał ją za tyłek. Podskoczyła, przeklęła. Nadal jeszcze mocno chwiała się na nogach po dawce tego świństwa. I tak wiele osób przeżywało to gorzej. 
  - Herbata. - rzuciła w stronę kelnerki, siadając przy stole.
  Najbardziej zdziwiło ją to, że nie wyrzucili jej z lokalu. Kobieta posłusznie skinęła głową i Pani Cieni usiadła przy najbliższym stoliku. W oczy rzucił jej się białowłosy mężczyzna. Wyróżniał się spośród tłumu i wpatrywał się w nastolatkę. Kiedy jednak złapali kontakt wzrokowy, przerażona odwróciła głowę i zaczęła udawać, że szuka czegoś w torebce. Portfel... cholera jasna, zapomniała. Albo co gorsza - zgubiła. Tłumaczenie się personelowi zapewne by nie przeszło i koniec końców albo zostanie wywalona za zawracanie głowy zajętym dorosłym, albo wyląduje na zmywaku. Ani to ani to jej się szczerze nie uśmiechało. Najlepiej było po prostu wyjść, opuścić lokal, zanim ktokolwiek się skapnie. To była pierwsza myśl i zamierzała ją zrealizować.
  Pojawił się jednak kolejny kłopot. Kiedy próbowała wziąć się za siebie, wstać, złapał ją piekielny ból głowy. Wirowania. Po raz kolejny zrobiło jej się niedobrze i zapragnęła wypić zamówioną herbatę modląc się w duchu o cudownej mocy ziół w celu neutralizacji bólu. Tym razem wszyscy magicznie zareagowali widząc zwijającą się, cierpiącej, czarnowłosej młodej pannicy. Kto zareagował pierwszy? Białowłosy.
  Kelnerka, która przyjęła od niej zamówienie i właśnie zamierzała oddać napój klientce, zamarła. Wypuściła filiżankę, która roztrzaskała się o podłogę. Oczy Tiffany odmówiły posłuszeństwa. Straciła wzrok na kilka chwil, a kiedy ponownie odzyskała zdolność widzenia, ponownie spojrzała w oczy tajemniczego osobnika, który mierzył jej puls. Wstała. Zrobiła to niespodziewanie i uderzyła nieznajomego z całej siły w szczękę swoim czołem. Jęknęła z bólu, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. I nie był to złośliwy, przepełniony cynizmem wyszczerz. To był szczery wyraz twarzy. I ukrywał jej zakłopotanie.
(Lorem?)

2 grudnia 2018

Od Tiffany Calveite-Rivers

    Panieneczka Calveite-Rivers z rodu Calveite, półkrwi żywiołak i pomniejsze bóstwo, z wyglądu nastoletnia gówniara i w sumie psychika również nie przekraczała lat 20. Jej oczy świeciły się z zaciekawienia. Oglądała właśnie sztylet wykonany w stylu elfickim, przyozdobiony szlachetnymi kamieniami. Oblizała się.
    - Stop czy czysty meteor? - zapytała, dotykając go ostrożnie językiem. Pomalowane, czerwone paznokcie idealnie dopasowały się do broni. Prezent wartościowy. Od ojca. Przyłożyła go do piersi, na znak, że przyjmuje dar. Skłoniła się przed duchem szakala z uniesionym łbem. Żałowała, że nie mogła go dotknąć w tej chwili. Potrzebowała dotyku.
     - Łączenie meteoru z żelazem i tytanem. - odparł spokojnym głosem. Jak na kogoś, kto siedział obecnie zamknięty w czterech ścianach był naprawdę spokojny. Nie w mocy jego córki było uwolnienie Możana z ludzkiego lochu, chociaż bardzo chciała.
    - To co teraz zamierzasz? - dziewczę przerwało ciszę.
    - Teraz? Teraz zakończ seans, bo jeżeli ktoś cię nakryje na uprawianiu magii pewnie wezwie księdza albo jakiegoś innego, popierdolonego egzorcystę, a my oboje nie chcemy mieć potem problemów.
    Zgasiła świecę, a wizerunek boga śmierci zniknął. Została sama ze swoimi przemyśleniami i prezentem. Schowała go do szafy i zabezpieczyła, by mieć pewność, że nikt poza laską nie dotknie jej skarbu. Mogłaby go sprzedać i jeszcze trochę zarobić, jednak sumienie nie pozwalało jej oddać tego cennego dzieła pierwszemu lepszemu kupcowi. Przydałoby się więc zarobić w zupełnie inny sposób na lekarstwa. Tiffany nienawidziła pracować, jak zresztą każda nastolatka. A ona wyjątkowo nienawidziła pracować wśród ludzi, a zawód kelner polega w głównej mierze na obcowaniu z innymi osobnikami.Wzięła garść leków. Osiemnaście. Dzienna dawka wynosiła jeden, jednak nie mogła się powstrzymać. Nie miała alkoholu, aby popić.
    Wyszła z domu i zamknęła drzwi. Skierowała się w stronę pobliskiej biblioteki. Jeszcze półtorej godziny do rozpoczęcia jej zmiany, mogła odpocząć i poczekać. Dzień jak co dzień, poza tym, że wreszcie mogła zobaczyć się z tatą, dostała prezent i znowu zjadła za dużo leków. Za mało, aby zdechnąć, za dużo, aby poczuć się dobrze i nie zataczać się na nogach. Ludzie omijali ją szerokim łukiem od czasu do czasu rzucając nieprzyjemne spojrzenie w stronę czarnowłosej. Jakieś nastolatki śmiały się z niej i wyzywały od pijaczyn. Wystawiła im kulturalnie środkowy palec, zamiast warczeć i skakać do tych suk. Naprawdę nie miała już siły. Ani na użeranie się z ludzkim gatunkiem, ani na nic innego.
(Ktoś?)

1 grudnia 2018

Karta Postaci - Tiffany Calveite-Rivers

Dane osobowe

Imię i Nazwisko: Tiffany Calveite-Rivers
Pseudonim: Nazywana tu i ówdzie po prostu per pani Cień, Diabolina lub Tytania.
Płeć: Kobieta
Pochodzenie: Kobieta pochodzi z równoległego wymiaru Uniarius. Jeżeli inni pytają ją o pochodzenie, odpowiada, że urodziła się na Ainelysnart
Data urodzenia: 3.07.1852 (czasu na ziemi)
Przynależność: Wataha
Stanowisko: Póki co jest "tą od magii".
Klasa: Posiadacz boskiej krwi - Posiada krew boga Setha, który przybrał postać ziemskiej istoty i nowe miano - Możana Riversa.; Posiadacz starszej krwi - Żywiołak ukrywający się pod postacią Wilkołaka. - Jest żywiołakiem, władającym mocą astralności i cienia. Ucieleśnienie nicości, chaosu, śmierci i pustki. Tym właśnie jest Tiffany. Tym, która potrafiła przybrać wilczą formę i na pytanie Argony, jaką rasą jest odpowiedziała: "tym, czym jesteś i ty".
"Żywiołaki to istoty zrodzone z żywiołów. Wiele osób myli ich z magami. Przy narodzinach wybierają oni rodzaj magii, jakim się posługują i swoją namacalną formę (w przypadku Tiffany jest to wilkołak, ale mogą być też żywiołaki, które przybierają postać kota, smoka, psa, zwykłego człowieka). Każdy żywiołak posiada swój przeciwny żywioł, który jest w stanie go zranić (jeżeli żywiołem Tiff jest nicość, ciemność to jej przeciwciśnieniem będzie materia i światło). Potrafią dzięki swoim naturalnym źródłom magii uzupełniać energię. Wbrew pozorom są one bardzo wrażliwe. Starają się dostosować zachowaniem do pozostałych ras, dlatego bardzo trudno odróżnić żywiołaka od człowieka, smoka. Wiele żywiołaków posiada swoje małe społeczności, żyją w poszczególnych klanach w zależności od tego, jaką formę przybierają. Bardzo często krzyżują się z innymi asami (jak było w przypadku Tiffany. Jej matka była żywiołakiem, ojciec pomniejszym bóstwem).  Żywioł jakim posługują się rodzice nie ma wpływu na żywioł dziecka."
Praca: Dorabia sobie w barze jako kelnerka. Przez jakiś czas handlowała dopalaczami.
Orientacja: Heteroseksualna demiromantyczna.
Partner: Nie posiada partnera i póki co nie jest zainteresowana jego posiadaniem.
Rodzina: Za swoją rodzinę uważała Somniatisa, jednak od czasu jej zaginięcia, zmuszona była opuścić jego rodzinny dom. Tęskni do swojego opiekuna i pragnie go odnaleźć, jeżeli jej sytuacja się jakoś ustabilizuje. Posiada brata bliźniaka. Percivald Calveite-Rivers, który mieszka na innym wymiarze. Poza tym, pamiętajmy o ojcu, per panu bogu Sethowi pochodzącemu z innego wymiaru. O Darknessie pewno nie jeden człowiek słyszał. Jeszcze był jeden młodszy brat-skurwysyn, ale o nim i tak nikt nie pamięta, dlatego nie warto wymawiać jego prawdziwego imienia (Anubis).
Miejsce zamieszkania: Arena 4, dzielnica Noxtech. Niewielkie mieszkanie zdobyte przy pomocy ojca. Właściwie to burdel, nie dom. Dwa niewielkie pokoje, łazienka, kuchnia i korytarzyk. Tyle jej było trzeba. Właściwie to nie ma co się tutaj rozpisywać, bowiem mieszkanie jak mieszanie...

Charakter

©obscvritas
Zakładasz słuchawki na uszy i tańczysz w rytm muzyki. Odrywasz się wreszcie od męczącej cię rzeczywistości, bo świat realny boli bardziej od twojej imaginacji. Nie liczy się nic, tylko muzyka, taniec, twoje kroki, twój świat, twoja imaginacja. I to ona jest najpiękniejszym światem, do którego kochasz wracasz i którym kochasz się dzielić z innymi osobami. Czasami robisz to natarczywie i mówisz o rzeczach szczerze, chociaż nie powinnaś. Twoja wrażliwość jest... wręcz przeraźliwa. Ludzie myślą, żeś nie czuła, a ty po prostu nie jesteś w stanie obserwować cudzego cierpienia. Pamiętaj jednak, że empatia nie jest umiejętnością współczucia. Nie potrafisz się wcielić w drugą osobę, udawać... Uśmiechasz się, kiedy nie powinnaś, milczysz, gdy cie ktoś o coś pyta. Albo odpowiadasz, ale czasami za dużo. Jesteś paplą, która chce innym pomagać ale samej sobie przecież nie potrafisz. Wybuchy, impulsywność... Coś, nad czym po prostu nie jesteś w stanie zapanować. Ludzie to wykorzystują, irytują cię i czekają, aż w napadzie szału zaczniesz przeklinać i kaleczyć się, albo kaleczyć innych. Wiadomo, nigdy ci się nie udaje zrobić większej krzywdy osobie drugiej, ale sama siebie... krzywdzisz. I co jest przerażające w tym? Nie czujesz bólu. Do cholery, jesteś niezniszczalna, nie czujesz go! Tylko ten rozwalający łeb i myśli, to o nim, to o tabletkach. On prosił, żebyś tego nie robiła. Groził, że zerwie kontakt, mimo iż wiesz dobrze, że tego nie zrobi. Bo jest twoim najlepszym przyjacielem, chociaż marzysz o czymś więcej, niż przyjaźni. Kiedy cię coś boli nie mów, bo innych obarczasz w ten sposób swoimi problemami. Sama nie lubisz, kiedy twoi znajomi są smutni, mają jakieś problemy. Ich problemy to też i twoje. Chcesz bardzo im pomóc, czasami nawet kosztem swojego zdrowia psychicznego i naukę, którą kompletnie olałaś, bo najzwyczajniej w świecie nie masz siły na taką zabawę. Ogólnie nie lubisz droczenia się, wyzywania. Boisz się podniesionych głosów i dźwięków. Starasz się ich unikać. Jesteś miłą i pomocna, stałaś się też bardziej odważna i nie nieśmiała. Nie wahasz się obcej kobiecie powiedzieć, że ma ślicznego pieska. Bo tak jest. A pani odwzajemni ten komplement uśmiechem. Ale łatwo cię przepłoszyć, zrazić do siebie. Boisz się agresywnych zachowań po prostu. I czujesz się jak dusza błąkająca się bez celu po świecie niezauważona przez nikogo. Albo zauważana tylko w ostateczności. Jesteś zastępstwem za innych, doradzasz komuś, kiedy ktoś go zostawi. Czujesz się jak lalka przestawiana od kąta w kąt. Jak się ktoś znudzi zabawą, to oddaje cię komuś innemu. Lubisz bardzo zasady i starasz się trzymać swoich planów. Nienawidzisz, kiedy coś si umyka, nie wychodzi. Wtedy po raz kolejny dostajesz ataku. Nie potrafisz utrzymywać kontaktów z innymi. Jesteś pewna, że dobrze wiesz, o czym oni myślą, mówią. Niestety, w większości to tylko złuda. Potrafisz przyznać się do błędów i odpuścić, żeby inni nie spinali dupy. Czasami idiocie trzeba dać za wygraną, bo z nimi zwyciężyć po prostu nie można. Dużo przeklinasz. Czasami za dużo, zwłaszcza, gdy jesteś wściekła. Bywasz podatna na manipulacje, a inni często to wykorzystują. Nie wiesz, co robić. Nie potrafisz dokonywać wyborów. Ale też nie boisz się bólu, pająków i ciemności. Mówią, żeś dojrzała jak na swój wiek. I może w pewnym sensie jest to prawdą. Trudno stwierdzić. Lubisz kombinować, próbować różnych rzeczy. Kochasz swoją pasję, zainteresowania. Stajesz w obronie słabszych, kiedy trzeba, chociaż sama jesteś przecież słaba. Mówią ci, żeś kreatywna. Głowa przepełniona różnymi mądrościami, talentami i pomysłami. Nie wierzysz w to. Wydaje ci się, że to kłamstwo. Sama siebie często okłamujesz i nie doceniasz możliwości, jakie zostały ci dane. Nie zapominasz. Kiedy ktoś prosi o wybaczanie, to przepraszasz. Ale nie zapominasz. Uraz pozostanie. Czara goryczy już powolutku się przelewa. Podnosisz się, a przynajmniej się starasz. Ale kiedy dłużej jesteś w agonii myślisz "to wróciło". Idziesz się umyć, bo jakby masz wrażenie, że coś po tobie łazi. Nie lubisz tego uczucia gnijących organów. Jesteś perfekcjonistką. Chcesz sobie wszystko ubrać tak, aby poszło po twojej myśli. Czasami się nie chce, ale trzeba dać z siebie wszystko. Czasami zdarza się narzekać na życie. Ale ponoć ludzie którzy narzekają, dłużej żyją. Lub krócej. Szybko łapiesz niektóre rzeczy. Nie lubisz, gdy inni robią coś za ciebie, za ciebie ustalają zasady. Nie pokażesz w realu, że jest ci smutno, bo nikt nie może zobaczyć blizn, poczuć twojego gnijącego odoru. Zachowujesz się normalnie, na ile ci to pozwala. Nie chcesz rządzić innymi, ale... pragniesz uwagi. Chcesz, żeby to ktoś tobie pomógł. Nie chcesz być niewidzialna, dostrzegana w skrajnych przypadkach. Doceniasz, kiedy ktoś cię zauważy. Nie chcesz być złośliwa, bo wrogów ciągle zbierasz i bez tego. Pragniesz zmienić wszystko na lepsze, chociaż wiesz, że to nie jest osiągalne. Jesteś lojalna i za przyjaciół nie wahasz się skoczyć w ogień. Zwłaszcza za tych lojalnych, jak on... Cenisz sobie bardzo tę cechę. Starasz się słuchać chociaż na dłuższą metę nie zadziała, bo łatwo się rozpraszasz. Nie wywyższasz się, czasami nawet poniżasz, aby służyć innym. Ale czasem masz przebłyski. Trzcina myśląca wśród traw... *Jestem inna. Oni są inni, a ja wyjątkowa. Chcę być lepsza. Chcę by docenili. Nie, oni nie śmią nawet spojrzeć w me oblicze.* Lubisz osoby dorosłe, bo przebywając z nimi odnosisz wrażenie, że jest lepiej. Opinia jest dla ciebie bardzo ważna i starasz się do niej dostosować. Nie umiesz mieć na to wyjebane. Wyrzuty sumienia często dręczą i czujesz się bezsilna w takiej sytuacji. Bardzo słaba i bezbronna. Tak bardzo podatna na innych. Nie chcesz się dostosowywać, nie chcesz zmieniać, ale wiesz, że po prostu musisz. Też nie lubisz, kiedy ktoś przerywa ci pracę. Wolisz dokończyć, zrobić raz a porządnie. Przyzwyczajona do codziennych rytuałów, danych smaków i zapachów. Straszna z ciebie niezdara. I dziwadło, ale o tym już chyba było. Masz problemy z łapaniem piłki czy przejściem bezpiecznie po schodach. Czasami też nie rozumiesz czyiś zachowań. Nawet przeanalizować nie jesteś w stanie. Próbujesz rozśmieszać. A sama śmiejesz się z ludzkich błędów i niepowodzeń. Nie potrafisz się powstrzymać. A twoja pani pshychoterapeutka mówi, że i tak wypadasz lepiej, niż osoby z zaburzeniem. Uśmiechasz się w stronę lustra i jedyne, co dostrzegasz to oczy z tą malutką iskierką, która powoli gaśnie. A potem zdajesz sobie sprawę o jednej, bardzo ważnej kwestii: jesteś już martwa.

Aparycja

©RikaMello
Włosy: Niezbyt długie, ścięte i obszarpane. Posiadała je do pasa, jednak ze względu na swoją profesję, wygodę, postanowiła je trochę ukrócić. Czarne niczym węgiel. Dba o nie bardzo. I... och, wspomniałam o niewielkim, białym pasemku znajdującym się w jej grzyweczce, która opada panience na oko? Twarz: Dziewczynka ma duże, fioletowe oczęta, jednak ze względu na ich nietypowy kolor, zwykle stosuje brązowe, niewygodne soczewki. Nosek ma raczej drobny, podobnie jak i usta. Nie posiada żadnych pieprzyków ani krostek. Cera jej jest blada. Czasami uważa, że przez swój wygląd mogłaby zacząć udawać wampira lub albinoskę. Ciało: Jak już mówiłam - Tiffany ma blady odcień skóry. Jest drobna w budowie i łatwo można pomyśleć, że wystarczy popchnąć ją lekko, a ta upadnie na ziemię. Nie posiada dużego biustu, chociaż w jej wieku to raczej nic dziwnego. Jest strasznie wychudzona i raczej nie należy do osób wysportowanych. Ma długie, kościste palce. wyćwiczone przy wielu godzinach szycia. Znaki szczególne: Wydaje mi się, że jedyną, charakterystyczną dla dziewczynki rzeczą jest czarna maseczka, którą zakłada na twarz. Praktycznie nigdzie bez niej nie chodzi, a jeżeli i tej nie ma przy sobie , zasłania twarz czarną chustą. Zwykle nosi na sobie czarny, trochę za duży dres z kapturem, który naciąga na twarz, oraz białe legginsy i trampki. Nie ma na sobie żadnych tatuaży, czy charakterystycznych blizn, lub znamion, poza wieloma kreskami na prawej ręce. Często robi sobie żyletkami dodatkowe rany, kiedy coś jej nie wychodzi.

Historia

Co było to minęło i nie ma czasu rozpamiętywać przyszłości, jak to powiedział pewien mądry człowiek (właścicielka owej postaci która nie ma ochoty pisać historię, ale to zrobi, bo w końcu formularz to formularz i wypełnić jakoś należy). Zaczęło się od narodzin, jednak nie jestem już aż takim sadystą, by to opisywać. Na świat przyszła dwójka. Światło i noc. Płomień i astralność. Cień i oświecenie. Innymi słowy: brat i siostra. Tak oto zaczęła się przygoda dwóch istot pozaziemskich, które nauczyły się życia w swoim własnym wymiarze. Nie jest to znany wymiar, nie ma sensu go opisywać. Poczekaj, aż młoda panieneczka sama ci go opisze. Trafiła tutaj po utracie pamięci, domu i... zmiany wieku. Powinna już dawno stała się dorosłą osobą, nawet tam, gdzie większość istot słynęła z długowieczności i czas był dla nich pojęciem względnym. Trafiła tutaj. Do niewoli, poszukując sens swojego istnienia. A gdzie trafiają wszystkie, złe dzieci? Do sierocińca. A stamtąd do domu pewnego zegarmistrza. I była tam z nim, mieszkała... Do czasu. Do czasu pewnego wydarzenia w jej życiu. Zakochała się, została porwana, jej ojciec wrócił i zażądał powrotu nastolatki do domu. A ona nie chciała. Została więc siłą przeniesiona do swojego wymiaru i zamknięta. Popadła w depresję, przeżyła atak i śmierć kliniczną. Wróciła. Nie wiedzieć jakim cudem, ale ponownie znalazła się na Ainelysnart, uciekając przed swoim bratem. Tak, właśnie przed Percivaldem, którego coś opętało i który pragnie wyniszczyć siostrę. Teraz ma przy sobie tylko ducha ojca.

Moce, umiejętności i zainteresowania


  • Persephone - możliwa do aktywowania jedynie w nocy. Bo jedynie w nocy zobaczyć można najgorsze poczwary tego świata. Umiejętność ta pozwala Tytanii na rozmowę ze zmarłymi oraz demonami.Widzi tych, którzy nie należą już do tego świata. Przy większym wysiłku jest nawet wkroczyć do ich umysłu, jednak zwykle zaraz przy pierwszej próbie zdarza jej się stracić przytomność. Wnikanie w historię zmarłego bywa okropnie męczące. Moc otrzymana od ojca.
  • Samookaleczenie - magia, polegająca na dobrowolnym przyjmowaniu cudzych ran. Zaklęcie ma też swoją zaletę, ponieważ rana szybciej się goi, a Tytania odczuwa mniejszy ból. Jest też odporna na wykrwawienia. Typowe śmiertelne rany nie są dla Cienia zagrożeniem życia. Problem leży jedna w tym, że rany przyjęte nie można uleczyć żadnym zaklęciem, gdyż... no... są one "darem".
  • Władca Strachu - wilk wytwarza wokół siebie czarną mgłę. Może się ona roznieść do kilku metrów kwadratowych. Z mgły dziewczyna potrafi utworzyć różne, twoje najgorsze lęki i najbardziej skrywane. We mgle mogą ukazać się też sceny z życia danej postaci. Innymi słowy: w czarnej mgle gra toczy się według zasad Diaboliny. Wytworzenie takiego środowiska kosztuje waderę również ogrom energii.
  • Panienka to chyba z innego wymiaru? - Tytania potrafi o godzinie 3:33 nocy przywołać jedną, magiczną istotę pochodzącą z jej świata oraz otworzyć do niego portal. Niestety, ale zużywa to sporą część energii dziewczyny. Portal ów otwarty jest przez pół cztery minuty co najwyżej. Automatycznie sam odcina się od ziemi.
Na swoje zainteresowania poświęca niewiele czasu. Wcześniej jej jedyną "pasją" było gotowanie i sprzątanie po swoich braciach. Te przydatne umiejętności, potrzebne każdej przyszłej matce uwięzionej w domu, której zadaniem jest również usługiwanie swojemu przyszłemu mężowi opanowała do perfekcji. W swojej głowie ma naprawdę wiele przepisów na różne smaczne potrawy. I desery. Odkąd zamieszkała w Ainelysnart zaczęła interesować się kulturą i historią owej wyspy. Dużo czasu przesiaduje w bibliotece, przeglądając stare księgi i jeszcze starsze zwoje, wypełnione runami, które powoli zaczyna sama sobie tłumaczyć. Nałogowo bawi się magią. Trenuje swoje umiejętności, wiedzę i stara się być coraz lepsza w nowo odkrytym talencie. Wiele osób powiada, że posiada go po matce i byłaby dawniej świetną kapłanką pani Mroku. Ona nie uważa tego za komplement i nie osiada na laurach. Ciągle trenuje. Od jakiegoś czasu z pewnym mądrym panem na Youtubie uczy się również samoobrony. Jako księżniczka powinna umieć się obronić w razie napaści. Świetnie radzi sobie w wilczej formie, jednak z ludzką jest trochę gorzej, bowiem bez małego sztyletu nie będzie już sobie sama w stanie dać radę. Co jej jeszcze wychodzi? Z pewnością taniec i śpiew. Wadera, szczególnie w swojej dwunożnej formie świetnie tańczy, głównie solówki. Daje się łatwo ponieść rytmowi i oddaje się muzyce, często przy tym śpiewając. I to jak śpiewając! Nie jest najszybsza, ani najsilniejsza, za to sprytna za dwóch. Formą... ogólnie nie grzeszy. Łatwo się męczy. Ale logiczne zagadki, daty, gry pamięciowe, nie są jej straszne. Dobrze się również ukrywa i skrada, w dodatku ma lepkie palce, idealne do pracy kieszonkowca. Nie korzysta z tej umiejętności poza treningami, gdyż uważa to za zbędną umiejętność. Szkicuje, od czasu do czasu, kiedy nie ma nic do roboty. Talent odziedziczyła po ojcu.

Przedmioty

  • Katana magiczna z uwięzionym Belzebubem w środku. Ale nie, nie korzysta z niej dosyć często. Kiedy używa magii, broń pokrywa się pentagramami i zaczyna świecić na czerwono. Czy ma jakieś właściwości poza trzymaniem w środku bestii? Nie. Niestety. Po prostu fajnie wygląda.

Ciekawostki


  • Przeżyła śmierć kliniczną. Przeżyła, jednak ona sama uważa, że powinna być już od dawna martwa. Pomimo wielu zaburzeń psychicznych i aspergera, dziewczynka jest odporna na choroby. Ma znakomity układ odpornościowy, a i z urazami organizm laski całkiem szybko jest się w stanie uporać. Zresztą, tyle już rzeczy przeżyła... Ma za sobą jakieś osiem prób samobójczych.
  • Wbrew pozorom - myje się. Jedzenie ojciec wciskał jej siłą i robi specjalnie potrawy, aby je przełknęła. Głównie te ulubione Tiffu.
  • Boi się chorób psychicznych u innych ludzi. Jej bardzo bliska przyjaciółka, Żywiołaczka, nie raz straszyła ją swoim samobójstwem. Między innymi przez to, że Tytania się jej poświęciła całkowicie jej ojciec. Ilekroć dowiaduje się o problemach swoich znajomych - zaczyna panikować.
  • Ma bardzo wrażliwy nosek. Nienawidzi ostrych zapachów i większości damskich perfum. Kocha za to zapach pomarańczy, czekolady, trawy oraz nowych książek.
  • Zwykle jada sama, bowiem irytują ją odgłosy jedzenia (ciamkanie, przeżuwanie, stukanie sztućcami o talerz). Wynikiem jest kolejna nadwrażliwość na kolejny bodziec - słuchowy.
  • Myje się przynajmniej trzy razy dziennie. Cała. Czasami nawet więcej i jej ojciec siłą zmuszony jest wyganiać ją z łazienki.
  • Brzydzi się palenia, alkoholu nienawidzi, jednak marzy, aby się kiedyś zaćpać i poczuć mocniejszy efekt. Nie raz i nie dwa dawkowała leki przepisane od psychiatry, jednak nigdy mocniejszych skutków ubocznych poza bólami brzucha i głowy nie odczuwała. Być może to przez strach.

Achievementy


Kontakt: girlsdarkwolf@gmail.com || Fragonia [howrse]

29 kwietnia 2017

Od Tiffany C.D Somniatis


  Droga dłużyła się całej czwórce (jeżeli wliczymy Darknessa) niemiłosiernie. Tiffany co chwilę z zainteresowaniem przyglądała się przybyszowi. Na oko mógł mieć nie więcej niż dwanaście lat, jednak widząc jego doświadczenie w posługiwaniu się bronią dziewczynka stwierdziła, że nie można było ufać pozorom. A jeżeli był to szpieg?
  - J-jestem Ti-tiffany. - jęknęła dziewczyna, wyciągając powolutku rękę w stronę przybysza. - A ty?
 Chłopak nie odpowiedział. Spojrzał tylko na małolatę i mruknął coś pod nosem, jakby nie była ona warta jego uwagi. Pierwsza myśl, która przyszła dziewczynie do głowy: "Za kogo on się ma?!". Po chwili jednak zdołała się uspokoić. Może po prostu on nie ufał jej, albo nie chciał w takim momencie zawierać nowych znajomości.
 Nagle krzyk. Zdezorientowany czarnowłosy wypuścił ciało trzydziestokilkulatka i odruchowo obejrzał się za siebie. Zobaczył brązowowłosą czternastolatkę, która skuliła się na ziemi i kurczowo trzymała swoją rękę, jakby była ranna.
 Mężczyzna podszedł do niej. Zaraz za nim wyruszył chłopiec z kolorową fryzurą, chcąc sprawdzić, czy dzieje się coś ciekawego. Brązowowłosa, widząc, że zbliżają się do niej obcy mężczyźni, wstała i cofnęła się. Czarnowłosy jednak nie rezygnował i spróbował złapać dziewczynkę. Za nim kroczył dumnie jedenastolatek z tasakiem. Cała trójka po chwili zniknęła Tiffany z oczu. Czarnowłosa została sama z mężczyzną.
 Już miała się odwrócić, aby dźwignąć jego ciało, kiedy... zniknął. Na miejscu, gdzie leżał przedtem Betha Watahy, widać było karteczkę. Tiffany wzięła ją ostrożnie do ręki. Przeczytała na głos napis:
"Za tobą".

 Odwróciła się i wzrokiem natrafiła na patrol policji. SJEW. Ponoć Argona zawarła z nimi sojusz, ale kto wie, do czego się oni posuną. Poza tym.. już było dawno po dwudziestej drugiej. Jeszcze raz spojrzała na miejsce, w którym znalazła karteczkę. Z ziemi unosiła się para. Czyżby Betha watahy dosłownie wyparował? Może uciekł, nie chcąc ponosić konsekwencji swoich czynów?

<Atis? Tylko na tyle było mnie stać [*]>

6 kwietnia 2017

Od Tiffany i Darknessa C.D Somniatis

 To wszystko działo się dla dziewczyny zbyt szybko. Umierający Somniatis, potem próba gwałtu.. wszystko szło nie w tą stronę, co trzeba. Cóż, dwójka musiała się stąd jak najprędzej wydostać, zanim czar minie a mężczyzna się ocknie. 
 Z jednej strony mimo wszystko Tiffany była mu wdzięczna. Gdyby nigdy nie spotkała Darknessa, Atis wąchałby już kwiaty od spodu, a ona zostałaby sama. Nie poradziłaby sobie wtedy w WKNie. Tak wiele się działo, członkowie odchodzili i zostało już zaledwie kilka osób. Bała się, że wataha może wkrótce przestać istnieć, a ona nie poradzi sobie sama. 
 Oboje szybko wyszli na zewnątrz, a kiedy znaleźli się kilkanaście ładnych metrów, jej opiekun nie wytrzymał i czas znowu ruszył. Tiffany wiedziała, że to wszystko go okropnie męczy, a on musiał odpoczywać. Nie mogli jednak wrócić do domu. Znając życie za rogiem mógł czaić się kolejny zabójca, a Tiffany nie da rady obronić siebie ani swojego opiekuna przed kolejną napaścią. Z kolei Somniatis nie da rady ocalić dziewczyny drugi raz.
 Pozostawało wynająć jakiś hotel, jednak i tak należało zmienić arenę. Mężczyzna doskonale to rozumiał. Kiedy Tiffany chciała przerwać tę męczącą ciszę, nagle poczuła uderzenie, a zaraz obok niej pojawił się czarnowłosy, dumnie dzierżąc kosę na ramieniu.
 - Phi, nędzne sztuczki, ale tak łatwo już się ode mnie nie uwolnicie.
 Młoda dziewczynka była zdezorientowana. Czy on będzie teraz ich prześladował? Czy tym razem Darkness spełni swoją zachciankę?
 - Nie radzę. - powiedział spokojnym głosem opiekun Tiffany, zasłaniając dziewczynkę. - Jeżeli nie dasz nam spokoju, Argona dowie się o wszystkim i wywali cię z WKNu.
 Darkness wybuchnął śmiechem i złapał rękę dziewczyny, nie zwracając uwagę na jej opiekuna. Podwinął rękaw Tiffany i pokazał znamię, którego wcześniej na ramieniu dziewczyny nie było... Wilcza czaszka.
 - Ona jest moja. To moje szczenię.

<Atisiu? Mam dwóch ojców i żadnych matek  :33>

23 marca 2017

Od Tiffany i Darknessa C.D Somniatis

 Tiffany podbiegła do czarnowłosego i podniosła jego głowę. Był nieprzytomny. Oddychał nieregularnie, tak, jakby jego płuca protestowały. Powoli umierał. Dziewczynka wtuliła się w niego i zaczęła głośno szlochać.
 Tymczasem Darkness miał własny problem z zombie, który był.. uhh.. raczej wrogo do niego nastawiony. Zrzucił go z siebie a następnie z całej siły wymierzył cios w głowę. Dosłownie przedzielił jego czaszkę na pół swoją kosą. Po skończonej zabawie spojrzał beznamiętnie na dziewczynę.
 - No i k*rwa ma za swoje. - uśmiechnął się złośliwie podchodząc do półżywego mężczyzny.
 Tiffany, która widziała kątem oka ruchy Bethy, osłoniła ciało czarnowłosego opiekuna. Bała się, że Darkness za tą zniewagę pozbędzie się go na dobre. Z drugiej strony, był on ostatnią szansą czarnowłosego.
 - Pomóż mu. -szepnęła cichutko przez łzy. - Proszę. To mój.. tatuś..
 Darkness spojrzał na nią i uśmiechnął się złośliwie. Niby do cholery po co miałby truć sobie dupę i zajmować sobie czas takim..niedowiarkiem? Z drugiej jednak strony, może chociaż trochę dzięki temu zbliży się do Argo.. a taplanie się w jego flakach... bezcenne.
 Bez słowa czarnowłosy odepchnął dziewczynę, która poleciała na bok, robiąc mu miejsce. Mężczyzna spojrzał na ranę tego wkurwiacza. Nie wyglądało to zbyt ładnie.
 - Podejrzewam, że niezbędna będzie interwencja chirurgiczna. - powiedział beznamiętnym głosem Wilkobójca, jakby rozmawiał z Tiffany o pogodzie. - Co za tym idzie? Chellange akcepted! (...)

 Kolejna dawna ziółek na uspokojenie. Melisa nie pomagała. Przynajmniej nie w przypadku Tiffany. Zużyła kolejne opakowanie chusteczek. Tak bardzo się bała. Zamknęła oczy i spróbowała zasnąć, jednak i to nie pomagało. Kanapa na której spała była jak po masakrze "Piła MMA. Jigsaw z Piłą V.S Darkness z Siekierą".
 Darkness po chwili w końcu wyszedł z pomieszczenia. Spojrzał na Tiffany i zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko. Złapał ją za rękę i przyciągnął jej twarzyczkę do swojej. Polizał ją po szyi.
 - Teraz nikt nam nie przeszkodzi.

<Tato - ratuj! xd >

18 marca 2017

Od Tiffany C.D Somniatis

 Czarnowłosa tak bardzo chciała, żeby to nie wydarzyło się naprawdę. Somniatis jej tu umierał, a korytarz ciągnął się niemiłosiernie. Jakimś cudem udało jej się przejść z mężczyzną kilka metrów, ale wiedziała, że jeżeli zaraz czegoś nie zrobi, to czarnowłosy umrze. Zawaliła na całej linii, i w dodatku na jego oczach zabiła. 
 Na jej usta cisnęło się jedno pytanie: daleko jeszcze? Straciła już poczucie czasu. Ile oni szli? Ile jeszcze mają przejść? 
 W końcu zauważyła - światło. U góry. Łażenie po tych wstrętnych korytarzach w końcu miało się zakończyć. Tytania przyśpieszyła trochę i zostawiła na chwilę swojego opiekuna, aby mogła zająć się próbą otworzenia włazu, z którego mogli się wydostać. Po chwili w końcu udało jej się wydostać na powierzchnię. Rozejrzała się sprawdzając, czy aby nikt na nich nie czeka. Zastanawiała się, czy aby nie zostawić w tunelu na chwilę Atisa i nie pobiec po pomoc. Z drugiej jednak strony, jak go dorwą, to będzie mogiła. 
 Nagle coś upadło dosłownie przed twarzą małej Tiffany. Fragment ludzkiej ręki. Po chwili przed nią pojawił się przystojny, czarnowłosy mężczyzna dźwigający worek, z którego przeciekała czerwona ciecz, plamiąc chodnik. 
 - Suń dupę, małolacie! - Betha watahy zrzucił z pleców worek i wyciągnął czarnowłosą, aby tylko sam mógł się wcisnąć do włazu. 
 Zdziwiona Tiffany rozejrzała się i ujrzała grupkę uzbrojonych mężczyzn. Zatkała właz i usiadła na nim, a widząc zbliżających się policjantów, skuliła się, aby wyglądała na przerażoną dziewczynkę. Członkowie SJEWu ominęli ją szerokim łukiem. 
 Kiedy zagrożenie minęło, dziewczynka wróciła do tunelu, gdzie jej opiekun dyskutował na jakiś temat z Bethą watahy. 
<Atisiu? Od dzisiaj więcej pisania. POKAŻMY, ŻE WKN TO WIECZNA WATAHA! T^T>

16 lutego 2017

Od Tiffany cd. Somniatis

 Dziewczynka posłusznie pobiegła w stronę łazienki, gdzie miała znaleźć owy tunel. Była przerażona tym, co stało się jeszcze przed chwilą. Zaraz za nią wszedł Somniatis, który zablokował czymś drzwi, aby chociaż opóźnić przybysza. Tiffany zauważyła płachtę.
 Z zaciekawieniem zerwała czerwony materiał, który spadł na ziemię. Somniatis widząc, co odkryła dziewczynka, cofnął się, jakby obawiał się odkrytego przez czarnowłosą przedmiotu.
 - Zdejmij obraz i połóż go na ziemi. Za nim jest wejście, niezbyt duże, ale powinniśmy się przedostać do tunelu.
 Tytania wykonała posłusznie polecenie swojego opiekuna. Otwór nie był wąski, jednak mężczyzna mógł się spokojnie zmieścić, nie mówiąc już o Tytanii. Kiedy tylko czarnowłosa chciała wejść, nagle drzwi zostały wyważone i wszedł przez nie mężczyzna z bronią w ręku. 
 - Pytam się ostatni raz.. - zaczął i wycelował broń w stronę opiekuna czarnowłosej. - Po której jesteś stronie?
 Widząc to, dziewczynka zamarła. Czuła się tak, jakby nieznajomy celował w nią, nie w mężczyznę. Odruchowo chciała rzucić się na obcego, jednak ten ją odepchnął i strzelił w brzuch ciemnowłosego, który upadł na podłogę.
 Wtedy coś pękło w młodej waderze. Spojrzała wściekle w stronę mężczyzny, który postrzelił jej opiekuna. Sama nawet nie wie, kiedy to się stało.. Zaatakowała. Zamieniła się w waderę i zaatakowała nieszczęśnika. Pistolet wystrzelił kilka razy, jednak nie trafił w młodą wilczycę. Nie minęło kilka chwil, a stała cała, ubrudzona we krwi nieznajomego. Człowiek nie ruszał się. Miał zbyt mocno poharatane gardło, by przeżyć. Zabiła go. Na oczach Somniatisa. Na powrót zmieniła się w człowieka. Zasłoniła twarz rękawem i uklękła przy półprzytomnym czarnowłosym.
 - Ja..tak strasznie przepraszam. - i powstrzymując łzy zdjęła z siebie polar, po czym przycisnęła go do rany Atisa.

<Atiś?>

29 stycznia 2017

Od Tiffany c.d Somniatis

 Dziewczynka wraz z opiekunem wyszła w końcu na zewnątrz wraz z truskawkowym lodem na patyku. Oboje nie przejmowali się zbytnio mrozem. Mężczyzna objął czarnowłosą, która wtuliła się w niego i zamknęła oczy. Tiffany dopiero po zjedzeniu loda poczuła, że jest jej znowu zimno. Odkąd spotkała Atisa nie przejmowała się mrozem aż do teraz. Długo jej to jednak nie przeszkadzało. Chwilę później wraz z Somniatisem weszli do pracowni.
 Wyglądała dokładnie tak, jak po opuszczeniu jej przez Tiffany. Jedynie jej pokój był w o wiele większym ładzie. Dziewczyna, pierwsze co zrobiła, to rzuciła się na łóżko nawet nie zdejmując kurtki i zamknęła oczy. Była tak zmęczona, że po chwili udało jej się zasnąć. (...)

 Czarnowłosą obudził zapach zupy warzywnej. Był tak intensywny, że Tytania szybko poderwała się z łóżka. Zdała sobie sprawę, że nie ma już na sobie ani kurtki, ani butów. Nie przeszkadzało jej to. Cicho weszła do kuchni i zdała sobie sprawę, że czeka na nią przygotowana przez Atisa zupka chińska, a obok niej kubek z herbatą owocową.
 Dziewczyna zasiadła do stołu i zaczęła jeść. Nie minęło dziesięć minut, a miska już była pusta.
 - Nie wiedziałem, że tak bardzo smakują ci zupki chińskie. - zaśmiał się mężczyzna i usiadł przy podopiecznej.
 - Dzisiaj wyjątkowo. - powiedziała Tiffany z uśmiechem na ustach i nagle spoważniała. - Co myślisz o..wiesz.. o tym nowym..Bethcie?

<Atiś? Stwórz mi tu zaraz jakiś zwrot akcji, bo ja nie mam za bardzo pomysłu xp>

24 stycznia 2017

Od Tiffany "Powrót córy marnotrawnej"

 Wszyscy już wyszli z pomieszczenia mrucząc coś pod nosem i przeklinając imię nowego Bethy. Tiffany była zdziwiona nagłą zmianą stanowiska Mixi i zmianą, która zaszła w Argonie. Czyżby Darkness zdołał jej już wyprać mózg, kiedy był w jej ciele? Była już pewna, że widziała gdzieś tego basiora, jednak była zbyt przerażona, żeby podejść i zapytać go, czy aby ją poznaje. 
 Wkrótce i trzynastolatka zmuszona była opuścić pomieszczenie. Ona, jako jedyna spośród wszystkich członków, nie jęczała z powodu nowego zastępcy Argony. Jak to wiele osób powiada - dzieci i ryby głosu nie mają. (...)

 Zima dawała się we znaki. Mimo, iż temperatura wynosiła pięć stopni poniżej zera Tiffany miała wrażenie, że jest o wiele wiele zimniej. Nienawidziła mrozu i nie mogła się doczekać, kiedy w końcu przyjdzie wiosna..szkoda, że to tej pory roku było jeszcze daleko. 
 Ludzie zaczęli swój dzień. Większość z nich właśnie wyruszała do pracy, inni kończyli nocne zmiany. Każdy z nich śpieszył się, aby zdążyć. Każdy, oprócz Tiffany, która przeciskała się między innymi obywatelami. Widziała go na zebraniu i jeżeli się pośpieszy, miała szansę go dogonić. 
 Na samą myśl o spotkaniu z Somniatisem dziewczyna zwolniła jednak kroku. Jeżeli coś schrzani? Jeżeli zegarmistrz będzie na nią zły? W końcu - uciekła. Każdy normalny ro..opiekun byłby zły na dziecko za coś takiego. Dziecko? Nie! Ona była NASTOLATKĄ! 
 Nagle z zamyślenia wpadła na jakiegoś mężczyznę. Nie podniosła głowy. Widziała, kim on jest. Poznała po ubraniu. I nie tylko. Objęła dobrze znaną osobą i powiedziała cicho przez łzy:
 - Przepraszam..

<Somniatis? Wielki powrót Tiffany x3 Wybacz długość - nie potrafię pisać początków ;-;>

23 grudnia 2016

Od Tiffany cd. Argony

  Erna wydawała się zdezorientowana, jednak Tiffany wręcz przeciwnie. Zeskoczyła ze stołka i rzuciła się na Argonę-nie-Argonę. Ta jednak z łatwością zmieniła kierunek ataku dziewczynki, przez co ten trafił w pustkę. Jednak ta chwila wystarczyła Ernie, by zorientować się, że to, co się właśnie dzieje nie do końca jej odpowiada. Wyrwała się dziewczynie i wyciągnęła ręce do przodu w geście spidermana. Czarnowłosa już otwierała usta, by rzucić jakąś kpiącą uwagę, gdy jej ciało zostało owinięte przez grube liany, które swój początek miały w dłoniach Szamanki. 
- Cholera - zaklęła niskim, nieswoim głosem, próbując się wyswobodzić z więzów. Erna chwyciła nóż z blatu kuchennego i podeszła do tej znajomej-nieznajomej.
- Tiffany, posadź ją i przytrzymaj - rozkazała. W głębi duszy miała zamęt. Ktoś opętał Argonę. Czy to nie dziwne? Medyczka sądziła, że wadera już jest opętana. To ten sam demon czy jakiś inny? Może... czy jest jakieś inne wytłumaczenie? Bo tego, że Argona zachowałaby się w ten sposób nie mogła przyjąć do wiadomości. 
  Gdy dziewczynka usadziła wciąż miotającą się kobietę na krześle, Erna poluzowała nieco liany na swoich łapach, by można było nimi jeszcze raz owinąć krzesło i przywiązać pojmaną do krzesła. Cóż. Mieszkanie w porcie czasem się opłaca. Żeglarze nauczyli Szamankę kilku całkiem skutecznych węzłów, która to wiedza przydała jej się przy unieruchomieniu... Alphy.
  Skończywszy, cofnęła się o krok, podziwiając swoje dzieło.
- Daj spokój Erna, nie znasz się na żartach - próbowała rozładować atmosferę fałszywa Argona, jednak widząc minę kobiety przyznała: - Okej. To nie był żart. Ale, cholera, masz na prawdę niezłą dupę. A uwierz mi, wiem co mówię. 
Erna przystawiła sobie stołek, by usiąść na przeciwko opętanej.
- Tiffany! Na co czekasz?! Leć po reflektor! - warknęła, do dziewczynki, po czym mruknęła pod nosem: - Jak był Hoinkas to nikt nigdy nie musiał przypominać, że do przesłuchań niezbędny jest reflektor i ciemny pokój, ale odkąd zniknął oświetleniowiec chyba bierze wolne i wszystko trzeba załatwiać samemu. 
  Kilka chwil później reflektor był już zamocowany, a rolety w oknach szczelnie zasunięte. Zaczęła działaś Magia Świąt. 
  W pomieszczeniu było ciemno. Nagle reflektor skierował swój blask na mrużącą oczy postać czarnowłosej dziewczyny. Przed nią, nie widoczna pod światło, siedziała Erna z teczką, plikiem kartek i długopisem. Cichu rumor po drugiej stronie pokoju sugerował, że Tiffany spadła z drabiny, schodząc z niej po włączeniu reflektora.
- Nazwisko i imię - zapytała rzeczowo Szamanka.
(Argo-nie-Argo? XDD)